limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Serwis

Dystans całkowity:6399.00 km (w terenie 467.00 km; 7.30%)
Czas w ruchu:330:20
Średnia prędkość:19.37 km/h
Maksymalna prędkość:45.50 km/h
Liczba aktywności:163
Średnio na aktywność:39.26 km i 2h 01m
Więcej statystyk

DPDSOZ

  • DST 48.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:15
  • VAVG 21.33km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 czerwca 2014 | dodano: 25.06.2014

+12 na starcie. O wiele mniej rześko niż wczoraj. Chmurki z prześwitującym słabo słońcem i wiaterek z kierunku nieoznaczonego. Dziś znów lekka poprawa w kwestii godziny startu ale do ideału jeszcze trochę brakuje. Bezpieczne ramy czasowe osiągnięte ponownie w okolicach "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej. Spokojny dojazd do pracy bez sensacji.



Zebrałem się dziś w sobie i połączyłem wszystkie ślady z wakacyjnego wyjazdu żeby mieć ogólny pogląd jak to wyglądało. Takie "mniejsze pół" Polski objechane.


Popołudnie dziś znów nieco pokręcone jeśli chodzi o użycie rowerków. Z pracy zwijam się tak szybko jak tylko mogę i wracam najkrótszą drogą do domu. Trochę pokapuje na początku ale niegroźnie. Potem dalej miejscami drogi mokre. To jeszcze na Srebrnej Strzale. W domu pakuję plecak i na zbiorkom do Będzina. Jadę odebrać Błękitnego po serwisie. Założone zapasowe kółko po uprzedni jego wycentrowaniu. Przednia piasta przejrzana gruntownie i jest ok. Do tego reszta rowerka też przejrzana. I to czuć jak się jedzie bo wszystko pracuje cicho, bez jęków, trzeszczenia, brzęczenia czy co tam jeszcze elementy składowe rowerka za odgłosy są wstanie wywołać. Po prostu ideał. Tylko szum nowiutkich opon na drodze. Ze starego kółka uratować da się tylko tarczę, bębenek i zacisk. Reszta tak ściorana, że nadaje się na złom. Z serwisu podjeżdżam na ścianki z graffiti obok Biedronki na dole Syberki. Jest tan nowa galeria, którą już jakiś czas temu przyuważyłem i nawet wczoraj w przelocie obejrzałem ale nie było wtedy czasu na focenie. Dziś podjechałem i te ciekawsze pstryknąłem (czyli większość). Ładnie wykonane choć mam wrażenie, że galeria z roku poprzedniego jakoś bardziej oko przyciągała. Potem bez zaginania ponownie przez Zamkowe i dalej przez Grodziec (a nie jak godzinę wcześniej przez lasek grodziecki) i Gródków do domu. Tu odstawiam Błękitnego i ponownie w użycie idzie Strzała. Z sakwami kółko do wsiowego Lewiatana. Błękitny teraz trochę będzie odpoczywał do pewnej imprezki, którą zaplanował Mariotruck :-)

Link do galerii z Art-ami.


I tak ze 3 arty dla wyrobienia pojęcia jak to wygląda.







Kategoria Praca, Opona, Serwis, Koło

Wolin - Kukinia

  • DST 123.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 06:41
  • VAVG 18.40km/h
  • VMAX 38.10km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 10 czerwca 2014 | dodano: 11.06.2014

Dziś miałem piątek trzynastego. Ruszamy prawie planowo. Przez chwilę był moment grozy bo na niebie dywan chmur i nawet spadło kilka kropel. Na szczęście skończyło tylko na chwili strachu. Potem pogoda była coraz lepsza. Na wyjeździe z Wolina wstępujemy do muzeum i potem ruszamy w drogę do Kamienia Pomorskiego. Na 7 km przed miastem zrywam łańcuch. Rozleciała się spinka przy zrzucaniu z blatu. Wygrzebuję drugą i spinam łańcuch. Przy ruszaniu jednak coś jest nie tak. W pośpiechu źle go przełożyłem na wózku tylnej przerzutki i muszę go rozpiąć i poprawić. Trochę się z tym szarpię nim doprowadzam wszystko do porządku. Gonię do chłopaków, którzy już czekają w mieście, ale po drodze jeszcze spowalnia mnie szlaban na przejeździe kolejowym. Dzień zapowiada się na oporny. Spotykamy się przy katedrze i chwilę dychnąwszy ruszamy dalej w stronę latarni w Niechorzu. Po drodze podjeżdżamy pod ruinę kościoła w Trzęsaczu. Ostatnia ściana dalej stoi. Robimy sobie kilka foto. Kolejne foto przy latarni i jedziemy szukać miejsca pobierania paszy. Zasiadamy do smażonej rybki i wciągamy ją szybciutko. Odnajdujemy ścieżkę rowerową do Kołobrzegu by przy jej użyciu osiągnąć cel. Początek ma bardzo dobry. Potem jednak wiedzie drogą z granitowej kostki. Jazda to mordęga. Kiedy po drodze mijamy zjazd na szutrówkę bez większych oporów skręcamy w niego ale gps pokazuje, że zaczynamy się wracać. Napotkani po drodze rowerzyści naprowadzają nas ponownie na ową granitową drogę krzyżową, która trochę dalej zmienia się a to w leśny dukt, a to w betonowe płyty by w końcu przejść w kostkę i asfalt. Po drodze na postoju wypada mi z plecaka butelka coli. Jakiś taki niezatrybiony odkręcam korek i oblewam się wzburzonym napojem. Kolejny gwoździk, który sprawia, że dzień kwalifikuję do opornych. W Kołobrzegu chwilę się motamy nim udaje się nam podjechać pod latarnię. Niestety zamknięta już. Spóźniliśmy się około 40 min. Szukamy noclegu i znajdujemy w agroturystyce w Kukini. Wbijam namiar w gps-a i ruszamy najkrótszą droga. Po drodze małe zakupy i w końcu jedziemy na nocleg. Okazuje się jednak, że tam gdzie prowadzi nawigacja nic nic nie ma. Dzwonimy i pytamy. Okazuje się, że w bazie adresowej mojej mapy jest błąd dla tego adresu i do celu mamy jeszcze 2 km. Krzysiek odpala nawigowanie ze smartphone-a i trafiamy bez problemu pod drzwi. Na dziś to już koniec z niespodziankami. Nocleg w Kukinii okazuje się bardzo trafionym wyborem - na uboczu, wygodny. Od razu zabieramy się za kolację. Na chwilę rozciągam się by rozprostować kości i budzę się 5 godzin później. Wpis dodaję już rano.


Link do pełnej galerii


Zaczynamy dzień od muzeum w Wolinie.


Potem trochę jazdy.


Zerwany na spince łańcuch u mnie.


Kamień Pomorski. Awaria i potem jeszcze stanie na przejeździe kolejowym zepsuły mi czasowo humor co zniechęcało do focenia. Również mało czyste łapy się do tego przyczyniły.


Trzęsacz.


Latarnia w Niechorzu.


Ładnych kilka kilometrów męczarni. Temu co wpadł na pomysł, by tędy pociągnąć ścieżkę rowerową życzę by nią za karę jeździł codziennie do końca życia. Człowiek na gładkie zjedzie to zaczyna się jąkać.


Latarnia w Kołobrzegu. Brakło nam niecałej godziny by zdążyć przybić tam pieczątkę. Ale, że srebra nie będzie bo na Hel się nie wybieramy, to nie płaczemy tylko jedziemy dalej.



Kategoria Kilkudniowe, Łańcuch, Serwis

Wolin - Świnoujście - Wolin

  • DST 96.00km
  • Teren 35.00km
  • Czas 05:52
  • VAVG 16.36km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 9 czerwca 2014 | dodano: 09.06.2014

Dziś miał być dzień "lajtowy". Wyszło jak wyszło. Udało się wyspać. Ruszamy dziś tak, jak się spodziewa→em, że wyruszymy czyli około 11:00. Nim wyjeżdżamy z Wolina udaje nam się uzupełnić rezerwy części zamiennych w postaci rezerwy linek do przerzutek i hamulców. Dzisiejszy cel, poza lekkim odpoczynkiem, to dotarcie do Świnoujścia. Ponieważ główna droga w tamtym kierunku to ekspresówka, wybieramy drogi alternatywne przez obydwie Mokrzyce i kawałek parku narodowego (ze sporym odcinkiem po piaskach) osiągając w efekcie Międzyzdroje. Tam poza potwierdzeniem Paweł nabywa dodatkową książeczkę KOT a Krzysiek zaspokaja nałóg w postaci espresso. Do Świnoujścia jedziemy leśnym szlakiem rowerowym R10. Droga jest całkiem przyjemna i przebywamy ją zaskakująco sprawnie wyłaniając się na wprost budowy gazoportu. Skręcamy w stronę fortu Gerharda (nie zwiedzając go jednak) i osiągamy w końcu latarnię morską. Tam potwierdzenie i zaopatrujemy się w książeczki (paszporty) do zaliczania szlaku latarni morskich. Ponieważ zrobiła się pora obiadowa "promujemy" się na drugą stronę Świny i pod przewodnictwem Maćka jedziemy na promenadę do jadłodajni, gdzie wprowadzamy smaczny obiadek, który dostarcza nam sił na powrót. Mała wizyta na plaży by uwiecznić nasze osiągnięcie w postaci dotarcia nad morze. Potem rozpoczynamy odwrót. Do Międzyzdrojów wracamy tą samą drogą. Potem jednak zmieniamy marszrutę bym uniknąć ponownych zmagań z piaskiem. Wracamy asfaltami przez Wisełkę, Kolczewo i Kodrąb. Na wjeździe do Wolina podjeżdżamy na myjnię by nieco oporządzić rowerki. Po powrocie na kwaterę zabieram się za serwis w temacie zerwanej szprychy, który to defekt odkryłem w okolicach Świnoujścia. Niespodziewanie pod sklep obok naszej kwatery podjeżdżają cykliści z Tomaszowa Lubelskiego, którzy robią objazd dookoła Polski. Rozmawiamy przez chwilę o naszych dotychczasowych dokonaniach i planach na najbliższe dni. Potem już tylko kolacja i przygotowania do dnia jutrzejszego.


Link do pełnej galerii.


Na początek nieco terenu.




Jest morze.


Są i bunkry.


R10.


Fort Gerharda.


Latarnia.


Ponownie morze i zaduma nad jego urokiem w wykonaniu Pawła ;-p


Gazoport.


Takie tam w drodze powrotnej do Wolina.


Kategoria Kilkudniowe, Szprycha, Serwis

DPSD

Poniedziałek, 26 maja 2014 | dodano: 26.05.2014

Po przebudzeniu +11. Na wyjeździe +14 i mgły z nikąd oraz lekki wiaterek. Jechało się bardzo przyjemnie i zadziwiająco dobrze. Gdyby nie światła i szlabany to czas przejazdu jeszcze dałoby się o 2 min. zmniejszyć. Ale i tak nie jest źle. Dziś Błękitnym bo chcę go do serwisu odstawić na przegląd i wielonarządową transplantację przed wyjazdem. Droga spokojna.

W trakcie pracy zwalniam się na dłuższą chwilę by odstawić Błękitnego Rumaka do serwisu na operację. Suport, kaseta, łańcuch, korba, klocki na przodzie, i 3 szprychy na tyle. Poza stukającym suportem (choć jak na złość dziś milczał jak zaklęty) reszta jeszcze w nienajgorszej kondycji i łańcuch z kasetą sobie zostawiłem na dorżnięcie w późniejszym czasie. Na planowanym wyjeździe chcę mieć jak najmniej niespodzianek ze strony rowerka. Wracam do pracy zbiorkomem i tymże wracam po pracy do serwisu. Tam już Rumak gotowy. Powrót do domu przez Łagiszę i Sarnów by na pagórkach przetestować jak wszystko chodzi. Jest bardzo pozytywnie :-)


Kategoria Praca, Kaseta, KlockiT, Korba, Łańcuch, Serwis, Suport, Szprycha

Wyry - Rekonstrukcja bitwy

  • DST 117.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 06:02
  • VAVG 19.39km/h
  • VMAX 43.70km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 24 maja 2014 | dodano: 24.05.2014
Uczestnicy

Dziś dzień rowerowo zużyty pierwsza klasa.
Zaczęło się od tego, że pojechałem Srebrną Strzałą do serwisu na przednim tylko hamulcu. Trochę się tej jazdy obawiałem bo w Będzinie w soboty i środy odbywa się targ więc można się spodziewać kociokwiku i nut szaleństwa z dużą dozą braku wyobraźni co może skutkować konieczną nagłego hamowania. Jednak udaje się dojechać bezkolizyjnie do celu. Tam od drzwi w myślach "krzyczę" Help! Hilfe! Pomocy! a w rzeczywistości przedstawiam sprawę jak jest. Do założenia nówka hamulec + linka. Operacja odbywa się od razu i jeszcze mam czas by się zebrać i jechać na zbiórkę na wyjazd na rekonstrukcję bitwy pod Wyrami. W międzyczasie jeszcze umawiam Błękitnego Rumaka na operację w poniedziałek - przeszczep napędu i suportu oraz przegląd. Potem dzwonię do Waldka żeby na mnie nie czekali, że spotkamy się na Muchowcu. Bez problemu dostaję się tamże ze sporym zapasem czasu i od razu przyuważam Maćka, co daje mi wskazówkę gdzie zakotwiczyła reszta grupy. Gdzieżby inaczej jak nie pod parasolami. Tamże pada też pierwszy radlerek. Wsiąkł jak woda. Jak wyjeżdżałem to termometr w słońcu pokazywał +36. Musiało być niewiele mniej faktycznie. Do tego powoli zbierało się na opady. Tak więc radlerek po 20 kilku km był jak najbardziej wskazany.
Śmiechy i rozmowy trwały dość długo ale przyszło w końcu udać się na zbiórkę właściwą. Podjeżdżamy, witamy się, wpisujemy na listę i ruszamy do celu. Teraz prowadzą koledzy z Katowic. Trochę terenem, trochę asfaltami docieramy do celu. Lekko przed rozpoczęciem inscenizacji ale już za późno by zająć dobre miejsce w pierwszym rzędzie obserwatorów. Objeżdżamy pole bitwy i udaje się ustawić w końcu tak by coś było widać. Rekonstrukcja trwała około godziny. Bardzo dobrze przygotowane wydarzenie. Po obu stronach brało udział po kilkudziesięciu rekonstruktorów. Ubrani w mundury z epoki. Z replikami broni i pojazdów (po stronie niemieckiej był czołg, po polskiej tankietka i dwa działa). Widowisko znakomite. Do tego cały czas komentowane zarówno w zakresie obecnej sytuacji na polu bitwy jak i w zakresie informacji na temat zastosowanego wyposażenia czy sposobów walki. Bardzo ciekawie to wyglądało.
Kiedy inscenizacja dobiega końca idziemy obejrzeć Rosomaka i potem chwila na odżywianie.
Żegnamy koleżanki i kolegów z Katowic i ruszamy na działkę do Teresy. Tam schodzi nam gdzieś do 19:00. Znów mnóstwo żartów, ognisko, grill i inne atrakcje (głównie w płynie). Kończymy ze względu na okrążające nas chmury. Ruszamy w delikatnym pokapywaniu. Sprawnie przemieszczamy się do Katowic po drodze rozbijając na grupki. Do Muchowca ciągniemy się za kolegami z Katowic, którzy przypadkiem mieli drogę w tym samym kierunku. Na Muchowcu znów zbieramy się w grupę ale już zaczynają się rozjazdy. Zostaje Rysiek bo on z Katowic a reszta rozjeżdża się tak by jak najwygodniej dojechać do domu. W Sosnowcu kolejne pożegnania i już tylko z Dominem i panemp jedziemy słusznym tempem pod molo na Pogorii 3 i zasiadamy przy kolejnych radlerach. Na Pogorii zadziwiająco pusto. Musiało tu solidne lać skoro tak przetrzebiło ludność. Zasiadamy nie w tej co zwykle wodopojni i znów ponad 30 min. rozmowy do czasu, kiedy to zamykają lokal. Żegnam się z Dominikiem i Marcinem i solo jadę przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu.
Pod koniec nieco się ochłodziło i trzeba mi było nieco wolniej jechać bo powyżej 25km/h robiło się zimno. Powrót do domu przebiegł jednak sprawnie.
Wspaniale wykorzystany dzień. Nie dość, że pojeździłem w towarzystwie licznego grona rowerowych znajomych to jeszcze razem byliśmy na ciekawym wydarzeniu. Z wypadu poza zmęczeniem przywieziona fura pozytywnej energii :-)

Link do pełnej galerii



Doganiam ekipę.


Nóweczka hamulec na tyle.


Ruszamy na Wyry.


Na miejscu już spore zgromadzenie.


Polskie rezerwy przed wprowadzeniem do walki.


Bitwa się rozwija.


Niemieckie wsparcie pancerne.


Zniszczony zostaje czołg.


Rusza polskie wsparcie z tankietką.


Ewakuacja rannych.


Niemcy ustępują z pola walki.


Nieco bardziej współcześnie - Rosomak.


Nieco kontrastowe zestawienie :-)


Jedziemy do Wilkowyj. Na horyzoncie ciekawie.


U Teresy na działce wygłupom nie było końca. Trochę trudno wytłumaczyć co robią Domino z Avacsem ;-)


Kiedy ruszamy do Katowic na horyzoncie taki oto widok. Chwilę potem zaczyna pokapywać. Niegroźnie na szczęście.


Rzucam rozkaz: "Paszcze do zdjęcia"!


Potem dużo jeżdżenia w rozbiciu by w końcu zjechać się na Muchowcu.


Finisz z wynikiem jak wyżej.

Dla zainteresowanych strona wydarzenia

oraz opis na Wikipedii


Kategoria Integracja BS, Jednodniowe, Hamulec, Serwis

DPD

Piątek, 23 maja 2014 | dodano: 23.05.2014

Jak sprawdzałem zaraz po przebudzeniu to na termometrze było +13. Przed wschodem słońca. Na wyjeździe było o wiele cieplej. Przyjemny wiaterek, słoneczko. Wyjechałem z lekkim wyprzedzeniem więc miałem w planach spokojny dojazd. Plan poległ na skrzyżowaniu 300 m od domu, gdzie mi w oddali śmignął króliczek. Rozwój wydarzeń mógł być jeden. "Chomik" i pościg. Po niecałym kilometrze doganiam, witam się, wyprzedzam i dalej na "chomiku" ciągnę już do samej Dąbrowy Górniczej. Tutaj jestem ze sporym wyprzedzeniem. Przy kasie Kolei Śląskich dopytuję się o cenę biletu na trasie Katowice-Rybnik (11,40 + 5 za rower). Potem już spokojniej do celu a i tak czas wyszedł całkiem niezły. Jakby tak pocisnąć na granicy utraty oddechu to bym się może z przejazdem zmieścił w 35 min. :-)

Po pracy bez większego gięcia pod molo na Pogorii 3. Nie spotykam znajomych więc objeżdżam P3 od strony Łęknic i przed przystanią odbijam na Pogorię 4. Śmiga mnie króliczek. Trochę go gonię ale szybki skubaniec i na dodatek na dużych kołach. Raz go doganiam ale na stojąco rozpędza się powyżej 35km/h i mu odpuszczam. Dociągam do RZGW i potem już przez Preczów i Sarnów spacerowo do domu z małą odchyłką do pobliskiego ODIDO by kupić sobie litrowe lody w nagrodę za zarżnięcie kolejnego suportu. Tym razem wytrzymał jakieś 4,6 tys. km mojego "chomikowania" :-/ Trochę mało ale poprzedni skończył z podobnym wynikiem. Chyba muszę się wykosztować na jakiś solidniejszy bo te po 35 zetów padają jak muchy. Mam tylko nadzieję, że mi zdążą wymienić przed wyjazdem bo inaczej będzie kanał.

Do kompletu rozsypał mi się jeszcze hamulec w Srebrnej Strzale. Zabrałem się za wymianę linek od przerzutek bo już coś kiepsko przerzucało i miałem podejrzenie, że są nadżarte zębem czasu. Przednia wisiała na 3 włóknach czyli lada moment byłby problem. Tylna miała się nieco lepiej ale mimo to ją wymieniłem tym bardziej, że połamany pancerz przy przerzutce i tak wymagał lekkiego skrócenia. Potem zabrałem się za linkę od tylnego hamulca. Niestety śruba mocująca linkę dokręcona na amen. Zniszczyłem łebek a nie drgnęła nawet o włos. Próbowałem rozwiercić ale nie ruszyło ani o milimetr. Przyjdzie zakupić nowy hamulec na tył. I w związku z tym mój jutrzejszy udział w wyjeździe na inscenizację bitwy stoi pod znakiem zapytania. Jeśli dojadę na 10:00 do serwisu nie zabijając się przy braku tylnego hamulca, i uda się kupić i zamontować na czas brakujący mechanizm, to jadę. Jak nie, to powrót. Coś pechowy dziś dzień dla moich rowerków :-(


Kategoria Praca, LinkaP, Serwis, LinkaH

DPDS

Środa, 14 maja 2014 | dodano: 14.05.2014

+8 na termometrze ale odczuwalnie mniej. Wiaterek dziś z kierunku głównie północnego więc ani nie przeszkadzał, ani nie pomagał. Jeno chłodził. Po jakichś dwóch kilometrach pojawiły się pierwsze kropelki deszczu. Mniej więcej do Zielonej opad był raczej symboliczny. Rozkręcił się dopiero trochę od centrum Dąbrowy Górniczej ale nim dotarłem do celu nie udało mu się jednak osiągnąć poziomu, który prowadziłby do przemoczenia. Skusiłem się dziś na skorzystanie ze "ścieżki rowerowej" przy Braci Mieroszewskich i oczywiście z tej okazji nie mogło się obyć bez kwiatka. Jakaś "królewna" wyjeżdżała z osiedla "cienkim" zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że ma ścieżkę rowerową po drodze. Zaczęła się rozglądać na boki jak już mi zajechała drogę. Innymi słowy kolejny raz się potwierdziło to, że jest grupa kierowców, która ma w dupie ścieżki rowerowe i ich użytkowników i jak sami nie będziemy o siebie dbać to na tych ścieżkach polegniemy. Następny raz jadę asfaltem.


Po pracy ruszam bez zaginania do domu. Na Mecu pojawiają się pierwsze kropelki i towarzyszą mi przez Środulę, Stary Będzin aż do Syberki i dalej do Zamkowego. Na ścieżce do Grodźca już powoli zanikają. Na szczęście opad był z kategorii niegroźnych i dojeżdżam do domu (przez Gródków i z zawinięciem do wsiowego Lewiatana) praktycznie suchy. A zapowiadało się naprawdę wrednie bo o koło 12:00 w Sosnowcu padał silny deszcz z gradem i minę wtedy miałem dość niewyraźną :-/ Na szczęście stopniało, spłynęło i wyschło. Temperatura jednak słabiutka i podobnie jak rano powrót w pełnych rękawiczkach i czapce. Jak na maj to pogoda wysoce rozczarowująca. Zastanawiam się, patrząc na wykresy z ICM-u, czy jutro będzie szansa pokręcić na rowerku do pracy. Wydaj się, że będzie ok ale jak zwykle poranny ogląd widoku za oknem zadecyduje.

W trakcie powrotu, i trochę też w trakcie jazdy do pracy, tylne kółeczko jakoś dziwnie "tańczyło". Na powrocie przy podjazdach przyglądałem się jak pracuje pod obciążeniem i nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że się nieco gnie. W domu przyjrzałem się bliżej sprawie i okazało się, że jest walnięta szprycha. Nie pozostało nic innego jak tylko zabrać się za serwis. Po zdjęciu kasety i tarczy ujawniła się jeszcze jedna pęknięta szprycha. To tłumaczyło dziwne wrażenie z jazdy. Wymiana, centrowanie na czuja i mam nadzieję, że będzie lepiej. Jeśli pogoda się rano nie rozsypie i pojadę rowerkiem to będzie test bojowy.


Kategoria Praca, Serwis, Szprycha

DPSOD

  • DST 44.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 18.86km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 17 marca 2014 | dodano: 17.03.2014

+6 na starcie i dość mocny wiatr z zachodu. Jezdnie mokre. Bez deszczu. Wyjeżdżam nieco obsunięty w czasie ale liczę na pomoc owego wiatru i się nie przeliczam. Ładnie pcha w plecy i do Dąbrowy Górniczej średnia w okolicach 26km/h. Dopiero od centrum, gdzie zaczynam podjazdy, prędkość spada bo dziś na Srebrnej strzale, która to ranna jest już w napęd, i którą dziś mam zamiar odstawić do serwisu na operację wymiany tegoż plus kilka innych drobiazgów. Zjeżdżając z Mortimera w stronę centrum Zagórza widzę rozlewisko na całej szerokości jezdni (inne omijam wcześniej na Robotniczej przy rozgrzebanej kanalizacji). Przerzucam się na ścieżkę rowerową by to objechać ale i tu przeszkoda. W poprzek leży zwalone drzewko. Przedzieram się jednak bez problemu i kawałek jadę jeszcze ścieżką by wypróbować obniżone krawężniki. Może nie wygląda to zbyt dobrze ale różnica jest ogromna. Da się dość gładko przejechać. Końcówka już znów asfaltem. Na miejscu o czasie czyli wiaterek zdał egzamin. Niestety jeśli nie przestanie wiać z tego kierunku, to powrót będzie morderczy.

W trakcie pracy zwalniam się na godzinkę i odstawiam Strzałę do serwisu na zaplanowaną akcję serwisową. Po pracy zbiorkomem po odbiór rowerka. Strzała po udanym przeszczepie napędu (korba, wolnobieg i łańcuch) oraz kilku drobiazgach (klocki hamulcowe na tyle, kółeczka w przerzutce) chodzi jak zegarek. Oczywiście trzeba choć troszkę napęd objeździć żeby się dobrze kręcił. W związku z tym spod serwisu ruszam na Syberkę i dalej objeżdżam M1 od północy i kieruję się na Czeladź. Dalej przeskakuję czerwonym szlakiem przez Brynicę do Przełajki i przez Wojkowice i Strzyżowice wracam do domu. Powrót w nieco ślimaczym tempie. Trochę po części z powodu dość silnego wiatru, a trochę z powodu lekkiego znużenia.


Kategoria Praca, Serwis

DPOD

  • DST 54.00km
  • Czas 02:26
  • VAVG 22.19km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 26 lutego 2014 | dodano: 26.02.2014

Zdecydowane -3 na termometrze. Już całkiem niezła widoczność o 6:00. Start 8 min później czyli nie ma za bardzo wielkiego pola manewru. Ruszam do Będzina. Na nerce odbijam na Dąbrowę Górniczą. Tym razem nie jadę do centrum tylko przy Hubertusie odbijam w prawo i rzeźbię na Mydlice i stamtąd dopiero do pracy. W miarę spokojna jazda. Podawalność nóg dziś słabsza. Zaczynają się też jakieś dziwne przeskoki łańcucha przy ruszaniu. Na miejscu przyglądnąłem się napędowi i okazuje się, że piątka na tyle dosyć mocno wypiłowana choć akurat na niej wszystko ładnie się kręci. Dwójka na korbie też już nieco wyżarta. Wydawało mi się, że niedawno napęd wymieniałem na Strzale, że jakoś tak na jesieni. Przepatrzyłem wpisy na BS i owszem, wymieniałem napęd w Strzale na jesieni. W 2012 roku. Od tego czasu prawie 4k km zrobiła czyli problemy z napędem nie powinny dziwić. Pozostaje dorżnąć pozostałe przełożenia i łańcuch i oddać sprzęt do serwisu. Jakiś miesiąc max. Może nawet mniej.

Po pracy standardem pod molo na Pogorii 3. Bieżnią na Piekło i asfaltem dookoła Pogori 4 aż do Wojkowic Kościelnych. Kawałek jakaś wrotkarka się za mną ciągnęła i trzeba przyznać, że nawet dość żwawo. Odpadła dopiero przy jakichś 30km/h :-p Z Wojkowic do Przeczyc i dalej Toporowice, Dąbie, Brzękowice i Goląsza (obie Dolne), Strzyżowice i dom. Trochę wiało ale słoneczko było całkiem przyjemne i w sumie jechało się całkiem żwawo. Na Pogoriach robi się coraz bardziej gęsto. Trzeba będzie inny wariant powrotny wdrożyć do użycia. Trochę szkoda bo tamtędy jest dość spokojnie.

Błękitny Rumak doczekał się interwencji przy kapciu. Na tyle ląduje nowiutka oponka, która czekała już jakiś czas na okoliczność przebicia dętki by zastąpić starą już wyślizganą.


Kategoria Praca, Serwis

DPODZ

Środa, 19 lutego 2014 | dodano: 19.02.2014

+3 na starcie. Ruszam 6:04 czyli lekko po czasie jednak udaje się podciągnąć za "107" przez jeden przystanek i wbić w bezpieczne ramy czasowe. W Będzinie po upgradzie śniadania mam zapas czasu więc znów decyduję się jechać przez centrum Dąbrowy Górniczej. Na miejscu o czasie i bez przygód. Warunki do jazdy coraz lepsze. Dziś wziąłem koszulkę z krótkim rękawem bo po pracy pewnie będzie dużo cieplej i w polarowej bluzie bym się zagotował. Zresztą już dziś rano mogłem ją śmiało założyć zamiast polara bo momentami było mi zdecydowanie za ciepło.


W ciągu dnia nieco popadało i powrót niestety mokrymi drogami. Jakoś miałem kryzys kręcenia i powrotna prędkość znacznie niższa niż rano. Nieco pozaginałem trasę przemykając obok Plejady, Domu Złego Ghostów, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Od kilku dni użerałem się z tylną przerzutką. Na kierunku od 1 do 8 zmiana biegów odbywała się sprawnie ale odwrotnie musiałem manetkę nieco przeciągnąć, by przerzuciło. Domino ostatnio postawił diagnozę, że coś nie tak z linką. Miał człowiek rację. Jak przyjechałem do domu, zacząłem majstrować i testować i przy tej okazji linka w końcu się urwała. Wychodzi na to, że fartem dojechałem do pracy i wróciłem. Nie pozostało nic innego jak tylko dokonać wymiany. Że musiałem jeszcze zrobić kurs do wsiowego Lewiatana od razu też odbył się test drobnej naprawy. Wszystko działa bezbłędnie. Jeszcze muszę zerknąć na przedni hamulec bo podejrzanie piszczy. Jakby coś delikatnie tarło.


Kategoria Serwis, Praca, LinkaP