Do brata i powrót
-
DST
41.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.50km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Gdzieś około 13:40 zbieram się w drogę do brata. Ciepło, dużo wilgoci w powietrzu, czasem zagrzmi. Kręcę lekkim objazdem by nieco km-ów dołożyć przy okazji i wykonać jedną eksplorację. Na początek do Góry Siewierskiej i potem przez siodełko do Twardowic. Tu rzutem na taśmę dopadam wiaty przystankowej i chronię się przed deszczem. Nie padało jakoś mocno ale równo i dość długo. Kiedy kropelki się uspokoiły ruszam dalej czyli do Nowej Wsi. Zjeżdżam aż do remizy i przed nią skręcam w prawo, na Zawadę. Przetaczam się przez pagórki m. in. w Sadowiu i zjeżdżam do Przeczyc. Potem małe wygięcie w stronę Tuliszowa i na Hektary. "86" przekraczam w Podwarpiu zbliżając się do planowanej eksploracji. Przejeżdżam na wprost małe rondko, przed którym jest odbicie na P4 w prawo i do Siewierza w lewo. Jadę prosto i wbijam w teren. Łagodny podjazd wynosi mnie na wzniesienie, z którego szczytu skręcam w prawo i długim, trawiastym zjazdem lecę w stronę Karsów. Potem już bez wyginania (choć okazje były) kręcę prosto do celu. Nade mną wisi ołowiana chmura, która zdaje się mówić "Ty wiesz co". Kończę dojazd do Ujejsca na trochę przed opadem.
W powrót zbieram się po kilkugodzinnym deszczu. Padało dość równo. Temperatura spadła zauważalnie i nawet przez moment żałowałem, że nie mam jakiejś ekstra warstwy ocieplającej. Kiedy jednak zaczynam się toczyć w swoim rytmie szybko robi się przyjemnie. Powrót bez gięcia przez Wojkowice Kościelne, bieżnię P4, Preczów i Sarnów. Przejechany w ładnym, równym tempie. Po drodze bardzo niewielka aktywność. Ledwo kilku rowerzystów, spacerowiczów, biegaczy i rolkarzy. Od "Pod Dębami" jazda jak na westernie, ku zachodzącemu słońcu. Im bliżej domu tym drogi bardziej suche.
Kategoria Inne
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
18.78km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch standardowy. Na kołach jestem o 6:08. Czuć dużo wilgoci po wczorajszych burzach i ulewach. Od północy i wschodu chmury zasłaniają słońce. Powietrze ledwo się rusza. Do kręcenia warunki nawet niezłe. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Trafiam na opuszczony szlaban na "dworcu kolejowym". Dość dawno mi się to nie zdarzyło. Na miejscu jestem z zapasem minuty. Dojazd spokojny ale trochę wymęczony. Mało snu przełożyło się na słabe kręcenie. Na odcinku Łagiszy wręcz zasypiałem. Dopiero jak zaczęły się podjazdy w D. G. to nieco otrzeźwiałem.
Przed wyjściem z pracy nieco popadało więc start przy mokrych jezdniach. Opady dziś generalnie burzowe i całkiem sporo ich śladów napotkałem po drodze. Udało się wrócić na sucho choć niestety uflejanym. Trasa bez większego gięcia przez Mec i Środulę do Będzina. Tu troszkę nietypowo kręcę się wypatrując jakichś stoisk z parasolami. W końcu warunki sprzyjają sprzedaży takich produktów. Jednak nie udaje się nic znaleźć bez wchodzenia do sklepów. Dziwne. Zaginam z centrum miasta w stronę Zamkowego i dalej do Grodźca. Wspinam się pod kościół (ten niżej położony) i zjeżdżam w stronę Biedronki. Tu jest też mini targowisko ale wszystko pozamykane. Coś ci nasi handlowcy nie bardzo łapią okazję. Może jutro mi się na targ zechce pojechać choć na popołudnie mam już plany nierowerowe. Tymczasem staczam się w stronę Wojkowic i za Orlenem wbijam w teren na prostą do domu. Cała trasa kręcona niespiesznie by nie nadziać się na opad z ołowianej chmury, która rozciągała się przede mną, na zachodzie. Największego ufleja złapałem jeszcze na Środuli. Przy cmentarzu po ulewach i długich opadach zawsze zbiera się tam woda. Do tego trwa naprzeciw cmentarza budowa. Resztę łatwo sobie dośpiewać. Potem po drodze też jeszcze czasem trafiał się jakiś bryzg wody.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start przeciętnie grzebany. Na kołach jestem o 6:10. Jest przyjemnie. Dużo słońca, mało wiatru, minimalne strzępki chmur tu i tam. Dojazd na trasie przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie, przyjemnie, niespiesznie i bez sensacji. Na miejscu mam rezerwę 5 min. Jedyny zgrzyt, to "kierowniczka" w Audi A2 na rondzie przy Aldi-ku w centrum D. G. Najpierw usiłowała wyprzedzić szosowca prawie go dojeżdżając. A potem stanęła na tym rondzie i musiałem z kolei ja hamować.
Wychodzę z pracy i widzę, że nad głową zbiera mi się czarna chmura. Szybki ogląd nieba i wychodzi na to, że w kierunku lasu zagórskiego mam szansę na skuteczną ucieczkę. Nie waham się ani chwili. Wybywam spośród drzew na Redenie. Mój zamysł przedostania się w stronę Zielonej trochę modyfikuje zamknięty przejazd kolejowy ale to tylko drobna niedogodność. Zaginam przez "dworzec kolejowy" na Robotniczą i szybko docieram do parku. Tam roboty wrą. Przy mnie na jednej z alejek ubijają granitową kostkę. Wbijam na czarny szlak do Łagiszy i to jest ostatni dziś kawałek terenowy. Potem już asfaltem przez Sarnów przebijam się na światłach przez "86" i kręcę w stronę domu. Na kilometr przed metą zajeżdżam jeszcze do wsiowego Lewiatana na małe zakupy. Okazało się to bardzo trafną decyzją. W chwili płacenia o dach budynku dosłownie huknęła błyskawiczna ulewa. Kiedy wychodzę już nie pada ale widać ślady wody i w powietrzu czuć dużo wilgoci. Opad niemal od razu wyparował w zetknięciu z nagrzaną kostką. Z balastem, po mokrej jezdni, staczam się do domu. W sumie przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:57
-
VAVG
19.49km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się sprawnie ale jakoś tak ostatecznie start wychodzi o 6:11. Mimo tego zmieniam dziś wariant dojazdowy na taki, jak często ostatnio mam powrotny. Kręcę przez Sarnów i Preczów na P4. Bieżnią przetaczam się do dzikiego przejazdu przez tory i przy Świątyni Grillowania wbijam na bieżnię przy P3. Potem pod Most Ucieczki, przejazd pod "94" na Starocmentarną i chodnikiem wzdłuż Braci Mieroszewskich do centrum Zagórza. Potem już standard do celu. Kręciłem momentami z dość dużym uczuciem generalnie starając się jechać cały czas na nieco podniesionym oddechu. Trasa niby trochę dłuższa, ale w tą stronę jakby bardziej przyjazna, mniej podjazdów albo bardziej płaskie. Na miejscu jestem z zapasem 3 min. Bardzo przyjemny i bardzo spokojny dojazd do pracy.
Wracam nieco pokręconą trasą by sobie nieco urozmaicić. Przez centrum Zagórza w stronę Makro i dalej w las na Mydlice. Mała eksploracja ścieżki na Koszelew i tam wzdłuż Al. Kołłątaja do Będzina. Przeskok pod Teatr Dzieci Zagłębia i przez cmentarz w stronę Nerki. Za weterynarzami na drogę do Grodźca. Wtaczam się ścieżką rowerową pod browar i zjeżdżam mniej więcej wzdłuż dawnej linii tramwajowej "25" pod Biedronkę w Grodźcu. Tu znów ścieżką do granicy Wojkowic i odbijam w teren. Zaskakuje mnie szlaban ale dla roweru to nie problem. Z terenu zjeżdżamy przy psarskim cmentarzu i stamtąd prosta do domu. Miło, spokojnie, niespiesznie do domu.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch sprawny. Na kołach jestem w miarę o czasie - 6:09. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Ciągle muszę uważać na to jak pociskam bo na Srebrnym już napęd wyjechany i łańcuch mocno wyciągnięty. Zrobię rowerkowi remont modernizacyjny w niedalekiej przyszłości. Tymczasem trzeba mi delikatnie. Mimo tych niedogodności dotaczam się do pracy z zapasem 4 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Wracam nie za spiesznie przez Mortimer i Reden. Tu mała przerwa zaopatrzeniowa i z niewielkim balastem dodatkowym kręcę dalej pod Most Ucieczki i na bieżnię przy P3. Trochę ludzi tu jest ale jeszcze nie tak tragicznie. W miarę sprawnie udaje mi się dojechać do Świątyni Grillowania i przeskoczyć na P4. Potem standard przez Preczów i Sarnów do domu. Przyjemnie ciepło. Miejscami musiałem nieco zamłynkować pod wiatr ale nie było specjalnie ciężko. Napęd dał o sobie znać ze 2-3 razy, na szczęście niegroźnie. W sumie przyjemny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPS
-
DST
24.00km
-
Czas
01:05
-
VAVG
22.15km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch dobry a start jak zwykle. Na kołach jestem o 6:15. Jest przyjemnie. Nieznaczne chmurki, słoneczko, wiatr raczej niewyczuwalny. Kręcę dojazd przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Początkowo wczorajsze stukanie w suporcie nie odzywa się, ale nie trwa to długo. Jak tylko trochę przyciskam, wraca. I tak całą drogę. Czasem młynkuję żeby nieco ulżyć nerwom bo wtedy jest ciszej ale po drodze mam pagórki i nie da się tak całą drogę. Po drodze bez sensacji. Na miejscu mam ze 2-3 min. zapasu. Przyjemny dojazd do pracy. Po pracy jadę do serwisu.
Z pracy kręcę w bardzo przyjemnych warunkach pogodowych i przy rozdzierającym trzeszczeniu w stronę Mecu i dalej przez Środulę do serwisu w Będzinie. Tu zostawiam Błękitnego na usunięcie owego rzężenia. Być może okaże się, że padł suport. Reszta podróży do domu zbiorkomem.
Kategoria Praca
Solo po okolicy
-
DST
33.00km
-
Teren
21.00km
-
Czas
02:14
-
VAVG
14.78km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Było na dziś, co prawda, wezwanie na ustawkę ale uznałem, że zbiórka o 9:45 w Sosnowcu to barbarzyńska godzina jak na niedzielę i skreśliłem temat. Wyspany, najedzony na rowerek wytaczam się na minuty przed 13:00. Cel na dziś to pokręcić się jak najwięcej terenem i lasem w tempie spacerowym. I udało się. Niespiesznie poturlałem się przez pola do Strzyżowic, potem asfaltem do Rogoźnika. Od zbiornika singielkiem przebiłem się do lasu po zachodniej stronie A1 i objechałem go dookoła nieco klucząc. Wróciłem potem na singielek i wzdłuż zbiornika w Rogoźniku potoczyłem się terenem w stronę Góry Siewierskiej. Tu znów asfalt przez nowe osiedle i Brzękowice Wał. Na koniec zjazd czerwonym szlakiem (tym, którym wczoraj podjeżdżaliśmy) i wbijam w teren prowadzący mnie do domu. Na finiszu jeszcze szybki wjazd do piekarni po chlebek i powrót do domu na zimne piwo. Miłe i bez ciśnienia kręcenie rekreacyjne na niedzielę.
Wieczorkiem zabrałem się jeszcze za Błękitnego. Regulacja przedniej przerzutki. Przy testowaniu pojawiły się stuki. Założyłem Błękitnemu nowe pedałki bo je podejrzewałem o owe odgłosy. Niestety wszystko wskazuje na suprot :-/ Zalałem go smarem do łańcucha, co pomogło na zlocie, ale kilka kółek po placu ujawniło, że problem dalej istnieje. Pojadę jutro do pracy Błękitnym i zobaczę czy to się rozkręci czy będzie trzeba odstawić go do serwisu.
Kategoria Inne, Pedały, Serwis
Ustawka po okolicy
-
DST
82.00km
-
Teren
30.00km
-
Czas
05:13
-
VAVG
15.72km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Naszła mnie ochota na ustawkę bez planu. Zadzwoniłem w piątek do Mariusza z pytaniem czy ma jakieś plany na sobotę. Powiedział tylko, że chce się z Oskarem gdzieś przejechać. Zapodałem mój mało konkretny plan żeby się zatoczyć terenami w okolice Pyrzowic i Mierzęcic w lasy a potem dalej do Siewierza i zjazd przez P4 każdy gdzie mu pasuje. Powiedział ok. Umówiliśmy się na 7:00 pod będzińskim Zamkiem. Potem jeszcze podałem info do naszego klubowego hejnalisty Krzysia, który posłał sms-em info do klubowiczów. I ustawka gotowa.
Rano zbieram się w miarę sprawnie ale wyjeżdżam i tak prawie na ostatnią chwilę. Pędzę bez kombinowania najkrótszą drogą do Będzina. Pod zamkiem jestem jakieś 4 min. przed czasem. Ekipa już czeka. Dajemy jeszcze 10 minut. spóźnialskim i ruszamy. Trasa na śladzie więc nie będę opisywał w detalach.
Było trochę błotka i kałuż po drodze gdzie dało się dobrze chlapnąć ale ogólnie wszystko do przejechania. Obyło się bez problemów technicznych. Tempo raczej spacerowe i tak było w zamiarze. Jak nam się chciało w środku pola stanąć i podyskutować o czymś, to się nie krępowaliśmy i poświęcaliśmy tematowi tyle czasu, ile uznaliśmy za konieczne. Troszkę też zeszło nam na platformie obserwacyjnej na lotnisku w Pyrzowicach (tej od wschodu). Było trochę czekania ale potem trzy starty i dwa lądowania. Kręcąc się po lasach okolicy Strąkowa i Siewierza przez drzewa widzieliśmy potem jeszcze 2 samoloty podchodzące do lądowania.
W Siewierzu uznaliśmy, że pora już zdatna do wciągnięcia ciepłego posiłku. Zasiadamy w restauracji Jędrusiowa Izba. Placek po węgiersku bardzo smaczny. Podlany złocistym płynem sprawił, że kręcenie potem zrobiło się nieco leniwe :-)
Kręcimy obok zamku siewierskiego w stronę szlaku rowerowego do Wojkowic Kościelnych i wzdłuż P4 jedziemy zasiąść na Ratanicach. Mariusz z Oskarem żegnają nas. My zasiadamy na ciemnego Litovela. Trochę też pomarudziliśmy gadając. Żegnam się z chłopakami "Pod Dębami". Oni jadą w stronę P3 a ja już na Preczów i Sarnów. Za światłami odbijam w prawo i terenem przetaczam się do Parku Żurawiniec i dalej na polną drogę do Strzyżowic. Potem ostatni km asfaltem do domu.
Wyszło bardzo przyjemne, niespieszne kręcenie sobotnie w sprawdzonym składzie. W końcu coś nie na gwizdek i bez sztywnego planu. Grzybków, które były jako opcja w sms-ie informacyjnym, nie udało się trafić. Pomimo kilku deszczowych dni jednak las wydaje się być dość suchy. Widziałem tylko jednego grzybka z kategorii jadalnych ostatni raz.
Link do pełnej galerii
Kategoria Inne
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
19.64km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch sprawny i z zapasem czasu ale po sprawdzeniu prognozy zaczynam celowo opóźniać. Radary mówią, że od Tarnowskich Gór przeleci jeszcze krótka fala deszczu a potem ma już być ok. Tak więc czekam. Przestaje padać nieco po 6:00. Robię przepak z zestawu gumowego na konwencjonalny i ruszam w drogę. Jest 6:22. Od razu kręcę z uczuciem. Że dziś na full-u to nieco to ułatwia sprawę bo mogę się mniej przejmować dziurami, krawężnikami i innymi nieciągłościami i przeszkodami. Jadę kolejny raz przez Będzin. Do izby wytrzeźwień średnia 25km/h. Potem jednak spada bo przeskoczenia jest kilka podjazdów. Ostatecznie na mecie jestem z 2 minutami straty. Na łeb mi nie nakapało ale i tak jestem mokry. Przynajmniej raz porządnie nabrałem wody do butów. Poza tym fontanna kropelek wyrzucana spod przedniego koła nie raz mi poleciała na gębę. Ale nic to. Po południu ma być pięknie i to mnie trzymało na dojeździe. Tak w ogóle to mknęło się całkiem przyjemnie.
Prognoza się sprawdziła. W ciągu dnia wychynęło zza chmur słońce i tak mu zostało. Chmurki zamieniły się w białe baranki. Wiaterek nawet jeśli jakiś był to tak nieuciążliwy, że go nie zauważyłem. Wracam sobie tempem niespiesznym początkowo asfaltem przez Mortimer i Reden pod Most Ucieczki. Akurat na skrzyżowaniu rozkraczył się był dźwig. Na parkingu przy molo widzę sporo samochodów więc odpuszczam bieżnię i skręcam w stronę Zielonej. Mostek na wjeździe rozebrany. Ktoś wrąbał tablicę informacyjną do wody robiąc sobie przeprawę. Zrobiła się przy tej okazji mała dyskusja bo jednych to bulwersowało a inni uważali, że żadne wielkie halo się nie stało. Powiedziałem swoje i ścieżką objechałem to sobie terenem aż do ronda i wróciłem na asfalt. Objechałem teren parku ogrodzony jako plac robót i wbiłem na mostek na Czarnej Przemszy by przedostać się na czarny szlak do Łagiszy. Potem jego przedłużeniem jadę w stronę lasu gródkowskiego i dalej przez pola do Psar. Potem jeszcze lekkie zagięcie przy Dino i do domu. Bardzo miła odmiana w pogodzie. Powrót, mimo kilku błotno-kałużowych odcinków, bardzo przyjemny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zbieram się sprawnie ale jak zwykle jest ale. O 5:30 jeszcze na zewnątrz jest względnie. Przed 6:00 już równo pada. Niezbyt mocno ale wygląda na to, że szybko nie przestanie. Zaczynam przepak na wersję wodoodporną i wdziewanie zestawu gumowego. I robi się 6:15. Ponownie kręcę dojazd przez Będzin choć tym razem nie ze względu na to jak długo będzie mnie okapywać ale po prostu mam już mało czasu. Droga spokojna zwłaszcza, że dziś nie ma targu w Będzinie. Po drodze opad słabnie i do celu docieram bardziej mokry od środka jak z zewnątrz. Jestem 4 min. po czasie. Jechało się nawet przyjemnie ale i tak mam nadzieję, że powrót będzie już na sucho.
Trochę popadało, potem powiało i wysuszyło. Tuż przed wylotem jeszcze lekko postraszyło. Kiedy ruszam warunki są znacznie lepsze niż rano. Co prawda niebo zaciągnięte szarymi chmurami i wieje dość zauważalnie z północnego zachodu lub zachodu ale da się jechać we wdzianku "na krótko". Trasę powrotną kręcę jak wczoraj. Na Pogoriach pustawo. Ciągle muszę się upominać by kręcić na Srebrnym miękko. Kiedy docieram w końcu do domu oglądam napęd. Nie jest dobrze. Czwórka mocno wypiłowana na wolnobiegu. 3 i 5 też już mają nie ten kształt co powinny. Blat na korbie zjechany. Nie ma dziwne, że łańcuch się nie ma czego trzymać. BS, po przepatrzeniu wpisów, zeznaje, że napęd w Srebrnym ma jakieś 2,8k km. Nie za wiele ale zważywszy, że jeżdżę tym rowerkiem przy podłych warunkach (śnieg, deszcz itp.), to może być, że zdarł się szybciej. Przy okazji obejrzałem też kółka. Tylne ma jeszcze rowek znacznika ale na przodzie jakby wyślizgane. Tak mi przyszło do głowy, żeby wymienić przy okazji też i koła. Może od razu na takie pod tarcze, a tylne dodatkowo pod kasetę, i dorzucić jakieś mechaniki. Tylko że wtedy to już będzie solidny remont za ładnych kilka setek. Prawie pół roweru do wymiany.
Kategoria Praca






















