DPOD
-
DST
52.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:56
-
VAVG
17.73km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch nawet dość sprawny. Startuję o 6:06. Warunki może nie aż przyjemne ale do jazdy całkiem dobre. Jest sucho, nie wieje, zanosi się na słoneczko. Jedynie temperatura słaba.
Trasę zaczynam jak zwykle przez Sarnów do Preczowa. Tu nachodzi mnie ochota na wariacje. Kręcę w stronę bieżni P4 i toczę się nią do dzikiego przejazdu na P3. Bieżnią toczę się w stronę mola i dalej pod Most Ucieczki. Dalej przez Reden na Starocmentarną i na Mortimerze włączam się na zwykłą trasę. Dzięki temu gięciu na przelocie bardzo spokojnie.
Na mecie równo o 7:00. Trochę nogi odczuły niższą temperaturę. Chyba będzie trzeba się powoli do tego przyzwyczajać.
Po południu ładne słoneczko ale termicznie tak nie za rewelacyjnie. W cieniu nawet dość chłodno. W pracy dopada mnie telefon od Marcina, że zamierza pozaginać z Rafałem w mojej okolicy. Nadaję namiary na moją trasę powrotną i się zobaczy.
Kręcę powrót przez Mec i Środulę w stronę izby wytrzeźwień i dalej Kościuszki w stronę centrum Będzina. Ponowna sesja łączności i czekam na chłopaków przy dworcu autobusowym. Są chwilę później. Witamy się i lecimy. Prowadzę w stronę domu, bo taki jeszcze mam plan.
Przez Zamkowe do lasu grodzieckiego i na światła na "86". Potem odbijamy przy centrum logistycznym Lidla do lasu. I się zaczyna. Zamiast prosto do domu robimy wygięcie najpierw dookoła lasu gródkowskiego w stronę Stachowego, a potem dalej do przecięcia żółtego szlaku i ku DINO. Stamtąd pod Lewiatana i na Kasztanową. Jestem rzut beretem od domu ale zamiast tam wykręcić, zaginamy dalej. Wracamy znów do żółtego szlaku i toczymy się do Brzękowic Dolnych a potem na Wał. Wariantem bardziej stromym. Potem Czerwony Kamień i górka paralotniarska w Górze Siewierskiej. Stamtąd zjazd do "913" i lekko wyginając pod granice Rogoźnika zawracamy ostatecznie w kierunku mojego kwadratu. Oczywiście jeszcze wyginając przez Belną.
Potem dłuższa chwila przy browarku i ostatecznie chłopaki ewakuują się do domu. Podejrzewam, że z zagięciami.
Nie taki był plan na popołudnie ale w sumie fajnie wyszło. Pojeżdżone, pogadane, pośmiane. Super.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
21.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Smętna pogoda, smętny rozruch i start ostatecznie o 6:09. Dziś tylko mżawka i wiatr raczej sprzyjający. Jezdnie mokre po nocnych opadach. Bez przeciwdeszczy raczej nie ma sensu jechać.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Zupełnie bez sensacji.
Na mecie z obsuwą 3 min. Całkiem przyjemnie się jechało. Żeby tylko nie trzeba było ciągle przecierać okularów, to byłoby już super.
Powrót w znacznie lepszych warunkach. Podniosła się temperatura, jest sucho, trochę wieje. Miejscami jeszcze malownicze chmury przywodzące na myśl ulewę ale zgodnie z prognozą ICM-u, nic nie spada.
Wracam lekko objazdowo. Początek zwykły przez Mortimer i Reden w stronę ścieżki przy Alei Zagłębia. Tym razem jednak nie odbijam na Łęknice tylko jadę dalej w stronę dworca kolejowego w Głonogu i stamtąd na Piekło. Potem bieżnia P4 do Preczowa i przez Sarnów do mojej wioski. Od remizy zagięcie do wsiowego DINO i potem, by nie paprać się w rozgrzebanej "913", jeszcze wygięcie przy wsiowym Lewiatanie. Stamtąd prosto do domu.
Powrót przyjemny i prawie spokojny. Jedynie przy P3 trafił się psychiczny szeryf. Cóż, wybaczam mu. Pewnie ma ciężko w domu, może jedyne o czym decyduje, to kiedy wyjść spod stołu i z tego powodu na drodze próbuje sobie udowodnić, że jednak stać go na więcej...
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:27
-
VAVG
18.78km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dość sprawny ale przez zakładanie przeciwdeszczy ostatecznie startuję o 6:05. Warunki wymagające. Wieje mniej więcej ze wschodu. Większość drogi jazda w kropli o różnej intensywności. Na jezdniach pełno wody po nocnych opadach. Temperatura też dupy nie urywa ale nie jest tragicznie. Wszystko to jednak przekłada się na słabsze tempo.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Przez chwilę miałem zamiar pojechać lekko naokoło spokojniejszą trasą ale tempo wykluczyło tą opcję. Miałbym za duże spóźnienie. To wariant na wcześniejszy start. Tak gdzieś na 5:55. Może następnym razem.
Sam przejazd spokojny, bez sensacji. Na mecie mam 3 min. obsuwy ale nie jestem jakoś specjalnie mokry. W kapciach nieco wody, płaszczo-peleryna upaprana ale poza tym ok.
Mimo raczej nędznej pogody zachciało mi się na powrocie nieco objazdów. Wdziane przeciwdeszcze nie były jakoś super konieczne bo w sumie nie padało. Większość drogi było coś na kształt mżawki. Płaszczo-peleryna bardziej chyba tym razem chroniła przed wiatrem, jak wodą.
Trasę kręcę początkowo zwykłą przez Mortimer i Reden w stronę Łęknic. Zmianę robię zjeżdżając z bieżni P3 w stronę Piekła i tam wbijając na bieżnię P4. Takie małe ucho. Dalsze wyginanie to, zamiast pojechać od razu do Preczowa, ucho przez Ratanice. Potem po własnych śladach przez Sarnów i większość mojej wioski aż do ul. Kasztanowej. Tu znów ucho do piekarni, którą to podjeżdżam od strony Strzyżowic. Stamtąd już prosto do domu.
Kręciło się nawet nieźle choć nie za spiesznie. Wiatr i temperatura znacznie osłabiały podawanie nóg. Za to na całej trasie było spokojnie.
Rowerzystów wymiotło. Na bieżniach nie spotkałem nikogo. Nawet wędkarzy. To chyba jedyny solidny plus takiej pogody.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
21.24km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miało być sprawniej na starcie, ale wyszło jak zwykle. Ruszam o 6:09.
Warunki niezłe jednak już czuć, że lato finiszuje. Przede wszystkim wieje zauważalnie, choć dla mnie początkowo pomocnie. Termicznie tak, że jadę na krótko. Jedynie na łapy dałem rękawiczki. I dało radę. Trochę chmurek, trochę słońca jak już raczyło wznieść się nad horyzont i chmury.
Trasa lekko zmodyfikowana choć generalnie przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Zmiana na odcinku od skrzyżowania przy remizie w Preczowie. Jadę w stronę P4 i odbijam za główną drogą w stronę Zielonej. Tym sposobem przybył do przebiegu porannego 1km.
Przejazd prawie spokojny. Jedynie chwila niepewności czy kierownik od strony Będzina raczy się zatrzymać na rondzie.
Na mecie minuta po czasie.
Powrót minimalnie kombinowany ale bez super ekstra kilometrów. Trochę zniechęcały chmurki na niebie. Zwłaszcza te na kierunku, w którym miałem wracać. No i jeszcze krótki opad, który był się objawił na chwilę w ciągu dnia pracy. Na szczęście wiejący wiaterek zdążył go wysuszyć.
Trasa taka, że na początek na Mec i zjazd do centrum Zagórza. Potem przez Mortimer na Reden i dalej Łęknice. Stamtąd już zwyczajnie przez przejazd między Pogoriami, Preczów i Sarnów.
Tempo zupełnie bez ociągania, a na ostatnich 3-4km, nawet dość żwawe, bo jakoweś kropelki się ujawniły. Na szczęście do samego końca wytrzymało i w domu melduję się na sucho.
Przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
Z
-
DST
3.00km
-
Czas
00:12
-
VAVG
15.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranek niepewny pogodowo. Pochmurno, opady, wiatr, opady. Przez to tylko minimalne kursy zaopatrzeniowe. Najpierw do wsiowego Lewiatana w minimalnej kropli. Potem do najbliższej piekarni, już bez opadu. Na więcej się nie zmobilizowałem. O dziwo, poza rowerem, bywają inne ciekawe zajęcia :-)
Kategoria Inne
Z duetem z Mysłowic
-
DST
54.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
02:59
-
VAVG
18.10km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ze startem w trasę długo się ociągałem. Rano, na wstawaniu, padało. Potem chmury dość długo były zniechęcające. Zbieram się na koła gdzieś po 13:00. Plan miałem mniej więcej na kierunku Zendka i Chechła ale w trakcie wytaczania roweru dopadł mnie telefon od Michała. Z Pawłem kręcą mniej więcej w moją stronę i mają do mnie jakieś 6km. Dopytuję od której strony i umawiamy się po drodze. Tym samym zmienia mi się koncepcja trasy i to jeszcze niejeden raz dzisiaj.
Zjeżdżamy się w Brzękowicach Dolnych. Chłopaki żądają dostępu do wody. Wracamy do Dąbia pod sklep ale przy niedzieli zamknięty. Proponuję podjazd do lokalu u mnie na wiosce. Jest akceptacja więc kręcimy przez Malinowice, przy szklarniach i "Przy Kominku" jesteśmy od strony Parku Żurawiniec. Zasiadamy do złocistego i obiadku.
Zregenerowani kręcimy dalej. Przez las gródkowski, za tartak i dalej w stronę Wojkowic. Przecinamy Harcerską i polami kręcimy do Strzyżowic. Tam znów przez pola wydostajemy się do Rogoźnika. Kawałek ścieżką i kolejny teren w drodze do Wojkowic i Bobrownik. Kawałek przed boiskiem w Bobrownikach zauważam, że tył mi nieco pływa. Zjeżdżam na pobocze i macam oponkę. Miękka. Nie ma rady, trzeba wymienić dętkę. Chwilę dłuższą to zajmuje. W oponie nic, a w dętce mikroskopijna dziurka. Pewnie coś się wbiło i wyszło.
Przeserwisowawszy się kręcimy dalej przez Bobrowniki. Po drodze mały postój po napoje i kręcimy do Wojkowic, po drodze odbijając na mostek dla pieszych nad Brynicą, w drodze do Kamyc. Stamtąd terenem, asfaltem i znów terenem do Przełajki pod kościół.
Z tego miejsca już długo razem nie jedziemy bo tylko mostek na czerwonym szlaku do Czeladzi i chwila postoju na skwerku przy "94", naprzeciw stacji benzynowej. Pojenie, gadanie i takie tam przez kilkanaście minut a potem ruszamy już w powrót. Paweł z Michałem przez Piaski na Sosnowiec a ja odbijam w stronę M1 i przez Będzin, las grodziecki i rozgrzebaną "913" kręcę do domu.
Fajnie druga część niedzieli zleciała. Pojeżdżone, pogadane, pośmiane. Nie zlało nas choć czasem chmurki wyglądały tak jakby już, już miało.
Po powrocie do domu jeszcze chwilę zabawy z Rzeźnikiem. Nabijam w kółko 5 barów luftu żeby się oponka ułożyła bo ręcznie nie byłem w stanie z pompki tyle wycisnąć i kółko trochę biło. Po luftowaniu jest ok. Rowerek na wieszak i można już dziś dychnąć.
Michał, Paweł, dzięki za wspólne kręcenie.
Kategoria Inne
ZOZ
-
DST
26.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:11
-
VAVG
21.97km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś tylko jeżdżenie zaopatrzeniowe choć trochę ponaginane.
Ruszam późno, coś koło 13:00. Jest już piękna lampa, trochę wieje.
Na początek najkrótszy kurs do wsiowego Lewiatana i taki sam zjazd. Po rozpakowaniu dostawy. Sakwy zamieniam na plecak i ruszam w nieco objazdowy kurs do wsiowej piekarni.
Na początek przez Strzyżowice do Góry Siewierskiej. Stamtąd zjazdem przez Goląszę Dolną, Brzękowice Dolne do Dąbia i dalej przez Chrobakowe i Malinowice do celu.
Z pieczywkiem i słodkościami objeżdżam las gródkowski, niedokończoną "913" kręcę za tartak i odbijam przed torami w stronę Wojkowic.
Wygląda na to, że w końcu na Harcerskiej położą nowy asfalt. Tak wnoszę po zdartym jednym pasie. Należy się tej drodze ta operacja już od lat.
Finisz asfaltowy prosto do domu.
Przyjemne, spokojne kręcenie.
DPOD
-
DST
41.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
21.77km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przy piątku i przed urlopem nie chciało się wstawać, oj, nie chciało. Dlatego też start obsunięty na 6:16. Nie ma rady, trzeba będzie pociskać choć trochę. Na szczęście od samego rana zakładałem, że dziś dojazd Rzeźnikiem.
Warunki o poranku takie, że na polach mglisto, czyste niebo, rześko i chyba bez wiatru albo sprzyjający.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Ogólnie bez sensacji. Jednie na rondzie w centrum D. G. chwila niepewności czy kierownik naginający od strony Będzina raczy się zatrzymać. Zatrzymał się.
Na mecie równo o 7:00. Przyjemny dojazd do pracy.
Powrót raczej niespieszny poza odcinkiem od Łęknic do zjazdu na Preczów. A w ogóle trasa częściowo spontaniczne zaginana.
Zaczynam przez las zagórski zwykłym wariantem. Potem Reden i Łęknice. Przejazd z P3 na P4 i dalej do Preczowa. W Sarnowie zbiera mi się na eksplorację więc za rurą zaginam w prawo. Ładny zjazd, który potem muszę odrobić. Na dziko przez "86" przebijam się pod szklarnie w Borach Malinowskich i stamtąd terenem do granicy Psar i Malinowic. Terenowo ciągnę do Strzyżowic nie dojeżdżając do nich tylko spontanicznie zaginając w ul. Kasztanową. Dopiero potem, już asfaltami, grzecznie do domu.
Przyjemnie i spokojnie na powrocie. Pogoda lampiasta.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
43.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
02:10
-
VAVG
19.85km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zanosiło się na start z zapasem czasowym. Wyszło tak, że ruszam o 6:12. Czyli jazda na styk.
Warunki dość różne od wczorajszych. Przede wszystkim sporo mgieł. Miejscami dość gęste. Termicznie przyjemnie. Raczej bez wiatru.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą. Bez ekscesów.
Na mecie równo o 7:00.
Powrót okraszony spontanicznymi zwrotami w warunkach bardzo miłych termicznie.
Początek przez las zagórski ale wariantem wzdłuż Rowu Mortimerowskiego i dawnym nasypem kolejowym. Wypadam z lasu na Staszicu koło Bachusa. Potem zjazd pod "94" i dalej przez Reden na Łęknice. Przejazd z P3 na P4 i do Preczowa. Tu mi się odechciewa podjazdu do Sarnowa i odbijam w stronę czarnego szlaku Zielona-Łagisza. Ciągnę szlakiem do Stachowego i potem pod magazyny DL Invest.
Stamtąd asfaltem po swoich śladach do żółtego szlaku. Nim do terenowego łącznika od urzędu gminy do Strzyżowic i dopiero stamtąd zjazd prosto do domu.
Generalnie niespiesznie, przyjemnie, spokojnie. Jedynie na bieżniach nieco dynamiczniej żeby się stamtąd szybko zwinąć, bo ruch dziś znacznie większy niż wczoraj. Wczoraj właściwie było kompletnie pusto.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
50.00km
-
Czas
02:33
-
VAVG
19.61km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch "taki se". Ruszam o 6:10.
Warunki nie takie straszne, jak jeszcze wczoraj na wykresach ICM obiecywał. W nocy dość konkretnie lało i na zewnątrz są tego ślady ale o poranku jest już dość ok. Jezdnie mokre, pochmurno, raczej nie wieje, nawet ciepło, sporo wilgoci w powietrzu. Przyjemnie do jazdy.
Trasa zwykła przez Sarnów, Preczów i Dąbrowę Górniczą zupełnie bez sensacji.
Na mecie jestem równo o 7:00.
Bardzo przyjemny dojazd do pracy. Nogi podawały zdecydowanie lepiej niż wczoraj.
Powrót lekko zaginany w towarzystwie.
Początek zwykły przez Mortimer i Reden w stronę Pogorii 3. Chwila przerwy na browarku w "13". Szczęśliwie udaje się przeczekać ulewę przy tej okazji. Dalej przejazd na Pogorię 4 i bieżnią aż do zjazdu przed mostem. Potem Warężyn, Dąbie, Goląsza Dolna, Góra Siewierska i zjazd do Strzyżowic.
Niespecjalnie spiesznie na podjazdach, umiarkowanie na płaskich i ile samo leciało z górki.
Pogoda generalnie dopisała choć trzeba było się trochę z wiatrem siłować gdzie wypadło jechać na zachód.
Ogólnie przyjemny powrót.
Kategoria Praca






















