Do konkurencji
-
DST
20.00km
-
Czas
01:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś tylko jeżdżenie w interesach. Na początek do budowlanego po kilka drobiazgów. Ale to po drodze. Cel dzisiejszego wyjazdu to nabyć nową oponkę do Rzeźnika na tył bo po ostatnim kapciu już tej oponce nie wierzę. Niby dojechałem na niej wczoraj do domu ale dziura jest widoczna gołym okiem i w terenie mogłaby się okazać przyczyną awarii. Zresztą oponka ma już prawie 7k km przejechane i jest nieco zdarta więc żegnam się z nią bez większego żalu bo wiem, że swoje odpracowała. W Będzinie dziś dzień targowy więc jadę raczej ostrożnie. Dużo samochodów, dużo piechoty. Nie wszyscy w takim zamieszaniu mogą się odnajdować. Lepiej nie ryzykować. Dzięki temu udaje mi się bez sensacji dotrzeć pod serwis. I tu niespodzianka. Zamknięte na głucho i kartka, że w soboty nieczynne :-/ No cóż. Zarobi konkurencja za rogiem. Chciałem wziąć zwijkę i zwykłą na drucie + dętka ale nie było wyboru i skończyło się tylko na zwykłej na drucie (Kenda 2,10 malowana logiem Gianta) i dętce. Na wyjściu witam się z Prezesem Ghostów, który też przyjechał uzupełnić zapasy wulkanizacyjne po niedawnym naszym spotkaniu na ścieżce małobądzkiej. Dziś jednak bez konferencji. Wracam szybko do domu przez Łagiszę i Sarnów i zabieram się za małe serwisowanie rowerków. Błękitnemu czyszczę trochę napęd i wymieniam linkę od przedniej przerzutki. Tylną linkę smaruję na odcinkach schowanych w pancerzu żeby lepiej pracowała reguluję tylną przerzutkę. Potem szybki test na jezdni w pełnym zakresie zmiany biegów. Jest lepiej niż było. Potem zabieram się za Rzeźnika zmieniając mu zadnią oponkę. Operacja przebiega sprawnie i również kończy się testem na jezdni. Sprawdzam jak się ułożyła i jak śpiewa przy pełnej prędkości. Jest fajnie. Powinna spokojnie dawać radę też w terenie. Potem kupię sobie jeszcze zwijkę nieco szerszą by mieć rezerwę. Na koniec jeszcze podniesienie ciśnienia we wszystkich kołach obu rowerków i na dzień dzisiejszy to tyle.
Pogoda dziś bardzo dopisała. Ładne słoneczko. Nieinwazyjny wiatr. Stosunkowo ciepło. Dobrze się jeździło.
Kategoria Inne, LinkaP, Opona
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
18.95km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mokro. Ciemno. Zawiewa z zachodu. Mżawka. Pierwsze 300m bardzo zniechęcające bo prawie nic nie widzę przez pokryte opadem okulary. Ale na skrzyżowaniu robię zwrot na Będzin i od razu jest lepiej. Okulary muszę przecierać nieco rzadziej. Start dziś o 6:06 więc nie muszę kręcić jakoś intensywnie. Zresztą żeby się nie uflejać lepiej jechać nieco wolniej. Punkty kontrolne przejechane sporo przed czasem. Kierowcy trochę mniej szarżują choć i tak mogliby jeszcze spokojniej jechać. Nie przystaję na foto hotelu bo i tak by dobrego zdjęcia nie było. Trochę stania na światłach i potem już ścieżką aż do ul. Szymanowskiego i spokojna końcówka do pracy. Pomimo warunków kręciło się całkiem przyjemnie. Trochę nasiąknąłem wodą ale w butach sucho czyli nie ma tragedii.
Po pracy niespieszne kręcenie powrotne bez gięcia. Zniechęciło mnie po trosze wianie z zachodu i niedospanie. Poleciałem standardem: Mec, Środula, Stary Będzin, nerka i potem przez Łagiszę i Sarnów do domu. Na światłach w Sarnowie łapię kapcia. Ruszam i po kilkunastu metrach słyszę tylko głośne "Pssssss", "Pssss", "Psss" i po lufcie w tylnym kółku. Nawet skrzyżowania nie udało się przejechać. Z buta przeprowadzam rowerek na najbliższy przystanek i tam zabieram się za wymianę. Poszło w miarę sprawnie i do domu dojeżdżam już bez przygód.
Kategoria Praca
DPSD
-
DST
38.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
19.83km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mokro. Na początku trochę mżawkowego opadu. Potem już woda tylko spod kół. Nawet ciepło. Start 6:08. Dziś do pracy weteranem bo jakby zadzwonili z serwisu, że Rzeźnik już gotowy, to go zostawię na zmianę gripów na manetki. Miałem już dawno go poddać temu zabiegowi ale zawsze coś było ciekawszego do zrobienia albo mi się nie chciało. Przejazd do pracy byłby całkiem spokojny gdyby nie "kierownicy". Niektórzy wyprzedzali nie zachowując dostatecznej odległości. Inni jeszcze na dokładkę przy tym manewrze jechali niemal na zderzenie czołowe. Zero wyobraźni. I spora grupa jeździ tak, jakby był piękny, słoneczny i suchy dzień czyli za szybko i na zderzakach pojazdów poprzedzających. Mimo tego jakoś udało się dojechać do pracy w jednym kawałku. Na "dworcu" bez stania. Światła stane ale krótko. Na ścieżce na Braci Mieroszewskich trochę wystraszyła mnie rowerzystka jadąca z przeciwka. Miała lampkę i wszystko jak trzeba tylko mnie się trochę na środek za bardzo wyjechało bo patrzyłem na wyjazd z osiedla przy stadionie. Krzaki dość dobrze ograniczają tam widoczność i trzeba uważać żeby nie wpakować się pod samochód. Na szczęście w ostatniej chwili udało się zrobić unik i skorygować tor jazdy. W pracy jestem równo o 7:00 ani nie bardzo mokry ani nie bardzo zmarznięty. W sumie przyjemna jazda.
Po pracy jadę odebrać Rzeźnika z serwisu a zostawić Srebrną Strzałę. Wcześniej jednak muszę podciągnąć pod ścianę płaczu. Wybieram tę w centrum Dąbrowy Górniczej więc trasa narzuca się sama. Potem przez Mydlice i Warpie do centrum Będzina i do serwisu. Tempo takie sobie. Przyzwyczaiłem się do młynkowania na full-u i przełożenia na Strzale jakoś tak oporne mi się wydaję. Ale się jedzie. Zamieniam rowerki. Szprycha zrobiona. Posmarowane co miało być posmarowane. Diagnoza, że powoli będzie się trzeba oswoić z myślą o wymianie napędu. Cóż, prawie 7k km. Wracam bez większego gięcia, ale za to dużo żwawiej, przez Łagiszę i Sarnów. Jedzie się bardzo przyjemnie i sprawnie. Dopiero przy zwrocie na zachód czuję, że wieje. Na szczęście niezbyt mocno i nie za zimno więc przyjemność z jazdy jest dalej. Plusem powrotu było to, że jezdnie zdążyły wyschnąć. A kilkanaście minut po wejściu do domu jeszcze pojawiło się słoneczko, które w drodze do schowania się za horyzontem, zeszło poniżej pułapu chmur. Ładny widok. Choć przypomina, że to już zdecydowanie jesień skoro o tej porze jest już tak nisko. A jeszcze jak czas przesuną... :-(
Kategoria Praca, Serwis
DPDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
16.82km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś start 6:12. Mokro. Jakieś pojedyncze kropelki. Za to dla odmiany jakby ciut cieplej. Jedzie mi się coś słabo ale i tak jest przyjemnie. Punkty pośrednie przejechane tak pi razy oko o czasie. Bez focenia. Na miejscu nieco po czasie.
Z pracy wyjeżdżam nieco później niż zwykle. Trochę pokapuje. Bez gięcia kręcę do domu przez Mec, Środulę, Stary Będzin. Na ścieżce w stronę Stadionu spotykam Mariusza i kilkanaście minut rozmawiamy. Że jednak niebo ołowiane i bez upałów to kończymy konferencję rozjeżdżając się każdy do swojego domu. Kawałek dalej spotykam Adama, Prezesa Ghostów. Prowadzi rower na kapciu z przodu ale mówi, że już mu się nie chce robić bo do domu ma niedaleko. Reszta drogi już bez pogadanek. Na ścieżce w stronę Grodźca dopada mnie deszczyk, który na zjeździe do Gródkowa na moment ustaje. Przy szkole znów się rozkręca i prowadzi mnie tak do przejazdu kolejowego. Trochę mnie zmoczyło ale mimo tego po dotarciu do domu zarzucam sakwy i kręcę jeszcze standardowe wygięcie do wsiowego Lewiatan po cotygodniowe zaopatrzenie. Potem już szybki zjazd do domu. Tempo na powrocie iście spacerowe ale po prostu nie chciało się jechać. Paradoksalnie dojazd i powrót z pracy raczej przyjemny pomimo zmęczenia i przemoczenia.
Kategoria Praca
DPS
-
DST
27.00km
-
Czas
01:20
-
VAVG
20.25km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie ciemno, coraz ciemniej :-( Poza tym warunki niezłe. Bez wiatru, sucho, umiarkowanie chłodno. Start 6:10 i kręcenie bez większego ciśnienia. Po drodze dużo miejsc z wyłączonymi latarniami. Gdyby nie czołówka to byłaby jazda niemal na ślepo. Na "dworcu" dziś bez stania. Foto hotelu nie wiem nawet jak wyszło bo z lampą mało co widać a z ręki pewnie będzie poruszone :-/ Przejazd bez drastycznych ekscesów. Na miejscu z zapasem 3 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy pojawiło się jakoweś siąpienie. Jezdnie lekko mokre i trochę kapało. Przez Mec i Środulę jadę w stronę Chemicznej bo chciałem uniknąć ufleju na rowerze i przejechać nierozkopanymi drogami a tu zonk. Na Chemicznej też wykopki. Jakoś udaje się przebić na ścieżkę do Będzina i niąże jadę do nerki gdzie zjeżdżam w przejście na drugą stronę i ostatecznie ląduję w serwisie. Tu ordynacja zabiegów i już potem z buta na zbiorkom i do domu.
Kategoria Praca, Serwis
DPDSD
-
DST
53.00km
-
Czas
02:31
-
VAVG
21.06km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
I znów poranne rzeźbienie. Rano już całkiem ciemno ale dziś przynajmniej sucho i bezwietrznie. Temperatura też do przyjęcia. Start 6:10. Jadę bez większego ciśnienia bo jest trochę minutek w zapasie. Punkty pośrednie zaliczone w granicach przyzwoitości. Na "dworcu" jestem między dwoma pociągami KŚ więc zero stania. Dalej też tylko jedne światła. Hotel znów nieco posunął się w pracach. Na miejscu jestem z zapasem 2-3 min. Przyjemny dojazd do pracy. Na miejscu odkrywam, że znów się urwała szprycha na tylnym kole. Tylko nie wiem kiedy, czy jeszcze wczoraj na trasie do Chudowa, czy dziś jak przeleciałem przy ponad 30km/h po krawężnikach na ścieżce przy Braci Mieroszewskich obok stadionu. Ale nic to. Do domu dojadę, wyczyszczę rowerek i dziś lub jutro odstawię go na przegląd to i to mi zrobią przy okazji.
Po pracy szybko zwijam się do domu. Przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków zawijam na kwadrat i zabieram się za czyszczenie Rzeźnika po wczorajszym jeżdżeniu. Schodzi mi coś koło pół godziny ale tak sobie liczę, że jeszcze do 17:00 zdążę do serwisu. Upewniłem się wcześniej, że do tej godziny mają otwarte. Gnam do serwisu ile jeszcze daję radę i na miejscu jestem 16:58. Hm... Zamknięte :-( Trudno. Wracam już bez ciśnienia przez Łagiszę i Sarnów. Cóż. Nie udało się odstawić full-a do serwisu ale chociaż pojeździłem. W sumie przyjemne warunki do kręcenia.
Kategoria Szprycha, Praca
Klubowo Do Chudowa
-
DST
118.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
06:58
-
VAVG
16.94km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś jeżdżenie klubowe. Nim się zdecydowaliśmy jechać była już sobota. Wszystko wisiało na włosku bo ICM wróżył opady. Ostatecznie jednak się wyklarowało i przez cały dzień była całkiem przyjemna pogoda. Sporą część dnia przyświecało słoneczko. Cel wyjazdu: Chudów, zakończenie sezonu choć sezon się nie kończy ale każdy pretekst do jeżdżenia jest dobry. Zbieramy się przed 9:00. Na miejscu jestem jako trzeci. Chwilę potem zjawia się całkiem spora ekipa. Czekamy jeszcze na Damiana, który zdążył na dojeździe złapać kapcia oraz na towarzyszące mu w serwisie osoby: Prezesową, Adama i Adriana. Zjawiają niedługo potem. PanP tradycyjnie już czyni honory spóźnialskiego i będzie nas gonił w drodze. Ostatecznie spotykamy się dopiero w Chudowie. Robimy startowe foto i ruszamy w stronę Trzech Stawów robiąc trochę terenu po drodze. Dalej kierujemy się na Panewniki w nieco jeszcze powiększonym gronie. Ostatecznie jedziemy w 21 osób do Chudowa. Tempo takie sobie bo jeden z naszych uczestników nieco na zdrowiu niedomaga ale nie chcemy go zostawiać. Znanym już szlakiem trochę po terenie, trochę po asfalcie przy dwóch glebach ale za to bez problemów technicznych docieramy w końcu do Chudowa. Tu jesteśmy już nieco po oficjalnym otwarciu imprezy więc tylko odbieramy pamiątkowe plakietki i zabieramy się za regenerację sił. Jedni zjadają przywiezione zapasy, drudzy pieką kiełbaski. Wszyscy rozmawiają ze wszystkimi. Niedziela toczy się bardzo przyjemnie. Przed 14:00 ruszamy w drogę powrotną. By jednak nie deptać własnych śladów kierujemy się na Mikołów i Łaziska Górne po drodze najeżdżając księży ogród botaniczny. Stamtąd już bez większych celowych objazdów do Katowic. Lasami docieramy do Janiny i na BP w Giszowcu robimy postój na kawę i coś do jedzenia. Tu właściwie nasze ostatnie wspólne zdjęcie. Potem już zaczęły robić się ciemności. W Mysłowicach rozjeżdżamy się z tambylcami i grupą sosnowiecką kręcimy za rzekę. Na Ludwiku kolejne podziały. Z Maćkiem i Markiem jadę w stronę PTTK-u i za torami żegnam się z chłopakami. Oni już są na miejscu. Ja mam jakieś 15km do finiszu. Przez Milowice, Czeladź i Wojkowice dociągam do domu.
Bardzo przyjemnie spędzona niedziela. Mam nadzieję, że pogoda jeszcze się w tym roku nada do kilku grupowych wyjazdów bo zjawiają się nowe twarze i robią to regularnie więc jest szansa, że dołączą do naszego klubu.
Link do pełnej galerii
Zwyczajowe liczenie ofiar.
Gdzieś po drodze w lesie. A ja w piątek wypucowałem full-a... :-(
Dwie gleby jednocześnie.
Chwilę po lądowaniu pod zamkiem w Chudowie robimy zbiorcze foto.
Przed powrotem jeszcze jedno zbiorcze pod Teklą.
W ogrodzie botanicznym.
Ostatnie foto w liczniejszym, choć już i tak trochę okrojonym, gronie na BP w Giszowcu.
Podsumowanie dnia z Garmina.
Kategoria Jednodniowe
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
19.07km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na dworze mokro. Na wyjściu mokro ale nie pada. Ruszam wcześniej - 6:08. Po 300m zaczyna padać i przez następne 3km nie przestaje. Dopiero za "86" nagle opad znika jak ucięty nożem. Teraz już tylko mokre jezdnie i oślepiające światła samochodów odbite od wody w koleinach. Tempo dziś nieco spokojniejsze bo jest i czas, i warto też czasem jakąś kałużę jednak objechać. Trochę nasiąknięty początkowym opadem powoli schnę. Do Zielonej. Tu jakiś wyprzedzający mnie "kierownik" rzuca mi fontannę na lewą nogę. Przez kilka kilometrów jedzie się nieprzyjemnie. Dopiero jak woda odparowała było lepiej. Na "dworcu" jestem przed przyjazdem KŚ. Dopiero go zapowiadają. Pomimo słabych warunków focę hotel bo widać na nim zmianę w postaci pasa izolacji termicznej. Reszta drogi spokojnie choć ze staniem na światłach. Na miejscu ze sporym zapasem czasu nawet niezbyt przemoczony. Trochę tylko nogawki i buty z zewnątrz. W sumie nawet przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy start jeszcze w drobnym, zanikającym pokapywaniu. Jezdnie mokre. Trochę wiaterku. Nie spieszy mi się więc kręcę bez ciśnienia, wręcz spacerowo. Możliwie krótko przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Po drodze chmury się rozpraszają i zaczyna ładnie przyświecać Słoneczko. W kilku miejscach przystaję na foto wymytej i ładnie oświetlonej szaty jesiennej przybranej przez drzewka. Jednak nie korci mnie by wjechać w las bo tam na pewno bagienko. W Gródkowie jełop w kombiaku wyprzedza mnie na gazetę przy zdecydowanie za dużej prędkości. Oby mu wszystkie koła odpadły, piratowi jednemu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
22.34km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jezdnie mokre, ciemno, przeciwny wiatr i delikatne kapanie. Warunki może nieidealne ale jak najbardziej do jazdy i to bez zestawu gumowego. Start dziś 6:12. Jedzie się bardzo dobrze. Cieplej niż wczoraj. Punkty kontrolne zaliczane w widełkach. Na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej jestem już po pociągu KŚ. Chyba przyjechał wcześniej. Nie robię postoju na focenie hotelu bo warunki do tego nędzne. Światła udaje się przejechać bez stania. Na ścieżce między DorJan-em a stadionem piechur odtańcza mi taniec-zesraniec czyli gdzie-tu-uciekać-bo-rower-jedzie-a-ja-lezę-gdzie-nie-powinienem. Udało się go nie rozjechać. Na miejscu z zapasem 3 min. Dziś najbardziej wkurzało mnie na dojeździe za wczesne wyłączanie latarń. Przynajmniej ze 20 min. przed wschodem już niektóre były pogaszone i to w miejscach, gdzie bez oświetlenia było bardzo ciemno. Zwłaszcza przy takim zachmurzeniu.
Po pracy okazało się, że jezdnie przeschły. Za to wrażenie jest takie, jakby ciut chłodniej. Kręcę powrót przez Mec, Środulę i Stary Będzin do serwisu żeby się umówić na przegląd Rzeźnika. Odstawiam go w zależności od pogody albo w poniedziałek albo w środę. Już mu się ponad 6,5k km ukręciło więc mu się należy choć pracuje bez zarzutu. Potem przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Jedzie mi się zadziwiająco dobrze. Od Będzina pojawiły się pojedyncze krople, które w okolicach Sarnowa zaczęły padać gęściej by ostatecznie na 2km od domu przerodzić się w niegroźny deszczyk. Bardzo przyjemny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś odrobinę cieplej ale też i wietrzniej. Również chmury nieco słabiej blokują słońce i wcześniej zrobiło się w miarę widno. Start mi wychodzi nieco później niż wczoraj - 6:13. Do celu, standardową drogą, udaje się jednak dojechać z lekkim zapasem. Po drodze bez większego stania. Na "dworcu" jestem tuż po przejeździe KŚ. Na Alei Róż zielone. Na Mortimerze też bez stania. Robię foto hotelu ale raczej słabo wyjdzie. Reszta drogi bez przerywników. W sumie spokojny i przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy miałem na szybko wracać ale mi się przypomniało, że trzeba mi pod ścianę płaczu. Kręcę przez Mortimer i Starocmentarną do pierwszej. Ktoś musiał nielicho pod nią szlochać bo wymyło całą zawartość. Kręcę więc na dąbrowską Bahnhofstrasse i tam przy drugiej ścianie dostaję co chciałem. Między tymi dwoma punktami robię sobie eksploracje po osiedlach. Potem kolejne eksploracje czynię jadąc w stronę Koszelewa ostatecznie wybywając w okolicach przystanku tramwajowego na Paryżu. Może być. Obok urzędu pracy kręcę na Ksawerę i potem pod targ w Będzinie. Stamtąd standardem przez Łagiszę i Sarnów do domu. Od Będzina już lekkie pokapywanie, które towarzyszy mi do końca jazdy. Niegroźne, na szczęście. Przyjemne kręcenie powrotne.
Kategoria Praca






















