DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.97km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano trochę chmurek ale warunki bardzo dobre do jazdy. Temperatury już nie sprawdzam bo wystarczy otworzyć okno i od razu wiadomo, że jest ok. Ruszam 6:11. Wczorajsza regeneracja (dużo spania) dała rewelacyjne rezultaty. Kręci mi się od samego początku bardzo dobrze. Punkty pośrednie zaliczone w bardzo dobrym czasie. Jedne światła udaje się przelecieć bez stania. Na miejscu z zapasem 8 min. Bardzo przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Po pracy wracam dziś przez Będzin. Wstępuję do serwisu dowiedzieć się czy dotarły w końcu jakieś porządne platformy na maszynkach. Nie dotarły. Mają być dzisiaj. Czyli jutro podejście powtórne. Z serwisu jadę na Zamkowe i kieruję się w stronę ścieżki do Grodźca jednak odpuszczam wdrapywanie się pod górkę. Skręcam do lasu grodzieckiego. Przy leśniczówce wbijam na czerwony szlak i kręcę pod przejazd pod "86". Potem polami jadę pod "Lwa" przerzucając się na żółty szlak. Wykorzystuję go do przebicia się za tory kolejowe i potem bocznymi dróżkami przebijam się pod wsiowego Lewiatana. Tu zakup zapasu napojów na cieplejsze dni i zjazd do domu. W końcu robią się przyjemne temperatury. Niestety są też minusy. Kilka przejazdów przez las i już jestem pogryziony przez jakieś gadziny :-/
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.12km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rzeźnik mi dziś oddał wielkie usługi ratując przed wstrząsami głowę, w której dalej coś łupie. Co prawda już nie tak jak wczoraj ale jednak. Ruszam o 6:13. Przyjemny, słoneczny poranek. Trochę podwiewa z południa. Ze względu na samopoczucie kręcę niezbyt intensywnie zakładając, że mogę mieć spóźnienie. Jednak kontrola czasu na punktach pośrednich wykazuje, że jest całkiem nieźle nawet pomimo stania na wszystkich światłach. Na miejsce dotaczam się równo o 7:00. Miałem nadzieję, że odrobina wysiłku towarzysząca dojazdowi sprawi, że dyńka przestanie o sobie przypominać ale się przeliczyłem. Zapowiada się ciężki dzień w pracy.
Łupało w czerep cały dzień. Niezbyt mocno ale męcząco. Wytaczam się z pracy nieco zwalcowany i bez ochoty na gięcia i objazdy. Na dodatek jakoś nie uśmiecha mi się jazda pomiędzy samochodami więc od razu zaczynam "robić bokami". Spod Firmy kawałek terenem w stronę centrum Zagórza podrzucić Prezesowi płytkę z foto z soboty. Potem nieco eksperymentując ze ścieżkami wokół stadionu przy DorJan-ie wybijam się na kierunek Reden i dalej pod molo na Pogorii 3. Tu zwrot na Zieloną i na czarny szlak. Ten odcinek jedzie się najlepiej bo w cieniu drzew i z dala od samochodów. Kręcę niespiesznie osiągając w końcu Łagiszę. Przeskakuję asfalt i ciągnę dalej wzdłuż torów do przejazdu pod "86". Potem już polami do przecięcia żółtego szlaku i dalej w stronę remizy strażackiej w Psarach. Reszta asfaltem. Trochę jakby dyńka się uspokoiła ale dalej męczy spanie. Reszta dnia na wybyczenie.
Kategoria Praca
Klubowe urodziny
-
DST
48.00km
-
Teren
15.00km
-
Czas
03:00
-
VAVG
16.00km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś obchody 5 rocznicy powstania Cyklozy. Zlot na nieoficjalnej bazie klubu czyli u Waldka na działce o 15:30. Ruszam mniej więcej godzinę wcześniej. Kręcę przez Wojkowice i Czeladź do Milowic. Tam wbijam na czerwony szlak i wykorzystuję go aż nie przecinam drogi na Mysłowice. Stamtąd przebijam się obok placu zabaw za rzekę i po kilku zawijasach oraz długiej prostej docieram do celu. Na miejscu już impreza kręci się w najlepsze. Nie jestem ostatni. Po mnie jeszcze długo nadciągają kolejni klubowicze. Żarełko, coś do tego, żarty, toasty. Bardzo szybko czas ucieka. O 21:00, kiedy już powoli zaczyna się ściemniać ale jeszcze coś widać, żegnam się i ruszam w drogę powrotną. Z racji tego, że wracam nieco na nielegalu wybieram mocno odludną trasę czyli z Dańdówki jadę terenem aż na Zagórze pod PKM. Potem Szymanowskiego i chodnikami wzdłuż Braci Mieroszewskich do Expo. Tam skręcam na Starocmentarną. Pod "94" kręcę na Reden i dalej na Pogorię 3. Stąd jadę na Zieloną i na czarny szlak do Łagiszy. Miałem pociągnąć dalej terenem ale od jakiegoś czasu łupie mnie w czerepie i nie mam nastroju do włóczenia się po ciemku polami. Wytaczam się na asfalt i jadę do Sarnowa. Tam przez światła i długa prosta do domu. Gdyby nie to, że kac zaczął się wcześniej niż powinien powrót byłby całkiem przyjemny. Temperatury były bardzo przyjazne.
Kategoria Inne
Pożegnać ostatnie dni wolności...
-
DST
33.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
17.52km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
... Prezesa.
Dziś Marcin postanowił popełnić błąd, który niejeden
facet już ma na rachunku i się ożenić. Choć akurat, w jego przypadku to
raczej wyjdzie mu na dobre, bo Prezesowa nie dość, że reprezentacyjna to
na dodatek sympatyczna :-) Z opowieści Darka dowiedziałem się, że
wczoraj zafundowali, jeszcze wtedy przyszłej, młodej parze śląski
zwyczaj tłuczenia zastawy. Zdjęcia z akcji wyglądały grubo. Dziś klubem
postanowiliśmy zrobić mu trochę wiochy już w trakcie tego ważnego dnia.
Ruszam równo w samo południe i kręcę dość dynamiczne na spotkanie pod
sosnowiecką "Żyletą". Mam na to 30 min. Trochę spowalnia mnie
tradycyjny, sobotni kociokwik przy targu ale ostatecznie porzucając
ścieżkę wzdłuż Małobądzkiej i ciągnąc asfaltem zjawiam się na czas. Tu
już kilku chłopaków czeka. Po mnie przyjeżdżają następni i zbiera nas
się niezła gromadka. Byłem trochę niewtajemniczony w detale ale szybko
się wyjaśniło o co chodzi. Na początek dmuchanie balonów i obwieszanie
nimi siebie i rowerów. Potem grupą jedziemy na most na Czarnej Przemszy.
Będzie tam przejeżdżała Młoda Para i tam im zrobimy pit-stop. Chwilę
czekamy nim się zjawiają. Pobieramy haracz. Focimy się i potem
poprzedzamy weselników. Daleko nie ujechaliśmy znajomi z Katowic robią
drugiego stopa, o wiele bardziej widowiskowego. Rozwaleni na środku
drogi, z rozrzuconymi rowerami, z taśmą w poprzek sprawiają, że nie ma
szansy na przejazd. Pan Młody musi obowiązkowo reanimować "ofiary".
Trochę trwa nim wstają na własne koła. Potem podjeżdżamy pod pałac Szena
(zapis fonetyczny bo nie chce mi się szukać właściwej pisowni, jakby
się człowiek nie mógł nazwać jakoś po ludzku typu Kowalski, Macaj, Dupa
czy jakoś tak). Jest focenie przed faktem i po fakcie. To drugie również
z lekkim zamieszaniem z naszej strony :-) Ogólnie wesoło. Potem Państwo
Młodzi, rodzina i goście udają się na część rozrywkową a my małymi
grupkami rozjeżdżamy się w swoje strony. Z Maćkiem, Markiem i Grześkiem
ruszamy w stronę Pogoni. Po drodze odłącza się Grzesiek i we trzech
jedziemy mniej więcej w stronę Milowic. Niespiesznie, rozmawiając
chłopaki odprowadzają mnie do kładki nad autostradą i tu się żegnamy.
Solo kręcę do Czeladzi używając trochę terenu na czuja. Z Czeladzi
standardem do Wojkowic pod Orlen, dalej w wertepki i prosta do domu.
Pogoda wytrzymała dziś cały dzień choć po południu pojawiło się nieco
chmurek. Ale nic z nich nie spadło. Temperatura była wręcz idealna do
wdzianka "na krótko".
Albo się obkupią albo nie jadą :-)
Obkupili się.
Po drodze trzeba było reanimować rannych.
Ale potem już wszyscy dali radę zrobić eskortę.
Młoda para.
Link do pełnej galerii
Potem
w domu z rowerowych spraw to zabawa z wymianą szprychy u Czarnego
Rzeźnika. Przy tej okazji pękła druga i trochę mi się operacja
przeciągnęła. Testy po poskładaniu wszystkiego wypadły dobrze. Pokonanie
krawężnika kilka razy nie wywołało powtórki więc jest nadzieja, że full
znowu trochę popracuje. Przy okazji nieco zmodyfikowałem mocowanie
błotnika i przyuważyłem, że nieco uszkodzony jest pancerz tylnej
przerzutki. Chyba musiałem gdzieś dobić. Zabezpieczam miejsce
uszkodzenia nieśmiertelną srebrną taśmą. Powinno wytrzymać do następnego
przeglądu. Taką mam przynajmniej nadzieję.
Kategoria Inne, Pancerz, Serwis
DPDZ
-
DST
38.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
18.69km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8. Wysokie chmury spomiędzy których przebija się słoneczko. Chyba lekki podmuch. Ruszam 6:08. Odważyłem się na krótkie spodenki. Lewe kolano nie protestuje ale nie jest za rewelacyjnie. Punkty pośrednie pozaliczane w dobrym czasie. Na miejscu z zapasem 5 min. Trochę wychłodzone nogi ale pocieszam się tym, że po południu powinno być pod +20 i powrót będzie przyjemniejszy. W miarę spokojny dojazd do pracy. Wydawało mi się, że dziś jakby nieco większy ruch na drogach.
Po pracy warunki już bardzo przyjemne. Bez jakiegoś ostrego słońca ale na tyle ciepło, że da się bez problemu jechać w zestawie "na krótko". Dziś bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Tempo niezbyt spieszne. W domu zostawiam plecak i po chwili przerwy z sakwami robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z balastem prosto do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
20.38km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś również termometr pokazał +5 ale po starcie okazuje się, że to takie cieplejsze +5. Słoneczko zaczyna się przebijać przez wysokie chmury. Minimalny podmuch. Start 6:11. Kręci się dobrze. Punkty kontrolne pozaliczane odrobinę później ale jeszcze w granicach przyzwoitości. Na miejscu z zapasem 1 min. i przy ładnie już operującym słoneczku. Nieco się podgotowałem. Jeśli prognozy się sprawdzą, to kurtka pojedzie w plecaku. Bardzo na to liczę bo już czas najwyższy, żeby zaczęło się robić konkretne lato.
Na wyjściu z pracy jakieś niezbyt gęste kropelki. Nad Firmą wisi ołowiana chmurka. Rozglądam się w którą stronę jest jasno i ruszam do Dąbrowy Górniczej. Przez Mortimer i Reden jadę pod molo na Pogorii 3. Kropelki tracą się gdzieś przed centrum Zagórza. Na bieżni jeszcze pustawo. Ciągnę nią swoim tempem do Świątyni Grillowania i skręcam na dzikie przejście na Pogorię 4. A tu niespodzianka. Pomiędzy torami usypana mała skarpa. Chyba było jakieś porządkowanie torowiska i to co ludzie roznieśli częściowo na tory zostało uprzątnięte i usypane między sąsiadującymi torowiskami. Trzeba się jakieś 0,5-0,75m wspiąć ale nie stanowi to większego problemu. Podejrzewam, że jak tylko zacznie się intensywny ruch w tym punkcie, to znowu zostanie ta skarpa rozdeptana. A wystarczyłoby zrobić tu normalne wypłytowane przejście pieszo-rowerowe. Coś jak na "Zieloną". Skoro ludzie tu chodzą tzn., że im tu pasuje i zamiast z tym walczyć lepiej ułatwić. Było by poza tym bezpieczniej. Cykam foto i jadę dalej. Przez Preczów i Sarnów do domu. Na skrzyżowaniu przed światłami od strony Łagiszy nadjeżdża jakiś "pro" ubrany na zielono. Prawie się zjeżdżamy na światłach. On rusza, kiedy robi się zielone a ja przelatuję za 3 samochodami. Oglądał się za siebie jakby się spodziewał, że będę mu na ogonie siedział. Ale mi się dziś nie chciało ścigać. Poza tym on na większych kołach i gładszych oponach to by mi raz dwa uciekł albo przynajmniej porządnie zmęczył. A już w pracy zużyłem się dostatecznie. Do podjazdu pod gimnazjum mam go w zasięgu wzroku. Podjazd zrobił chyba na stojąco. Jak wyjeżdżam na górkę to go już nie widać. Ja dalej spokojnie do celu. Przyjemnie się kręciło. Kurtka w plecaku. Trochę słoneczka ogrzewało ładnie nogi. Przyjechałem o wiele mniej zmachany niż wczoraj.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:13
-
VAVG
18.95km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Temperatura dalej nędzna: +5. Do tego pochmurno i mokre jezdnie. Chyba też lekki podmuch ale jakoś nie zarejestrowałem kierunku. Ruszam 6:09. Jedzie się dobrze. Punkty kontrolne pozaliczane w dobrym czasie mimo stania wszystkich świateł. Dziś kolejne foto hotelu. Teraz na ścianie widać już "Holiday Inn". Ciekawe czy będzie więcej bo podobno cała nazwa to długi łamaniec z Silesia, Katowice i coś tam jeszcze w nazwie. Na ścieżce przy Braci Mieroszewskich, na zjeździe spod DorJan-a do stadionu, już 3 dzień (a może i dłużej) przejazd utrudnia obłamany konar wierzby. Pewnie trwają dyskusje kto ma sprzątnąć bo ścieżka pewnie miejska a gałąź z drzewa stadionowego. Albo może jeszcze nikt w urzędach odpowiedzialnych jeszcze nic o problemie nie wie. Na miejscu ląduję równo o 7:00.
Dzień mało słoneczny ale zrobiło się trochę cieplej. Na wyjściu z pracy nad firmą wisiała chmura taka, że spodziewałem się ulewy lada moment. Ale jakoś się udało. Ruszam w stronę górki środulskiej i dalej przez Plejadę na Pogoń. Stamtąd do Czeladzi i przez Wojkowice robię zagięcie do Strzyżowic. Powrót spokojny, niezbyt spieszny. Chyba też nieco osłabł wiatr.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś całe +5. Normalnie szał jak na maj. Wysokie chmurki. Niezbyt dużo słońca. Start jeszcze przy minimalnym wiaterku o 6:11. Kręci się dobrze ale co trochę jakieś drobne spowalniacze. Sznurek samochodów na skrzyżowaniu, zadziwiająco krótkie zmiany świateł i takie tam. Punkty kontrolne pozaliczane minimalnie po czasie. Stojąc na światłach na Alei Róż przyuważam na ścianie hotelu fragment szyldu. Na razie wisi "Holiday". Na mecie minuta po czasie. Dziś w radiu gadali, że ma być upalnie w niedzielę. Nie mogę się doczekać.
W ciągu dnia trochę popadało ale do godziny wyjścia z pracy nieco się przejaśniło. Miejscami nawet jezdnie były całkiem suche. Pewnie przez dość zauważalny wiatr. Ogólnie nienajgorzej ale warunki raczej nie nastrajały do zaginania. Wracam przez Mec, Środulę i Stary Będzin. Potem ścieżką do nerki i przejściami podziemnymi wybijam się na kierunek Łagiszy. Na wylocie z Będzina trochę drobnych, niegroźnych kropelek. Kręcę niezbyt spiesznie. W Łagiszy przed kościołem wyprzedza mnie króliczek. Przez moment chciałem mu odpuścić ale ostatecznie ustawiłem się tak 5 metrów za jego kołem żeby nie myślał, że jadę za darmo i trzymałem się za nim. Na pierwszej górce próbował się oderwać ale jakoś tak niemrawo. Na drugiej już nie walczył a za nią potem zjechał do sklepu. Skoro mi się zachęta straciła to resztę drogi znów spacerowo. Nie chciało mi się ścigać z samym sobą. W końcu wiem na ile mnie stać. Przez Sarnów i całą moją wioskę spokojnie dojeżdżam do domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
19.50km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Termometr mnie dziś mocno zmartwił odczytem temperatury: zero. Do tego wiatr. Pochmurne niebo. Choć tyle dobrze, że sucho. Opornie szedł dziś rozruch czego efektem był dość późny start - 6:15. Na szczęście wiatr nieco pomagał ale i tak nie udało mi się uniknąć spóźnienia. Ciuchy prawie w zimowym komplecie i wcale się jakoś nie zgrzałem. A mamy środek maja. Powinno być już przynajmniej +12 rano :-/ Od samego początku opóźnienia. Pierwsze już na skrzyżowaniu "913". Od strony Będzina sznurek samochodów i zasłaniający widok autobus. Czekam aż się to przewali. Potem światła na "86". Na Zielonej jestem mocno spóźniony. Na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej stopuje mnie opuszczony szlaban. Na szczęście pociąg już rusza więc przerwa niezbyt długa. Potem po kolei światła na Alei Róż i na Mortimerze. Reszta drogi już bez postojów ale nie udaje się nadrobić. Ostatecznie na miejscu ze stratą 5 min. Wyłazi jeszcze sobotnie rajzowanie.
Po pracy zauważalnie cieplej ale szału nie ma. Jedyna zmiana w ubiorze to zamiast czapki bandana i rękawiczki krótkie zamiast pełnych. Wieje zimny wiatr z kierunku głównie zachodniego. Może i jest te +10 wg ICM-owej prognozy ale odczuwalnie jest mniej. Tyle dobrze, że trochę słońca widać i jest sucho. Ruszam w stronę Dąbrowy Górniczej. Ściana płaczu na Redenie wypłakana do cna. Jadę pod drugą na dąbrowskiej alei bankowej. Udaje się podjąć nieco gotowizny. Kręcę na Ksawerę i dalej w stronę targu w Będzinie. Stamtąd przez Łagiszę i Sarnów do domu. Bez ciśnienia by nie szarpać się niepotrzebnie z wiatrem. W Sarnowie na "zielonym" jakaś królewna musiała koniecznie odklepać coś na smartfonie zamiast jechać. Przez to musiałem odstać drugą rundę świateł zupełnie niepotrzebnie. Na finiszu wstępuję jeszcze do wsiowego Lewiatana na uzupełniające zakupy i lekko doginam by było na liczniku choć 39km. W sumie przyjemnie się wracało. Czekam jednak aż lato uderzy na pełny regulator.
Kategoria Praca
Nadmiar O2 jest toksyczny
-
DST
176.00km
-
Teren
80.00km
-
Czas
09:40
-
VAVG
18.21km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś tylko liczby z ustawki. Jutro opis, foto i mapka.
Edit dnia następnego.
Plan na sobotę był taki by pojechać Leśno Rajze w drugą stronę niż 03.04.2016 r. Prognozy na sobotę były takie sobie i zwoływaliśmy się zastrzegając, że w przypadku opadów odpuścimy albo przynajmniej skrócimy trasę. Zbiórka w Sosnowcu o 7:15. Rano za oknem +12, dywan chmur i watr ale jest sucho. Ruszam nieco później niż planowałem - 6:40. Ubrany na krótko nieco zdziwiony przypatruję się ludziom po drodze bo poubierani jakby zimno było. Sam rozgrzany dynamiczną jazdą nie zwracam uwagi na warunki. Jedynym zmartwieniem jest to by się nie spóźnić. Udaje się przebić szybko przez Będzin (dzień targowy) i na czas dotrzeć do Sosnowca. W sumie zbiera się nas 7 osób: Maciek, Dominik, Michał, Przemek, Mariusz, Paweł i ja. Ruszamy na początek pod przewodnictwem Maćka do Czeladzi. Przemyca nas jakimiś ukrytymi ścieżkami na Piaski. Na światłach na "94" przejmuję prowadzenie i ciągnę ekipę przez Przełajkę, do Wojkowic i dalej do Dobieszowic i Świerklańca. Przy Biedronce robimy mały postój karmieniowy. Załatwiwszy paszę ruszamy na szlak zielony Leśnej Rajzy. Chechło mijamy asfaltem i jedziemy w stronę Miasteczka Śląskiego za którym na dobre wbijamy w lasy. Jedziemy po śladzie na GPS-ie więc nie ma problemu z nawigacją i niespecjalnie zwracamy uwagę na znaki, które miejscami są nieco mylące. W kilku miejscach szlak sobie ścinamy nieznacznie. Z każdym kilometrem poprawia nam się też pogoda. Temperatura, co prawda, nie rośnie ale za to chmurki robią się coraz mniejsze i gdzieś około 11:00 świeci już ładne słoneczko. Jedzie się bardzo przyjemnie. Warunki terenowe często się zmieniają. Po drodze udało nam się doświadczyć ładnych, leśnych duktów, piasku, błota, wrednych kamieni. Była przeprawa przez mały strumyczek. Ogólnie bardzo fajna jazda. W okolicach 14:00 docieramy do Koszęcina i w sprawdzonej restauracji zjadamy obiadek nieco regenerując siły. Ponownie na koła wsiadamy po 15:00 i jedziemy zrobić foto pamiątkowe przy fortepianie. Potem wracamy na szlak. Tu po kilkuset metrach robię sobie glebę na zeschniętej koleinie. Ryję dziobem w piasek ale poza tym bez większych strat: siniak na kolanie i lekko stłuczona lewa dłoń. Można jechać dalej. Kręcimy szlakiem LR do Woźnik. Poprzednim razem ominęliśmy ten kawałek. Przed Woźnikami szlak został wysypany dolomitem. Jeszcze to nie osiadło i jedzie się bardzo nieprzyjemnie. Wyjeżdżamy z lasu wprost na budowę węzła autostrady A1. Dziś tu pusto więc nie ma problemu z przedostaniem się pod drewniany kościółek i dalej do centrum miasta. Nie zatrzymujemy się jednak tylko wspinamy na górkę leżącą na drodze do Cynkowa. Tu długi zjazd świetnej jakości asfaltem. Udaje się nieco podkręcić tempo na kilka km. Za Cynkowem wbijamy do lasu w stronę Strąkowa skąd kierujemy się na Dziewki i dalej do Siewierza. Postoje są już teraz krótkie i tylko jak trzeba coś wypić czy zjeść. Grubo ponad setka w nogach, lekko zmoczeni w lasach przed Mokrusem chcemy dotrzeć do domu. W Siewierzu wbijamy na szlak i ciągniemy nim w stronę Wojkowic Kościelnych i Pogorii 4. Wzdłuż zbiornika jedziemy razem aż do Marianek (po drodze zawracając Krzyśka). Tu żegnam się z chłopakami, którzy w grupie jadą dalej w stronę Sosnowca. Solo wracam przez Preczów i Sarnów do domu. Ten odcinek cały czas pod mało przyjemny, zimny wiatr. Po drodze trochę technicznych problemów. Jeszcze w Czeladzi Mariusz nabiera podejrzenia, że ma kapcia. Przegląd jednak nic nie wykazuje. Faktycznego kapcia zalicza gdzieś w lesie Przemek. Jest okazja do postoju. Przy okazji Dominik bada sprawę swojego hamulca, który raz to pobrzękuje tarczą, raz nią trze. Ostatecznie za którymś podejściem udaje mu się wyregulować wszystko jak należy. U siebie stwierdziłem znów urwaną szprychę na tylnym kole. Gdzieś po drodze usłyszałem niepokojący brzdęk ale myślałem, że to jakiś kawałek gałęzi gdzieś w koło walnął. Dopiero później na postoju, podczas czyszczenia kółka przerzutki zauważam, że szprycha jest urwana przy piaście. Wykręcam uszkodzony drut. Mimo tego defektu jedzie się dobrze. Koło bije na boki ale nie zrobiło się jajowate więc nie rzuca rowerem. Defekty dziś z kategorii nieeliminujących z jazdy. W sumie wyszedł kawałek porządnego jeżdżenia w zgranej ekipie. Dobrze, że jest niedziela na regenerację :-)
Co do tytułowej toksyczności... Trzeba uważać żeby nie przegiąć z jazdą po lesie bo można przedawkować O2. Zwłaszcza miastowych się to tyczy. Chłopakom ewidentnie szkodził taki poziom tlenu w atmosferze bo wesoło im było nawet jak deszcz zacinał w gębę. Dowcip tak im się wyostrzył na świeżym powietrzu, że trzeba było uważać na ostre krawędzie każdego słowa ;-)
Link do pełnej galerii
Kategoria Jednodniowe, Szprycha






















