Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na starcie. Zamglenia i później ładne słoneczko. Odczuwalnie mało sympatycznie. Na klacie dziś ląduje kurtka polarowa a na łapkach pełne rękawiczki. W Łagiszy GPS zawołał jeść więc stanąłem, wymieniłem akumulatory i przy tej okazji zarzuciłem rękawiczki bez palców licząc na to, że po tych kilku kilometrach jestem już rozgrzany i dłonie nie będą marznąć. Kilkaset metrów dalej wracam do pełnych rękawiczek. Zauważalnie niższa temperatura podziałała też na podawanie nóg. Blat był w użyciu w dużo mniejszym stopniu niż jeszcze całkiem niedawno. Zdecydowanie lepiej jedzie się w takiej temperaturze na młynkach. Chyba przyjdzie się już przyzwyczaić do wożenia podwójnego kompletu ciuchów :-/ Chyba już oficjalnie można pogrzebać lato.
Dziś pogoda strasznie pokręcona. Rano zimno. W ciągu dnia piękne słoneczko ale w pracy trzeba siedzieć. Przed wyjściem zaczyna kropić ale szybko przestaje natomiast ze słoneczka nici. Przesłonięte dywanem chmur. Jakoś tak niewyraźnie ten piątek się rozwija. Wracam bez większego zaginanie jedynie wybierając nieco spokojniejszą drogę. Na początek standardem w stronę Pogorii 3. Przy parkingu odbijam na Zieloną skąd lasem jadę do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Momentami jakieś kropelki leciały ale dopiero jak dotarłem do domu to się nieco bardziej rozkręciło. Gdyby się słoneczko utrzymało to bym sobie pojeździł bo generalnie zimno nie było.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
22.94km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień, poza tym, że od +10 to zaczął się jednak dość pozytywnie tzn. nie zmokłem choć prognozy ICM-u raczej były odmiennego zdania. Poza tym, że już nie tak ciepło to zupełnie bez słońca. Dywan chmur, z którego przed 6:00 nieco pokapało. Start 6:06. Kilkaset metrów od domu pojawiły się niezbyt gęste kropelki i towarzyszyły mi przez około kilometr. Do Zielonej mokre asfalty. W Dąbrowie Górniczej opadów nie było bo całkiem sucho. Kropelki ponownie pojawiły się jak już byłem kilkaset metrów od mety. Przejazd bardzo spokojny. Dziś udało się wdrożyć plan startu w oknie. Mam nadzieję, że procedura wejdzie w tryb powtarzalności.
W ciągu dnia popadało ale potem zrobiło się nawet całkiem przyjemnie. Sporo słoneczka, nieuciążliwy wiaterek, fotogeniczne chmurki. Standardem pod molo na Pogorii 3, na Piekło, wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i przez Sarnów prosto do domu. Lekkie zagięcie z dwoma postojami na cyknięcie foto Pogorii 4 i generalnie niespieszne kręcenie. Zaczęło się to, co zauważył Noibasta: wraz ze spadkiem temperatury wzrosło zapotrzebowanie na paliwo. Dziś zabrałem sobie za mało do pracy i brakło go wcześniej niż do tej pory. Znak, że trzeba już znów zacząć o poranku zahaczać o piekarnię i zabierać zapas pączków.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
21.67km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ledo +10 ale odczuwalnie chłodniej. Zamglenia na starcie i słoneczko przebijające zza chmur na finiszu. Rozruch dziś o 6:15 i bez specjalnej presji na miejscu z kilkoma minutkami zapasu. Nogi już zauważają spadek temperatury i bo podawanie już nie to samo co tydzień temu. Przejazd spokojny.
Po pracy bez specjalnego pośpiechu standardem na molo przy Pogorii 3 i dalej ścieżką wzdłuż zbiornika do Świątyni Grillowania, przeskok przez dzikie przejście przez tory na Pogorię 4 i dalej prosto przez Preczów i Sarnów do domu. Zabieram dodatkową sakwę i zaginam małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Pogoda zmieniła się na tyle, że już mam wrażenie wczesnej jesieni :-( Podobały mi się te ciepełka w granicach +30 w dzień i +17 o poranku. Chyba już można się z nimi pożegnać aż do następnego lata.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
20.82km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10. Początkowo mgły i zamglenia. Na finiszu ładne słoneczko. Dziś odczuwalnie cieplej. Wyjazd nieco bliżej okna startowego - 6:17. Drogi miejscami mokre po nocnych deszczach. Przejazd spokojny i bez specjalnego naginania.
Gdzieś około 13:00 odkryłem, że na dworze pada. Zachwytu mojego ten fakt nie wzbudził :-/ Do 15:00 nieco opad osłabł ale niestety nie ustał. Ruszam więc do domu najkrótszą możliwą drogą czyli Mec, Środula, Stary Będzin, ścieżka małobądzka, Zamkowe, Grodziec, Gródków. Raz kapie mocniej raz słabiej ale generalnie deszcz z przedziału "kropienie" niż padanie. Trochę po drodze nasiąkam ale nie jest tragicznie. W butach nie ma bagna czyli nie jest źle. Na sucho jednak mi powrót nie uszedł. Rezygnuję z dodatkowego kółka do wsiowego Lewiatana. Może jutro...
Kategoria Praca
DPSOD
-
DST
42.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
23.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Ładne słoneczko. Trochę łapki przez pierwsze 4 km marzły. Chyba czas zacząć się do tego przyzwyczajać. Start nieco poza oknem - 6:18. Nie mam jednak zupełnie ochoty na podganianie i kręcę sobie spokojnie. Przejazd bez sensacji.
W trakcie pracy zwalniam się na godzinkę odstawić Srebrną Strzałę do serwisu. Zaordynowana wymiana ośki w tylnym kole i suportu. Trzeszczy już od bardzo dawna i skoro rowerek jest macany przez serwisanta to i niech to od razu załatwi. Powrót zbiorkomem.
Zbiorkomem z pracy do serwisu. Tu okazało się, że jednak oś jest ok. To po prostu moje rajdy przez poulewowe rozlewiska wypłukały cały smar zarówno z suportu jak i tylnej piasty co skończyło się tym, że kulki w tyle zardzewiały i pozbawione smarowania tłukły się niemiłosiernie momentami się klinując. Suport z kolei poza brakiem smarowania miał już luzy. Operacja przeglądu skończyła się więc na wymianie suportu, kulek i przesmarowaniu obu miejsc. Oczywiście od razu jazda testowa. Na początek standardem przez Łagiszę do Sarnowa i do Psar. Tu jednak zmieniam nieco trasę i wyginam przez Malinowice i do Dąbia i dalej na Brzękowice, potem Wał, Góra Siewierska i zjazd do Strzyżowic i do domu. Jest różnica. Poza trzeszczeniem niemłodej już ramy (ewentualnie sztycy, ciągle nie mogę tego źródła hałasu namierzyć) reszta pracuje cicho, pewnie i gładko. Tak czasem się zastanawiam czy by jakichś cieńszych oponek nie założyć do Srebrnej Strzały i nie zrobić z niej czegoś w stronę roweru tylko do jazdy asfaltem ale za to szybszego. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że czasem korci mnie pociągnąć gdzieś w teren (dziś też się kawałeczek trafił), to chyba na zastanawianiu się poprzestanę.
Kategoria Praca, Serwis, Suport
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
21.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16 ale po wczorajszych opadach wrażenie rześkości. Na niebie dywan chmur. Bez deszczu. Wiaterek. Start poza oknem - 6:21 i duży opór na jazdę. Dodatkowo po drodze niewspółpracujące światła, rozlewisko na Zielonej i szlaban przy przejściu dla pieszych na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Wszystko to sprawia, że na miejscu z 6-cio minutową obsuwą. Przynajmniej przejazd spokojny.
Od kilku już dni coś strzela Srebrnej Strzale w kościach. Nabieram podejrzeń, że to może być znów złamana ośka w tylnym kole. W związku z tymi podejrzeniami decyduję się na powrocie zahaczyć o serwis i zweryfikować je. Przez Mec, Środulę i Stary Będzin docieram do serwisu. Ich diagnoza jest niestety zgodna z moimi podejrzeniami jednak Strzały nie zostawiam na operację bo na szybko ośkę by wymienili ale gdyby się okazało, że jest coś więcej to bym musiał rowerek zostawić i wracać zbiorkomem. Decyduję się wrócić na rannej Strzale i przyprowadzić ją rano w poniedziałek. W międzyczasie sprawdzę sobie zapiski czy przypadkiem czegoś jeszcze nie trzeba obejrzeć i ewentualnie wymienić. Zrobię też ogląd szczegółowy przy czyszczeniu. Mam wrażenie, że chyba też suport będzie walnięty bo też irytująco coś w jego okolicach pstryka. Jak już to będę ruszał to pewnie też wymienię wolnobieg z łańcuchem żeby mieć za jednym zamachem spokój. Nieco delikatniej kręcąc wracam przez Łagiszę i Sarnów do domu. Niby mówili mi żebym już za mocno nie katował rowerka w czasie jazdy ale nogi jakoś tak same się rozkręcały i wcale nie jechałem spacerowo. Na dworze pochmurno i bez upałów ale jeszcze dość przyjemnie. Jednak chyba już należy się zacząć powoli przyzwyczajać do myśli, że lato rychło będzie historią.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
22.34km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 na starcie i pochmurne niebo. Start poza oknem startowym - 6:25 więc od razu jazda z sercem. O dziwo, kręciło się dziś bardzo dobrze. Dąbrowę Górniczą Centrum osiągam jednak już dość późno a na światłach na Alei Róż jestem 6:58. Spóźnienie nieuniknione ale jeszcze próbuję je zminimalizować osiągając efekt 3 minut po czasie. Może gdyby nie światła i inne drobne przeszkody po drodze to by się udało dociągnąć równo na 7:00.
W ciągu dnia ładne słoneczko a na wyjściu z pracy chmury. Na szczęście wysokie, niedeszczowe. Powrót przez ścianę płaczu w centrum Dąbrowy Górniczej, Ksawerę, wertepkami do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu. Jechało się bardzo fajnie ale jakoś nie miałem pomysłu na wyginanie trasy powrotnej więc nic na siłę i dziś bez ekstra kilometrów.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
40.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:16
-
VAVG
17.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16. Pochmurno ale raczej odczuwalnie przyjemnie. Dziś wstawanie mocno oporne i start przez to sporo poza oknem - 6:26. Przed startem jeszcze trochę pokapałem łańcuch smarem żeby nieco uspokoić sumienie, że rowerek jakoś tam serwisowany. Niestety coś gdzieś w czasie jazdy czasem stuka i zastanawiam się czy sypie się suport czy coś w tylnej piaście. Cóż... rozsypie się, to będę wiedział. Oby tylko na powrocie do pracy a nie na dojeździe. Ruch na drogach inny niż normalnie podczas jazdy a różnica w czasie tylko 6 minut. Przejazd spokojny. Na miejscu obsunięty jakieś 12 min. :-(
Po pracy powrót zagiąłem sobie przez teren błąkając się nieco po lesie zagórskim i wypadając ostatecznie przy cmentarzu na Kazimierzu. Stamtąd bez gięcia w stronę Pogorii 3 i dzikim przejściem przeskok na Pogorię 4. Jakoś tak bardzo mi się nie chciało jechać i tempo mocno spacerowe. Jednak w Preczowie wyprzedza mnie parka króliczków w ciuchach WELTOUR-a i tak mi się jakoś nagle zachciało jechać. Ustawiłem się tak z 5m za nimi i nieco żwawiej potoczyłem się do świateł w Sarnowie. Tam się nieco odsunęli ode mnie bo mi się auta powciskały ale jak zacząłem się zbliżać to mi odjechali do Malinowic czyli mnie zupełnie nie po drodze. I znowu mi się wyłączyła chęć do jechania. Resztę drogi, noga za nogą, do wsiowego Lewiatana, gdzie wpadam na małe zakupy i ostatni kilometr do domu też spacerowo. Jakiś ten dzień dziś nędzny.
Kategoria Praca
DP D na mokro
-
DST
34.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
19.07km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nim słońce dosięgnęło termometru ten wskazywał +17. Od samego rana praktycznie lampa. Start znów poza oknem - 6:21. Nie pozostaje nic innego jak włożyć trochę uczucia w kręcenie. W centrum Dąbrowy Górniczej jestem 6:44. Nie ideał ale wystarczy by się wyrobić na czas. Po drodze foto budowy hotelu i prosto do pracy z postojem na światłach na Mortimerze. Generalnie spokojny dojazd.
Przed końcem dnia w pracy wystartowała ulewa. Przeczekałem jakieś 30 min. nim zelżał do zwykłego deszczyku, wdziałem kapcie od chodzenia w wodzie i ruszam. Bez kombinowania na początek kataraktami Lenartowicza, potem nieco suchszym płaskowyżem Lenartowicza. Na światłach przeskakuję w stronę potoku na Dworskiej i dalej z jego biegiem przebijam się przez zalew przy cmentarzu. Kawałek dalej wjeżdżam na chodnik mając po lewej potok Zuzanny, którego brzegiem wydostaję się na płaskowyż przy Środuli. Stamtąd zjazd kolejną rzeką w stronę izby wytrzeźwień gdzie przychodzi mi przebrnąć kolejne 2 rozlewiska. Przeskakuję na drugą stronę torów i zmierzam obok Domu Złego Ghostów na nieco bardziej suchy szlak w postaci ścieżki rowerowej wzdłuż Małobądzkiej, którą to docieram do Syberki. Przemknąwszy obok Biedronki przemykam nielegalnie przez pasy przy Nerce i wbijam się w osiedle Zamkowe pokonując różne rodzaje przeszkód wodnych w postaci strumieni i rozlewisk. Zwalczywszy te przeciwności losu docieram do ścieżki rowerowej do Grodźca i podążam nią (przebywając kolejne rozlewiska) aż do browaru i dalej na samą górkę gdzie po zjeździe odbijam w stronę Gródkowa. Tu ponownie przychodzi powalczyć ze strumieniami i rozlewiskami w drodze ku podstawowóce gródkowskiej. Skręcam na "913" w stronę Pyrzowic i ciągnę nią do domu walcząc z nurtem spływającego spod tartaku cieku wodnego. Chwilę przystaję na migających światach na przejeździe kolejowym ale nie stwierdzam obecności pociągu więc dochodzę do wniosku, że to deszczyk musiał coś namieszać w instalacji i pokazuje bzdury. Do domu docieram zlany do gołej skóry ale w sumie jechało się całkiem przyjemnie. Woda w kałużach była zadziwiająco ciepła, sam deszcz również. Po domem jeszcze tylko oblewam Srebrną Strzałę wodą z podlewaczki by spłukać piach.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
52.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
23.64km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+16. Niebo zachmurzone. Zamglenia. Jednak mimo tego odczuwalnie przyjemnie. Start nieco poza oknem - 6:19. Przejazd dość sprawny i na miejscu z zapasem 3 minutek. Po drodze dość sporo śladów po opadach.
Po pracy tym razem zagięcie powrotu przez Kazimierz Górniczy, Gołonóg, Antoniów, Ujejsce, Wojkowice Kościelne, Pogorię 4, Przeczyce i Sarnów. Troszkę drobnych eksploracji po drodze. Jazda spokojna, bez ciśnienia na tyle by się nie pozbawić tlenu ale też i nie marudzić za bardzo. Po drodze było kilka króliczków ale na krótkich dystansach bo skręcali mi ciągle nie tam gdzie ja jechałem ;-)
GPS znów dziś na minusie. 300m od domu jełop z komórką przy uchu wymusza pierwszeństwo. Szkoda, że nie trafił na jakiegoś ciężarowego. Przynajmniej by kretyna ubyło jednego z drogi. A tak jeszcze kogoś może trafić.
Kategoria Praca, GPS-






















