limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Grzmiąca - Moryń

  • DST 125.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 06:58
  • VAVG 17.94km/h
  • VMAX 37.50km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 6 czerwca 2014 | dodano: 06.06.2014

Zaczynamy dziś około 9:30. Wracamy do Kłopotu do muzeum bociana białego, gdzie się potwierdzamy. Potem wjeżdżamy na ścieżkę rowerową na wale rzeki Odry. Jedynym jej mankamentem jest to, że zbudowana jest z betonowych płyt i to położonych w poprzek. Jedzie się średnio komfortowo ale przynajmniej z dala od samochodów i z pięknymi widokami na rozlewiska Odry. Dziś potwierdzeń prawie nie zaliczamy. Na odcinku z Kłopotu do Uradu na ścieżce nie ma nic. W Słubicach był kościół i cmentarz ale dla nas miasto tym razem est okazją do załatwienia technicznych aspektów rajdu. Odwiedzamy przede wszystkim ściany płaczu by być w drodze wypłacalnymi. Ja nabywam dwie nowe oponki i od razu, na ławeczkach na wale dokonuję wymiany. Stare opony lądują w koszu. Wymieniam też klocki w tylnym hamulcu. Dodatkowo jeszcze najeżdżamy sklep wędkarski, gdzie kupuję siatkę na ryby z przeznaczeniem do suszenia pranych ciuchów w czasie jazdy. Patent jutro przejdzie chrzest bojowy. Wyjeżdżamy z miasta ścieżką rowerową na wale Odry. Dalej ścieżka miejscami prowadzi poniżej korony wału ale jedzie się nią całkiem dobrze. Etap ze Słubic pod Kostrzyń nad Odrą jest jednym z dłuższych ale i spokojnych bo na wałach nie ma żywego ducha. Podjeżdżamy pod dyrekcję Parku Narodowego Ujścia Warty. Niestety jest po 16:00 i nie ma nam kto zrobić potwierdzenia. Na wjeździe do Kostrzynia wstępujemy na chwilę do fortu i wizytujemy dawne przejście graniczne. Potem wieża ciśnień i poszukiwanie miejsca, gdzie dałoby się zjeść. Paszę pobieramy już na wylocie z miasta. Potem szukamy noclegu i jedziemy już do celu. Na miejscu jesteśmy przed 22:00.



Link do pełnej galerii


Jeszcze raz Kłopot i muzeum bociana białego.


Wałem na Odrze jedziemy...


... Świecka. W tle niemiecka strona Odry.


Tu Błękitny dostaje nowe kapcie i klocki do hamulca na tył.


Po niemieckiej stronie rzeki co chwila jakieś miasteczka. Po naszej pusto.


Niemiecką stroną też gna jakaś ekipa :-)


Fort w Kostrzyniu nad Odrą.


Kolejna wieża ciśnień.


Kategoria Kilkudniowe, KlockiT, Opona

Czarna - Grzmiąca

  • DST 125.00km
  • Czas 06:48
  • VAVG 18.38km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 5 czerwca 2014 | dodano: 06.06.2014

Z Czarnej ruszamy dość wcześnie. Jest w miarę ciepło ale nad nami dywan chmur czasem z dziurami w stronę błękitu. Jedzie się całkiem dobrze. Zdążamy do Milska na przeprawę promową Przewozu. Jedziemy dalej do Bojadła, gdzie szukamy "Tańczących Sosen". Jak się okazuje są dalej niż nam się zdawało i jedyne co oglądamy to wydmy śródlądowe i zniszczony pałac. Zdobywamy też potwierdzenie w domu kultury. W drodze do Sulechowa podjeżdżamy pod pałac w Trzebiechowie, w którym mieści się m. in. szkoła. W Sulechowie zdobywamy potwierdzenie domu kultury obok zamku i chwilę kręcimy się wokół rynku. Dychnąwszy nieco ruszamy do Krosna Odrzańskiego. Odcinek jeden z dłuższych dziś i zakończony o porze w sam raz na obiad. Nim do niego dochodzi potwierdzamy się na zamku. Tam też Paweł odkrywa, że ma w Krośnie rodzinę. Potem jemy i ruszamy w stronę Kłopotu. Na zjeździe ścieżką rowerową coraz bardziej rzuca mi tyłem. Zjeżdżamy w końcu w spokojniejszą drogę i chwilę dalej robię wraz z Pawłem ogląd sprawy. Ujawniamy przecierającą się oponę. Jest ryzyko, że nie wytrzyma dużego obciążenia i w dogodnym miejscu robimy postój, na którym zamieniam opony na kołach. Jedzie się lepiej. Dość spokojną drogą docieramy do Kłopotu jednak do muzeum podjedziemy już dnia następnego. My jedziemy już prosto na zarezerwowany nocleg do Grzmiącej. Cel osiągamy około 21:00.



Link do pełnej galerii


Niemal na dzień dobry "promujemy" się :-)


Bojadła.


Wydmy śródlądowe.


Pałac w Trzebiechowie.


Sulechów.


Dorodna akacja.


Krosno Odrzańskie.


Ujawnia się problem techniczny :-/


No to mamy Kłopot.


Bajeczne kolorki o zachodzie słońca w drodze do Grzmiącej.


Kategoria Kilkudniowe

Ścinawa - Czarna

  • DST 102.00km
  • Czas 05:26
  • VAVG 18.77km/h
  • VMAX 43.30km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 4 czerwca 2014 | dodano: 06.06.2014

Dzień zaczynamy od powrotu z porwania i uwolnienia rowerków :-) Żegnamy się z naszym gospodarzem uwieczniając spotkanie na zdjęciu. Start następuje późno ale pogoda jest bardzo dobra i wszystko wskazuje na to, że uda się bez problemu wykręcić 100 km. Nasz pierwszy cel to Głogów. Okazuje się jednak w czasie jazdy, że po drodze są różne atrakcje. Na wjeździe do Rudnej przyuważam tabliczkę informacyjną o pałacu Rudnej Starej. Zawracamy i zbaczamy nieco z trasy. Chwilę nam zajmuje szukanie obiektu i udaje się tylko dzięki pomocy mieszkańca miejscowości. Pałac jest ruiną, niestety. Do tego schowany w zagajniku naprzeciw stawu. Robię kilka zdjęć i wracamy na trasę docierając do Rudnej. Byliśmy przekonani, że to małe miasteczko z ładnym ratuszem ale nas, odpoczywających zagaduje Pani Radna i uświadamia, że Rudna jest wsią. Zaskakujące. Wspominamy o naszej wizycie w Starej Rudnej i słyszymy, nie pierwszy już raz, że konserwator zabytków nie wyraża zgody na żadne prace w obiekcie. Nawet zabezpieczenie tego co jeszcze jakoś wygląda jest niemożliwe. Przykre to i bardzo dziwne. Robimy sobie zdjęcie z nasza rozmówczynią i żegnamy ruszając w dalszą drogę. W gminie Grębocice zatrzymujemy się przy ruinach pałacu. Kiedyś musiała to być piękna budowla. Teraz to tylko pusta skorupa. Docieramy w końcu do Głogowa. Na wjeździe do miasta szukamy Fortu Gwiazda. W miejscu oznaczonym na mapie jest park i jedyne co może świadczyć o tym, że był tu fort, to fragment ceglanego muru. Przynajmniej tyle udaje nam się na szybko odkryć. Potem jedziemy do centrum pod zamek Piastowski gdzie się potwierdzamy i ruszamy w dalszą drogę. Po drodze podjeżdżamy pod pałacyk w Czernej. Tam tylko foto i jedziemy dalej do Bytomia Odrzańskiego. Robimy dłuższą przerwę na obiad by mieć siły na skok do Nowej Soli. Kolejno jedziemy pod muzeum (w remoncie), pod most zwodzony (ale nie udaje się trafić na jego podnoszenie) i do kościoła św. Antoniego, gdzie udaje nam się zdobyć potwierdzenie. Z Nowej Soli jedziemy już prosto na nocleg do Czarnej. Miejsce okazuje się bardzo spokojne, do tego stopnia, że nawet mamy spokój od komórek i internetu. Padamy szybko ale też i wstajemy wcześnie dnia następnego i wcześniej zaczynamy dzięki temu start.


Link do pełnej galerii


Uwolniwszy rowerki z niewoli...


... jedziemy...


... do, przez przypadek, Rudnej Starej.


W Rudnej zagaduje nas lokalna Pani Radna.


Zachodnia ściana Polski obfituje w akacje. Miejscami to całe lasy.


Kolejne ruiny.


Zamek w Głogowie.


Bytom Odrzański.


Nowa Sól.



Kategoria Kilkudniowe

Pęgów - Ścinawa czyli wszystko przez Maćka czyli porwanie

Wtorek, 3 czerwca 2014 | dodano: 05.06.2014

Deszczyk hałasował gdzieś do 7:00. Nim się zebraliśmy do startu zrobiła się mniej więcej 9:30 i ładna pogoda. Jedzie się całkiem dobrze i Uraz osiągamy dość szybko. Niestety nie udaje się tam potwierdzić bo na plebanii nikogo nie ma a zamek to ruina, zagrodzona zasiekami i nawet zdjęcie udaje się zrobić bardzo marne bo zza drzew. Dalej sprawnie toczymy się do Brzegu Dolnego. Tu potwierdzenie jest bezproblemowe bo pałac jest jednocześnie siedzibą urzędu gminy. Kolejny punkt na trasie to Lubiąż i tamtejszy klasztor. Decydujemy się na zwiedzanie, co zajmuje nam godzinkę ale warto pomimo tego, że większość budynku to ruina. Potem obiadek w przyklasztornej karczmie i ruszamy do Prochowa. Tutaj zamek też jest zrujnowany ale trwają prace remontowe. Teren oznaczony jako prywatny.
Focimy i Maciek dzwoni do kuzyna w Ścinawie i uprzedza go, że wpadniemy na kawę. Jedziemy prześcigając się co chwila z deszczem. Ostatecznie dopada nas w Ścinawie. Tam też rowerki idą do niewoli i zostajemy uprowadzeni przez Staszka do niego do domu. Gości nas przepysznym obiadem z własnej produkcji mięskiem i potem jeszcze śniadankiem. W sumie owo porwanie to błogosławieństwo bo uratowało nas od deszczu i pozwoliło zregenerować siły na dzień następny.


Link do pełnej galerii


Ruiny zamku w Urazie. Zza płota. Mało co widać ale podjeść trudno bo drutem wszystko owinięte jak do oblężenia.


Brzego Dolny. Zespół pałacowy. Obecnie siedziba lokalnych władz.


Tego dnia pogoda była dosyć uciążliwa. Podobnie jak poprzedniego.


Zespół poklasztorny w Lubiążu.


Aż trudno uwierzyć, że takie pomieszczenia kryją te zniszczone mury.


Zapiera dech.


Warto było wstąpić na zwiedzanie.


Ruiny kolejnego zamku. Tym razem już w remoncie. Prochowice - o ile mnie pamięć nie myli ;-)


Uprowadzenie :-]


Kategoria Kilkudniowe

Brzeg - Pęgów

Poniedziałek, 2 czerwca 2014 | dodano: 02.06.2014
Uczestnicy

Dziś udaje się ruszyć przed planem czyli nieco po 8:30. Jedziemy na zamek Piastów po zaległą pieczątkę dla Maćka. Potem przenosimy się pod kościół św. Mikołaja i potem dalej pod wieżę ciśnień. Tym ostatnim miejscem zamykamy eksploracje Brzegu i ruszamy dalej. Niestety wiatr wciąż nam nie ułatwia. Celujemy do Jelcza-Laskowic. Jazda zrywami. Po postoju ruszamy z kopyta ale po kilku kilometrach pod wiatr prędkość spada. Chwila przerwy, start, zryw i znów przerwa. Po prostu opór na jazdę.  Po drodze Krzysiek robi się na ludzi wpadając na wizytę w zakładzie fryzjerskim. W Jelczu jesteśmy już nieco zmarnowani. Zdobywamy potwierdzenie na plebanii kościoła św.  Stanisława Biskupa i Męczennika. Podjeżdżamy jeszcze pod znajdujący się po drugiej stronie ulicy pałacyk,  który okazuje się być siedzibą władz gminy, burmistrza i jeszcze kilku innych urzędów. Bardzo reprezentacyjne i zadbane miejsce. Z Jelcza jedziemy prosto do Wrocławia. Zaczynają się pojawiać pierwsze kropelki deszczu, niegroźne jeszcze. Etap do Wrocławia był chyba najsprawniej dziś przejechanym odcinkiem. Niedaleko AWF-u zaczyna padać i już nie przestaje aż nie kończymy jazdy na dziś.  Nim jednak doszło do lądowania przyszło nam trochę pokręcić się po mieście.  Nim dotarliśmy pod Halę Ludową przez przypadek udaje się podjechać pod drewniany kościółek. Potem Hala i fontanna i zaczęliśmy przebijać się na Rynek. Tam zdobywamy potwierdzenie w punkcie informacji furystycznej i focimy się na szybko. Deszcz się rozpędza i w związku z tym rezygnujemy z podjechania pod wieżę ciśnień z tarasem widokowym. Kierujemy się na Uraz. Ruch na drodze duży ale spory kawałek przyjeżdżamy ścieżką rowerową.  Potem jednak dobre się kończy i przychodzi jechać razem z samochodami. Zostaje nam do Urazu kilkanaście kilometrów kiedy decydujemy się na wcześniejsze zakończenie kręcenia. Znajdujemy nocleg w Pągowie w kampingu. Prognoza na jutro podła ale może uda się jednak pojechać jakiś konkretny dystans.

Link do pełnej galerii


Dzień zaczynamy od brzeskiego zamku.


Kolejna wieża ciśnień. Jeszcze w Brzegu.


W drodze.


Jelcz-Laskowice.


Jelcz-Laskowice.


Wrocław.


Wrocław.


Wrocław.


Amur w Pęgowie :-)


Kategoria Kilkudniowe

Odrowąż - Brzeg

Niedziela, 1 czerwca 2014 | dodano: 01.06.2014

Start lekko obsunięty w czasie. Trochę udaje się zyskać minutek przebijając się kładką zamiast wracać na most w Krapkowicach. Lądujemy dość sprawnie przy zamku w Rogowie Opolskim. Udaje się potwierdzić bo miejsce jest hotelem. Po foceniu ruszamy walczyć z kilometrami i wiatrem w drodze do Opola. Podjeżdżamy pod Wieżę Piastowską ale niestety nie udaje się tam wejść bo ogrodzone jak do remontu. Przenosimy się na rynek gdzie trwa impreza masowa. Aplikujemy sobie herbatkę/kawę z ciachem i jedziemy do Muzeum Wsi Opolskiej, gdzie udaje się zdobyć potwierdzenie. Jedziemy dalej w stronę Lewina Brzeskiego szukając okazji do obiadania. Jak na zawołanie znajduje się BIDA! W użycie wchodzą kotlety farmerskie czyli kawały mięcha wielkości sporego talerza. Walka z obiadem zajmuje nieco czasu. Porzucamy myśl jechania główną drogą i wracamy nieco by wbić na boczne. Dzięki temu trafiamy pod zamek w Dąbrowie. Niestety nie da się go zwiedzić więc tylko focimy i jedziemy dalej. Po zażartej walce z wiatrem docieramy do Lewina Brzeskiego. Tam dłuższa przerwa dla mnie na ulubionego Earl Greya i ptysia a dla Krzyśka lody i espresso. Tu już szukamy noclegu by dziś zakończyć wcześniej.  Po kilku sesjach łączności nocleg rezerwujemy w Brzegu. Docieramy tam dość wcześnie ale trochę czasu schodzi na kręceniu sie po mieście.  Udaje się potwierdzić na zamku. Lotem chwilę błąkamy się szukając sklepu. Ostatecznie jazdę kończymy nieco po 20:00.
Plan na jutro nieco podgonić, pojeździć po Wrocławiu i znaleźć nocleg za miastem. Ile z tego wyjdzie, to się okaże w praniu.

Link do pełnej galerii


Idziemy na skróty przez Odrę.


Do zamku w Rogowie.


W przelocie w jednej z wiosek kolejny pałacyk.


Potem Opole.




Bidny obiad ;-)


Zamek w Dąbrowie.


Lewin Brzeski.


Zamek w Brzegu.


Kategoria Kilkudniowe

Gorzyczki - Odrowąż

Sobota, 31 maja 2014 | dodano: 31.05.2014
Uczestnicy

Dzień zaczął się prawie planowo. Start rozpoczynamy z lekkim poślizgiem o 9:15. Jedziemy do Chałupek na most na Odrze skąd rozpoczynamy nasz rajd wzdłuż rzeki Odry. Dziwnie jest przejechać przez przejście graniczne jakby go nie było.  Po sfoceniu się jedziemy po potwierdzenie do hotelu i dalej do pałacu-klasztoru w Krzyzanowicach. Tam poza foceniem i potwierdzeniem raczymy się też plackiem z rabarbarem. Odkrywam też,  że na teren parku wjeżdżamy bramą dla pospólstwa. Główna jest zamknięta na głucho. Niedaleko jest kolejny punkt czyli zamek w Tworkowie, a właściwie jego ruiny. Potwierdzenie zdobywamy jednak na plebanii ponieważ w kasie nie ma nikogo a na terenie przy zamku trwają przygotowania do Nocy Świętojańskiej. Walcząc z wiatrem i kilometrami docieramy w końcu do Raciborza, gdzie dłuższą chwilę bawimy na dziedzińcu zamku. Jednak nie zwiedzamy go bo nie trafiliśmy na odpowiednią godzinę.  Pokonawszy kolejne kilometry i liczne pagórki jedziemy do Brzeźnicy gdzie znajduje się zabytkowy młyn.  Chwilkę się motaliśmy nim go odnajdujemy.  Foto i jedziemy dalej. Kolejnym punktem do odwiedzenia są ruiny zamku Łubowice. Poza zdjęciem nic więcej nie udaje się osiągnąć. Wkrótce potem opuszczamy województwo śląskie wyjeżdżając do opolskiego. Tablice miejscowości stają się podwójne czyli w jezyku polskim i niemieckim.  Wiatr i kilometry zdążyły wyssać z nas sporo sił i zaczęliśmy szukać miejsca, gdzie się da zjeść obiad. Niestety lokalów gastronomicznych jak na lekarstwo. Na oparach docieramy do pizzerii w Landsmierzu. Wyboru nie ma poza pizzami. Nieco jesteśmy rozczarowani ale niesłusznie.  Pizza na głowę i siły wracają więc dalej kręcimy do Kędzierzyna-Koźla. Tam w planie jest śluza i wieża ciśnień. Udaje nam się odnaleźć obydwa punkty ale jest na tyle późno, że nie bardzo jest się gdzie potwierdzić więc tylko foto. Podjeżdża jeszcze pod zrujnowany zamek ale wiele tam nie ma. Dzień powoli się kończy i kierujemy koła w stronę zarezerwowanego noclegu w Odrowążu. Po drodze mamy jeszcze Krapkowice i decydujemy się odnaleźć zamek. Udaje się tylko dzięki temu, że szukamy zamku na ul. Zamkowej a sam zamek jest oznaczony tabliczką informacyjną bo zamku nijak nie przypomina. Potem jeszcze zakupy w Biedronce i jedziemy na nocleg. Cel osiągamy około 21:00. Plan był odbić do Opola ale wiaterek i mnogość punktów skutecznie go pokrzyżowały.

Link do pełnej galerii


Pierwszy poranny start zaczynamy dziarsko pomimo tego, że na początek podjazd.


Most graniczny na Odrze w Chałupkach.


Krzyżanowice.


My w Tworkowie. Jak zwykle przed imprezą :-/


Przed nami droga jeszcze daleka. Nie tylko tego dnia.


Zamek w Raciborzu to jeszcze nie koniec naszej dzisiejszej jazdy.


Kolejnym punktem był sprytnie ukryty młyn w Brzeźnicy.


Za którym jeszcze najeżdżamy ruiny zamku w Rudniku.


Śluzę w Koźlu.


Tamże wieżę ciśnień.


I na koniec coś, co zupełnie nie przypomina, a jest zamkiem w Krapkowicach.


Kategoria Kilkudniowe

DP - wszystko przez Pawła

  • DST 84.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 04:17
  • VAVG 19.61km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 30 maja 2014 | dodano: 30.05.2014

+8 na starcie ale w centrum Dąbrowy Górniczej musiało być sporo chłodniej bo wydychane powietrze zamieniało się w parę. Przejazd generalnie spokojny. Pierwsze kilometry dziś z obciążeniem bo bezpośrednio po pracy ruszam na spotkanie z Krzyśkiem i potem Maćkiem i razem jedziemy do Katowic na pociąg. Tam dołączy do nas Paweł. W związku z tym do pracy z bagażem wyprawowym. Nie sprawiał jednak większego problemu jeśli chodzi o zrywność czy prędkości. Jedynie bardziej staram się uważać na różnego rodzaju garby i dziury żeby nie ryzykować rozwalenia dość obciążonego i nieamortyzowanego tylnego koła. No i sterowność nieco inna.

Po pracy na początek na spotkanie z Krzyśkiem przed dworcem PKP w Sosnowcu. Razem jedziemy po Maćka. We trzech jedziemy do Katowic na dworzec kolejowy gdzie spotykamy się z Pawłem.  Drużyna w pełnym składzie.  Pakujemy się do pociągu do Rybnika, który startuje z kwadransem opóźnienia. Potem jeszcze okazuje się, że nie dojedziemy do celu.  Był wypadek śmiertelny przed Czerwionkami-Leszczyny i albo pakujemy się do autobusu,  co z rowerami przy tej liczbie pasażerów jest nieprawdopodobne,  albo jedziemy do celu na rowerkach. Pada na to drugie. Idzie sprawnie ale obsuwa w czasie nie do nadrobienia. W Rybniku jesteśmy przed 20:00. Na nocleg dobijamy przed 22:00. Wszystko przez Pawła.

Link do pełnej galerii


Pod dworcem PKP w Sosnowcu spotykam się z Krzyśkiem.


Razem jedziemy po Maćka.


We trzech jedziemy na dworzec kolejowy do Katowic, gdzie spotykamy się z Pawłem.


Chyba przez ten pociąg zmuszeni jesteśmy do wcześniejszego skorzystania z naszych kół.


Pierwszy nocleg wspólnie z rowerkami :-)


Kategoria Praca, Kilkudniowe

DPOD

  • DST 42.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 19.84km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 28 maja 2014 | dodano: 28.05.2014

+15 na starcie. Zanikające mgły i lekki wiaterek na początku, potem słoneczko. Dojazd byłby spokojny gdyby nie jakiś idiota w niebieskim Saxo. Znów znajomy manewr wyprzedzanie na podwójnej ciągłej przed światłami w Gródkowie. A i tak burak musiał stać bo czerwone. Nie rozumiem tych ludzi. Ani trochę. Potem jeszcze delikwent na "ścieżce rowerowej" na Braci Mieroszewskich. Zjechałem na nią przed rozlewiskiem obok stadionu i ciągnąłem dalej kiedy z osiedla wyjechał jakiś srebrny kombiak. Specjalnie wyglądałem nad ogrodzeniem czy coś nie pojedzie i dobrze zrobiłem bo baran w ogóle się nie rozglądał na boki. Dopiero jak zatrzymał się przy wylocie do głównej to spojrzał w lewo. Chyba nie ma tam znaku ustąp i ścieżka rowerowa i kierowcy jadą w ciemno nie patrząc na boki aż nie muszą się włączyć do ruchu. Dla jadącego rowerzysty może być wtedy już dużo za późno.

Nim wyszedłem z pracy już zaczęło padać. Pierwsza myśl, to przeczekać. Wyszedłem jednak na zewnątrz sprawdzić jak to rzeczywiście wygląda. Nie było tak źle. Ruszam w stronę Dąbrowy Górniczej. Kapie zauważalnie ale nie tak by przemoczyć kompletnie. Bez większego kluczenia jadę na początek na "dworzec kolejowy" kupić bilety na piątek na trasie Katowice-Rybnik. Potem pod ścianę płaczu i do ProLine odebrać reklamowany tusz. Stamtąd przez Mydlice do Decathlonu kupić kilka drobnych gadżetów. Nim dojechałem do celu przestało padać. Jednak jak wychodziłem lekkie kapanie znów się odezwało. Na szczęście był to ostatni podryg. Do domu dojechałem na sucho przez Zamkowe, Grodziec i Gródków. Po drodze jeszcze zahaczyłem o wsiowego Lewiatana. Generalnie jechało się przyjemnie.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 43.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 20.81km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 27 maja 2014 | dodano: 27.05.2014

+12 na przebudzeniu. Na wyjeździe nie sprawdzałem ale z pewnością się jeszcze ciut podniosło. Jezdnie noszą ślady wczorajszej burzy - miejscami w koleinach stoi woda. Troszkę nieszkodliwego wiaterku. Jechało się całkiem przyjemnie i w miarę dynamicznie. Dziś nie przeszkadzały szlabany i niebardzo światła. Dojazd bez sensacji choć nieco irytowali mnie zarówno piesi jak i zmotoryzowania na "ścieżce" przy Braci Mieroszewskich - albo szli nie tą stroną albo zastawiali samochodami ścieżkę.

Po pracy był wstępny plan, że jadę na molo na spotkanie z Krzyśkiem ale nim ruszyłem zadzwonił, że u niego pada. U mnie ok tylko pojedyncze krople. W końcu umawiamy się w parku sieleckim obok dawnego pomnika hydraulików. Docieramy niemal jednocześnie. Omawiamy kilka spraw związanych z piątkowym wyjazdem. Zajmuje nam to jakieś pół godziny. Żegnamy się i ruszam estakadą w stronę Pogoni. Obok cmentarza wbijam na ścieżkę i ciągnę nią aż do skrętu na 12%. Tam odbijam na pocztę wysłać poleconym oświadczenie do ZUS-u, że nie chcę by mnie okradali i zostaję z tym co mogę w OFE. Potem wracam i wbijam się na 12%. Jadę pod kościół na Syberce i dalej kładką nad "86/94" w stronę M1. Objeżdżam CH i obok GLS-u jadę do Czeladzi. Tam zwrot w stronę szpitala i dalej do Wojkowic. Za wiaduktem skręcam w kawałek terenowy i jak dobijam ponownie do asfaltu to zaczyna się pokapywanie. Ostatnie 2 kilometry z lekkim hakiem w deszczyku. Na szczęście krople są grube i niezbyt gęsto padają więc udaje się nie przemoknąć przed dotarciem do domu.


Kategoria Praca