limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPD

Piątek, 26 października 2018 | dodano: 26.10.2018

Przy weekendzie lekko się włączyło grzebanie i na kołach jestem o 6:09. Ciemno. Właściwie nazwa wpisu powinna zaczynać się od DNP. Wiaterek taki jakby go nie było, jeśli porównać do wczoraj i przedwczoraj. Jezdnie lekko mokre. Kręcę trasę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tu dopiero mała odchyłka i zamiast przez Park Hallera kręcę przez Aleję Kościuszki. Na światłach na Alei Róż trafia się "kierownik", który na "zielonym" zamiast jechać ogląda sobie coś na komórce (rejestracja RZ a na drzwiach miał nasmarowane CUTLINE). Potem jeszcze na ścieżce przy Braci Mieroszewskich wypada mi z osiedla osobówka. Gdybym go nie obserwował to by mnie zgarnął. Poza tym przejazd spokojny, przyjemny i niespecjalnie spieszny. Na miejscu mam kilka minut zapasu.

Wracam sobie na spokojnie i niespiesznie w kierunku na Dąbrowę Górniczą. Od Mortimeru zaginam jednak na Reden i tam pod ścianę płaczu. Potem na Łęknice i Piekło. Przy P4 chwilę eksploruję miejsce, gdzie w zeszłym roku trafiały się maślaczki. Tym razem nic w oko nie wpadło więc wracam na asfalt i zwykłą trasę. Przez Preczów i Sarnów do domu. Dziś jechało się powrót o niebo lepiej. Wiaterek tak słaby, że właściwie prędkość zależała tylko od tego jak bardzo chciało mi się cisnąć. A nie chciało mi się. Miałem jeszcze zrobić zagięcie do wsiowego Lewiatana ale mi się odechciało. Będzie powód ruszyć się z domu jutro.


Kategoria Praca

DPD

Czwartek, 25 października 2018 | dodano: 25.10.2018

Chyba udało mi się spacyfikować zaczątki przeziębienia. Co prawda odbyło się to kosztem przespania całego popołudnia i nocy ale lepiej tak niż jakbym się miał potem męczyć tydzień albo i dłużej. Wytaczam się na koła o 6:08. Poślizg wywołany smarowaniem łańcucha. Na zewnątrz wieje i ciemno. Wieje, na szczęście, nieco słabiej choć z kierunku tego samego więc powrót będzie ponownie oporny. Jest też trochę drobnych kropelek. Przez chwilę nawet chciałem zakładać pokrowiec jak w Łagiszy pokapało mocniej. Potem jednak opad ustał i pojawił się dopiero na Zagórzu. Trasa raczej spokojna. Jedyny dziwny manewr był bardziej niebezpieczny dla kierowcy niż dla mnie. W Łagiszy na ul. Dąbrowskiej, jadąc od Biedronki, na jej końcu jest ostry zakręt w lewo. Widać tam mało bo na rogu stoi budynek. Jakiś geniusz na blachach z Sosnowca zdecydował się tuż przed zakrętem, że jednak mnie wyprzedzi. Trochę musiał się zdziwić jak zobaczył na wysokości swoich oczu światła ciężarówki. Mam nadzieję, że trochę się wystraszył i następnym razem przemyśli swoje manewry na drodze. W tej sytuacji, gdyby jechali obaj szybciej, to ucierpiałby tylko ten w osobówce. A ja miałbym niezłe widowisko. Na miejscu jestem prawie równo o 7:00. Nie spieszyłem się zbytnio, a swoje też zrobił późniejszy o kilka minut wyjazd. Odczuwalnie było chłodniej niż wczoraj.

Na wyjściu z pracy mokro, wietrznie i pochmurno, ale nie pada. Ruszam w tempie niespiesznym w stronę Mortimeru. Choć przez chwilę zastanawiałem się czy by nie pojechać jednak w stronę Makro i Będzina. Ostatecznie wybrałem jednak kierunek na Dąbrowę Górniczą. Przetaczam się przez Reden, Most Ucieczki, bieżnię przy Pogorii 3 i kawałek przy Pogorii 4, potem Preczów i Sarnów. Tempo zdecydowanie spacerowe. Nie miałem ani krzty chęci szarpania się z wiatrem. Na dodatek po drodze pojawiło się trochę kropelek. W Preczowie zakładam pokrowiec na plecak i okazuje się, że to był dobry ruch bo kawałek dość intensywnie padało. Potem jeszcze raz opad nasilił się na ostatnim kilometrze przed domem. Kiedy przekroczyłem próg domu rozpadało się na dobre. Na Pogoriach pusto. Ledwo 3 osoby spotkałem.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:56
  • VAVG 17.59km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 24 października 2018 | dodano: 24.10.2018

Zawalczyłem mimo tego, że ciemno, mokro i wieje. Znalazłem w tym wszystkim plus nawet dodatni taki, że wiaterek popcha mnie mocno w stronę właściwą. Ruszam o 6:05. Pierwsze 300m to krótka walka a potem już jedzie prawie samo. Mam wręcz wrażenie, że jest ciepło. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Bez ekscesów. Czasem trochę kropelek na twarz poleciało ale do końca nie wiem czy z nieba, czy spod koła. Po za lekko wilgotnymi nogawkami dojeżdżam na sucho. Na miejscu 10 min. zapasu.

Przez cały dzień wiało tak, że ładnie wysuszyło okolice. Na wyjściu ładne słoneczko i silny wiatr. Jak się stało to było nawet przyjemnie ale wystarczyło tylko, że ruszyłem i od razu czuć było moc podmuchów. Większość trasy powrotnej pod wiatr więc nie była to łatwa jazda. Walką jednak też nie. Po prostu mozolne przebijanie się do przodu. Kręcę przez Mec i Środulę (zwężka jest dalej i niezłe korki się robią w szczycie). Ścieżka w Będzinie (ta namalowana) miejscami z pryzmami liści uwięzionych w kałużach więc trzeba uważać by się nie pośliznąć. W Będzinie na odcinku 11-go Listopada od ronda UE do skrzyżowania przy Al. Kołłątaja też jakieś zaciski. Na szczęście rowerem obskakuje to bez problemu. Uciekam z Nerki na Zamkowe i dalej do lasu grodzieckiego. Przeskakuję "86" na światłach i od razu w teren i do lasu gródkowskiego. Dopiero przy podstawówce wracam na "913" i kręcą nią już do domu, dalej mozolnie, nóżka za nóżką. Nie szarpałem się więc przejazd długi czasowo ale za to spokojny choć średnio przyjemny. Zwłaszcza, że mam odczucie jakby próbował mnie dorwać jakiś bakcyl. Czyżbym się załatwił wczorajszym powrotem w deszczu? :-/ W domu polopirynka, czosnek i spać. Może uda się spacyfikować problem.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 19.64km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 23 października 2018 | dodano: 23.10.2018

Start nocny ale w lepszych warunkach niż wczoraj. Odczuwalnie jest cieplej bo nie ma mgieł. Tylko jakaś śladowa wilgoć na jezdniach. Nie czuję wiatru więc albo wspomagający albo prawie żaden. Ale to ma się zmienić po południu. Trasa jak zwykle przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na rondzie w centrum znów jakiś gamoń wpada od strony Będzina w ogóle nie zwalniając. Gdyby nie to, że razem z rowerzystą, który jechał przede mną, uważnie obserwowaliśmy tamten kierunek to by nas zgarnął jak nic. Dziś małe wygięcie pod ścianę płaczu czym dorzucam sobie kilkaset metrów dojazdu ekstra. Oczywiście wcale mnie to nie martwi :-) Na standardową trasę wracam na światłach na Alei Róż. Reszta drogi bez sensacji. Na miejscu jestem z zapasem kilku minut. Przyjemny dojazd do pracy.

Powrót zapowiadał się na mokro. Trochę nadziei miałem, że jednak uda się na sucho, kiedy o 14:00 wciąż nie padało. Niestety tylko nieco się to przesunęło i pierwsze krople pojawiły się przed 15:00. Jadę w kropli. W centrum Zagórza zamierzałem skierować się w stronę lasu na Mydlicach ale zniechęcił mnie dość intensywny ruch na drogach. Ścieżką toczę się na Mortimer i potem na Reden. Tu na chwilę przystaję założyć pokrowiec na plecak bo deszczyk jakby lekko przyspieszał. Przez Most Ucieczki przetaczam się na Zieloną i na czarny szlak do Łagiszy. Potem już prosto przez Sarnów do mojej wioski i do domu. Przyjemnie nie było ale strasznie jakoś też nie. Wiatr niosący kropelki zacinał w twarz ale samych kropelek nie było zbyt wiele. W każdym bądź razie w butach miałem sucho. Pytanie jak będzie jutro. Na starcie ma mi nie padać ale za to solidnie wiać. Mimo to mam wielką ochotę zawalczyć.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 35.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 18.75km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 22 października 2018 | dodano: 22.10.2018

Dobre się skończyło i czas wrócić do rutyny. Zbieram się dość sprawnie i na kołach jestem o 6:05. Środek nocy. Mgła. Zdecydowanie ciepło nie jest. Nie wieje. Na "913" dość sporawy ruch jak na tak wczesną porę. Kręcę zwykłą trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Tempo niespieszne bo mam rezerwę czasu a i widoczność kiepska. Dodatkowo na okularach osadza mi się ciągle wilgoć i muszę je regularnie przecierać. Ale jedzie się przyjemnie i bez ekscesów. Na miejscu mam kilka minut zapasu.

Na wyjściu ładnie, słonecznie. I bardzo ten widoczek okazał się zwodniczy. Ruszam z kurtką przypiętą do plecaka i rękawiczkami w kieszeni. Przejechałem tak może z kilometr i założyłem rękawiczki. Minąwszy Mec i szpital zatrzymuję się ponownie i doubieram jeszcze kurtkę. Nie ma szans z lekkim acz zimnym podmuchem. Przy cmentarzu na Środuli wahadło. Buduje się jakaś hala i chyba do niej podciągali media. Przez Będzin przetaczam się wzdłuż ścieżki przy ul. Kościuszki i 11-go Listopada. Potem Zamkowe i do lasu grodzieckiego. Całkiem tu sporo ludzi. Głównie kijkarze. Nie dziwię im się bo w ruchu jest nawet przyjemnie a słoneczko ładnie podkreśla jesienne barwy lasu. Ja tu jednak tylko przejazdem. Sprawnie przeskakuję światła na "86" i kręcę "913" do zjazdu do centrum dystrybucyjnego Lidla. Terenem do lasu gródkowskiego i potem jego bokiem do podstawówki. Tam wracam na trochę na asfalt by wbić ponownie w teren na żółtym szlaku i opuścić go niedaleko podstawówki w Psarach. Podjeżdżam tam pod drzwi szkoły by poczytać o wynikach głosowania. Mnóstwo papieru ponaklejane, jakieś tabelki, zestawienia, podpisy. Za dużo tego by studiować na szybko, a ja mam jeszcze plany wymagające dziennego światła, więc ruszam prosto do domu. Potem w "internetach" doczytałem się, że gminą dalej będzie dowodził dotychczas dowodzący Wójt. Doczytałem się też, ku miłemu zaskoczeniu, że przewidziany jest remont DW "913" na odcinku od świateł na "86" do Celin. Ma być poszerzona jezdnia do 7m, utworzony na całej długości ciąg pieszo-rowerowy, przepusty dla dzikiej zwierzyny, zatoczki autobusowe i inne udogodnienia. Na wszystko jest 90mln pln. Przetarg ma się rozstrzygnąć do 20 listopada tego roku a modernizacja ma się skończyć do 2021. Powiem, że czekam z zaciekawieniem co z tego wyniknie. Wzdłuż tej drogi chodnik i droga dla rowerów to byłoby miodzio bo jest ruchliwa w godzinach szczytu a sporo ludzi przy niej mieszka. Sam też korzystam przy dojazdach i powrotach z pracy więc jestem na 1111!% za!


Kategoria Praca

DPD

  • DST 38.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 20.73km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 października 2018 | dodano: 05.10.2018

Musiało być blisko zera bo na samochodach prawie pozamarzana wilgoć. Startuję o 6:16 czyli jeszcze trochę przed świtem. Dziś niebo czyste więc jak słoneczko wzejdzie to szybko zrobi się jasno. Jest jakby bezwietrznie. Trasę kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Przy weekendzie "kierownicy" uwzięli się by mnie straszyć i drażnić. Pierwszy trafia się przed światłami na "86". Najpierw wyprzedza mnie tuż przed stojącymi na czerwonym samochodami, oczywiście po ciągłej, potem przelatuje przede mną i przez ciągłą na zjazd na "86". Oj! Przydałoby mu się kilka punktów i solidny mandacik na rozum. Drugi kierownik w Łagiszy. Pusta droga a on mnie wyprzedza jakby sprawdzał jak blisko lusterkiem może do mnie dojechać. Dostał wiązankę. Kolejne miejsce ze zgryzem to rondo w centrum D. G. Tu standardowo narwańcy od strony Będzina. Jeden jechał tak, jakby w ogóle nie miał zamiaru przed rondem zwolnić. Uważnie go obserwowałem i dał ostatecznie radę się zatrzymać ale już wjeżdżając na zewnętrzny pas ronda. Jeszcze jedna okazja trafiła się na stacji na Mortimerze. Zza stojącego i kompletnie ograniczającego widoczność TIR-a wypadła księżniczka prawie nie zwalniając. Gdyby nie to, że zawsze się oglądam w tym miejscu czy coś nie jedzie, to by mogło być nieciekawie. Ogólnie jakby części kierowców padło dziś coś na głowę. Poza tym jednak mimo wszystko przyjemny dojazd do pracy. Niezbyt spieszny. Ze względu na chłodne powietrze musiałem już kontrolować uważnie oddech. Szkoda byłoby się przeziębić przed urlopem. Na miejscu jestem ze stratą około 4 min.

Po południu całkiem przyjemnie. Jest sporo słoneczka, które ładnie podniosło temperaturę. Czapka i rękawiczki trafiają do kieszeni. Pod kas bandana. Kurtka jednak zapięta bo jak powieje to nie jest za przyjemnie. Kręcę raczej spokojnie przez Mortimer i Reden. Tam zahaczam o ścianę płaczu. Potem przez Most Ucieczki kieruję się na Zieloną i dalej, czarny szlak do Łagiszy. Na końcówce szlaku dogania mnie rowerzysta i chwilę rozmawiamy, a jakże by inaczej, o sprawach rowerowych. W Łagiszy się rozjeżdżamy. Dalej przez Sarnów kręcę do mojej wioski. Tu jeszcze robię zagięcie do sklepu budowlanego i dopiero potem do domu. Urlop rozpoczęty :-)


Kategoria Praca

DPD

  • DST 33.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 19.80km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 4 października 2018 | dodano: 04.10.2018

Wygrzebany i na kołach jestem dopiero o 6:14. W ogóle mam wrażenie, że zamiast wsiadać na rower to powinienem jeszcze spać. I nic się nie zmienia mimo tego, że trzeba mi włożyć trochę wysiłku w kręcenie. Senność utrzymuje się na całej trasie z domu, przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą do Sosnowca. Dziwne o tyle, że spałem dość długo i mocno. Może jakiś wpływ ma na to zmiana pogody. Dziś dojazd na sucho. Wiatr, wg ICM-u, pomagający choć już nie tak mocno jak wczoraj. Chmurki nie tworzą zwartego dywanu i jak tylko słoneczko wzejdzie będzie między nimi widoczne. Co do temperatury, to nie zauważyłem jakiegoś większego skoku na plus. Dalej jadę pozawijany jak na zimę. Na miejscu jestem może z minutę przed czasem. Dojazd spokojny i, w sumie, przyjemny.

Jesień jak nic. Z ciuchów, z porannego zestawu, ubywa tylko bandanka chroniąca uszy i kark. Poza tym wracam poubierany. W słoneczku jest nawet przyjemnie jak się stoi, ale wystarczy wjechać tylko w cień, w ogóle jechać, i już jest niefajnie. Kręcę powrót niespieszny na trasie: centrum Zagórza, Makro, las mydlicki, Warpie, Nerka, Zamkowe, las grodziecki, "913" od świateł na "86" do Strzyżowic. Chyba jeszcze jakiś dłuższy czas nie będzie mnie ciągnęło na popracowe objazdy. Opolskie zdrowo mnie wypompowało z sił. Jeszcze tylko jutro i dwa tygodnie urlopu. Kiepski to okres na taki wypoczynek ale nie mam na ten okres planów rowerowych. Może tylko sporadyczne, krótkie kółeczka wokół komina.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 19.43km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 października 2018 | dodano: 03.10.2018

Znów do pracy na mokro. Radary tuż przed wyjściem nie dawały złudzeń. Nie uda się ominąć kropli. Na szczęście opad jakby nieco słabszy niż wczoraj. Ruszam o 6:13. Ciemno, wieje i kapie. Kiedy obieram właściwy kierunek deszczyk jakby mniej przeszkadza. W koleinach bez potoków. Da się jechać. Kręcę trasę jak wczoraj czyli przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po przekroczeniu "86" opad urywa się. Dziwne. Czyżby to jakaś granica? Już nie pierwszy raz tak jest, że po przebyciu świateł warunki się poprawiają. Owa poprawa utrzymuje się mniej więcej do Parku Hallera. Kiedy wjeżdżam pod światła na Alei Róż znów zaczyna kapać i tak mi już kropelki towarzyszą do końca jazdy. Na miejscu stwierdzam jednak, że mniej mi się dziś oberwało wodą niż wczoraj. W sumie przyjemny dojazd. Szkoda tylko, że powrót, wg ICM-u, też zapowiada się na mokro. Może później prognoza zmieni się na lepszą.

Powrót na sucho ale za to sporo pod dość silny wiatr. Kręcę przez Mec i Środulę do Będzina, do serwisu. Myślałem, że Srebrny będzie już na mnie czekał w gotowości do odbioru a tu się okazuje, że jest problem ze zdobyciem widelca pod koła 26" i tarcze :-/ Trudno. Przez Nerkę wbijam na Zamkowe i kręcę w stronę ścieżki do Grodźca ale zawracam do lasu grodzieckiego jak tylko uderzyłem w ścianę powietrza. Przejeżdżam przez światła na "86" i przy Lidlu wbijam w teren do lasu gródkowskiego. Wybywam przy podstawówce i wracam na "913". Ciągnę nią do domu. Po drodze kilka razy coś zazgrzytało i zajęczało w okolicach suportu jak mocniej deptałem. Przy młynkach było ok. Czyżby padał suport? Znowu? Dziwne.


Kategoria Praca

DPDZD

Wtorek, 2 października 2018 | dodano: 02.10.2018

Mokro i znów się spóźnię. Jeszcze jestem spowolniony choć udało się trochę odespać. Do startu wygrzebuję się jednak późno. Na kołach jestem o 6:21. Kapie. Równo, niezbyt mocno. Da się jechać. Wiatr, wg ICM-u, ma pomagać. Ruch na drogach jakby ociupinkę słabszy niż wczoraj. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. W sumie bez sensacji. Na miejscu mam obsuwę 4 min. Nieco nasiąkłem ale w butach sucho. Mam cichą nadzieję, że do wyjazdu z pracy opady ustaną. Taką nadzieję daje ICM.

Po południu było już całkiem całkiem, jeśli brać pod uwagę poranek. Powrót zapowiada się pod wiatr, ale przynajmniej jest sucho. Nie na tyle ciepło jednak bym we wdzianku zmienił coś poza rękawiczkami. Wciąż czuję osłabienie i wolę jechać poubierany. Trasa przez Mec, Środulę, Stary Będzin, 11-go Listopada, Zamkowe, Grodziec i Gródków w tempie mocno spacerowym. Przyjemnie się turlało. W domu zostawiam plecak, zakładam Błękitnemu sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana.


Kategoria Praca

DPD

  • DST 36.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:51
  • VAVG 19.46km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 1 października 2018 | dodano: 01.10.2018

O! Jak dobrze wrócić do unormowanego trybu funkcjonowania :-) Co prawda ciężko się było zebrać po dwóch godzinach spania ale potem już jakoś poszło. Nie na tyle jednak dobrze, by obyło się bez spóźnienia. Na kołach jestem o 6:26. Poubierany jak na zimę. Łącznie z grubymi rękawicami. I wcale się nie zgrzałem mimo dość intensywnego kręcenia. Po prostu było zimno. Miejscami poniżej zera bo na trawach widać było szron. Ale jezdnie w dobrym stanie. Kręcę z uczuciem trasę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na początku zaskakuje mnie to, jak rowerek idzie. Dopiero po chwili zajarzyłem, że przecież nie ma sakw :-) Mimo tego, że przykładałem się do jazdy, a okoliczności w postaci świateł sprzyjały, to i tak na miejscu jestem po czasie - 7:08. Dojazd jednak przyjemny i umiarkowanie spokojny. O tej porze jest zupełnie inny ruch na drogach niż jakiś kwadrans wcześniej.

Po południu zauważalnie cieplej niż rano ale i tak jadę poowijany jak o poranku. Jedynie na dłonie idą lżejsze rękawiczki. Czuję, że jestem osłabiony i wolę nie ryzykować, że mnie zawieje. Powrót kręcę najpierw przez centrum Zagórza, gdzie podają Marcinowi płytkę z fotami z objazdu opolskiego. Potem toczę się w stronę Mortimeru i dalej Redenu. Potem Most Ucieczki, Zielona, czarny szlak do Łagiszy, Sarnów i Psary. Bez ciśnienia ale i bez zamulania. Mimo zmęczenia jednak widzę różnicę w podawaniu. Pusty rower jakoś lepiej idzie. Na wjeździe do mojej wioski czuję już spore ssanie więc jeszcze wskakuję na chwilę do piekarni uzupełnić poziom cukru. Potem już zjazd prosto do domu. Niby przyjemnie ale jakoś tak już widać, że jesień atakuje. To już ten czas, że trudno będzie ocenić jak się ubrać żeby było dobrze.


Kategoria Praca