limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

DPOS

  • DST 38.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 20.36km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 8 czerwca 2015 | dodano: 08.06.2015

+15 na starcie. Słoneczko już tak dziś nie paliło bo na niebie zawitało trochę chmurek. Do tego lekki wiaterek. Generalnie rześko i przyjemnie. Jechało się bardzo dobrze. Start o 6:14 czyli cisnąć nie trzeba. Przed światłami z Gródkowa do Łagiszy jełop w niebieskim audi kombi z przyciemnionymi szybami (czyli ewidentnie ćwierćintelignet) wyprzedza mnie na podwójnej ciągłej a potem wrzuca migacz w prawo i zjeżdża na "86" w stronę Katowic. Gdzie takich sieją, to nie wiem, ale produkcja idzie na całego bo takich manewrów widzę po drodze do pracy wiele. Reszta drogi bez sensacji. Na "dworcu" czekam aż przejedzie pociąg KŚ. Potem postój na foto hotelu. Na miejscu z zapasem minutek.

W ciągu dnia trochę popadało ale do godziny mojego startu zdążyło ładnie wyschnąć. Temperatura niższa i zauważalny wiaterek królują o tej porze dnia. Na szybszych zjazdach nawet nieco chłodnawo ale to pewnie ze względu na przeskok jaki nastąpił w stosunku do dnia wczorajszego tak jest odczuwalne. Jedzie się jednak dobrze. Przed końcem dniówki umawiam się z Prezesem na przekazanie zdjęć z wczorajszego rajdu. Wychodzi nam, że najprościej będzie się zjechać na granicy. Ruszam przez Środulę, Chemiczną i Pogoń na drugą stronę "86" i wzdłuż niej aż do zjazdu na Milowice. Parkuję na poboczu przy moście i nim się zdążyłem obejrzeć od przelatującego peletonu odrywa się Prezes. Powitanie, przekazanie i ruszamy razem do mojego celu. Wzdłuż Brynicy, przy Pałacu Satruna i Urzędzie Miejskim kręcimy w stronę M1. Tam kładką nad "86" przeskakujemy na Syberkę i na przestrzał przez osiedle zjeżdżamy do przejścia podziemnego przy nerce. Skrótem przy kortach przebijamy się na drugą stronę Czarnej Przemszy i ostatnią prostą pod górę lądujemy w serwisie. Żegnam się z Marcinem, który dalej kręci kilometry, a ja trochę w serwisie rozgaduję się z właścicielem jednocześnie składając zlecenie na przegląd Rzeźnika. Na 100% jest do wymiany linka blokady dumpera. Może jeszcze coś wyjdzie jak go zaczną oglądać na spokojnie. W końcu ma już ponad 3,6k km. Na tym dziś koniec z kręceniem. Powrót zbiorkomem. Jutro Błękitny rusza do boju.


Kategoria Praca, Serwis

Klubowe Obowiązki

  • DST 60.00km
  • Teren 17.00km
  • Czas 04:29
  • VAVG 13.38km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 7 czerwca 2015 | dodano: 07.06.2015
Uczestnicy

Dziś planowany od dawna dzień rajdu po Sosnowcu w ramach Dni Sosnowca. Wstaję na tyle wcześnie żeby rano poczyścić i przesmarować Rzeźnika po wczorajszej wyrypie. Szybko robi się ciepło i nim wyruszam po 8:00 jest już bardzo przyjemnie. Standardową trasą przez Wojkowice i Czeladź jadę pod halę sportową na Milowicach. Na miejscu zastaję Maćka i jednego z uczestników. Jestem przed 9:00 a start o 10:00 więc pustawo. Stopniowo pojawiają się jednak na początku klubowicze i uczestnicy. Przed momentem startu jest nas już kilkadziesiąt osób. Trochę znajomych ale też i sporo przyjezdnych. Ruszamy mniej więcej planowo i czerwonym szlakiem na początek do Egzotarium gdzie grupa zwiedza miejsce. W kilka osób zostajemy na zewnątrz pilnować jednośladów. Potem jedziemy pod Stadion Ludowy, gdzie znów grupa zwiedza. Ja pilnuję pojazdów i wyleguję się na słoneczku w usiłowaniu dopalenia miejsc jaśniejszych. Spod stadionu już bez większych przerw jedziemy dalej szlakiem aż na Trójkąt Trzech Cesarzy. Tam część grupy pozuje do foto przy obelisku. Kolejny punkt na trasie to Centrum Sportu na Niwce. Tu grupa ponownie ma przerwę i opowieść o historii Trójkąta. Z zapasem wody (dzień jest dość upalny) ruszamy wałem Białej Przemszy w dalszą drogę. Nim wracamy na asfalty trafia się jeden kapeć ale sprawna akcja serwisowa szybko usuwa problem. Eskortowani przez Policję w co bardziej wrażliwych miejscach sprawnie przedostajemy się na ścieżkę rowerową na ul. Kombajnistów. Wraz z ratownikiem medycznym Szymonem eskortujemy jednego z uczestników, któremu temperatura dała się we znaki i nie pozwoliła utrzymać tempa reszty grupy. Udaje nam się jednak dotrzeć na metę na Górce Środulskiej. Tu już konsumpcja napojów i kiełbasek z grilla a chwilę później konkurs slalomu między słupkami. Niestety trochę nam się przeciągnął czas przejazdu i reszty konkurencji nie było ale myślę, że i tak uczestnicy byli raczej zadowoleni zwłaszcza, że dojechali niemal wszyscy (dwie osoby odłączyły się na Ludwiku). W sumie było fajne, spokojne, spacerowe kręcenie. Coś w sam raz na regenerację po prawie trzysetce. Potem jeszcze posiedzieliśmy w gronie klubowym prawie do 17:00. Zbieramy się w końcu żegnając Waldka, który w piątek startuje do Azerbejdżanu i rozjeżdżamy się każdy w swoją stronę. Ja z Martyną i Marcinem jadę razem na Zagórze, gdzie Prezesowa odstawia rower i udaje się na kwadrat. Marcin zrzuca sakwę z balastem i razem kręcimy niespiesznie na Pogorię 3. Tam młyn. Napchane samochodów. Ćma ludziów. Nawet pod molo nie podjeżdżamy tylko od razu robimy zwrot na Zieloną i przez mostek na Czarnej Przemszy wbijamy na czarny szlak do Łagiszy. Po drodze jakiś wariat na motorze krosowym szaleje w tę i na zad. My spokojnie dojeżdżamy do Łagiszy i dalej jedziemy terenem aż do "86" gdzie przeskakujemy tory i wbijamy ponownie na czarny szlak dojeżdżając do Psar w okolicach restauracji "Przy Kominku". Tu się żegnamy. Marcin jedzie w prawo na Pogorię 4 a ja w lewo, do domu. Na finiszu jeszcze funduję sobie nagrodę w postaci dużej ilości słodkości by nieco się zregenerować i zawijam do domu. W sumie ładnie poleciała cała niedziela.


Przedstartowe słowo wstępne.


Liczenie.


Do Egzotarium.




TTC


Wjazd na wały Białej Przemszy w dużej grupie nie mógł być płynny. Niektórzy robili kółeczka nim się doczekali swojej kolejki :-)


Na Środuli konkurs slalomu.




Dzień z przebiegiem nienajgorszym. Za to średnia podła. Przy takich imprezach to jednak częste. Tym bardziej, że ostatnie 3-4 km w tempie niemal pieszego ze względu na eskortę. Nie o średnią czy dystans jednak dziś chodziło.


Link do pełnej galerii


Kategoria Jednodniowe

Obróć mapę albo FB to zło

  • DST 277.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 13:40
  • VAVG 20.27km/h
  • VMAX 59.90km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 6 czerwca 2015 | dodano: 06.06.2015
Uczestnicy

Dziś tylko mapa i galeria. Opis jutro.


Link do pełnej galerii


I komu tu wierzyć? GPS podsumował mnie na 277km. GPSies po wczytaniu śladu o km mniej. Dystans za Garminem.

Sprawcą soboty był Mariotruck. Zadzwonił do mnie jakoś w czwartek chyba i powiedział, że planuje dwusetkę w okolice Lublińca. Czy bym się pisał... No jak nie, jak tak :-) Zacząłem sobie już oglądać mapę i planować. Psychicznie nastawiłem się na to, że może uda się chłopaków (bo zakładałem, że Robredo też pojedzie) zaciągnąć jakoś do Bidy w Opolu. Tymczasem w piątek zadzwonił Mariusz ponownie i się pyta, czy sobie mapę oglądałem. No to mu mówię, że tak i chyba nawet coś już zacząłem podsuwać propozycje jak by tu jechać kiedy on mi mówi, żebym sobie mapę obrócił. Znaczy, że jak? No i się wydało, że Facebook to zło. Pod jego wpisem o tym, co planuje pojawiło się info, że jest "Chłosta", i że można by się spotkać na Rysiance. Że, eeee...  Zacząłem na szybko mapę oglądać i wyszło, że będzie grubo. Wyzwanie. Standardowo zestaw pytań o detale i plan na sobotę ustalony.
Startujemy spod Lidla w Sosnowcu niedaleko Stawików. Tym razem skład nieco liczniejszy bo kiedy nadjeżdżam na zbiórkę na miejscu już czeka Robredo i Paweł. Chwilę po mnie pojawia się Mariusz. Powitanie i bez ociągania ruszamy w drogę. Standardowa trasa do Porąbki przez Mysłowice, Imielin, Kęty. Pora wczesna więc jedzie się dobrze choć było kilka nerwowych momentów. Dalej przez Czernichów kierujemy się w stronę Rychwałdu i Rychwałdku. Tu pierwsze zmagania z podjazdami. Całkiem sympatyczne. Potem zjazd do Jeleśni skąd przez Spotonię Wielką kierujemy się w końcu do niebieskiego szlaku, którym to częściowo wypychamy i wnosimy się pod schronisko na Rysiance. Tam trafiamy na Monikę, Grześka i Marcina, którzy w niezłym czasie przeszli "Chłostę" czyli nocny marsz z Żywca. Dłuższą chwilę odpoczywamy pojąc się i karmiąc przy jednoczesnym podziwianiu widoków, a te piękne są. Można by tu bardzo długo siedzieć. Niestety mamy plan do wykonania a już trochę obsuwy się zrobiło przez to drapanie się po niebieskim szlaku. Nie doczekawszy się pozostałych znajomych, którzy depczą w "Chłoście" ruszamy w dalszą drogę. Zjeżdżamy czarnym szlakiem do Złatnej. W Ujsołach parkujemy przy stacji benzynowej i korzystamy z okazji do zjedzenia obiadku w przyległym barze. Niedrogo, smacznie. Bardzo trafione miejsce. Przez Rajczę i Milówkę ciągniemy do Węgierskiej Górki i dalej w stronę Szczyrku pokonując kilka niedużych ale ostrych podjazdów. Jest fajnie :-) Co prawda trochę słoneczko dopieka ale da się temu zaradzić odpowiednio się nawadniając, co też czynimy dość gęsto. W Szczyrku jesteśmy już dość późno i plan, by przebijać się żółtym szlakiem przez Karkoszczonkę do Brennej i dalej do Skoczowa, porzucamy. Kierujemy się na Bielsko-Białą. Stamtąd przez Goczałkowice jedziemy do Pszczyny. Zaczynają się komary co skutecznie zniechęca do postojów. Niebieskim szlakiem ciągniemy na północ na Kobiór i dalej do Tychów. Potem Murcki, Janina i lądujemy w Mysłowicach skąd do Sosnowca rzut beretem. Niedaleko Stawików żegnamy się. Mariusz jest już prawie w domu. Paweł z Robertem ciągną do Dąbrowy Górniczej. Ja przez Będzin do domu. Tym razem bez zaginania bo i tak już późno. Wyszła fajna jazda :-) Trochę zmachany dotarłem do domu ale najważniejsze, że nogi nie odmówiły posłuszeństwa.


Imielin


Pojawiają się górki :-) Te pierwsze, które trzeba minąć.


Jeden z postojów karmieniowych.


Porąbka.


Czyżby to gdzieś tam nam trzeba było dotrzeć? ;-)


Pierwsze zauważalne podjazdy.


Obserwatorium.


Tego nie będziemy wchodzić. Nie ma mowy.


Wnoszenie, wypych na niebieskim.


Schronisko na Rysiance i część "chłostowiczów" ;-)


Widoczki są o-błę-dne!


Robimy sobie pożegnalne foto z Moniką, Grześkiem i Marcinem a potem "mniodzio" zjazd.


Tamój gdzieś na horyzoncie byliśmy.


Daleko za Bielskiem.


Pszczynę osiągamy w okolicach zachodu słońca.

Potem już foto nie robiłem bo generalnie wszyscy mieliśmy tylko ochotę na to, by jak najszybciej dotrzeć do domu. Poza tym robiło się ciemno i szkoda było czasu na pozowanie do zdjęć. Dopiero potem na finiszu robię foto pomiarów z Garmina.


Kategoria Jednodniowe

DPDZ

  • DST 44.00km
  • Teren 11.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 21.12km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 5 czerwca 2015 | dodano: 05.06.2015

+13 na starcie. Bezchmurne niebo. Lekki wiaterek. Rześko. Niemal idealne warunki do jazdy :-) Start 6:12. Na drogach pustawo a mimo to znaleźli się dwaj gazeciarze. Generalnie jednak przejazd spokojny. Na większości świateł udaje się przejechać bez zatrzymywania. Postoje jedynie na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej i na foto hotelu. Dziś budowę ronda w Zagórzu przejeżdżam asfaltem i zaraz potem odbijam na ścieżynkę przez osiedle. Na miejscu z zapasem 8 min.

Po pracy ładne słoneczko ale bez upałów. Wieje wiaterek, który do ciepłych nie należy i w sumie tych +30 z prognozy raczej nie ma. Ale jest przyjemnie. Wracam dziś częściowo terenowo. Na początek przez lasek zagórski do Dąbrowy Górniczej. Potem kawalątkiem ścieżki przy Pogorii 3 by dostać się na Zieloną. Stąd czarnym szlakiem do Łagiszy i dalej w stronę szlaku żółtego aż do Urzędu Gminy gdzie robię zwrot w teren do Strzyżowic i zjazd do domu. Smarowanie amorków i Rzeźnik idzie na odpoczynek. Wyciągam Błękitnego, zarzucam mu sakwę i robię nieco większe zagięcie do wsiowego Lewiatana zahaczając o Wojkowice, Grodziec i Gródków. Z zapasem prowiantu na jutro wracam prosto do domu.


Kategoria Praca

DPDZ

  • DST 38.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 3 czerwca 2015 | dodano: 03.06.2015

Na wylocie termometr pokazał coś, co mi baaaardzo pasowało :-) +17. Wiaterek nieznaczny. Słoneczko na pełnej mocy rażenia. Warunki do jazdy po prostu bajkowe. Startuję tak na styk o 6:15 ale jedzie się bardzo dobrze więc nie ma strachu, że będzie obsuwa. Dziś na "dworcu" w Dąbrowie Górniczej trafiłem obydwa szlabany opuszczone więc chwila oddechu. Potem foto hotelu i kolejna chwila oddechu na światłach na Alei Róż. Potem już płynnie do celu z ominięciem chodnikami budowy ronda. Na miejscu równo o czasie. Bardzo przyjemny dojazd do pracy. Chyba pierwszy raz w tym roku całkiem na krótko i bez zapasowych ciuchów na wypadek ochłodzenia.

Po pracy przyjemne ciepełko. Słońce na full. Trochę mocniejszego wiatru ale za to ciepłego. Warunki przepiękne do kręcenia. Jednak nie robię dziś większych objazdów. Powrót przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec (ścieżka od Zamkowego od Browaru coraz bliżej ku ponownej przejezdności), Wojkowice. W Grodźcu trochę wygiąłem inaczej niż zwykle. Nie pojechałem w stronę Orlenu w Wojkowicach tylko przed Biedronką skręciłem w klinkierek i dalej obok stadionu pojechałem w stronę Gródkowa i tam odbiłem na Wojkowice. W domu zrzucam plecak, zapinam sakwy do Błękitnego i robię jeszcze małe zagięcie do wsiowego Lewiatana.


Kategoria Praca

DP - znowu szprycha :-/ SDOD

  • DST 89.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 04:31
  • VAVG 19.70km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 2 czerwca 2015 | dodano: 02.06.2015

Przyjemne +15 na starcie, słoneczko. Wyruszam o 6:15 ale nie obawiam się obsuwy bo warunki do jazdy rewelacyjne i spokojnie powinienem się w czasie zmieścić. Udaje się dziś trafić między szlabany na "dworcu" w Dąbrowie. KŚ pojechały, IC jeszcze nie przyjechał. Potem foto hotelu i przy stacji na Mortimerze wbijam na "ścieżkę rowerową". I się to dziś zemściło. Na tej cholernej pseudościeżce rowerowej, która jest tylko mazniętym farbą chodnikiem przez pomyłkę oznaczonym jako ścieżka, od kilku lat już nie udaje się nikomu sprawić by krawężniki przy stadionie na Zagórzu obniżyć. Dziś przy zjeździe znowu wywaliłem tam szprychę na tylnym kole. Zorientowałem się niemal od razu, że coś jest nie tak bo koło zaczęło lekko bić na boki. Przystanąłem, obejrzałem, znalazłem, sfociłem, pojechałem dalej. Znacznie już ostrożniej. Na miejscu równo o czasie. Wkurzony. Jestem coraz bliżej decyzji o zakupie nowego, gęściej plecionego koła. Pytanie tylko, czy to coś pomoże w takich sytuacjach?



Po pracy miały być dziś objazdy ale dzwonię do Prezesa, że ze względu na kółko chcę do serwisu podjechać i mogę się nie wyrobić na objazd klubowy przed imprezą w niedzielę. Okazuje się jednak, że reszta chłopaków też wolałaby godzinę późniejszą i staje na tym, że spotkamy się o 17:00 pod halą sportową na Milowicach. Skoro tak, to uda mi się zaliczyć serwis i zmienić rowerek. Tak więc przed końcem dniówki wyszarpuję urwaną szprychę i ruszam na zdezelowanym kółku do Będzina do serwisu (Mec, Środula, Stary Będzin). Z garścią szprych (w ilości 10 szt. "na zaś") wracam przez Łagiszę i Gródków do domu. Bez gięcia, najkrótszą drogą i najszybciej jak daję radę. W domu montaż uchwytu do Rumaka na nowego Garmina. Rzeźnik zostaje zaparkowany do czasu zrobienia kółeczka a ja Błękitnym ruszam przez Wojkowice i Czeladź na Milowice. Pod halą jestem pierwszy. Potem zjawia się Adrian prosto z pracy. Kilkanaście minut później zjawiają się Maciek, Krzysiek i Prezes. Coś im się na początek pomerdało bo od knajpy chcieli zacząć ale im ten pomysł z głowy wybiłem i w końcu ruszamy na objazd trasy. Czerwonym szlakiem jedziemy na początek pod Egzotarium. Potem dalej pod Stadion Ludowy. To kolejne punkty na trasie. Dalej szlakiem przebijamy się aż na Niwkę do Trójkąta Trzech Cesarzy. Spod TTC na stadion i wałem Białej Przemszy jedziemy dalej w stronę Dańdówki skąd przebijamy się na ścieżki w stronę Środuli i tamtejszej górki narciarskiej. Tu kończymy wspólny objazd. Jest już po 19:00. Trochę jeszcze gadek okołorowerowych, ustaleń i w końcu się rozjeżdżamy. Z Prezesem jedziemy przez Będzin do Łagiszy i dalej do Sarnowa. Po drodze raz szybciej raz wolniej sporo gadając. Na górkach podjazdowych między Łagiszą a Sarnowem robimy sobie młynkowe wyścigi na podjazdach aż do granicy urwania tlenu. Miodzio! Żegnamy się w Sarnowie. Marcin zjeżdża do Preczowa i Pogorii 4 a ja przez światła na "86" kręcę do domu.  Dziś wyszło sporo więcej kręcenia niż zwykle, kręcenia bardzo przyjemnego, z ludźmi, z którymi już niejedno jeździłem i wiadomo było, że będzie fajnie. Bardzo pozytywne popołudnie pomimo tego, że kręcenie było służbowe w ramach klubu :-) Takich może być więcej.

Link do galerii z dziś


Nim mi się koło wysypało.


Za dnia było przez moment bardzo ekstremalnie (ulewa, grad, wiatr).


A potem już objazd czerwonym szlakiem.


Tu, dla odmiany, "dzieło" jakiegoś bezdennie głupiego osobnika. Zdewastowana tablica informacyjna o szlaku.


Wjazd na stadion na Niwce. Z tego co pamiętam, to na znaku zakazu był kiedyś symbol rowerka :-)


Ciekawe, czy ten prawie zabytek jeszcze jeździ?


Finisz na środulskiej górce.


Wynik za dziś. Idzie na konto Błękitnego Rumaka bo na Rzeźniku tylko jakieś 33-34km przejechane.


Kategoria Praca, Szprycha

DPD

  • DST 34.00km
  • Teren 9.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 20.40km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 1 czerwca 2015 | dodano: 01.06.2015

+12 na starcie. Trochę chmurek ale generalnie słonecznie. Chyba też podwiewało lekko. Start 6:10 po uprzednim, bardzo pobieżnym omieceniu rowerka szczotką żeby choć trochę piachu zeszło. Potem na szybko smarowanie amorów i łańcucha. Dziś wdzianko już na letniaka. W ruch idzie też plecak z Lidla (ale nie ten z ostatniej oferty tylko taki sprzed 2 lat albo i starszy). Ten Decathlonowy umknął mi przy praniu. Trochę inne szelki, taśma spinająca na klacie w innym miejscu. Taki sobie, jeśli chodzi o wygodę. Ale przynajmniej nie trąca ;-p Przejazd dziś dość spokojny i niespecjalnie spieszny. Postój na "dworcu" w D. G. W parku Hallera wielkie sprzątanie syfu po dniach Dąbrowy. Kolejny postój na światłach na Alei Róż po uprzednim foto hotelu. Budowę ronda w Zagórzu ścinam przez działki. Na miejscu z zapasem 8 min.

Po pracy przyjemna letnia pogoda. Do moich ulubionych upałów trochę brakuje ale i tak miło. Jednak objazdów nie czynię żadnych ekstra. Po prostu dziś jakoś tak nie wycelowałem z drugim śniadaniem i mniej więcej od 13:00 zacząłem się robić poważnie głodny. Z tego też powodu powrót krótko terenem do Dąbrowy Górniczej. Na Zieloną i czarnym szlakiem do Łagiszy i dalej pod lasek w Gródkowie, który to objeżdżam od północy kierując się do szlaku żółtego. Tenże przecinam i wypadam na klinkierówce wiodącej w stronę OSP w Psarach i tu zwrot w lewo na asfalt i prosto do domu. Nim zabrałem się za kalorie to jeszcze pobieżne czyszczenie i smarowanie Rzeźnika. Powrót bardzo przyjemny i niezbyt spieszny.


Kategoria Praca

122,5% planu

  • DST 245.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 10:23
  • VAVG 23.60km/h
  • VMAX 61.70km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 maja 2015 | dodano: 30.05.2015
Uczestnicy

Dzień dzisiejszy jest efektem mojego nieopatrznego, wczorajszego telefonu do Mariusza czy ma plany na sobotę. Powiedział, że ma. W ruch poszedł standardowy zestaw pytań technicznych: gdzie, kto, skąd start, o której, jaki plan? Jak usłyszałem plan to byłem zastrzelony. Ale i apetyt zrobił się ostrzejszy od lasera.
I tak zaczęło się tym, że wystartowałem z domu trochę po 5:00 przy temperaturze w okolicach +8. Nie rewelacja ale gacie były na krótko. Nim się nie rozgrzałem to tak trochę niewyraźnie. Potem już było ok. Na początek do Sosnowca (przez Wojkowice, Czeladź, Milowice) na spotkanie przy Lidlu. Nadjeżdżam równocześnie z Robredem. Chwilę później zjawia się Mariusz. Już wczoraj Robert wieszczył, że poza nami nikogo nie będzie i się sprawdziło. Poczekaliśmy kilka minut ale nikt inny nie przyjechał, nikt nie dzwonił...
Ruszam na początek do Siewierza. Droga ograna już tak, że aż nudna. W Siewierzu pierwszy postój bo mnie się już paliwo skończyło. Dalsza trasa wiedzie do Koziegłów ale postój robimy nieco wcześniej w Koziegłówkach. Pączusie, drożdżóweczki, soczek. Podładowani kręcimy dalej. Co trochę górki, wjazd, zjazd. Jest miodzio z nutą rzeźni czyli to, co z chłopakami zawsze w zestawie :-)
Większość dzisiejszych zdjęć robiłem w locie bo stania było bardzo mało i o to chodziło bo plan był ukręcić 200km. Szybko jednak do rozważenia weszła opcja 300km. Jednak nie została wdrożona do realizacji raz z powodu tego, że od samego początku wiadome było, że jest "deadline" - Mariusz musiał być na 21:00 w domu (taki "lajf"). Dwa, posypała się po 15:00 pogoda. Ale i tak plan został przekroczony o zauważalne %%%.
Przelatujemy kolejne miejscowości docierając w końcu do Mstowa. Tu trochę konsultacji z mapą i moje użerki z nowym GPS-em. Jeszcze kilka rzeczy muszę opanować w jego obsłudze ale generalnie udaje się obrać kolejny cel czyli Garnek. Miejscowości pośrednie oddalone są od siebie przeciętnie o 10-20km więc przelot z jednej do drugiej nie zajmuje dużo czasu. Większą część drogi prowadzi Robredo nadając równe tempo. Na niektórych odcinkach zmienia go Mariusz i czasem ja. Jedzie się bardzo dobrze. Przynajmniej mnie. Nie miałem dziś takiego momentu gdzie bym poczuł, że mnie odcina. Jedynie pod koniec, przed Bolesławiem trochę męczyło mnie spanie ale udało się potem to zwalczyć.
W Garnku bez postojów. Kierujemy się na Świętą Annę i stamtąd do Koniecpola. Tu usiłowaliśmy znaleźć miejsce do obiadu. Było co prawda dość wcześnie (około 12:00) ale już zapotrzebowanie na solidny posiłek było. Jednak udaje nam się przy rynku znaleźć tylko kurczaki z rożna i zamkniętą pizzerię. Robimy więc tylko foto przy fontannie i ruszamy dalej do Lelowa. Tu przy rynku trafiamy od razu na czynny lokal i na dodatek z fajną ofertą obiadową. Niedrogi, dwudaniowy zestaw. Całkiem smaczny. Z nową energią ruszamy dalej. Na liczniku już mam coś ponad 140km.
Kolejny punkt zwrotny to Pilica. Po drodze miodzo podjazd. Chłopaki straszyli, że pół godziny wjazdu a nie wiem czy nam to 10 min. zajęło i jeszcze miałem trochę biegów w zapasie. Ale fajny był. Zapomniało mi się jaka nazwa tego miejsca. Za to z góry widać było na horyzoncie spory kawałek zachmurzonego nieba. Niewesoło. Do Pilicy rewelacyjny zjazd i parkujemy na rynku przy pompie z (kiedyś) wodą. Jak ostatni raz tu było to jeszcze trwał remont. Ładnie to teraz wygląda. Wdziewamy kurtki bo robi się chłodniej i za radą Mariusza czekamy na przejście burzy. Trochę nam to czasu zabiera ale nie na tyle by się poczuć jakoś specjalnie stratnymi. Pogaduchy, żarty, docinki, odpoczynek. W żadnym razie czas niezmarnowany. Kiedy przestaje padać ruszamy dalej. Po drodze robimy przerwę na pozbycie się kurtek bo nagle zrobiło się cieplej.
Za Pilicą zdjęć już niewiele bo jezdnie mokre a spod koła Mariusza leciała taka fontanna, że musiałem jechać za nim z 10m przynajmniej żeby tego wszystkiego na gębę nie zbierać. Z tego też powodu aparat wyjmowałem niezbyt często. Przez jakiś czas było ładnie i słonecznie, choć mokro. Za Bolesławiem zaczęliśmy się zbliżać do ołowianych chmurek nad naszymi okolicami. Za Sławkowem pojawiły się pierwsze kropelki. Pierwszy wdział kurtkę Mariusz jeszcze nim deszczyk się rozkręcił. Potem i my z Robredem dozbrajamy się bo temperatura odczuwalna zauważalnie spada. Dość silny wiatr i deszcz mocno wychładzają. Nogi dostają popalić.
Mimo tych niedogodności jedziemy dość równym, choć ciut mniejszym, tempem. Wspólną jazdę kończymy przy ExpoSilesia w Sosnowcu. Tu Mariusz odbija do siebie. Robert i ja jedziemy przez centrum w stronę Zielonej. Robert jednak chce dobić do 250km a ja tylko w miarę szybko dotrzeć do domu więc przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej żegnamy się. Przez Zieloną, Preczów i Sarnów jadę do domu. Trochę korciło mnie żeby dobić do 250km ale powiedziałem sobie, że jak będzie brakować 2km to dognę. Jak więcej, to nie. Na światłach w Sarnowie miałem trochę ponad 241km. Stamtąd do domu mam jakieś 4,4km więc werdykt był taki, że nie doginam. Zresztą w butach miałem już lodowate bagno a kolana było bardzo wychłodzone. Marzyłem tylko by dotrzeć do celu i wejść pod gorący prysznic. Jeszcze będzie okazja zrobić 250km. Dziś warunki były takie pół-na-pół. Termicznie nienajgorzej do czasu deszczu. Za to kondycyjnie dla mnie bardzo dobrze. Pomimo niezłego, jak dla mnie, tempa przyjechałem do domu nawet niebardzo wykończony.
Sobota wykorzystana rewelacyjnie. Robert, Mariusz, dzięki za wspólną jazdę. Z Wami to zawsze jest i wesoło, i wymagająco a błogie lenistwo dnia następnego jest jak najbardziej usprawiedliwione i wręcz wskazane :-)

Link do pełnej galerii


Na Pogorii 4.


Zjazd do Siewierza.


Jeden z licznych podjazdów.


Koziegłówki.


Poraj.


Taki znak prawie zawsze oznacza miodzo!


Robreda korciło by "zniszczyć szosę" ale w końcu mu odpuścił.


Mstów.


Jak na tablicy stoi.


Święta Anna.


Kontrolne foto w Koniecpolu.


Po obiadku w Lelowie foto i w dalszą drogę.


Robi się gęsto na horyzoncie.


Czekamy w Pilicy aż przestanie padać.


Potem już spory kawałek drogi wszystko płynie.


Przelatujemy przez Bolesław.


Mariusz wieszczy deszcz i wdziewa ochronę. Niedaleko dalej z Robredem zmuszają nas do tego warunki.


Podsumowanie dnia wg Garmina.




DPD

  • DST 38.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 maja 2015 | dodano: 29.05.2015

O 5:00 +3. Na starcie o 6:12 +7. Termicznie słabo choć odczuwalnie nie było źle. Za to dla odmiany słoneczko w pełnej sile rażenia. Kręcenie dość spokojne i takiż przejazd. Postoje na "dworcu" w D. G., na foto hotelu i światłach na Alei Róż. Budowę ronda w Zagórzu omijam przez działki. Na miejscu z zapasem minutek. Trochę się przegrzałem czyli chyba temperatura cały czas rosła i te zapowiadane na popołudnie +20 jednak nie jest takie niemożliwe :-) Będzie okazja zakręcić coś ekstra.

Po pracy jeszcze nie upały ale już przyjemnie na tyle, że występ w krótkim wdzianku spokojnie można zrobić. Nim wybyłem zadzwonił Prezes, że jest w pobliżu i kawałek mnie może odprowadzić bo dobija do 2k km. Startujemy razem w stronę Zielonej trochę kręcąc tu i tam. Po drodze gadki na tematy, jakże by inaczej, powiązane z rowerem. Rozjeżdżamy się w parku. Ja wbijam na czarny szlak do Łagiszy i ciągnę nim aż do Urzędu Gminy w Psarach. Potem przerzucam się na teren w stronę Strzyżowic i potem zjazd do domu. Pogoda ładna ale na jutro wykrystalizowały się konkretne plany i lepiej dziś się oszczędzić by jutro zaszaleć :-) W domu tylko czyszczenie rowerka, shake łańcucha w benzynie i smarowanie amorów.


Kategoria Praca

DP - telewizor na rower - D

  • DST 38.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 20.73km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 maja 2015 | dodano: 28.05.2015

+7. Pochmurno ale sucho. Trochę delikatnego wiaterku zupełnie nieprzeszkadzajacego. Start 6:11. Zadziwiające pustki na drodze w porównaniu do dnia wczorajszego. Z tego też powodu przejazd wyjątkowo spokojny. Przymusowy postój przy szlabanie na "dworcu kolejowym" w D. G. Potem foto hotelu i światła na Alei Róż i następne na Mortimerze. Dziś ścinam przed budową ronda na Zagórzu i przejeżdżam przez działki do ul. Kosynierów. Spokojniej. Na miejscu z zapasem minutek. Po drodze drażnił mnie odgłos czegoś trącego o asfalt jak skręcałem w lewo ale na pierwszy rzut oka nie było w oponie żadnego kamyczka ani nic się nie przykleiło. Za którymś razem jednak już mnie to tak zirytowało, że przystanąłem dla dokładniejszego oglądu. W przedniej oponie znalazłem kolec. Wyglądał na dość gruby i głęboko wbity. Pozostałość po wczorajszych eksploracjach. Zadziwiające tylko było, że powietrze nie zeszło. Postanowiłem nie ruszać aż nie dojadę na miejsce. Na finiszu okazało się, że kolec był gruby ale krótki i chyba nie sięgnął dętki bo po wyjęciu ciśnienie się utrzymało. Może wulkanizatorka nie będzie potrzebna. GPS zaliczył dziś dwie wpadki. Jedna na drobnej dziurze przy zablokowanych amorach, druga na zjeździe również na delikatnym uskoku przy odblokowanych amorach. Łącznie uciekł z pomiaru jakiś 1km. Potem na dużo większych wertepach było ok. Bardzo dziwne i jeszcze bardziej irytujące.

W ciągu dnia dociera do mnie przesyłka, którą zamówiłem i opłaciłem wczoraj. I oto jest! Nowy Garmin. Bardzo wypaśny. I bardzo duży. Przed wyjazdem zmieniam układ kokpitu i oczywiście pierwsze testy. Ruszam w teren z pracy do Dąbrowy Górniczej. Potem wzdłuż Pogorii 3 od mola do Piekła i przeskok na Pogorię 4 i powrót asfaltem do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Po drodze kilka postojów by pozmieniać ustawienia nowej nawigacji i przy okazji sprawdzić niektóre nowe funkcje.


Kokpit ze starym Garminem.


Kokpit w nowym wydaniu.


Pierwsze kilometry odmierzone nowym komputerem :-)

O wiele wygodniejszy w użyciu dzięki ekranowi dotykowemu. Większy wyświetlacz więc też i lepiej widać mapę. Poza tym mapa wbudowana bardziej aktualna i chyba na całą Europę bo jak na chybił-trafił sprawdziłem kilka lokalizacji to się okazało, że mapa tam sięga. Choć swoją cenę to miało. Teraz tylko przetestować urządzonko w boju na dłuższej trasie :-)


Kategoria GPS-, Praca