Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPDSDZ
-
DST
54.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
02:28
-
VAVG
21.89km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11. Mgły. Poza tym coraz później wschodzi słońce. Dziś start niemal w oknie startowym - 6:16. Po wczorajszym struciu dziś przewidywałem bardzo kiepskie kręcenie. W rzeczywistości było lepiej niż się spodziewałem i udało się nawet nadrobić ze 2-3 minutki. Przejazd spokojny i na miejscu równo o czasie. Może byłbym nawet nieco wcześniej ale przed startem musiałem przesmarować łańcuch i amorka co ukradło kilka cennych minut. Budowa hotelu w D. G. idzie do przodu. Zniknęło całkiem sporo ziemi.
Po pracy bez zaginania przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, lasek grodziecki, Gródków do domu. Tu odstawiam Błękitnego Rumaka i przerzucam się na zbiorkom do Będzina. Odbieram z serwisu Srebrną Strzałę po wymianie wolnobiegu i łańcucha oraz pedałów. Dodatkowo smarowanie piasty w przednim kole plus wymiana linki od tylnej przerzutki i pancerza przy tylnej przerzutce bo coś sypało się przerzucanie biegów na zadku. Teraz różnica od razu widoczna na plus. Żeby wszystko było ok to napęd trzeba było przechrzcić. W tym celu kulam się na 12% na Syberkę i dalej kładką pod M1 i "94" od M1 do Czeladzi. Dalej do Wojkowic i przez Strzyżowice do domu. Zabieram pustą sakwę i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana. Sporo osób dziś narzekało, że gorąco, że parno itp. a mnie warunki wyjątkowo pasowały. Może trochę też dlatego, że mam wrażenie jakby mnie brało jakieś przeziębienie.
Kategoria Praca, LinkaP, Łańcuch, Pedały, Serwis, Wolnobieg
DPODS
-
DST
38.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
22.57km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10. Lekki wiaterek. Ładne słoneczko ale po kolanach zimno. Dziś start całkiem rozsypany i poza oknem: 6:22. Się mi po prostu ordynarnie zaspało. Pogodziłem się z myślą, że będę zdrowo spóźniony i specjalnie już nie cisnę. Jednak przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej wychodzi mi z obliczeń, że powinienem mieć nienajgorszy czas więc zabieram się do jazdy z większym sercem. Standardowo tylko krótki postój by strzelić foto budowanego w D. G. hotelu i potem już cisnę ile się da. Obsuwa na mecie 5 min. Gdzieś po drodze zeżarłem 5 min. bo spodziewałem się, że przy tych warunkach termicznych będzie przynajmniej 10. Zacząłem rozważać pomysł zakładania długich spodni rano żeby kolana tak od chłodu nie obrywały. Wśród rowerzystów, których widuję rano, ta idea już weszła w użycie.
Popołudnie bardzo ładne i ciepłe. Ruszam w stronę Kazimierza Górniczego i dalej do Gołonoga. Po drodze jednak zaczyna się blokować lewy pedał. Chwilę grzebię przy nim ale jest nie do uratowania. Wracam przez centrum D. G., Mydlice i Warpie do Będzina i zostawiam Srebrną Strzałę na na wymianę łańcucha, wolnobiegu, pancerza przy tylnej przerzutce i pedałów. Do domu wracam zbiorkomem.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
42.00km
-
Czas
02:01
-
VAVG
20.83km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakoś nie utrwaliła mi się w pamięci temperatura. Na oko +10. Wiaterek. Pochmurno ale sucho. Start dziś tylko minutę poza krawędzią okna ale nadrobić się nie udaje raz z powodu tego, że nogi nie lubią już takich warunków i podawanie słabsze, dwa przez pociąg, który spowodował zamknięcie szlabanu przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej nim zdążyłem przez przejście przejechać. Wcześniej, w Łagiszy jakiś idiota zupełnie bez powodu trąbił za mną. Cały pas do wyprzedzania miał wolny. Nie rozumiem tych ludzi. Wsiadają za kółko i im odbija. Poza tym spokojny przejazd do pracy.
Po południu pogoda się zrobiła całkiem różna od porannej. Trochę korciło pozaginać ale się powstrzymałem. Powrót przez Kazimierz, Reden, molo na P3, ścieżką do Świątyni Grillowania i dzikim przejściem na Pogorię 4. Dalej standardowo przez Preczów i Sarnów. W domu dokładka drugiej sakwy i kółko do wsiowego Lewiatana.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:03
-
VAVG
19.02km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+14, mglisto, pochmurno, miejscami drobna mżawka, lekki wiaterek. Ogólnie warunki dla podawalności nóg dalekie od ideału co też ujawnia się w czasie przelotu. Start poza oknem - 6:18 i na miejscu z 5 min. obsuwą. Już któryś raz z rzędu sobie powtarzam, że trzeba zacząć wcześniej się kłaść i wcześniej wstawać by mieć luz czasowy rano ale jakoś ciągle nic z tego nie wychodzi. Przejazd spokojny. Po drodze znacznie mniej rowerzystów.
Powrót zaginany dziś potrzebami. Pierwsza to wytarganie nieco gotowizny ze ściany płaczu. Potem do centrum D. G. do elektronicznego. Potrzebna mi nowa czołówka bo poprzednią zahaczyłem kiedyś o gałąź i rozwaliłem włącznik. Jeszcze na powrocie z Porąbki działała ale deszcze ją załatwiły i dziś już się nie włączała. Niestety w D. G. nie mają więc kręcę przez Koszelew do Będzina. Tu sukces. Poza czołówką nabywam też miernik elektryczny. Potrzeby załatwione więc powrót uskuteczniam przez Łagiszę i Sarnów jadąc częściowo chodnikami. Weekendowa wyrypa nieco pozbawiła mnie sił i ciągle nie udało się odespać więc kręcenie takie aby aby. Na światłach w Sarnowie Policja. Żółty holownik ściąga ciężarówkę. Dopiero chwilę później zauważam, że światła dla nadjeżdżających od strony Siewierza są rozwalone. Obudowy leżą przy barierce a reflektory wiszą na drutach. Przejeżdżając przez skrzyżowanie zauważyłem jeszcze ślady hamowania kończące się mniej więcej na prawym wsporniku świateł. Nie widać jednak żadnych ofiar i poza tym, że ruchem kieruje Policja to nic więcej nie rzuca mi się w oczy. Resztę drogi spokojnie, pod lekki wiaterek, przebywam kręcąc noga za nogą.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
4.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
18.28km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
I powrót do rutyny. Start nieco poza krawędzią okna - 6:18. Na termometrze +14. Jezdnie jeszcze w większości mokre po wczorajszych burzach, a na niebie chmurki. Nogi niewygrzane po wczorajszym śmiganiu w deszczu podają tak sobie. Generalnie jechało się jednak przyjemnie. Ruch na drogach jakby nieco większy.
Wyłazi weekendowe hasanie. Nim wyszedłem z pracy zadzwonił Prezes. Chciał pokręcić trochę bo miał luźną chwilę i mógł mnie kawałek w stronę domu holować. Umawiamy się koło Orlenu na Zagórzu i powolutku chodnikami, gadając, jedziemy w stronę Mortimera i dalej brzegiem Redenu na molo przy Pogorii 3. Tam pustki jakich dawno nie było za dnia. Chwilę potem tak mi się coś widzi, że jeden z nadciągających od Pogorii 4 rowerzystów to chyba Mario. I się nie mylę. Hamuje z fantazją. Witamy się i chwilkę poświęcamy na rozmowę. Jednak we trzech nie pokręcimy bo Mariusz umówiony z Dominikiem po odbiór korby więc wkrótce się żegnamy. Z Marcinem jedziemy przez Zieloną i mostek na Czarnej Przemszy do Preczowa korzystając z kawałka terenu. Dalej do Sarnowa. Przy skrzyżowaniu przed światłami zatrzymujemy się na chwilę rozmowy o sprawach klubowych, które warto by na najbliższym spotkaniu ruszyć. Marcin odbija na Łagiszę a ja dalej do swojej wiochy. Zaginam pod Urząd Gminy sprawdzić godziny pracy i jadę wertepkami do Strzyżowic. Tu mnie jeszcze nachodzi chęć na uczciwy kawałek sernika więc doginam do piekarni. Z nagrodą prosto do domu. Dziś raczej spacerowe kręcenie. Nogi jeszcze dają znać, że w góry trzeba było się wybrać po uprzednim treningu a nie tak z marszu. Jak odeśpię i się wygrzeję powinno być już ok.
Kategoria Praca
DP Porąbka
-
DST
86.00km
-
Czas
03:53
-
VAVG
22.15km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6 na termometrze. Niby podobnie jak wczoraj ale w powietrzu dużo więcej wilgoci i odczuwalnie sporo mniej co też i nogi zauważyły bo podawalność dużo słabsza. Nad polami mgiełki a nad tym wszystkim piękne słoneczko. Dziś start mocno poza krawędzią okna startowego - 6:24. Wszystko przez pakowanie. Dziś po pracy start w stronę Beskidu Małego i balast początkowy większy niż zwykle a co za tym idzie, pakowanie nieco dłuższe. Przejazd w miarę spokojny. Na Zielonej Policja urządziła dmuchanie ale mną nie byli zainteresowani. W centrum wyprzedza mnie jakiś biały kombiak jak na mój gust nieco za blisko i leci za nim wyrwana odruchowo "..urwa". Reszta drogi spokojna. Obsuwa na mecie: 8 min.
Po pracy jadę na Mec na spotkanie z Dominem i razem ruszamy w stronę Beskidu Małego. Kolejno przez Mysłowice, Imielin, Oświęcim,
Po pracy ruszam na Mec, na spotkanie z Dominem i razem jedziemy w Beskid Mały do Porąbki kolejno przez Mysłowice, Imielin, Oświęcim i Kęty. Po drodze kilka razy wyprzedzamy kolumny samochodów. Niektóre pojazdy kilka razy :-) W Kętach motam się raz i raz GPS wpuszcza nas w kanał. Wg niego jest ścieżka. W terenie jest płot z drutem kolczastym. Generalnie fajna jazda choć po drodze, kiedy słońce chowa się za chmurami i temperatura spada o jakieś 2-3 stopnie nogi obniżają podawalność i z początkowej średniej 27km/h robi się ledwo 23. Finalnie wychodzi za dzień 22,2. Nienajgorzej. Na miejscu jesteśmy około 19:00. Zakupy i ostatni atak na podjazd do kwatery w szkole. Potem już integracja, gra zespołowa i ogólnie świetna zabawa.
Ślepemu źle ale technika wspomaga ;-) Jest drut.
Wynik za dzień.
Droga prosta i nudna. Jedyny plus to fakt, że nas nie dotyczyły korki :-)
Kategoria Praca, Kilkudniowe
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
19.65km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 ale ze znamionami rześkości. Zamglenia na starcie i słoneczko ładne na finiszu. Dziś lekko poza oknem - 6:18 - bo wczoraj wgrałem sobie na kartę kompilację mapy Topo 2011 Garmina i UMPpcPL i przed wyjazdem zużyłem ze 3 minutki na wymianę nośnika. Po pracy przełączę się na UMP i popatrzę sobie czy pokaże mi ścieżki, którymi zamierzam dziś wracać. Na miejscu z 2 minutowym poślizgiem. Przejazd spokojny.
Po pracy ruszam przez las zagórski w stronę Dąbrowy Górniczej. Średnio trafiony pomysł bo po ostatnich deszczach sporo kałuż i dość miękko, a na Srebrnej Strzale opona na kole napędowym już nie ma tego bieżnika co za nowości i w błotku robi puste obroty czasem. Jednak udaje się dość sprawnie, choć niezbyt szybko, przebyć te 3 km terenu. Reszta asfaltami. Standard pod molo na Pogorii 3. Ścieżką wzdłuż zbiornika na Piekło i potem ścieżką wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Ładne słoneczko ale też i trochę wiaterku. Już niestety nie te upały, które tak bardzo mi pasowały. Ludzi nieco więcej niż wczoraj ale do letnich tłumów bardzo daleko. Nie ma tych co tylko plażing&smażing, tzn. tylko jakieś nieliczne niedobitki.
Po powrocie do domu obydwa rowerki trafiają kolejno na stojaczek i poddane zostają czemuś, co u mnie jest raczej rzadkością czyli czyszczeniu. Oprócz tego oba smarowaniu a dodatkowo Srebrna Strzała doczekuje się ściągnięcia linek hamulcowych coby odzyskać jakąś kontrolę nad miejscem zatrzymania ;-)
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
20.71km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10. Pochmurno i mokro ale bez deszczu. Jednak odgłosy opon samochodowych na mokrej jezdni skłaniają mnie do wdziania kapci od chodzenia w wodzie. Jednak okazuje się na finiszu, że asekurowałem się mocno na wyrost. Dojechałem właściwie suchy. Te kilka kropel, które gdzieś po drodze złapałem nie miało znaczenia dla całokształtu jazdy. Start na krawędzi okna - 6:15. Przejazd spokojny i na mecie prawie punktualnie.
W ciągu dnia jezdnie wyschły i temperatura nieco podskoczyła. Powrót na krótko choć generalnie trzeba było równo cały czas kręcić by jednak nie wystygnąć. Trasa standardem pod molo i dalej przez Zieloną, Preczów i Sarnów do domu. Tu dokładam drugą sakwę i jeszcze robię zawijasa do wsiowego Lewiatana. Srebrna Strzała zdradza objawy zjechania klocków hamulcowych. Trzeba będzie ściągnąć trochę linki na obu hamulcach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
18.89km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 i deszczyk. Niespecjalnie ciekawe warunki do jazdy. Wskakuję w kapcie do chodzenia w wodzie, na klatę polarową kurtkę, pełne rękawiczki i start na krawędzi okna startowego - 6:15. W sumie jedzie się nieźle. Trochę tylko po nogach zimno bo zbierają najwięcej wody ale da się wytrzymać. Standardem przez Łagiszę, Zieloną i Dąbrowę Górniczą. Przejazd spokojny.
Dzień cały dziś ślimaty. Na wylocie coś jakby grubsza mżawka. Jezdnie mokre. Trochę wiatru. Generalnie warunki średnio nastrajające do jeżdżenia. Do tego kapcie od chodzenia w wodzie nie wyschły do końca i zakładanie mokrych średnio przyjemne. Pocieszałem się tym, że i tak za moment byłyby mokre. Powrót bez gięcia: Mec, Środula, Stary Będzin, Syberka, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Na chwilę w Grodźcu deszczyk się nieco rozkręcił. Do domu docieram jednak chyba bardziej suchy niż do pracy. Mimo tego cały komplet ciuchów leci do prania. Prognoza na jutro również mało sympatyczna :-/
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
46.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:22
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6. Ładny wschód słońca i zdecydowany koniec lata. Start na krawędzi okna - 6:15. Kręcenie takie, by się nie spóźnić ale też i nie zagotować. Zresztą nogi tak sobie podają pomimo weekendowej przerwy. Dojazd spokojny.
Upałów już raczej się nie spodziewam więc temperaturka po pracy jednak mimo wszystko nieco mnie zadowalała choć podejrzewam, że było może ledwo +20. W słoneczku nieco cieplej ale to z kolei co jakiś czas ginęło za chmurami. Powrót robię sobie nieco wędrowny. Kolejno: Plejada, Pogoń, Czeladź z elementami terenu i ogólnie gięciem, lekko zahaczam o Wojkowice i dalej przez Strzyżowice na górkę paralotniarską w Górze Siewierskiej. Tam strzelam panoramkę z tabletu i kilka foto aparatem. Jakiś paralotniarz próbował wystartować ale wiatr był chyba za silny bo mu się nie udało. Drugi czekał na sprzyjające warunki. Jak mnie już wypizgało na tej górce to ruszyłem do domu. Na zjeździe jeszcze trochę domarzłem ale to tylko jakieś 3 km więc dało się przeżyć. Generalnie fajne zaginanie powrotu. Dość spokojne. Gdzie się dało to unikałem ruchliwszych dróg.
Kategoria Praca






















