Praca
| Dystans całkowity: | 116396.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6125:33 |
| Średnia prędkość: | 19.00 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2967 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD Ass Saver
-
DST
35.00km
-
Czas
01:32
-
VAVG
22.83km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Temperatura między +3 a +4. Chyba lekki wiaterek. Start 6:08. Jedzie się bardzo przyjemnie. Od samego początku ładny spektakl wschodzącego słońca. Kilka razy się zatrzymuję by pstryknąć foto ale efekt taki sobie wychodzi. Potem jeszcze postój przy Nemo. Na Mortimerze zaczyna padać i koło DorJana już jedzie równo. Do mety w deszczyku.
W ciągu dnia trochę popadało ale do godziny mojego startu większość zdążyła wyschnąć. Mimo tego przygotowuję sobie Ass Saver-a wg projektu ze strony Zagłębiowskiej Masy Krytycznej, do którego to link podesłał mi Grzesiek w komentarzu pod zdjęciem na temat mojej prowizorki błotnika z butelki i zipów, zamieszczonego na "googlach plusach". Materiał miałem raczej słaby do tego projektu i wycięty wg szablonu gadżet nie wyglądał zbyt efektownie. Nieco wątpiłem w jego skuteczność ale zdecydowałem się jednak przetestować. Startuję w stronę Mecu i dalej przez Środulę i Stary Będzin do serwisu. Tu lekkie upuszczenie powietrza z przedniego amorka coby go nieco "zmiękczyć". Sprawdzam też, czy faktycznie Ass Saver działa. Zadek suchy. Na osłonce widać zaś, że coś wody od niej się odbiło bo nadziabana szarymi kroplami. Kto by pomyślał, że takie coś okaże się skuteczne?! A jednak. Resztę powrotu uskuteczniam też bez większego gięcia czyli Łagisza i Sarnów. Na wylocie z Będzina w stronę Łagiszy, na dwupasmowej jezdni wyprzedza mnie jakaś Panda w, ni to żółtym, ni o zielonym, kolorze nie zachowując bezpiecznej odległości. Nie wiem czy od kierownicy było to 20 cm. Miałem wrażenie, że było mniej. Potem jeszcze ostre hamowanie w Psarach przed jakimś kundelkiem. W domu ląduję przy pierwszych kropelkach deszczu. Chwilę potem była ulewa i grzmoty czyli chyba pierwsza burza w tym roku.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
02:16
-
VAVG
18.53km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termometr utknął między +2 a +3. Jezdnie mokre ale bez deszczu. Wiatr nieprzeszkadzający lub nieobecny. Miejscami lekkie zamglenia. Start 6:07. Przejazd spokojny i szybki. Po drodze foto hotelu. Wokół budowy ronda na Zagórzu straszne bagno. Nie ma szans przejechać by czegoś na gębę nie zebrać spod kół :-/ I tak pewni jeszcze z pół roku przynajmniej.
Po pracy pogoda żadna rewelacyjna ale przynajmniej nie pada i nie wieje. Decyduję się popróbować terenu. Spod fabryki kawałek asfaltu i lasek zagórski. Bagnisto. Miejscami rozlewiska do przebrnięcia. Wybywam z tego lasu na Mortimerze naprzeciw DorJana. Asfaltem do parku Hallera i przez "dworzec kolejowy" przebijam się w stronę oczyszczalni ścieków i na terenowy kawałek wzdłuż torów na Ksawerę. Warunki podobne jak w lasku. Znów kawałek asfaltu i wbijam na ścieżkę na wałach Czarnej Przemszy jadąc do Będzina. Miękka ale jeszcze niezbyt rozjeżdżona. Zjeżdżam z niej w kierunku Teatru Dzieci Zagłębia i asfaltem przebijam się pod serwis i dalej na Zamkowe. Z osiedla wbijam w lasek grodziecki. Tu przez kawałek drogi płynie sobie strumyczek. Obydwoma koleinami. Ufajd Rzeźnika narasta. Przed leśniczówką wbijam na szlak w stronę "Dorotki" i przerzucam się na polną drogę w stronę Gródkowa. Przeskakuję "913" przy restauracji "Pod Lwem" i objeżdżam lasek gródkowski od wschodu kierując się na szlak żółty. W terenie miękko, koleiny czyli dobra zabawa. Przez kawałek lasku za Urzędem Gminy Psary przebijam się na terenowy łącznik w stronę Strzyżowic gdzie ostatecznie porzucam wertepki uflejany po gębę. Ostatni kilometr i ląduję w domu. Rowerek uświniony dokumentnie. Ponad pół godziny schodzi mi na czyszczeniu i smarowaniu.
Powrót bardzo przyjemny i urozmaicony choć niezbyt szybki. Wniosek z tego krótkiego przeglądu terenu jest taki, że jeszcze nie czas na większe hasanie. Przydało by się tak z tydzień bez opadów i z ciepłym wiatrem. Chyba jednak jeszcze za wcześnie liczyć na takie cuda ;-)
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
42.00km
-
Czas
02:16
-
VAVG
18.53km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś warunki do jazdy nieco wymagające: +1, drobny deszczyk, wiatr. Nasłuch ujawnił, że samochody bardzo hałasują po mokrej jezdni co oznacza konieczność zastosowania zestawu gumowego. Start 6:05. Kręcenie niezbyt intensywne żeby się nie zagotować. Przejazd spokojny i dość sprawny.
Na powrocie zestaw gumowy wędruje do sakwy. Jezdnie nieco przeschnęły więc można było jechać mniej opancerzonym. Jednak powrót jakoś opornie odbieram. Wrażenie chłodu, niepodajność nóg... Ogólnie tempo spacerowe. Na początek przez centrum Zagórza do Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu. Potem molo na Pogorii 3 i bieżnią do zjazdu obok "13" na Piekło. Stamtąd wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Tu zmiana sakw na większe i jeszcze zagięcie do wsiowego Lewiatana.
Jeszcze mi się przypomniało, że rano na Zielonej drogę przebiegło mi mini-stadko sarenek. Tak z 5 ich było przynajmniej. Uroczy widok. Znaczy się, że w naszych lasach coś jeszcze żyje ;-) Niestety zero szans na foto bo aparat zakopany w sakwie jechał a zwierzyna była bardzo szybka.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:40
-
VAVG
21.60km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3. Zgodnie z prognozami jezdnie mokre, koleiny z wodą, z chmur kapie, wiatr nieodczuwalny lub sprzyjający. Start 6:10 ze względu na konieczność zamontowania jakiegoś dupochrona przed wodą. Kończy się na prowizorce z 2 zipów butelki po coli. Jak się okazuje na mecie, bardzo skutecznej. Zadek suchy. Do świateł na Alei Róż przejazd spokojny. Na światłach jakiś $q4v7$yn w srebrnym kombiaku zajeżdża mi drogę skręcając w prawo. Wiele nie brakło żeby było nieciekawie. Reszta drogi spokojna. W centrum Zagórza najbardziej zasyfiony kawałek drogi. Tamtejsze wykopki sprawiają, że asfalt pokrywa, w dzisiejszych warunkach, bardzo rzadkie błotko z łatwością rozpylane przez przednią oponkę bezpośrednio na twarzy, okularach i kamizelce. Coś jakby błotne spa. Do pracy dojeżdżam jednak raczej suchy. W sumie podróż kwalifikuję jako całkiem przyjemną.
Nieestetycznie ale skutecznie.
Powrót w warunkach dalekich od ideału. Wiatr i lekki opad prosto w gębę. Bez gięcia kolejno: centrum Zagórza, Mortimer (gdzie jakiś inny furiat zajeżdża mi drogę), molo na Pogorii 3, Zielona, Preczów, Sarnów. Kręcenie bardziej stateczne. W sumie zrobiłem 1km po terenie i wniosek jest taki, że na dłuższe rajdy po wertepkach przyjdzie jeszcze poczekać. Prognoza na dziś się sprawdziła generalnie więc nieco obawiam się jutra. Ma być jeszcze bardziej mokro :-/
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.74km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
+4. Wiatr nierejstrowalny. Jezdnie mokre. W koleinach minimalna ilość wody. Bez opadów. Start 6:02 i od samego początku mam wrażenie, że przejazd będzie szybszy raz, ze względu na temperaturę, dwa, na pojazd. W centrum Dąbrowy Górniczej ląduję przy średniej 26km/h. Potem już ciut wolniej bo światła, skrzyżowania i inne takie. Dodatkowo przy budowie ronda w centrum Zagórza muszę zmienić nieco kierunek bo zryli mi pobocze. Trochę mi to ciężko przez gardło przechodzi... tfu, cholera... ale przejazd do pracy był dziś czystą przyjemnością :-p
Po pracy powrót bez gięcia ale z wariacjami. Kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, 12% na Syberkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tym razem chyba jazda pod lekki podmuch. Ewentualnie ochłodziło się powietrze. Czuć było chłód. Powrót mimo tego równie przyjemny i zadziwiająco szybki. I straszna radocha na zjazdach :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
20.38km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Wiatr nierejstrowalny. Start 6:06. Jechało się bardzo przyjemnie i spokojnie. Wkurzała mnie tylko nieco przednia przerzutka. Łańcuch trze o wózek jak wrzucę na blat. Rano nie miałem już czasu tego sprawdzić i większość drogi na 2/6 - 2/7 żeby się nie irytować. Zresztą te przełożenia wystarczyły w zupełności. Po drodze foto hotelu. Już 2 piętra wystają nad ul. Legionów Polskich. Chyba niedługo będzie finisz i wykańczanie.
Po pracy powrót bez gięcia. Kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, Stadion, nerka, Łagisza, Sarnów, Psary. W Łagiszy trafił się króliczek ale jakoś tak szarpanie jechał. Raz zostawał z tyłu, potem leciał do przodu. W końcu na światłach w Sarnowie z rozpędu poleciał daleko do przodu i była motywacja by nieco intensywniej pokręcić żeby go z oczu nie zgubić. Na zostawienie go w tyle raczej nie liczyłem bo nieco zmęczenie po wczorajszym wychodzi i dodatkowo nieco sakwa dociążała. Ale udało się trzymać go w zasięgu wzroku i na jakieś 500m od domu w końcu go dociągnąć. Potem on skręcił ze Szkolnej w lewo, ja w prawo i tyleśmy się widzieli. Pokusa była żeby jeszcze kawałek pojechać w ogonie ale dziś żelazny plan wypucować i nasmarować full-a więc darowałem sobie szaleństwa. Na czyszczeniu schodzi mi trochę ale za to rowerek wygląda o niebo lepiej. Po przesmarowaniu armorków i łańcucha testowe 500m. Wszystko działa jak należy więc jutro chyba do pracy Rzeźnikiem. Ciekawi mnie czy uda się pojechać standardowy kawałek szybciej niż Rumakiem i Strzałą. Jak tak spojrzałem na te dwa ostatnie rowerki, to im bym też musiał w końcu jakieś czyszczenie sprezentować.
Kategoria Praca
D - error - PND
-
DST
34.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
19.43km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-3 na starcie. Bez wiatru. Start 6:03. Od jakiegoś już czasu irytowała mnie przednia przerzutka w Błękitnym. Na 3 biegu łańcuch tarł o wózek. Dziś było jeszcze gorzej. Dodatkowo przy wrzucaniu "trójki" wydawało mi się, że po jednym urywają się włókna linki. Po 3km nawet już na "dwójce" łańcuch tarł o wózek więc zacząłem podejrzewać, że to jednak bliski koniec linki. Przejechawszy światła między Gródkowem a Łagiszą przystaję przy krzakach i z leżącej gałęzi odłamuję kawałek tak na wszelki wypadek. "Wszelki wypadek" zdarza się niecały kilometr dalej. Przy wrzucaniu na blat linka pada. Zjeżdżam na chodnik. Wyciągam nożyk i szybko strugam klin. Blokuję przednią przerzutkę na "2" z przodu. Reszta drogi już bez sensacji. Po drodze kolejne foto hotelu. Na miejscu ląduję równo o czasie. Przy okazji orientuję się, że nie skasowałem sobie od wczoraj licznika.
Prowizorka ale skuteczna. Dobrze, że to nie tył się urwał bo problem byłby większy.
W pracy dziś mi zeszło dłużej. Trochę z powodu pracy a trochę ze względu na wymianę linki. Tradycyjnie już zabawa z wydłubaniem urwanej baryłki. Nie chciała się dać wypchnąć i dopiero odkręcenie górnej pokrywy dało pożądany efekt. Potem już z górki. Przejazd powrotny ujawnił, że lekko jeszcze trzeba podregulować. Wracałem zaś najkrótszą drogą zahaczając o serwis. Niestety byłem tam już po zamknięciu więc Sparka nie miałem okazji obejrzeć na żywo. Potem przez Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Bez ciśnienia bo padły baterie w czołówce a nie chciało mi się już zatrzymywać by je zmienić. Powrót spokojny. Bardzo przyjemnie się jechało. Albo niedawna przerwa dobrze mi zrobiła i teraz aż chce się kręcić albo też zmienia się aura na bardziej sprzyjającą. GPS znów -1 :-/ I to w takim miejscu, że nie powinien był się "wiuchnąć". Później, na dużo gorszych wertepach, pracował bez zarzutu. Nie rozumiem :-( Strasznie irytujące te zwiechy.
Kategoria LinkaP, Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-7 na wstawaniu. Nawet jeśli się nieco ociepliło do startu to i tak było max. -5. Do tego wiaterek z kierunku zdecydowanie przeciwnego choć zauważalnie słabszy niż wczoraj. Start 6:06 czyli będzie krucho z czasem. Mimo tego wszystkiego jedzie się całkiem przyjemnie i sprawnie. Po drodze foto hotelu obok Nemo i wykopków przy budowanym rondzie w centrum Zagórza. Na miejscu ze stratą 4 min. Bardzo przyjemny dojazd do pracy. I w końcu znów jest możliwość podziwiania wschodu słońca. Po drodze bardzo ładne "przedwschodowe" widoczki.
Nowy rowerek, mam nadzieję, już w drodze :-)
Po pracy kręcę standardem pod molo na Pogorii 3. Zbiornik zamarznięty. Na bieżni połacie lodu. Na jednej z nich miałem chwilę strachu bo poczułem, że koła nie mają żadnej przyczepności. Na szczęście jakoś udało się wybronić i nawet podpórka nie była konieczna, jednak ten epizodzik skutecznie ostudził zapał do szarżowania. Trochę wertepkami równoległymi, trochę ścieżką dociągam do Świątyni Grillowania i przebijam się przez rozmiękłe, dzikie przejście przez tory. Pomiędzy jedną parą szyn, a drugą dopada mnie telefon z serwisu. Jest! Przyjechał Scott! :-) Jutro pojadę zarzucić okiem na niego, a w sobotę sobie go odbiorę. Na razie i tak będzie stał bo po tym, co zobaczyłem na przeskoku przez tory, to nie ma sensu wyjeżdżać jeszcze w teren. Albo lód i zlodowaciały śnieg, albo bagno. Na zjeździe za torami w stronę Pogorii 4 skorupa lodu. Tylko brzegiem zlodowaciały śnieg. Sprowadzam rowerek i dopiero na dole ponownie zaczynam kręcenie. Reszta drogi czystsza. Końcówka bez gięcia przez Preczów i Sarnów. Wniosek z powrotu jest taki, że na razie pozostają do dyspozycji tylko asfalty albo totalny ufajd w terenie. Generalnie powrót bardzo przyjemny. Wiatr nawet jak był to musiał mi sprzyjać bo go w ogóle nie zauważyłem. Lądowanie za jasności. Cieplej.
Kategoria Praca
DPDNZ
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-5 na starcie. Na pierwszym kilometrze strefy z konkretnymi mgłami. Podmuch niezauważalny. Jezdnie, w związku z temperaturą, miejscami zlodzone. Przejazd jednak bardzo przyjemny i spokojny. GPS -3. Wyłączał się przy całkiem niedużych wstrząsach. Chyba czas poważnie myśleć o nowym. Po drodze postój w celu sfocenia hotelu obok Nemo. Urosło mu się trochę od czasu, kiedy ostatnio go fociłem.
Po pracy powrót przez Będzin, gdzie zahaczam o serwis by w końcu zamówić nowy pojazd. Okazuje się, że są schody. Wszyscy producenci mieszają z cenami. Jedni podnoszą. Inni zawieszają sprzedaż. Podobno z powodu kursu dolara. Wybranej Meridy nie da się teraz zamówić :-/ Oglądam katalogi Scott-a i jeden z modeli zeszłorocznych ma to co bym chciał i jest w moim zasięgu więc sprawa rozstrzygnie się w poniedziałek. Jak po telefonie będzie info, że jest dostępny to się zdecyduję na tego Scotta. Trochę lepsze amory i dłuższa gwarancja na ramę za niewiele wyższą cenę. Jak nie będzie tej opcji to chyba przyjdzie przeczekać zawirowania na rynku aż się sytuacja ustabilizuje. Potem przez Zamkowe, Grodziec i Gródków wracam do domu. Jeszcze za jasności. Tu zmiana sakw i zagięcie do wsiowego Lewiatana. Dystans na oko bo GPS wyjątkowo nie chciał dziś współpracować. Zmierzył jakieś 32km tymczasem pokonany przeze mnie dziś dystans to min 36km. Łącznie posiało się przynajmniej 4km. No niedobrze. Zastanawiam się czy to wina temperatury czy też wstrząsów. Albo może kombinacja tych czynników. Zakup nowego GPS-a przed poważniejszymi wyjazdami może okazać się już nie zachcianką tylko koniecznością. Ten, co prawda, dalej po włączeniu pokazuje prawidłowo pozycję, ale już z rejestrowaniem śladu i liczeniem czasu i dystansu jest problem. Szkoda, bo dużo razem zjeździliśmy i szkoda go spisywać na straty, ale naprawa raczej nie będzie już opłacalna a może nawet możliwa :-( W turystyce pieszej jeszcze się sprawdzi bo w tego typu aktywności nie ma zbyt wiele wstrząsów takich jak na rowerze. Sęk w tym, że chodzenie odprawiam sporadycznie.
Kategoria GPS-, Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
18.42km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2. Jezdnie lekko mokre. Podmuch chyba dziś sprzyjający. Start 6:06. Przejazd spokojny i całkiem przyjemny. Na miejscu z zapasem 3 minut.
Po pracy jakoś bardzo zmechacony się czułem a do tego temperatura na powrocie była niższa niż rano. Spacerowym tempem kręcę chodnika mi pod hotel obok Nemo strzelić kontrolne foto. Potem przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i skrótami do Preczowa i dalej terenem do Łagiszy. Tu wybywam na asfalt i przez Sarnów wracam do domu. Na końcówce nawet jakieś drobne, mżawkowe kapanie się pojawiło. Jeśli prognozy się sprawdzą to jutro może być okazja do jeżdżenia po świeżym śnieżku.
Kategoria Praca






















