Praca
| Dystans całkowity: | 117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6182:11 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.19 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPDZ
-
DST
40.00km
-
Czas
02:13
-
VAVG
18.05km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dobrze, że w końcu do pracy na rowerku. Od razu dzień zaczyna się jakoś pozytywniej. Trochę jednak psuje to wrażenie pogoda. Nim wystartowałem było w miarę ok ale tuż przed 6:00 zaczęło kapać. Nic groźnego jednak dojazd trochę uprzykrzało, co chwila musiałem przecierać okulary. Startuję o 6:15 więc z czasem wąsko i decyduję się, w związku z tym, na dojazd najkrótszą drogą czyli przez Będzin. Na drogach jakby nieco intensywniejszy ruch ale udaje się przejechać bez zbędnych nerwów. Na miejscu jestem lekko po czasie za to niespecjalnie zmoknięty. W butach sucho więc jest ok. Przyjemny dojazd do pracy.
Nim wyszedłem z pracy powiało i wysuszyło. Niestety wiać nie przestało i większość drogi to zmagania z zimnym wiatrem. Zmógł mnie na tyle, że jak wjechałem do mojej wioski to musiałem wdepnąć do piekarni po jakieś szybko przyswajalne kalorie by dociągnąć do domu. Normalnie mnie odcinało. Trasa powrotna przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Po drodze jakaś księżniczka wyprzedzała mnie na Starocmentarnej mimo tego, że sygnalizowałem skręt w lewo. Z podziwu nie mogę wyjść jak ci ludzie "prawko" robią. Przed Mostem odbijam w stronę Łęknic i wzdłuż P3 toczę się na Piekło. Potem wzdłuż P4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Tu przerwa na wchłonięcie jeszcze jednej, większej porcji kalorii o raz kawki. Trochę mnie to stawia na nogi. Pakuję sakwy i ruszam standardowym zagięciem do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie. Z balastem prosto do domu. Na powrocie zauważalnie chłodniej niż rano. Powrót w tempie spacerowym nieco wymęczony. Jednak nie udało się gładko przeskoczyć przez zmianę czasu. Sam nie wiem czy bardziej pasuje powiedzieć, że jestem zagubiony w czasie czy bardziej, że mam jet laga.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
17.95km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsze starcie z gruntem ujawnia, że jest przymrozek. Odczuwalnie chłodniej niż wczoraj i to zauważalnie. Lekki podmuch z południa. Zapowiada się, że będzie słoneczko na finiszu dojazdu bo chmur niewiele. Na kołach jestem o 6:08. Jezdnia nie wydaje się całkiem sucha więc w połączeniu z temperaturą może dać słabą przyczepność. Jednak przeczy temu test hamowania przed domem. Mimo tego jadę ostrożnie. Ponownie dojazd przez Będzin. Jakoś spokojna ta trasa jest teraz. Kiedyś ruch był jakby większy. Na skrzyżowaniu ul. 11-go Listopada i Kościuszki pierwsze ostrzeżenie. Tylne koło w trakcie zwalniania zaczęło lekko uciekać. Wjeżdżając na górkę spod izby wytrzeźwień wpadam prosto w słoneczne promienie. Przed mostem przy cmentarzu na Środuli kontrola trzeźwości. Dziś chyba target obejmował wszystko co jeździ bo też musiałem się wykazać tym, co mam w oddechu. Finisz z rezerwą 3 min. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
W ciągu dnia było trochę słoneczka i temperatura podskoczyła. Wzmógł się też wiaterek. Na powrocie słońce schowane za chmurami i wieje przez większą część drogi w twarz. Ale da się jechać. Wracam przez Mortimer i Reden w stronę mola na Pogorii 3. Potem bieżnią do Świątyni Grillowania, przez tory na bieżnię P4 i potem standard przez Preczów do Sarnowa i do domu. Po drodze spotykam całkiem sporo rowerzystów. Widać, że wielu czekało na ocieplenie. Powrót w tempie spacerowym, spokojny i przyjemny.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
38.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
18.24km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Znów mi nie poszło grzebanie przedstartowe i na kołach jestem o 6:12. Jakby lekko wiało. Nie pada ale jezdnie wilgotne. Temperatura na plusie. Ruszam trasą jak wczoraj, przez Będzin. Sumarycznie jechało się lepiej ale wciąż daleko jeszcze do letnich rajdów. Poza tym chyba nie do końca pozbyłem się pozostałości po przeziębieniach. Albo ciągle dają się we znaki elementy smogu. Przez to czasy przejazdów mam słabe. Dziś kończę z minutą obsuwy.
Powrót na sucho ale za to przy zauważalnym wietrze. W okolicach pojezierza dość zimny. Trasę kręcę podobnie jak wczoraj. W centrum Zagórza przyuważam Prezesa jak na rondzie zjeżdża w stronę Lidla. Przez chwilę myślałem, że mi ucieknie ale chyba krążył licząc na to, że na siebie wpadniemy. Podjeżdżam. Witamy się. Chwila gadania. Niestety dziś nam kierunki nie pasują. Ja na Dąbrowę Górniczą a Marcin do centrum Sosnowca. Chwilę potem żegnamy się i każdy w swoja stronę. Od momentu Mostu Ucieczki zmieniam trasę w stosunku do wczorajszej i odbijam na Łęknice. Dalej na Piekło gdzie wbijam na bieżnię przy P4. Potem już standard przez Preczów i Sarnów. Na wjeździe do mojej wioski jakiś zator. Z daleka widać tylko migające koguty - żółte i niebieskie. Kiedy podjeżdżam bliżej widzę po lewej rozwaloną beemkę. Ma zmasakrowany przód z lewej strony. Nie widzę drugiego ewentualnego uczestnika ale może już zdążyli go sprzątnąć. Zresztą Policja wymija mnie chwilę wcześniej więc to chyba ostatki tej akcji. Nie wiem co do końca się stało ale jakoś trudno mi uwierzyć, że ten w BMW był bez winy. Może uprzedzenia ale nie bezzasadne. Mnie na szczęście cały powrót przeleciał spokojnie. Na finiszu robię jeszcze wjazd do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie i spokojnie staczam się do domu. Na powrocie raczej pochmurno i wietrznie, tak sobie termicznie ale ogólnie pozytywnie. Byle gorzej nie było to będzie dobrze.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
18.31km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Długa przerwa częściowo spowodowana ponownym przeziębieniem i częściowo temperaturami w okolicach -10, -15, przy których, owszem, da się jeździć, ale przyjemność z tego żadna. A już zwłaszcza jak trzeba być na czas w pracy. Dziś warunki niespecjalnie idealne ale w końcu uznane przeze mnie za zdatne na dojazd. Jest raczej powyżej zera choć potem po drodze miałem kilka razy wrażenie, że mi coś pod kołami chrzęści jakby kruszone drobinki lodu. Trochę też kapie. Nic specjalnie poważnego. Tyle tylko, że nieco ogranicza widoczność i zmusza do regularnego przecierania okularów. Ów deszczyk też w którymś momencie zamarza mi na rękawach kurtki w cienkie pasma lodu. Generalnie jest jednak o niebo lepiej niż jeszcze wczoraj. Kręcę dojazd przez Będzin bo start mi się obsunął na 6:09 a potem jeszcze chwilę zamarudziłem naciągając pokrowiec na plecak. Droga raczej spokojna. Na finiszu jestem równo o czasie. I tu jedyna niespodzianka z trasy - oblodzony chodnik. Na szczęście udaje się nie fiknąć.
W ciągu dnia wyschło to, co padało rano ale nim wyszedłem znów pojawiły się kropelki. Zgodnie prognozą ICM-u. Na szczęście słabsze niż poranne. Wracam trasą przez Mortimer, Reden, Pogorię 3 i 4, Preczów oraz Sarnów. Więcej drogi nie kapie, jak kapie ale końcówka zdecydowanie na mokro. Na szczęście jedynie uprzykrzyło jazdę ale nie przemoczyło. Tempo spacerowe. Spokojnie. Gdyby było na sucho to byłoby wręcz przyjemnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątuniowe spowolnienie. Rozruch nieco leniwy i w efekcie jestem na kołach o 6:07. Znów wiaterek mniej więcej ze wschodu. Wrażenie jest jednak takie, że chyba chłodniej. Z nieba lecą pojedyncze płatki śniegu i się nie roztapiają skrząc się na jezdni i poboczach. W sumie jednak nie jest źle. Kręcę dziś przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze dość spokojnie. Na miejscu jestem z zapasem minuty. Trochę stopy zmarznięte ale i tak jest lepiej niż się spodziewałem. Przyjemny dojazd do pracy.
Wiaterek jakby się wzmagał. Dodając do tego nie za wysoką temperaturę warunki nie zachęcają do objazdów. Kręcę początek powrotu jak wczoraj czyli Mortimer, Reden i Most Ucieczki. Potem jednak skręcam na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Jest to najprzyjemniejszy odcinek. Wiatr wieje gdzieś nad drzewami. W Łagiszy kawałek pod wiatr i od Sarnowa już tylko z bocznym podmuchem. Gdzieś po drodze zaczęły z nieba lecieć pojedyncze płatki śniegu. Powrót spokojny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.26km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rutyna porannego rozruchu czasem aż napawa obrzydzeniem ale cóż począć? Startuję o 6:03. Od razu na wyjściu czuję zapowiadany w prognozach wiatr. Wieje ze wschodu. Na szczęście daleko mu do porywistego. Po prostu rejestrowalny. Spontanicznie, po przejechaniu świateł na "86", decyduję się na powtórzenie dojazdu z wczoraj, czyli przez Będzin. Droga spokojna i raczej pustawa. Kilka razy wyprzedza mnie "107". Latem nie miałby na to szans ;-P Mimo tego, że część drogi mam pod wiatr, to jedzie mi się całkiem dobrze. Na miejscu jestem z zapasem 5 min. nieco mniej zmarznięty niż wczoraj.
Powrót, również jak wczoraj, przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, P3 i P4, Preczów oraz Sarnów. Spokojnie, bez napinki. Część drogi pod wiatr ale i tak jechało się przyjemnie. Na finiszu jeszcze szybki wjazd do wsiowego Lewiatana i prosta do domu. Od Preczowa w towarzystwie ładnego słoneczka. Przyjemnie ale na razie jeszcze nie ciągnie mnie do dłuższych wyjazdów. Wolę jak jest +30. Tymczasem podobno jakieś większe mrozy mają przybyć. Jak będą bez śniegu to jeżdżę dalej. Jak nasypie to znów przerwa.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:56
-
VAVG
18.10km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Naszło mnie na ponowną zmianę trasy dojazdowej i dziś kręcę przez Będzin. Startuję dość wcześnie. Na kołach jestem o 6:01. Warunki podobne jak wczoraj czyli poniżej zera, suche jezdnie. Chyba mniej wiało bo jakoś nie dawał mi się wiatr we znaki na dojeździe. Albo był w plecy. Czas przejazdu do Będzina miałem całkiem niezły ale potem spadł znacznie na podjazdach pod środulskie górki. Nie szarpałem się i nie siliłem na mocne tempo. Bardziej mi zależało na utrzymaniu równego oddechu by nie przeziębić gardła. Chyba się na razie udaje. Na mecie jestem z zapasem kilku minut. Przejazd spokojny i przyjemny. Wciąż tylko powraca problem przechłodzonych stóp. Jedyna część ciała, której ciepłoty nie jestem w stanie utrzymać na zadowalającym poziomie :-/
Dzień dziś bez słońca, smętny i szary. Tak też i na powrocie. Za to jakby odrobinę cieplej choć wciąż na minusie. Kręcę powrót przez Mortimer i Reden w stronę Mostu Ucieczki. Szybko chcę się przebić przez miasta by uciec od popołudniowego szczytu i móc sobie jechać wolniej i spokojniej. Kiedy jestem już za mostem jazda jest zupełnie inna. Ruch na osiedlu domków prawie zerowy. Na bieżni przy Pogorii 3 też niedobitki tylko. Przy Świątyni Grillowania chwilę muszę odstać aż przejedzie pociąg z węglem. Na Pogorii 4 żywego ducha nie spotkałem. Przejazd przez Preczów też przy zadziwiająco małej liczbie samochodów. Kilka napotykam w Sarnowie i w Psarach ale mniej niż zwykle. W domu melduję się z niezbyt imponującą średnią ale za to bez przemarzniętych stóp. W ogóle powrót bardzo przyjemny i niesamowicie spokojny.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
36.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wychodzę i od razu mam wrażenie, że jest chłodniej i lekko podwiewa ze wschodu. Ruszam odrobinę wcześniej niż wczoraj - 6:01. Na jezdniach jakby nieco wilgoci. Kręcę tym razem dojazd przez Sarnów i Preczów. Tempo słabe bo nie dość, że lekko pod górkę to faktycznie czuć lekki podmuch. Na Zielonej jestem w przyzwoitym, choć nierewelacyjnym, czasie. Potem chwila strachu, że mnie "królewna" na rondzie w centrum Dąbrowy weźmie na maskę. Ostatecznie jednak udało jej się wyhamować. ABS górą. Poza tym droga spokojna i przyjemna.
Poranna droga dojazdowa wybrana nie bez przyczyny. Na powrocie miałem zamiar zahaczyć o będzińskiego Kauflanda by uzupełnić zapas chemii. Tak też i czynię. Przez Mec i Środulę przetaczam się w stronę Starego Będzina i dalej na ul. 11-go Listopada. Tu przerwa na wjazd do sklepu. Potem, ze sporym balastem na plecach, niespiesznie przetaczam się w stronę Nerki i dalej na Zamkowe. Przez osiedle wybijam się na kierunek do Grodźca. Ścieżką i chodnikiem wjeżdżam na górkę i dalej kręcę do Gródkowa. Trochę korciło mnie by zjechać do Wojkowic ale ostatecznie dałem sobie spokój. Może jutro jeśli mi tędy droga wypadnie. Grzecznie dotaczam się do domu kończąc na dziś rowerowanie. Powrót spokojny i przyjemny. Taki luty mi pasuje. Zawsze mógłby być gorszy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.78km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Oooo! Jak dobrze być znowu na kołach. Tydzień przeziębienia i tydzień dochodzenia do siebie. I wystarczy. Dziś rano warunki na drodze bardzo dobre. Sucho. Lekko poniżej zera. Nieznaczny podmuch z kierunku nieistotnego. Startuję o 6:05. Ruch na drogach taki sobie. Jedzie mi się dobrze, spokojnie. Nie cisnę. Na razie jadę na trybie wdrażania się do jazdy. Cieszy to, że już nie jest tak ciemno. Na Zielonej widać już całkiem dobrze. Wschód słońca dopada mnie gdzieś między Mortimerem a centrum Zagórza. Finisz wprost na wschodzące słońce. Na miejscu jestem tuż przed 7:00. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Powrót przy ładnym słoneczku i nieco wyższej temperaturze. Miejscami nieco zawiewało jakby z północy ale niezbyt mocno. Wracam przez Mortimer i Reden w stronę mola na Pogorii 3. Bieżnią w stronę Pogorii 4 i wzdłuż jej brzegu do Preczowa. Potem już prosta przez Sarnów do domu. Niespiesznie, spacerowo by nieco nacieszyć się promieniami słońca i widokami. Pogorie obydwie zamarznięte i lekko posypane śniegiem. Wokół niewielki ruch pieszo-rowerowo-rolkowy.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
37.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś też opór na rozruchu i na kołach jestem jak wczoraj o 6:13. Jezdnie mokre po nocnych opadach. Trochę wieje mniej więcej z zachodu. Temperatura na plusie ale odczuwalnie mało sympatycznie. Nogi podają tak sobie. Dojazd jak wczoraj, przez Będzin. Dziś jednak jakiś taki bardziej wymęczony. Marudzenie na światłach przy "86", marudzenie za autobusem "104", słabe wjazdy na Środulę i za cmentarzem. Ogólnie słabo. Na miejscu jestem 2 min. po czasie. Jakiś ten dzień smętny od startu.
Powrót, jak i cały dzień, jakiś taki wymęczony. Kręcę przez Mortimer i Reden w stronę Łęknic i dalej do Piekła. Objeżdżam P4 do knajpy "Pod Dębami" i czuję, że jest dno energetyczne. Przystaję wciągnąć jakiegoś cukra na podpałkę. Dalej też spacerowo. Przez Preczów i Sarnów wspinam się do mojej wioski. Przed samym finiszem robię jeszcze wjazd do wsiowego Lewiatana zrobić zapasy paszy. Od Preczowa miałem wrażenie, że jakby zrobiło się chłodniej. Prognozy mówią coś o śniegu z soboty na niedzielę ale na jutro dają jeszcze nadzieję na jezdne warunki. Może uda mi się zmobilizować i coś zakręcić choć po dzisiejszym zużyciu trochę trudno mi w to uwierzyć.
Kategoria Praca






















