limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPOD

  • DST 50.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 maja 2015 | dodano: 07.05.2015

+10 na starcie. Mgły. Bez wiatru. Słoneczko w czasie przejazdu zabrało się do przepłaszania wody z powietrza. Jezdnie miejscami mokre ale bez wody w koleinach. Dzisiejszy przejazd niezbyt spokojny. Pierwszego jełopa spotykam za szkołą w Gródkowie. Wyprzedzał mnie przy dość dużej prędkości dużo za blisko. Na pewno nie było nawet 50cm. Potem w Łagiszy blondyna w "cienkim" robi podobny manewr. Oboje wyprzedzali wciskając się między mnie a nadjeżdżające z przeciwka samochody. Na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej stopuje mnie szlaban opuszczony dla składu IC. Potem foto hotelu. Światła na Alei Róż i przed światłami na Mortimerze kolejny jełop wyprzedza za blisko. W centrum Zagórza przerzucam się ze ścieżki na chodniki i przez osiedle spokojnie dociągam do celu. Generalnie przejazd raczej nerwowy. Trochę też z tego względu, że mi się start obsunął na 6:18 i zapasu czasu na nieprzewidziane sytuacje właściwie nie było.


Po pracy dzionek wyglądał bardzo zachęcająco do kręcenia. Trochę wiało i upałów się nie doszukałem ale w objazdach to nie przeszkadzało. Dziś wdrożyłem do użycia nieco więcej wertepów. Na początek terenem w stronę Dąbrowy Górniczej. W lasku zagórskim trochę mokrawo ale jeszcze nie aż tak, jak tam potrafi być. Generalnie bez ufleju. Potem asfaltami w stronę Pogorii 3, którą objeżdżam od strony Łęknic w drodze na Piekło, gdzie wbijam w teren wokół Pogorii 4 kierując się do Wojkowic Kościelnych. Tu ufleju się nie spodziewałem bo większość drogi piaszczysta i musiałby być potop, żeby tam na wodę trafić. Na wojkowickim krańcu zbiornika przystaję na chwilę zrobić kilka foto kater-om. Potem asfaltem jadę do Przeczyc i dalej w stronę Toporowic. Za "S1" skręcam w teren i ciągnę nim w stronę cmentarza gdzie robię sobie asfaltowy podjazd. Taka mikronamiastka górskich podjazdów. Niestety bardzo krótka. Pokonuję jeszcze kilka garbów w obranym kierunku by przy tablicy chyba Goląszy Górnej odbić w lewo, ponownie w teren. Tu jest coś w sam raz dla full-a :-) Zjazdy po kamulcach, ostre, i podjazdy, na które z rozpędu udaje się wbić prawie do połowy. Wertepkami, robiąc po drodze kilka foto, kręcę sobie w stronę Góry Siewierskiej. Tam wspinam się na górkę paralotniarską skąd również kilka foto czynię. Potem już zjazd do Strzyżowic w kierunku mniej więcej kościoła polsko-katolickiego i dalej asfaltem do domu. Gdyby było ciut cieplej albo nie było wiatru, to przejazd byłby wręcz epicki. A tak to tylko całkiem przyjemny ;-p W domu smarowanie amorków, i zupełnie jak nie ja, znów shake łańcucha w benzynie. Jakoś ostatnimi czasy częściej ten rytuał powtarzam i nie tylko full-owi. Po tej operacji ten element napędu wygląda i, co ważniejsze, pracuje o wiele lepiej. A na pewno ciszej.


Kategoria GPS-, Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:31
  • VAVG 22.42km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 6 maja 2015 | dodano: 06.05.2015

4:30 +16. Na starcie +15. Normalnie termiczna bajka. Trochę niepokoju wzbudzały ołowiane w kolorze chmurki ale udało się przelecieć na sucho choć nie powiem, były one niejakim dopingiem do kręcenia z większym uczuciem :-) Droga wydawała się dziś jakaś wyjątkowo pustawa. Dziwne bo wystartowałem mniej więcej o tej samej porze co zwykle - 6:12. Ale w sumie dobrze bo było spokojnie. Dziś bez króliczków. Standardowo foto hotelu. Na miejscu z dużym zapasem czasu (10 min.). Bardzo przyjemnie się dziś jechało. I szybko pomimo tego, że do maksimum możliwości jeszcze trochę brakowało. Tak się zastanawiam, czy jest szansa zejść do czasu przelotu na poziomie 30 min. ;-)

Na powrocie diabli wzięli piękną, poranną średnią. Co prawda start zrobiłem maksymalnie szybki i powrót kręcony z uczuciem ale udało mi się przelecieć tylko przez Mec, Środulę, Stary Będzin i Stadion na sucho choć już pierwsze kropelki mnie ścigały. Na wjeździe na Zamkowe zaczęło już regularnie, acz słabo, padać. Potem w połowie osiedla nagle zrobiła się ulewa. Na szczęście po drodze było kilka miejsc zdatnych do schowania się. Skorzystałem z jednego z balkonów. Przeczekałem ulewę i chciałem przeczekać deszcz ale po ponad 20 min. stania stwierdziłem, że choćby żabami waliło to jadę. Deszczyk przeszedł w powolne kapanie. Jednak po kilkuset metrach robię postój na przystanku by wdziać kurtkę. Zrobiło się chłodniej a wilgotne ciuchy w czasie jazdy jeszcze chłodzą dodatkowo. Potem powolutku, chodnikami jadę o Grodźca. Tam kawałek zjazdu asfaltem do Gródkowa gdzie ponownie wracam na chodniki i już do samego domu tak dociągam. Na jakieś półtora km od domu nagle odcięło mi zasilanie i ten dystans w tempie mocno spacerowym. Przy okazji odcięło też na jakimś wertepie Garmina ale szybko się zorientowałem i strat w dystansie wielkich nie było. Generalnie powrót taki sobie. Na sucho mi nie uszedł ale też i do gołej skóry mnie nie zlało. Mogło być gorzej.


Kategoria Praca, GPS-

DPD

  • DST 37.00km
  • Teren 7.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 23.37km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 5 maja 2015 | dodano: 05.05.2015

+10. Chmurki ze słoneczkiem. Na wstawaniu trochę mgieł. Generalnie bardzo przyjemny poranek. Start nieco obsunięty - 6:16 - ale na full-u spokojnie do nadrobienia. Kręcę z uczuciem ale do pełnego pieca jeszcze trochę brakuje. Na Zielonej stado króliczków :-) Przejazd bez sensacji, spokojny. Po drodze standardowo foto hotelu. Chyba budowa zbliża się do finiszu. Na miejscu z minutą zapasu.

Po pracy lato. Miałem wrażenie, że jakiś opad wisi w powietrzu ale nic się takiego nie wydarzyło. Na początek asfaltem w stronę centrum Zagórza i dalej na Mortimer i w stronę Pogorii 3. Do mola jednak nawet się nie zbliżam, nawet nie patrzę w tamtą stronę, tylko od razu skręcam na Zieloną i na mostek na Czarnej Przemszy. Dalej terenem w stronę Łagiszy i lasku gródkowskiego mniej więcej zgodnie z biegiem czarnego szlaku. Potem zwrot w stronę Urzędu Gminy Psary i za ośrodkiem zdrowia znów zwrot na teren w stronę Strzyżowic. Stąd już zjazd do domu. Bardzo fajnie się kręciło dziś powrót. I szybko. Po drodze trochę foto głównie żuczka, który się zabrał na moim ramieniu kawałek drogi. Przyuważyłem też chyba wagon, który [b]Noibasta[/b] sfocił niedawno. Nie podjeżdżałem do niego bliżej ale tylko on jeden mi pasował do obrazu.


Kategoria Praca

DPDSO

  • DST 45.00km
  • Teren 7.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 19.71km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 4 maja 2015 | dodano: 04.05.2015

+9. Przez chwilę było widać wschodzące słońce ale na starcie już tylko dywan chmur. Wiaterek nierejestrowalny. Ze względu na temperaturę odważam się na krótkie spodenki, bandankę i lekkie rękawiczki. Na początku trochę po palcach zimno. Kręcę niezbyt ambitnie bo jest zapas czasu a do tego Srebrną Strzałą więc i też na wertepkach się oszczędzam. Na Zielonej dziś podługoweekendowe dmuchanie dla tych, co jadą od Preczowa. Standardowo foto hotelu. Spod DorJana do centrum Zagórza jadę ścieżką zmagając się z jej nieciągłościami. Na kilometr przed metą pojawia się opad mżawkopodobny.

Powrót w bardzo przyjemnych warunkach. Założyłem kurtkę na starcie ale wytrzymałem w niej tylko do Środuli. Potem wylądowała w plecaku. Dalej przez Stary Będzin i Łagiszę kręcę w stronę świateł na "86" do Gródkowa. Tym razem obyło się bez świrów za kierownicą i dojazd spokojny. W domu zabieram kilka gadżetów i jadę zbiorkomem do serwisu po odbiór kółeczka do Rzeźnika i po Błękitnego Rumaka. Rumak ma wymieniony suport, łańcuch, kasetę i przednią przerzutkę ale niestety brakło czasu na hamulce. W związku z tym Błękitny zostaje jeszcze w serwisie a ja ze zrobionym kółeczkiem - wstawione 2 szprychy - znów zbiorkomem wracam do domu. Tu uzbrajam koło i ruszam w małą, terenową w większej części, rundkę testową. Na początek na górkę paralotniarską. Stamtąd kilka foto i jadę wertepkami w stronę cmentarza w Strzyżowicach. Przeskakuję na drugą stronę "913" i wertepkami zjeżdżam na kawałek asfaltu w Strzyżowicach by zaraz go porzucić na rzecz kolejnego odcinka terenowego. Tym razem zmierzam do Wojkowic i dalej terenem w stronę Gródkowa gdzie znów na przemian asfalt i teren. Ostatecznie wybywam w mojej wiosce naprzeciw nowobudowanego obiektu o charakterze prawdopodobnie handlowym i kręcę w stronę wsiowego Lewiatana by tam zrobić już zwrot do bazy. Zataczam jeszcze kilka kółeczek po placu by dorzeźbić do 45 km. Aż chce się powiedzieć: w końcu lato :-)


Kategoria Praca, Kaseta, Łańcuch, Serwis, Suport, Szprycha, PrzerzutkaP

DPSDZ

Czwartek, 30 kwietnia 2015 | dodano: 30.04.2015

Na wstawaniu +1. Na wyjeździe +3. Generalnie odczuwalny chłód co zmusza do użycia pełnego zestawu "na długo". Wiaterek nierejstrowalny przy postoju, w ruchu podmuch wyciska łzy z oczu. Ładne słoneczko, które zupełnie nie pasuje to temperatury. Start dziś 6:17. Obsuwa ze względu na troczenie uszkodzonego koła od Rzeźnika. Trochę opornie to szło ale się udało i w trakcie jazdy ładunek trzymał się wzorowo. Tempo kręcenia niezbyt intensywne ze względu na lekko protestujące kolano. Przyzwyczajenie do młynków na Rzeźniku prowokowało do powtarzania manewru na Błękitnym. Niestety nie te przełożenia. Przejazd spokojny z małymi przerywnikami w postaci świateł to tu, to tam i szlabanu przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Także standardowy postój na foto hotelu. Na finiszu prawie wjeżdżam w kobietę z dzieckiem. Wszystko przez hamulce w Błękitnym. Za słabo trzymają pomimo tego, że klocki jeszcze są ok. Zdecydowanie coś jest nie tak z ciśnieniem. Klamka łapie dopiero jak jest już prawie na maks ściągnięta a i to jeszcze zbyt słabo. Dopiero po napompowaniu trzyma jak należy. Dziś po pracy Błękitny i koło z Rzeźnika zostają w serwisie zaś nad Strzałą będę się musiał nieco popastwić. Konieczna jest wymiana klocków hamulcowych (albo przynajmniej skrócenie linki) oraz czyszczenie i smarowanie. Powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że 3 rowerki to wcale nie jest za dużo dla kogoś, kto praktycznie jest uzależniony od kręcenia. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie od rzeczy byłoby mieć rezerwę dla Rzeźnika, czyli drugi full w stajni. Może trochę inny np. jakiś Scott na RockShox-ach i 29". Mają w cenniku taki, co by się go dało kupić za 5k. Ale to już nie w tym roku.

Po pracy niezbyt spiesznym tempem do serwisu. Tu zostawiam i Błękitnego, i kółko od Rzeźnika. Z kółkiem wiadomo: uzupełnienie braków i centrowanie. Za to Błękitny znowu prawie remont przejdzie: suport (ostatnio był już dociągany ale go młynkami znowu zarżnąłem), kaseta, łańcuch (jeszcze nie przeskakuje ale na "5" już prawie szpileczki więc nie będę czekał), przednia przerzutka (była prostowana po wypadku i od tego czasu często gęsto mam problem z nią bo nie daje jej się dobrze ustawić), hamulce (pewnie zapowietrzone), centrowanie tylnego koła (przy dużym obciążeniu lub dużej prędkości czuć, że zadkiem rowerka rzuca) i ogólnie przegląd. Do serwisu wyszło jakieś 24km ale mi się 2x gps zbiesił i wsiąkło kilkaset metrów (raz na zjeździe z Dworskiej na Zuzanny, raz na zjeździe ze Środuli do Izby Wytrzeźwień - trochę tam wertepków). Z serwisu powrót zbiorkomem do domu gdzie zabieram się za Srebrną Strzałę. Odstawiona dawno temu na bok wymagała nieco opieki. Na początek wymiana klocków hamulcowych na przodzie bo zjechane i ściągnięcie linki na tylnym hamulcu bo już klocuszki nieco przytarte. Teraz hamowanie jest jak trzeba, brzytwa jak na V-ki. Potem rozkuwam łańcuch i robię shake'a w benzynie. Kiedy ogniwka się moczyły czyszczenie przerzutek i ponowne mocowanie błotnika "trytyką". Łańcuch zakładam tym razem na spince i cały rowerek idzie do mycia. Jak trochę obkapał (a ja coś wszamałem) to smarowanie łańcucha i przerzutek oraz szybki teścik. Jedzie! Zarzucam sakwy i robię krótkie zagięcie do wsiowego Lewiatana. Na powrocie z pełnymi sakwami przebijam 30km/h. Już zapomniałem, że Srebrny też potrafi pójść jak trzeba :-)


Kategoria Praca, GPS-, KlockiV, Serwis

DPD PTTK OD - error

  • DST 76.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 03:25
  • VAVG 22.24km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 kwietnia 2015 | dodano: 29.04.2015

+3 zmierzające do +4 czyli w porównaniu z wczoraj na tyle zimno, że wdzianko ubieram na długo + czapka i rękawiczki. Na szczęście nie wieje i generalnie jest sucho. Trochę chmurek i słońca. Start nieco obsunięty - 6:17. Kręcę w związku z tym raczej bez ociągania. Udaje się wbić na Zielonej w harmonogram przelotu i na miejscu jestem jeszcze z zapasem czasu. Po drodze foto hotelu. Przyjemny, spokojny dojazd do pracy.

W trakcie pracy dostaję info z serwisu, że haki znalazły drogę do celu. Jest też kapany smar. Tym też sposobem plan się nieco modyfikuje i na początek przez Mec, Środulę i Stary Będzin kręcę tamże. Nabywam 2 haki do przerzutki i zapas smaru. Potem najkrótszą drogą kręcę do domu. Tym razem na odcinku "913" od świateł do szkoły w Gródkowie bez furiatów. W domu trochę marudzę i przepakowuję plecak by wyruszyć do PTTK na spotkanie. Jednak nie było czasu nic wszamać więc jeszcze zahaczam o piekarnię, gdzie trochę czasu ucieka. Miałem być spóźniony na spotkanie i tak ale nie tyle. Czyli trzeba żwawo kręcić. Niestety zimny podmuch, który wydaje się być obecny z każdego możliwego kierunku, nieco utrudnia. Potem na granicy Wojkowic i Grodźca kolejna niespodzianka w postaci zablokowanego zjazdu na Czeladź i świateł na zwężce. Muszę kawałek wrócić i skręcić na objazd przed stacją benzynową. Kolejne minuty lecą. Do Czeladzi jedzie się sprawnie ale potem znów światła, tym razem na "94". Kolejne spowalniacze to światła przy autostradzie i dalej korek. Objeżdżam przy stawikach. Na miejscu jakieś pół godziny spóźniony. Dziś spotkanie kameralne i opowieści różne. Trochę planowania. Zostawiam też moje propozycje na wzory klubowych koszulek (które może kiedyś w końcu powstaną). Taki sposobem osiągamy godzinę 19:00 z hakiem. Rozchodzimy się. Z Prezesem jedziemy do niego ale objazdami przez osiedla. Niby byłem cały czas w Sosnowcu, ale Sosnowcu mi nie znanym. Tylko niektóre fragmenty wyglądały znajomo. Na jednym ze skrótów przelatuję po całkiem nielichych schodach, za którymi pewne brzęczenie, które już dziś od rana mi towarzyszyło (a faktycznie to chyba nawet dłużej tylko dziś stało się bardziej irytujące) robi się głośniejsze. Zresztą przelot po schodach nie był to dziś pierwszy. Kawałek dalej staję i odkrywam, że poszła szprycha w tylnym kole. Po dokładniejszym oglądzie okazuje się, że nie jedna, a dwie :-/ KANAŁ. Wyciągam je by mi się gdzieś nie wcięły i dalej już o wiele ostrożniej dalej podążam za Prezesem. W końcu lądujemy w centrum Zagórza, ja bogatszy o świadomość obecności różnorakich skrótów, Prezes prawie u siebie w salonie. Żegnamy się. Kręcę dalej prze Mortimer na Mydlice i światła na Ksawerze. Na przystanku autobusowym za Teatrem Dzieci Zagłębia robię postój by zmienić baterie w przedniej lampce. Potem zjazd do nerki i zwrot na Łagiszę, którą przebywam podobnie jak Sarnów i skręcam do swojej wioski. Powrót już w mało przyjemnym chłodzie i ciemnościach. Jutro w ruch idzie Błękitny, który razem z kołem od Rzeźnika zostanie w serwisie na usprawnienie hamulców i centrowanie tylnego koła. Generalnie dzień zakończony rozczarowaniem. Jednak full też ma swoje ograniczenia :-/ Szkoda.


Poranne, kontrolne foto hotelu.


Na powrocie Prezes prowadzi mnie pod kolejny sosnowiecki zamek.




Kawałek dalej następuje odkrycie, że jest error.


Przynajmniej dzień zakończony jakimś niestandardowym wynikiem.


I jeszcze się mi przypomniało, że GPS przynajmniej raz zaliczył shutdown-a. A chyba nawet 2x.


Kategoria Praca, Szprycha, GPS-

DPD

  • DST 33.00km
  • Czas 01:20
  • VAVG 24.75km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 28 kwietnia 2015 | dodano: 28.04.2015

+8. Trochę wysokich chmur przez które prześwituje słońce. Wiaterek nierejestrowalny. Start 6:11. Jedzie się bardzo dobrze. Jak często ostatnio foto hotelu. Na Zagórzu roboty przy rondzie w toku. Na mecie z zapasem 5 min. Przyjemny dojazd do pracy. Ciągle mam nadzieję, że prognozowane na popołudnie deszcze, to żart meteorologów.

Prognozy zapowiadały, że na powrocie z pracy będę miał do czynienia z jakimś burzowym armageddonem. Skończyło się na drobnym deszczyku. Jednak liczyłem się z możliwością, że poleje i dziś powrót maksymalnie krótko. Przez Mec i Środulę do Starego Będzina. Potem ścieżką do nerki i przez Zamkowe do lasku grodzieckiego skąd na światła na "86". Tu wyprzedza mnie jakiś wał szarym kombi. Leciał zdrowo powyżej 80km/h i jeszcze wyleciał na czerwonym w stronę Częstochowy. Przy tym wszystkim przeleciał mi dużo za blisko kierownicy. Potem jeszcze na odcinku do szkoły w Gródkowie kilku innych furiatów też wyprzedzało zdecydowanie za blisko przy prędkości, którą jechali. Dlatego nie lubię tędy wracać bo o tej godzinie świrów tu nie brakuje. Od świateł już prosto przez Gródków do domu. Mniej więcej w lasku zaczęło delikatnie kropić. Potem ciut przyspieszyło ale do poziomu wciąż niegroźnego i tak było już do finiszu. Na finiszu też gps zrobił "-1" :-/ Po lądowaniu, skoro rowerek już i tak był mokry, to mu zrobiłem jeszcze szybkie mycie i smarowanie amorów. Łańcuch jutro przed startem, jak przeschnie.


Kategoria Praca, GPS-

DPSD

  • DST 38.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 20.18km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 27 kwietnia 2015 | dodano: 27.04.2015

+7 na starcie. Do kompletu trochę zanikających mgieł i ładnie operujące słoneczko. Strój na dziś już lżejszy: bandanka, krótkie rękawiczki, krótkie spodenki. Jedynie na klatę kurtka. Trochę miejscami było czuć chłód ale nie przeszkadzało to w kręceniu. Start 6:11 więc nie miałem powodu do pośpiechu. Po drodze kolejne foto hotelu. Dalej kombinuję nad jakimś zgrabnym przejazdem przez osiedle na odcinku od Lidla do ul. Szymanowskiego bez pokonywania tego siodełka terenowego albo przynajmniej w jego płytszym miejscu. Chwilowo bez sukcesu. Na mecie z zapasem 4 min.

Po pracy przyjemne lato. Ruszam wertepkami w stronę Dąbrowy Górniczej. Tor kolejowy, który po drodze przekraczam, chyba jednak nie zostanie zlikwidowany. Jeszcze niedawno części szyn nie było. Dziś powróciły. Szkoda bo płynniej by się jechało ten kawałek. Potem ściana płaczu i zakosami przez Dąbrowę w stronę Koszelewa. Po drodze zaliczam pierwszą na Rzeźniku glebkę. Trochę przeszarżowałem. Wchodząc w ciasny skręt z chodnika na trawę za bardzo się złożyłem i uciekło spode mnie przednie koło. Wszystko jednak skończyło się bez strat miękkim lądowaniem na plecaku. Zbieram się natychmiast i jadę dalej do serwisu. Haki nie dojechały. Kapany smar też. Się w końcu zdenerwuję i wybiorę do konkurencji jak do czwartku nie dotrą. Nic nie załatwiwszy przez Zamkowe i lasek grodziecki kręcę terenem pod restaurację w Gródkowie i dalej w stronę lasu gródkowskiego. Przy szkole kieruję się na szlak rowerowy i dalej w stronę ul. Szkolnej w Psarach, którą to dociągam do mojej ulicy i do domu. Bardzo przyjemnie się kręciło powrót. Aż nie chce mi się wierzyć, że jutro ma się pogoda rozjechać.


Kategoria Praca

Rajd Kraków-Trzebinia i do domu

  • DST 101.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 05:16
  • VAVG 19.18km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 kwietnia 2015 | dodano: 26.04.2015
Uczestnicy

Snu dziś niewiele. Osobiście odpadłem coś koło 2:00 ale najwytrwalsi walczyli chyba do 4:00. Mimo tego wstaję około 6:30 wyspany i tylko z nieznacznym łupaniem pod czaszką ;-) Od razu śniadanie: 3/4 paczki musli i litr mleka. Jak się okazało, wystarczyło prawie do 12:00. Od samego rana czyste niebo i bardzo ciepło. Fajnie, bo będzie można jechać na krótko. Mamy sporo czasu do startu więc nie ma pośpiechu. Fort opuszczamy, zgodnie z założeniem, o 9:00 (o dziwo). Niestety zaraz okazuje się, że jest kapeć. U Tomka. Ofiara zajmuje się naprawą a Loża Szyderców rozgrzewa palce i zaraz potem profesjonalnie szydzi, co uwieczniam na foto. Potem już bez komplikacji turlamy się na miejsce startu rajdu na Błoniach. Tłumy nieprzebrane. Udaje się jeszcze załapać na numer startowy. Potem trochę kręcenia się za napojami i kiedy ogłoszony zostaje start, ruszamy. Na początku potężny zator na zakręcie. Ponad 2 tys. osób. Nie ma siły żeby to wszystko płynnie ruszyło :-) Z Pawłem zostajemy z tyłu i czekam aż się rozluźni. Monika i Tomek też. Dołączamy do nich i razem z jeszcze kilkoma osobami nieco objeżdżamy żeby włączyć się do peletonu jadącego już z jakąś normalną prędkością. Ale i tak jest całkiem gęsto i trzeba uważać by komuś w plecy nie wjechać. Za autostradą robi się luźniej bo wcześniejsze podjazdy nieco spowolniły mniej wyjeżdżonych. Teraz już można jechać swoim tempem. Obawiałem się, że wypakowany plecak będzie mi nieco przeszkadzał. Okazało się, że nie jest źle i całą drogę jechało się bardzo dobrze. Przed Puszczą Dulowską wypaliło się śniadanie i przystaję na poboczu coś wszamać. Przy okazji focę członków naszej ekipy, przynajmniej tych, których się doczekałem. Chwilę w grupce odpoczywamy i potem znów kręcenie tym razem pod osłoną drzew. Jedzie się równie dobrze jak asfaltem. Na kilka km przed metą na chwilę przystaję przy grupce, w której dziewczyna zaliczyła upadek. Poobdzierane ramię ale na szczęście nic więcej. Zostawiam opatrunek i bandaż i jadę dalej do mety gdzie rozsiadam się przy stanowisku zliczania uczestników i robię foto "naszym" oraz co bardziej egzotycznym uczestnikom rajdu. Wszystkich się nie doczekałem. Niektórzy też odbili w inne miejsca. Przed 15:00 dociągam do pałacu w Młoszowej, gdzie odbywa się oficjalne zakończenie rajdu, dzielą grochówką, konkursują i losują rowerki. W cieniu drzew odpoczywamy, posilamy się i czekamy na wynik losowania. Potem odczekawszy aż większość uczestników odjedzie ruszamy i my w stronę Trzebini i potem na terenowe odcinki w stronę Sosiny i dalej do Sosnowca. Po drodze "nasza" grupa urywa się Prezesowej, Prezesowi i mnie lecąc asfaltem do domu. My wertepkami na Sosinę. Po drodze dognała nas ekipa z Dąbrowy Górniczej i jakoś tak wyszło, że jedziemy razem, nieco spokojniej, do samego Sosnowca. Na Zagórzu żegnamy się. Stąd już solo, swoim tempem, wyprzedzając "Dąbrowiaków" lecę przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu.


Link do pełnej galerii


Przedstartowe liczenie.


Postartowy, profesjonalnie wyszydzony serwis.


Docieramy na Błonia a tam ćma rowerzystów.


Ryśkowa szprychówka po oficjalnym przyjęciu do Loży.


Mój numerek startowy.


Rajd rusza i od razu zator.


Kierowcy mieli dziś ciężkie życie rano w Krakowie zanim ta masa się przewaliła przez miasto. Jeden wielki korek.


Ja przeżuwam a ekipa wyciska pod górkę.


Jedyne zdjęcie z przelotu przez Puszczę. Cały czas kogoś wyprzedzałem i trochę było potrzeba rąk do majstrowania przy manetkach i klamkach.


Liczenie tych, co dojechali.


Starzy znajomi też się pokazali ale nie wszystkich udało się w tej masie spotkać.


"Poziomka".


Nawet takie szkraby pędziły w rajdzie.


Mono.


Tandem.


Pod pałacem czarno od rowerzystów.


Kolejny znajomy, którego udało się spotkać na rajdzie.


Terenowo z Trzebini w stronę Sosiny.


Nasi się posiali, to jedziemy z Dąbrową. Prezes prowadzi bokami.


Podsumowanie dnia. Sporo było spacerowego marudzenia, więc średnia podła ale jeżdżenie było fajne :-)


Kategoria Kilkudniowe

DP Kraków

  • DST 100.00km
  • Czas 04:49
  • VAVG 20.76km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 24 kwietnia 2015 | dodano: 24.04.2015

+6 na termometrze czyli można ubrać się lżej. Jeśli prognozy się sprawdzą to po południu będzie lato :-) Martwią tylko te radiowe teksty, że "może padać". Nie wiem jak z wiaterkiem ale na pewno nie przeszkadzał. W ogóle jechało mi się dziś zadziwiająco dobrze. Może to te +5 stopni więcej? Start 6:11. Kręcę ze sporym zapasem mocy. Przejazd generalnie spokojny. GPS pracuje prawidłowo. Na wszelki wypadek zabrałem jednak drugą kartę z kopią mapy żeby w razie wpadki podmienić. Tradycyjnie foto hotelu. Na miejscu z zapasem minuty.

Po pracy ruszam na spotkanie pod fontannę przy siedzibie PTTK w Sosnowcu. Zbieramy się tam na wyjazd do Krakowa. Na miejscu zastaję już dwie sztuki ze składu. Ostatecznie jest nas 8 osób. Robimy tradycyjne "liczenie zwłok" i Prezes zaczyna prowadzić. Turlamy się do Mysłowic, gdzie na BP mamy spotkać się z Tomkiem. Już czeka. Powitanie i dalej w drogę. Droga generalnie mało ciekawa bo asfaltami w stronę Imielina i potem odbicie na drogę krajową 780. W okolicach Żarek dopada nas deszcz. Przystajemy na stacji benzynowej w oczekiwaniu aż kropelki znikną. Ruszamy, kiedy wydaje nam się, że przestało padać. Od razu znów wpadamy pod chmurę i kawałek próbujemy jechać jednak nie w końcu się poddajemy i każdy chowa się gdzie może: na przystanku, pod daszkiem kiosku. Zupełnie jak rok wcześniej. W międzyczasie Tomek dzwoni do Moniki i uzyskuje info, że w Krakowie sucho jak na pustyni. Czyli tylko my mamy pecha. Kiedy zaczyna robić się ciemno wjeżdżamy już w strefę, gdzie faktycznie było sucho i jest też o wiele cieplej. Po drodze zakupy na grilla i przeskakujemy autostradę robiąc nieco dalej zwrot w stronę Fortu 39 "Olszanica". Przed samym fortem nieco problemów ze znalezieniem wjazdu bo gps wepchnął mnie w równoległą uliczkę. W końcu jednak trafiamy gdzie trzeba. Rumaki parkują w stajni a my witamy się z częścią ekipy, która wyruszała na raty wcześniej. Potem już tylko ognisko do późnej nocy. Generalnie bardzo pozytywnie wyeksploatowany dzień.

Link do pełnej galerii


"Liczenie zwłok". Tym razem na wesoło za sprawą Loży Szyderców. W ich towarzystwie nie da się inaczej :-)


Zgarniamy Tomka.


Czekamy na stacji. Niby ładne słoneczko...


... ale dalej jest mało optymistycznie.


Droga fajna, sporo przez lasy, ale bardzo ruchliwa. Na szczęście TIR-ów było już niewiele.


Zdjęć z dziś niewiele bo na początku było mokro, a potem ciemno. Mój dzisiejszy wynik za dzień.


Kategoria Praca