DPOD
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Star spóźniony o jakieś 10 min. przynajmniej. Musiałem sobie w Srebrnej Strzale przerzutki podregulować bo ostatnia jazda rowerkiem była nieco kłopotliwa.
Pogoda jakaś taka nijaka. W prognozach stoi, że niby padać ma po południu :-/
Qrde. Jak ja nie lubię przeciskać się między kropelkami. Za duży na to jestem. Zawsze w jakąś trafię.
Powrót uszedł mi na sucho. Najpierw do ProLine w D. G. po akumulatorki Sanyo Eneloop AA 2000 mAh szt. 4. Dalej przez Mydlice do Będzina zedrzeć skalpu i zrobić zapas puszek dla domowego tygrysa na czas mojego wyjazdu nad morze. Z pełnymi sakwami powrót do domu przez Łagiszę i Sarnów. W Łagiszy myknął obok mnie jakiś rowerkowiec na czymś ala Wigry 3 tylko wersja współczesna i na mniejszych kołach + przerzutki. Nawet nieźle pocinał ale jak skończyły się podjazdy i wyszedłem na płaskie to w końcu miałem miejsce rozbujać Srebrną Strzałę i szybko się od niego oderwałem. Ale fajnie że człowiek się pojawił bo była okazja przydepnąć. Tak to bym się turlał nóżka za nóżką.
Kategoria Praca
DPOSD - 2 noc cykliczna
-
DST
78.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
03:41
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie wiem ile na termometrze ale na dworze przyjemnie. Na skrzyżowaniu śmignął mi przed oczami rowerkowiec. Jak tylko autobus i osobówka co przede mną stały ruszyły, to ja za nim bo w moim kierunku jechał. Po jakimś kilometrze dogoniłem, wyprzedziłem i rurka przed siebie :-) Chyba nawet nie próbował się na kole utrzymać bo go już potem nie widziałem. Zresztą darłem ile fabryka dała bo się dało :-)
Po pracy przez D. G. do Będzina po bagażnik i z nabytkiem do domu. Tam futrunek, montaż bagażnika i mały test.
O 20:30 start na Drugą Noc Cykliczną. Docieram równo o 21:00 a tam przy molu ćma ludzi. Większość błyska, świeci i odblaskuje. Sporo znajomych twarzy z BS, PTTK, Ghostbikers i różnych imprez. I jeszcze więcej nieznajomych twarzy.
Objazd zrobił wrażenie. Taka masa ludzi w objeździe P4, na wertepkach i asfalcie. Piękne widowisko. Lądowanie peletonu na Zielonej. Tam niektórzy załapali się na grilowanie.
Gdzieś około 23:15 żegnam się z najbliższym otoczeniem i uderzam do domu przez Łagiszę i Gródków. Jechało się całkiem fajnie, sprawnie.
W sumie, to nie byłem zdecydowany zjawić się na tym evencie ale w końcu ciekawość przemogła. Były zapowiedzi tu i tam, że będzie sporo uczestników. I faktycznie frekwencja chyba wszystkich nieco zaskoczyła. Jak to się będzie dalej tak rozwijać, to w sierpniu będzie ta impreza przypominała liczebnie ZMK.


Link do pełnej Galerii
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
55.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
22.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Dziś z plecaczkiem. Po pracy do serwisu po bagażnik i kilka innych drobiazgów. Jechało się zadziwiająco dobrze.
Po pracy spotykam się z Marcinem. Jedziemy wertepkami na Plac Papieski i dalej do agencji reklamowej zamówić kamizelki z logo klubu. Na razie 10 szt. bo tyle na pewno się rozejdzie a potem zrobimy listę chętnych i zamówimy w razie czego więcej. Teraz byle tylko mieć na wyjazd nad morze coś identyfikującego nas jako ekipę.
Dalej turlamy się do Będzina przez Chemiczną i Stary Będzin do "mojego" serwisu, gdzie nabywam nowe rękawiczki, smar i bidon oraz zamawiam na jutro bagażnik.
Dokonawszy tych czynności uderzamy najpierw wałami Czarnej Przemszy na Zieloną, potem dalej wzdłuż Cz. Przemszy na P4 i asfalcikiem gnamy do Wojkowic Kościelnych. Włączył mi się naginacz i tak pod 30 całą drogę starałem się ciągnąć. Trochę wiatr przeszkadzał ale chyba średnia na tym kawałku wiele poniżej 30km/h nie spadła. Na końcu asfaltu chwilę dychamy, gadamy o wjeździe i nie tylko, futrunek i się żegnamy. Marcin wertepkami objeżdża P4 w stronę chyba domu a ja uderzam na Przeczyce, Toporowice, Dąbie, Brzękowice Dolne, Goląszę Dolną, Strzyżowice i do domu. Gdzie się dało to starałem się też lecieć ile się dało. Jakiś taki dobry dzień do jeżdżenia. Tak się zastanawiam, czy większa prędkość nie brała się też przypadkiem z tego, że dziś bez bagażnika i sakwy...
Kategoria Praca
Ogólnie? Częstochowa z Klubem - dzień pod znakiem zapałki
-
DST
106.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
05:15
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień pod znakiem klubowej wycieczki do Częstochowy.
A właściwie z Częstochowy.
Na początek jadę do D. G. przez Sarnów, Preczów, Zieloną.
Zbieramy się w Dąbrowie Górniczej pod Pałacem Kultury i jedziemy na dworzec kolejowy na pociąg. Druga grupa jedzie z Sosnowca. Spotykamy się w pociągu.
Z dworca w Częstochowie jedziemy pod katedrę, gdzie kończą zlot grupy rowerowe na pielgrzymkę. Całkiem spory tłumek się zebrał. Msza, focenie i wszyscy razem, pilotowani przez Policję, jedziemy pod klasztor na Jasnej Górze.
Z klasztoru jedziemy zwiedzić Muzeum Kolei. Nieduże to muzeum ale jedno pomieszczenie bardzo klimatyczne. Mnóstwo starych, oryginalnych urządzeń. Muzeum jest prowadzone społecznie przez pasjonatów.
Kolejny punkt programu to muzeum-fabryka zapałek. Miejsce równie klimatyczne jak muzeum kolei. Na początek krótki film dokumentalny z pożaru fabryki na początku XX wieku a potem z procesu produkcji. Potem zwiedzanie fabryki (już niepracującej ale w razie czego gotowej do ponownego rozruchu). Tylu zapałek w jednym miejscu jeszcze nie widziałem :-) Jak komuś tamtędy droga wypadnie, to warto zahaczyć. Zapałka przestaje wtedy być takim prostym, banalnym patyczkiem "z siarką".
Z fabryki ruszamy w drogę powrotną. Pogoda się zrobiła już całkiem ładna, słoneczna choć bez upałów. W końcu jest okazja rozkręcić nieco tempo. I tak sobie lecieliśmy na Woźniki. Po drodze dłuższy przystanek na pizzę i inne różności w Nieradzie. Dalej już bez większych przerw przez Woźniki, lasy na południe od Woźników, Bibielę, Zendek (pierwsze pożegnania), Mierzęcice, Przeczyce na P4 (gdzie kolejne pożegnania). Wzdłuż P4 do Marianek, gdzie z kolei ja żegnam się z grupą, która uderza na Zieloną a ja już prosto przez Preczów i Sarnów do domu.
Wypad całkiem fajnie się udał choć na początku było sporo stania i czekania. Zero awarii. Grupa ładnie się trzymała w komplecie. Co prawda założenia na ten wyjazd były inne ale odbyta forma się sprawdziła.
Foto pod katedrą.
Udało nam się wbić na front przejazdu więc była okazja sfocić peleton od przodka.
Muzeum kolejnictwa.
Las zapałek.


Wystarczyło wejść na chwilę do lasu...
Link do pełnej galerii
Kategoria Inne
SOD - wreszcze na Nowym Rumaku
-
DST
30.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
19.15km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy nierowerowo w celu popracowego odebrania z serwisu Nowego Rumaka.
Z serwisu rowerek odebrany około 16:00 i od razu oczywiście obowiązkowa jazda testowa. Trasa przez Zamkowe, Grodziec, Wojkowice, Przełajkę, Wojkowice, Bobrowniki, Dobieszowice, Rogoźnik, Strzyżowice i Psary. Trochę wertepków, trochę asfaltu.
Gdzieś koło Bobrownik coś mi się tam zaczęło z tyłu telepać ale dopiero w Rogoźniku wyczaiłem, że to rozleciał się bagażnik. Upierniczył się przy mocowaniu do ramy z prawej strony. Trza nowy :-/
Poza tym rowerek turla się rewelacyjnie :-)
Kategoria Inne
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.26km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Huśtawka pogodowa. Dziś ładnie, ciepło (+14), wiaterek średnio sprzyjający ale za to ciepły. Sucho. Tyle, że po południu ma być wg prognoz straszne bagno.
Po drodze, niemal tuż przy pracy "fotnąłem" sobie graffiti, które jakiś czas temu na garażach ktoś walnął.
Takie graffiti to ja rozumiem. Widać, że ktoś się starał. A nie chamskie mazy w stylu "chwdp".
Powrót wertepkami do Dąbrowy Górniczej, obok molo na P3, Zieloną, Preczów i Sarnów. Tak całkiem na sucho mi nie uszło ale nie było też tragicznie. Jechało się tak sobie, noga za nogą.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
20.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
16 km. Jakieś +11 na termometrze. Jechało się nawet nieźle zwłaszcza, że nie musiałem gonić. Jeszcze poniedziałkowe osłabienie daje znać o sobie :-/
Po pracy przez Dąbrowę Górniczą do Będzina. Najpierw do serwisu sprawdzić co z rowerkiem - odbieram go w piątek :-) Potem do Kauflanda i z pełnymi sakwami powrót do domu przez Łagiszę i Sarnów. Jechało się zadziwiająco dobrze pomimo, że czasem trzeba było się zmagać z wiatrem a sakwy lekkie nie były. Może pomogło podpompowanie kółek bo z rana cosik "miętkie" się zdawały :-)
I, co najważniejsze, powrót do domu uszedł mi na sucho :-] co wcale takie pewne nie było zważywszy na dzisiejsze dzienne wahania aury.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
33.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
18.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
16 km. +13 na termometrze. Wrażenie takie, że jechało się opornie choć czas niby w normie.
Powrót koszmarny. Pod wiatr. Spacerowym tempem. Struty jakimś żarciem nie mam w ogóle sił. Ruszyłem jak na Dąbrowę Górniczą ale obok stacji w centrum Zagórza wróciłem na Mec i dalej przez Będzin do domu.
Kategoria Praca
Jakem to wodził wycieczkę klubową do Lublińca
-
DST
195.00km
-
Teren
65.00km
-
Czas
10:18
-
VAVG
18.93km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiejszy dzień w całości poświęcony rowerowaniu pod znakiem PTTK i Cyklozy - planowana wycieczka do Lublińca.
Start z domu 6:10. Na miejscu startu, czyli pod fontanną przy siedzibie PTTK w Sosnwocu, na 10 min przed 7 rano. Marcina nie ma za to całkiem liczna grupa ze znajomymi (Amiga, gizmo201, djk71, avacs) z bikestats, z PTTK, z wcześniejszych wyjazdów a także kilka nowych twarzy. Bardzo pozytywne zaskoczenie zważywszy na wstępnie średnią pogodę i nie za wysoką temperaturę (+13 st. C).
Tradycyjne foto grupy startowej i ruszamy. Trasy nie będę opisywał. Jutro dodam mapkę i zdjęcia do opisu.
Generalnie jazda szła dość sprawnie. Na nikogo nie trzeba było jakoś specjalnie czekać. Tradycyjnie formowała się grupa wyrywna (tym razem bardzo często pod wodzą Amigi - widać, że chłop ma dynamit w nogach i tempo grupy czasem mocno trącało spacerowym - choć też nie raz udzielił się w ten sposób Filip a i innym też czasem wypadło nieco rozpuścić konie) jaki i stateczna.
Mnie z racji roli dzisiejszego Psa Przewodnika przypadło miejsce w przodku peletonu i czasem dawałem się nieco ponieść dzikiemu gonowi.
Po drodze doliczyliśmy się 3 kapci (w tym dwa u Amigi) i jednego uszkodzonego bagażnika.
Do Lublińca dojechaliśmy w komplecie. Foto na rynku i przenosiny do Chaty Wuja Toma na dłuższy przerywnik (m. in. ze względu na izobroniki). Zrobiliśmy małe zamieszanie w lokalu bo oprócz zwykłych gości zjawiliśmy się my czyli prawie 20 osób. I każdy chciał jeść i pić. Trzeba przyznać, że jednak obsada weekendowa lokalu poradziła sobie całkiem nieźle. Po odpoczynku powrót inną trasą niż droga do Lublińca i inną też od Wymysłowa niż zaplanowana. Zmian było kilka. Niektóre wyszły same z siebie, przez przypadek albo były popełnione z premedytacją.
W Lublińcu opuszcza nas kolega Darek. Kolejne pożegnanie następuje w Tarnowskich Górach z czterema osobami (w tym djk71 i amigą). Dwie osoby żegnamy w Łagiszy. Jadą w tym samym kierunku co my ale mocniejszym tempem.
Pozostała grupa wodzona przeze mnie wolniej przebijała się do Sosnowca, gdzie również kilka pożegnań po drodze. Pod Fontannę docieramy w mocno uszczuplonym składzie. Pożegnania i ruszamy w powrotną drogę.
Pogoda rano była taka niewyraźna. Potem nawet słoneczko się rozpędziło na trochę. Ostatecznie jednak przyszło nam trochę w deszczu poszaleć. Upałów nie było.
Kilka razy zdążyło mi się trochę nieco w trasie zamotać ale humory dopisywały i chyba nikt specjalnie nie miał nic przeciw extra objazdom.
Dzięki Amidze i djk71 mieliśmy okazję nieominąć papierni w Boruszowicach, do czego zapewne by doszło, ponieważ nie miałem o niej zielonego pojęcia. A chłopaki mają w pamięci całkiem sporo takich obiektów i wspominali o nich po drodze. Niestety ze względu na czas i dystans nie bardzo była możliwość zbaczania do nich wszystkich. Papiernia akurat znajdowała się o rzut beretem od naszego postoju więc podjechaliśmy tam całą grupą.
W samym Lublińcu nie robiliśmy wielkiego zwiedzania z różnych względów. Nie mieliśmy tam nagranego przewodnika. Miasta też nie znamy i odnalezieni obiektów, które są warte zobaczenia mogłoby zająć nam zbyt dużo czasu. Poza tym po przejechanym dystansie tam trzeba było odpocząć. Poza tym tak na prawdę to głównym założeniem wyjazdu do Lublińca było pośmiganie po tamtejszych lasach a samo miasto było tylko miejscem, w którym miał nastąpić zwrot akcji na powrotną. Choć gdyby było więcej czasu, to niewykluczone, że byśmy i po mieście nieco się pokręcili. Może powtórzymy kiedyś tą trasę i postaramy się znaleźć kogoś z Lublińca, kto by nam posłużył za przewodnika. Może ktoś z BS?
Skład wyprawy do Lublińca.
Marcinowi i Ryśkowi wyszedł "taniec" na bunkrze przy drodze z Wymysłowa do Ossów (tak to się chyba odmienia).
Sprawca jednego z kapci.
Chwila na wyrównanie oddechu po pokonaniu serii piaszczystych pagórków.
Po rzucie okiem opuszczamy rezerwat Jeleniak-Makuliny.
Zdjęcie "zdobywców" Lublińca :-)
I zacięty atak na pełne talerze w Chacie Wuja Toma.
Budynki papierni w Boruszowicach namierzone dzięki djk71 i Amidze.
Starcie amigi z drugim kapciem w Tarnowskich Górach.
W Rogoźniku załapaliśmy się na zachód słońca...
... i tęczę. Niestety na zdjęciu nie wygląda to tak pięknie jak w naturze. Ale żeby to podziwiać, trzeba się najeździć, zmoknąć i zmęczyć.
Link do pełnej galerii. Niestety zdjęć nie za wiele ale to ze względu na fakt, że mam tylko 2 ręce a teren był dziś wymagający i były mi potrzebne do obsługi rowerka. Choć muszę też stwierdzić, że w porównaniu do objazdu, który robiłem z Edytą, było łatwiej, sucho.
I jeszcze ślad. Zawiera poza wspólnym przejazdem również mój dojazd do miejsca startu i powrót.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
20.57km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Poranny standard: 16km. +10. Zauważalnie chłodniej. Po Będzinie już porozstawiane częściowo zakazy wjazdu przed TdP. Inne w gotowości do ustawienia.
Po 15:00 na ulicach stada (chyba) wściekłych kierowców. Wystani w korkach z okazji TdP wszyscy na raz starają się zdążyć na rozpoczęcie weekendu. Na Lenartowicza od samej góry nieprzerwany sznur samochodów. Jadę na centrum Dąbrowy Górniczej, Zieloną i dalej wertepkami przez Preczów, do Gródkowa i Psar. Na chwilę do Lewiatana i do domu.
Jakoś tak nie za super ciepło ale jechało się fajnie. Tylko dziwnie wyglądałem chyba bo ja w krótkich spodenkach i koszulce a tu ludzie na rowerach wszyscy poubierani jakby zima była.
Kategoria Praca






















