Praca
| Dystans całkowity: | 116431.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6127:15 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2968 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPOD
-
DST
41.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
21.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 4:30 +1. Na wyjeździe +3. Generalnie odczuwalnie chłodno. Dziś wdzianko na ciepło łącznie z rękawiczkami pełnymi i czapką. I wcale za ciepło nie było pomimo ładnego słoneczka. Z kierunku wmordewindu chłodny podmuch. Za to droga spokojna choć samochodów zauważalnie więcej niż przed weekendem. Rowerzystów też jakby więcej. Czyżby oddziaływanie Masy Krytycznej? ;-)
Po pracy cieplej niż rano ale do upałów daleko. W słoneczku jeszcze nawet nieźle ale w cieniu już zimno. Wypatrzyłem w kolba.pl coś, co się nazywa kamizelka taktyczna i nabrałem podejrzenia, że może to być dobra alternatywa dla plecaka więc postanowiłem podjechać na miejsce i organoleptycznie się przekonać. W tym celu wertepkami pod Plac Papieski. Stamtąd już asfaltem pod Plejadę i dalej przez przejazd kolejowy w stronę Chemicznej skąd jadę do Czeladzi. Przebijam się na światłach przez "94" i odbijam na Grodziec. Drobnymi zakosami by ominąć podjazdy dociągam do celu. Na miejscu oglądam wypatrzony towar i rozczarowanie. Owszem, nadałoby się tylko jest jeden problem: zapięcie na brzuchu o wiele za krótkie jak na mój obwód. Biorąc poprawkę na to, że w trakcie jazdy potrzeba trochę więcej swobody produkt odpada. A szkoda bo kieszonek sporo i wygodnie umiejscowionych. Pozostanie dalej jeździć z plecakiem. Spod sklepu jadę w stronę stacji Orlenu w Wojkowicach i wbijam w kawałek terenu w stronę domu. Godzinka kręcenia i robi się tak średnio przyjemnie zwłaszcza przy zwrocie na północ. Ochota na większe doginanie nie pojawia się. Mimo tego powrót raczej przyjemny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:44
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nim wyruszyłem do pracy oko zahaczyło o wschód słońca i w ruch poszedł aparat. Z takim oto efektem:
Potem rzut oka na termometr i wynik otrzymany: +11. Dziś lekki wiaterek ale w drodze nieprzeszkadzający. Z wczorajszych planów porobienia serwisu przy rowerkach wyszły nici więc dziś rano na szybko próbowałem ustalić o co chodzi z przednią przerzutką w Strzale ale nic nie osiągnąłem. Po drodze kilka razy się z nią szarpałem nim wskoczył blat. Podejrzewam, że lada moment strzeli linka. Może uda mi się przed powrotem zerknąć na sprawę.
Przejazd prawie spokojny. Poza jednym baranem w Łagiszy, który mnie obtrąbił zupełnie nie wiem z jakiego powodu. Wyprzedzał mnie na całkiem pustej ulicy. Może o 2 cm za daleko od krawężnika jechałem? Albo żona mu nie dała? W każdym bądź razie pokazałem mu co sobie może zrobić i dalej jechałem swoje. Reszta drogi spokojna.
Po pracy na drogach przedweekendowy kociokwik jednak rowerkiem udaje się sprawnie dobić na początek do ściany płaczu a potem na Zieloną. Stamtąd spokojnie bokami do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu z szybkim wjazdem do wsiowego Lewiatana po zapas płynu rekreacyjnego. Ładne słoneczko i już prawie ciepło. Jeśli taka pogoda się utrzyma na weekend to powinien być całkiem udany. Trzeba mi tylko jeszcze dziś zrobić w końcu rowerki.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
19.25km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Niestety mgły sprawiły, że odczuwalnie znacznie mniej. Zaryzykowałbym, że może +5. Max. Jazda byłaby generalnie spokojna gdyby nie jeden "ułan", którego napotkałem niecały kilometr od domu. Zabrał się za wyprzedzanie autobusu na odcinku, gdzie mgła była dość gęsta i praktycznie zaszarżował na czołowe. Gdybym jechał samochodem, to by pewnie było "bum" a tak, to udało mi się zmieścić. Reszta drogi spokojna. Tempo słabsze bo nieustannie musiałem przecierać okulary z gromadzącej się wody.
Po pracy bez zawijasów powrót do domu przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Tempo spacerowe żeby nacieszyć się ładnym słoneczkiem. Niestety jeszcze bez upałów. W cieniu było tak sobie przyjemnie. Czasem coś tam zawiało. Z rowerowych rzeczy to dziś trochę dłubania przy obu rumakach. Błękitnemu muszę dołożyć wyłamaną szprychę a Srebrnemu naciągnąć linkę od tylnego hamulca bo coraz słabiej trzyma i sprawdzić czemu przednia przerzutka nie wrzuca na 3.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
41.00km
-
Czas
02:04
-
VAVG
19.84km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mocne +9 na termometrze. W realu odczuwalna rześkość. Lekkie mgiełki tu i tam. Zadziwiająco spokojny dojazd do pracy. Coraz bardziej na letniaka (lżejsze podkowy w użyciu) i z mniejszym zapasem ciuchów (zestaw na deszcz zostaje w domu).
Pogoda na wyjeździe nieco niedomagała. Delikatne pokapywanie towarzyszyło mi przez jakieś 2 km. Dziś na początek do centrum Dąbrowy Górniczej jak najkrótszą drogą. Oddaję tusz do reklamacji i szukam innego. Niestety w Dąbrowie nie udaje się nabyć potrzebnego. Przez Koszelew jadę do Będzina i robię tam mały objazd po centrum. Tu również nie załatwiam sprawy. Rozpoczynam odwrót do domu. Przez Zamkowe, Grodziec i Gródków wracam do domu. Tu zmiana konfiguracji sakw i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana.
Jechało się całkiem dobrze na powrocie. Deszcz poza tym na starcie więcej nie dawał się we znaki. Wiaterku nie było. Temperatura zdatna do jazdy na krótko ale bez szału. Do upałów jeszcze trochę brakuje.
Kategoria Praca
DP - Do Krakowa
-
DST
104.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
05:18
-
VAVG
19.62km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mocne +9. Coś tam zawiewało ale nie bardzo miałem czas zwracać uwagę jak mocno i z którego kierunku bo start dziś wyszedł mi mocno poza krawędzią okna startowego. Spóźniony na miejscu ponad kwadrans. Ruch też zupełnie inny niż o mojej normalnej porze startowej. Dużo intensywniejszy. Na szczęście dojazd bez sensacji.
Po pracy tym razem nie do domu. Umówiłem się z Moniką i Tomkiem pod moją pracą i razem jedziemy do Mysłowic na spotkanie ekipy z klubu na wspólny wyjazd do Krakowa. Z lekkimi zakosami docieramy na miejsce zbiórki gdzie czeka już Darek. Wkrótce też dojeżdżają pozostali klubowicze i w 11 osób ruszamy w drogę do Krakowa. Jedziemy głównie ulicami i to dość ruchliwymi ale tym razem zależy nam tylko na tym, by sprawnie dojechać. Po drodze męczą nas deszcze. Jednak jedziemy dość szybko i sprawnie głównie drogą nr 780. Na kilkanaście kilometrów przed celem rozbijamy się na dwie grupy. Przypadkowo. Część prowadzi Andrzej część ja na GPS-a. Oczywiście jest ciekawie bo losuje nam trochę terenu, którym jeszcze nie jechaliśmy. Bagno, deszcz, ciemności. Udaje się jednak w końcu osiągnąć miejsce noclegowe w postaci Fortu 39. Miejsce nam już znane, klimatyczne i idealne dla zgranych grup na wyjazdy integracyjne. Dzień się jednak nie kończy. Po rozlokowaniu zabieramy się za grilla i tak schodzi co niektórym nawet do 3 w nocy.
Generalnie, pomimo tego, że zmokliśmy to rowerowo dzień bardzo udany.
Ekipa się zbiera.
A potem już jedziemy.
Po drodze różne dziwa :-) Czyżby trofea upolowanych motocyklistów? ;-)
Mały postój niedaleko zamku Lipowiec.
Z takim wynikiem melduję się w Forcie 39.
Potem ognisko.
W trakcie którego niektórzy usiłowali powalczyć z rąbaniem drewna. Z takim sobie skutkiem.
Link do pełnej galerii
Kategoria Praca, Kilkudniowe
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:32
-
VAVG
24.13km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+7 na starcie. Ładne słoneczko. Wiatr nierejstrowalny. Miejscami lekkie mgły na polach. Spokojna i przyjemna jazda do pracy. W Dąbrowie Górniczej między Zieloną a "dworcem kolejowym" mała odchyłka. Z daleka widzę jak jakaś kobieta zsiada z rowerka i wchodzi na chodnik blokując jedyne przejście. Obecnie grzebią się tam jeszcze z remontem jezdni i pozastawiali wszystko ogrodzeniem. Tylko tym chodnikiem da się przebić. Żeby nie czekać aż pani przedepta te kilkadziesiąt metrów robię skręt w prawo i dodając sobie kilkaset metrów (w tym część po wertepkach) objeżdżam wąskie gardło. Zajęło mi to akurat tyle ile tej pani przejście tego kawałka pieszo. Potem jeszcze od Mortimera do centrum Zagórza ciągnę się za króliczkiem. Fajnie, równo jechał ale nie było nam po drodze dalej. On w stronę Mecu a ja odbijam na Szymanowskiego.
Po pracy obieram kierunek na Dąbrowę Górniczą. Tym razem udaje się zakupić "tuszcz" do drukarki. Potem uderzam w stronę urzędu pracy i dalej na Koszelew. Stamtąd jadę w stronę targu w Będzinie ale za mostem na Czarnej Przemszy wbijam w wertepki i jadę nimi do Łagiszy. Tu wracam na asfalt i przez Łagiszę i Sarnów jadę prosto do domu. Tu zrzut sakwy i jeszcze małe kółeczko do sklepu. Na powrocie wiaterek nie pomagał choć jechało się całkiem fajnie.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Bez wiaterku. Miejscami lekkie mgły. Jechało się dość dobrze i spokojnie.
W ciągu dnia burza. Na wyjeździe z pracy horyzont bogaty w ołowiane chmurki. Nie decyduję się na wyginanie trasy. Na początek po "tuszcz" do drukarki - sprawa niezałatwiona więc jutro powtórka. Potem przez Mydlice na Koszelew i stamtąd pod targ w Będzinie. Dalej do lasu grodzieckiego i przeskok przez "86" do Gródkowa. Stamtąd już bez kombinacji do domu. Po drodze kapały pojedyncze kropelki ale powrót uszedł na sucho. W kilku miejscach jeszcze ślady niedawnych opadów. I jakby wiaterek z kierunku wmordewindu się uruchomił.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie to niejakie novum. Ale bardzo pożądane. Ubieram kurteczkę ale w locie okazuje się, że spokojnie mogłem uzbroić się w dużo lżejszą bluzę. Jechało się bardzo przyjemnie i spokojnie. Wiaterku jakoś nie zarejestrowałem. Dziś przez Gródków, Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Upgrade śniadania już w Sosnowcu bo moja ciastkarnio-piekarnia znów nawaliła i otwarte od 7:00.
Powrót bez kombinacji. Mec, Środula, Będzin-Zamkowe, lasek grodziecki, lasek gródkowski, Psary. Trochę terenem. Decyzja o powrocie wyniknęła z tego, że na horyzoncie formowała się ołowiana chmurka a w prognozie ICM-u stało, że mogą być burze. Trochę też miało znaczenie to, że drobne kropelki pojawiły się już na starcie. Jak dojeżdżałem do domu to na południe ode mnie widziałem ścianę deszczu a będąc w domu już słyszałem grzmoty.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
51.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
24.09km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+1. Ładne słoneczko. Wiaterek? Sam nie wiem. W czasie jazdy zawsze mam wrażenie, że wieje. Tak trochę dziś po krawędzi okna startowego jechałem ale udało się dotrzeć na czas i właściwie bez akcji ze strony "kierowników". Ciągle jeszcze zastanawiam się czy mam spóźniony o 3 dni refleks. Niedawno rozkopali ulicę Niepodległości od strony ulicy Pokoju w Łagiszy. Wielki dół przez całą szerokość. Dla samochodów nie do przejechania. Rowerkiem da się bokiem po chodniku myknąć. Tak też i dwa ostatnie dni się tamtędy przedostawałem. Dziś skręcam w Niepodległości i widzę na skrzyżowaniu znak, że w lewo jest ślepa droga za jakiś kilometr. Pomyślało mi się, że chyba będzie trzeba zawrócić ale przynajmniej pojadę i zobaczę o co chodzi. Dopiero tak w połowie drogi mi się przypomniało, że tam ten dół jest. I teraz się zastanawiam czy dopiero dziś znaki postawili czy były wcześniej a ja tylko na nie uwagi nie zwracałem. Prawie dałbym sobie łeb urwać, że jednak te znaki to świeża sprawa. Prawie.
Po pracy na początek pod ścianę płaczu. Dalej na Pogorię 3 w okolice mola. Tam kawałek bieżnią do zjazdu za Świątynią Grillowania i przeskok na Pogorię 4. Miałem bez okrętek do domu jechać ale koło jakoś tak samo się omsknęło i wyszło, że pojechałem wzdłuż zbiornika do Wojkowic Kościelnych. Po drodze spotkanie z dwoma rekonwalescentami z Ghostów (powrotu do zdrowia i formy, chłopaki). Dłuższa chwila rozmowy na tematy, jakżeby inaczej, około rowerowe. Z Wojkowic jadę do Preczowa i dalej na Warężyn. Tam skręcam na Dąbie-Chrobakowe i dalej do Malinowic. Stamtąd już prosto do domu. Na wyjściu było ładne słoneczko i chyba drugi raz w tym roku ruszyłem w koszulce z krótkim rękawem. Jednak w okolicy Wojkowic zaczęły zbierać się chmury i zrobiło się nieco chłodniej. Chyba sytuacja zmierza do opadów zapowiedzianych na ICM-ie. Generalnie jednak jechało się bardzo fajnie i żwawo.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
20.37km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Słabe +1. Odczuwalny zimny podmuch na twarz w czasie jazdy. Start mniej więcej o czasie i dojechane takoż. Po drodze bez zgrzytów ze strony blaszanek. Na Zielonej kontrola trzeźwości ale odkąd na rowerku to tylko wykroczenie to już nie każą dmuchać - pewnie dochodzą do wniosku, że skoro jedzie prosto, to jest dostatecznie przytomny ;-) Na niebie dziś chmurki na przemian ze słoneczkiem. Jezdnie suche. Jedynie na kawałku Robotniczej, gdzie robią kanalizację, bagno.
Po pracy o wiele przyjemniej. Ładne słoneczko i zauważalnie cieplej. Ale też i wiaterek. Powrót przez Mec, Środulę, Zamkowe, Grodziec i Gródków niezbyt spiesznym tempem. W domu opróżniam sakwę i jeszcze mały zawijas do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca






















