limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPODZ

  • DST 54.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:26
  • VAVG 22.19km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 sierpnia 2014 | dodano: 07.08.2014

+17. Dywan chmur. Odczuwalnie bardzo przyjemnie. Start dziś poza oknem - 6:22 - więc od razu kręcenie dość żwawe, choć nie tak bardzo jak wczoraj. Udaje się jednak do "dworca kolejowego" w Dąbrowie Górniczej dojechać o czasie, który daje nadzieję na punktualne dotarcie do pracy. Po drodze przystanek na sfocenie miejsca budowy hotelu obok Nemo. Potem bardzo ekspresowy przejazd do centrum Zagórza i na miejscu jestem minutę przed 7:00.

Dziś powrót z pracy zdecydowałem się nieco pozaginać. Na początek obok Plejady i przez Chemiczną do Czeladzi. Tu nieco zaginam by nie rzeźbić znów tych samych asfaltów. Od świateł na "94" kręcę w stronę mostku na Brynicy i dalej przez Przełajkę do Wojkowic. Nieco terenem i bokami docieram pod Netto. Klinkierkiem wzdłuż Brynicy jadę do Rogoźnika. Przez park i wzdłuż zbiornika kręcę do Góry Siewierskiej i stamtąd zjeżdżam do domu. Opróżniam sakwę i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Miejscami chyba padało bo asfalt był mokry np. w Górze Siewierskiej. Chmury były nieco dwuznaczne w kolorach ale akurat mnie nie kapnęło nic. Bardzo fajnie się kręciło na powrocie, bez ciśnienia, prawie spacerowo.
GPS -3 na powrocie :-(


Kategoria Praca, GPS-

DPZD

  • DST 35.00km
  • Czas 01:26
  • VAVG 24.42km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 6 sierpnia 2014 | dodano: 06.08.2014

+15.  Nienachalne słoneczko i nieco chmurek. Albo mam dziś dobry dzień do jeżdżenia albo musiał być jakiś sprzyjający podmuch bo przejazd do pracy wyjątkowo ekspresowy. Start poza oknem - 6:19 (ze względu na przekładkę kokpitu na Srebrną Strzałę i smarowanie jej łańcucha). Przejazd bez sensacji. Może trochę też udaje się z czasu urwać, bo zmieniłem sobie kawałek przez centrum Dąbrowy Górniczej. Zamiast jechać Al. Kościuszki i dalej na Górniczą, jadę z ronda w stronę PZU i przed nim skręcam w prawo do parku i wyjeżdżam na Alei Róż wyjazdem od Nemo. Kilka świateł dzięki temu udaje się ominąć.

Dziś w planach wjazd zaopatrzeniowy do Kauflanda w Będzinie tak więc też i przez to miasto powrót. Wcześniej standardowo Mec, Środula, Stary Będzin. Kręci mi się dalej całkiem dobrze i dość szybko docieram do celu. W trakcie zasypywania koszyka dzwoni Waldek z pytaniem do przyjaciela w temacie "..bała mi się przednia przerzutka, jak się rozkuwa łańcuch". Szybko płacę za towar i już na spokojnie przy rowerku opowiadamy sobie co się stało i jak sobie z tym poradzić. Waldek zabiera się za serwis a ja pakuję sakwy i ruszam w stronę domu. Przy przejściu podziemnym obok nerki w Będzinie przyuważam Mariusza. Żółwik na powitanie i chwila rozmowy. Obdzielamy się wzajemnie różnymi informacjami o zbliżających się imprezach okołorowerowych. Żegnamy się po kilkunastu (chyba) minutach. Kręcę przez Łagiszę i Sarnów do domu. Z balastem mimo wszystko dalej jedzie się całkiem fajnie wychodzi więc na to, że poranne kręcenie to nie do końca były sprzyjające warunki tylko po prostu mam dziś dobry dzień. Jednak nie decyduję się na objazdy. W domu dzwonię do Waldka zapytać jak mu idzie ale nie może rozmawiać bo akurat załatwia sprawy w serwisie. Przy zimnym radlerku czekam z niecierpliwością aż się odezwie i opowie jak mu się awaria potoczyła. Pół godzinki później Waldek daje znać, że ze skuwaniem łańcucha sobie poradził i dopytawszy ludzi dotarł do serwisu. Tam wywalił starą przerzutkę i za nieduże pieniądze kupił nową i jedzie dalej. Niestety trochę go ta awaria spowolniła i jest w plecy z planem ale jeszcze 3 godziny dnia więc może uda mu się nieco podgonić. Pierwszą przygodę już ma jednak na koncie :-) Oby takich już nie miał więcej.


Kategoria Praca

DPDZ

Wtorek, 5 sierpnia 2014 | dodano: 05.08.2014

+16. Pochmurno ale bez opadów. Zamglenia i ogólne wrażenie, że w powietrzu jest nieco za dużo wody. Jedzie się jednak całkiem dobrze. Start prawie w oknie startowym (6:18). Generalnie przejazd dość spokojny. Przed samym startem zauważyłem, że znów wywalona szprycha w tylnym kole. Tak mi się coś majaczy, że jakoś niedawno dość z uczuciem wpadłem na próg zwalniający. Amorek na przodzie ładnie wybrał ale tyłem nieźle podrzuciło. Być może to właśnie wtedy szprycha poszła.

Nim wyszedłem z pracy udało mi się wymienić urwaną szprychę. Niestety przy tej okazji odkryłem, że prawdopodobnie za jakiś czas czeka mnie znów wymiana tylnego koła. Wszystko będzie zależało od tego jak to obecne będzie się zachowywało. Odkryłem na obręczy deformację, która musi być wynikiem jakiegoś solidnego uderzenia. Było też trochę ostrych krawędzi w tym miejscu a na oponie było już drobne wytarcie. Nieco to przyklepałem, nieco spiłowałem i zobaczymy. Jak się nie będą opony darły to jeszcze na tym kółku pojeżdżę. Z pracy powrót bez większego gięcia: Mortimer, krawędź Redenu, molo na Pogorii 3, ścieżką na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Opróżniam sakwę, biorę drugą i jeszcze małe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Na powrocie nieco szarpaniny z wiaterkiem. Temperatura nieco bardziej przyjazna do życia niż wczoraj.


Kategoria Szprycha, Praca

DPD

Poniedziałek, 4 sierpnia 2014 | dodano: 04.08.2014

+17. Ładne słoneczko. Wiaterek nawet jeśli był, to nie przeszkadzał. Start dziś znów poza oknem - 6:22. Trochę udało się nadgonić do Dąbrowy Górniczej ale straciłem na przejściu przez tory obok "dworca kolejowego". W Dąbrowie nieco modyfikuję trasę i przelatuję obok Nemo by cyknąć foto miejsca gdzie rozpoczęła się budowa hotelu. Zamierzam w drodze do pracy przejeżdżać przez ten sam punkt i strzelać jedną fotkę za każdym razem aż do skończenia budowy. Swoją droga fatalny wybór miejsca na hotel. W pracy 5 minut po czasie. Trzeba będzie się zmobilizować i wyjeżdżać nieco wcześniej. Przejazd raczej spokojny.

Po pracy bez zaginania przez Mortimer, krawędzią Redenu na Pogorię 3. Wzdłuż zbiornika na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej do Sarnowa. Tu wizyta u weterynarza. Ponieważ wrócił z urlopu więc trochę pacjentów jest przede mną. Kiedy w końcu załatwiam lekarstwo dla kota i wychodzę nade mną niemal wisi ołowiana w kolorze chmura a na południowym horyzoncie widać, że już leje. Szybko kręcę przez swoją wioskę do domu. W momencie kiedy zamknąłem drzwi od garażu zaczęło padać. Można by powiedzieć, że idealna synchronizacja. Miałem jeszcze zrobić kółko do wsiowego Lewiatana ale 1,5h czekania nie dało efektu i odpuściłem kręcenie w deszczu. Jutro prawdopodobnie zmoknę na powrocie to już mi nie będzie przeszkadzało, jak mokry pokręcę do sklepu.


Kategoria Praca

DPD

Piątek, 1 sierpnia 2014 | dodano: 01.08.2014

+17. Pochmurno ale bez opadów i bez wiatru. Dziś ze względu na planowany wyjazd weekendowy poranne pakowanie, przez które robi mi się obsuwa w czasie. Wrzuciłem bagaż do mniejszych sakw ale tak stojąc pod prysznicem pomyślałem sobie, że jak znowu będzie lało po drodze to może okazać się, że przydatna byłaby większa przestrzeń ładunkowa. Wszystko więc znowu wywaliłem i wpakowałem do większych sakw. Potem jeszcze przekładka kokpitu między rowerkami i tym sposobem wyruszam 6:26. Tak późno, że nie ma szans nadrobić. 10 min. spóźnienia bardzo prawdopodobne. 100% pewne staje się przy przejściu przez tory na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Czekam na przejazd pociągu Kolei Śląskich. Po drodze mnóstwo śladów wczorajszej ulewy w postaci naniesionego piachu ale bez większych rozlewisk. Późniejszy wyjazd wiązał się też z tym, że na drogach ruch był już nieco intensywniejszy. Dojeżdżam jednak bez problemów 12 min. spóźniony.

Wychodząc z pracy miałem wrażenie, że oddycham parą wodną. Z wyjazdu zrezygnowaliśmy już dużo wcześniej ze względu na prognozy pogody. Wieszczyły, że po 17:00 może być niezła burza. Podobnie w sobotę i niedzielę. Ruszam w stronę Mecu i dalej przez Środulę, Stary Będzin, Syberkę, Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. Cały czas spodziewałem się, że lunie solidnie. Jednak wytrzymało i do celu dotarłem na sucho.


Kategoria Praca

DPD z elementami rzeźni

  • DST 36.00km
  • Czas 01:42
  • VAVG 21.18km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 31 lipca 2014 | dodano: 31.07.2014

+19. Przyjemne słoneczko i lekki podmuch. Start 6:18 więc nie mam za bardzo czasu na spacerową jazdę. Przejazd spokojny. Wrażenie z jazdy takie jakby się za bardzo nie spieszył a mimo tego czas wykręcony bardzo przyzwoity i na miejscu jestem z kilkuminutowym zapasem. Jedno co mnie zirytowało to jakiś narwaniec trąbi za mną kiedy wchodzę w zakręt w prawo. Kolejny "kierownik" z licznej grupy wyprzedzających na zakrętach mimo braku widoczności co też za tym zakrętem się znajduje.

Gdzieś około 14:00 rozpętała się nielicha ulewa, która trwała ponad pół godziny i potem przeszła w deszcz. To wydarzenie zapowiadało, że powrót nie ujdzie mi na sucho. Pogodzony z tą myślą nie zastanawiam się nawet specjalnie czy czekać na zmniejszenie opadu tylko co się dało upycham do sakwy, zakładam kapcie od chodzenia w wodzie i ruszam dziarsko. Pierwsza przeprawa tradycyjnie w okolicach stadionu na Zagórzu. Można powiedzieć, że to takie delikatne preludium bo nabieram tylko ciut wody do butów. Zjeżdżając od Mortimeru widzę, że pod mostem na Alei Róż rozlewisko. Skręcam w prawo, mijam cmentarz i szykuję się do wjazdu pod most obok M1 ale nieco tracę impet jak widzę co TAM się dzieje. Na Alei przynajmniej samochody pojedynczo ale przejeżdżały. Tu zawracają od razu. Ekipa budowlańców mówi, że tam gdzieś z metr wody ale jak na mnie spojrzeli to powiedzieli, że lewą stroną się przebiję. Już i tak byłem mokry więc co mi tam. Wjeżdżam. W połowie jednak robi się głęboko i szybko zeskakuję lądując po pas w buroszarym rozlewisku. Normalnie czad! Zastanawiam się czy kiedyś, dawno temu szczelna sakwa ochroni zawartość przed zalaniem. Udaje się przebić na drugą stronę bez wywrotki. Sprawdzam zawartość sakwy... wygląda na suchą. Jadę dalej. Standardem docieram do Pogorii 3. Po drodze dwa rozlewiska: jedno płyciutkie pod Mostem Ucieczki (nawet do butów nie nabieram) i drugie zaraz za skrzyżowaniem (częściowo przebywam je chodnikiem). Na Pogorii wchodzę po kolana do wody nieco zmyć syf pobrany wcześniej i wypłukać z butów grubsze kamienie, które nieco uwierały. Potem wzdłuż Pogorii 3, dzikim przejazdem przez tory na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu. Reszta drogi już bez rozlewisk. Jedynie tu i tam strumienie. W sumie to jazda w takich warunkach ma nawet jakiś tam urok ;-p


Kategoria Praca

DP wypadek rowerzysty D

Środa, 30 lipca 2014 | dodano: 30.07.2014

+15 na starcie. Niezbyt ostre słoneczko, trochę chmur. Ruszam 6:18 czyli bez zapasu minutek na zmarnowanie. Na zjeździe od szkoły w Gródkowie do świateł w stronę Łagiszy (droga nr 913) widzę z daleka, że jest jakiś zator. Kiedy dojeżdżam bliżej widzę drogowców więc pomyślałem, że pewnie jakieś roboty. Samochody objeżdżają pojazd to i ja za nimi. Patrzę w prawo co się dzieje i widzę na poboczu leżącego rowerzystę w pozycji bezpiecznej, rower zmielony jakby coś po nim przejechało. Kilka osób stoi wokół, osobówki na awaryjnych. W przelocie zdążyłem jeszcze tylko zarejestrować, że rowerzysta nie miał kasku ale nie wiem czy mu go po prostu ktoś zdjął czy nie miał w ogóle. Jeśli w ogóle to nie wróży to za dobrze ofierze :-/ Przejeżdżając przez skrzyżowanie obok Biedronki w Łagiszy słyszę w oddali dźwięk syreny. Policja albo pogotowie. Od miejsca wypadku jakoś tak niewyraźnie mi się jechało. Potem jeszcze na światłach przy Górniczej kolejny rowerzysta jako kandydat do ofiary wypadku. Wjeżdża na czerwonym przed autobus. Kierowca słusznie go obtrąbił. Mnie z kolei jakaś osobówka nieco za blisko wyprzedza na wysokości Orlenu na Zagórzu kiedy jechałem lewym pasę przygotowując się do skrętu w ul. Szymanowskiego. Od razu mi się przypomniały ze dwie akcje z wczoraj. Jedna na "78" kiedy to tir przy wyprzedzaniu przejechał mniej niż pół metra ode mnie i druga w Kozłowej Górze, gdzie Honda Civic wymusiła mi pierwszeństwo choć miał człowiek "STOP" po drodze. Na szczęście dla mnie udaje się dotrzeć do pracy bezpiecznie.

Ponieważ wczoraj była okazja pojeździć nieco więcej niż zwykle dziś nie miałem parcia by specjalnie zaginać powrót. Standardem przez Mortimer pod molo na Pogorii 3. Wzdłuż zbiornika na Piekło i stamtąd wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej przez Sarnów do domu. Powrót spokojny.


Kategoria Praca

DPO (jak "O"dprowadzanie Prezesa) D

  • DST 83.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 03:36
  • VAVG 23.06km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 29 lipca 2014 | dodano: 29.07.2014

+16 na starcie. Przed wschodem słońca na polach unosiły się lekkie mgły. Podobno to zapowiedź upałów za dnia. Dziś start znów poza krawędzią okna ale nieco mniej niż wczoraj. Teoretycznie jest na tyle czasu, że dojadę idealnie. Jednak mimo tego od początku nieco naginam żeby jednak wypracować kilka minutek rezerwy. Udaje się na miejsce dotrzeć z zapasem 2 minut. Po drodze raczej spokojnie. Światła niezbyt współpracowały. Dziś bez podciągania się w tunelu. Powoli wyczekuję już momentu, kiedy zacznie skakać łańcuch w Srebrnej Strzale. Przy sobotnim czyszczeniu zauważyłem, że jest już nieco wyciągnięty.

Dziś powrót się nieco wyciągnął za sprawą Prezesa. Zadzwonił trochę przed 15:00 z pytaniem czy mi się do domu spieszy. W sumie mi się nie spieszyło. Prezes rzuca propozycję żebym odprowadził go kawałek w stronę Góry Świętej Anny. Czemu nie? Zawsze to jakaś odmiana w rutynie powrotów. Podjeżdżam pod kwaterę Prezesa i chwilę później ruszamy. Na początek do Będzina. Przez Syberkę wybijamy się na "94" i wjeżdżamy nią do Czeladzi i dalej kolejno przez Siemianowice Śląskie do Bytomia i dalej do Zabrza. Tempo fajne, tylko mi się czasem Prezes urywa jak za bardzo pocisnę. Nic zresztą dziwnego skoro on z dwoma sakwami załadowanymi na tygodniowy wyjazd a ja tylko z jedną i to tylko z kilkoma drobiazgami. Generalnie jednak trzymamy równe tempo i dość sprawnie pokonujemy jakieś 30 km. Przerwę robimy na Orlenie przy skrzyżowaniu "94" i "78". Pojenie, karmienie i tu się żegnamy. Marcin jedzie dalej na Strzelce Opolskie a ja odbijam na Tarnowskie Góry. Po drodze Prezes nieufnie popatrzył na goniące nas chmury wróżąc deszcz. Wg mnie wyglądały niegroźnie choć prognozy wieszczyły, że jednak popada. Okazało się w trakcie, że jednak Marcin miał rację. Krótka ulewa dorwała mnie gdzieś w drodze do Tarnowskich Gór. Nie bardzo było się gdzie schować. Sytuację nieco uratowała lipa zasłaniając mnie nieco przed zacinającym deszczem ale nie udało się całkiem na sucho ujść spod opadu. Godząc się z sytuacją zakładam tylko kapcie od wody i jak nieco się uspokaja ruszam dalej do Radzionkowa. Nieco pada ale jakoś zupełnie mi to nie przeszkadza bo temperatura jest dość wysoka. Gdzieś po drodze zbieram oklaski od trójki rowerzystów, którym udało się schronić na przystanku. Na tamie Kozłowej Góry jezdnia już paruje. W Rogoźniku jest właściwie sucho. Nim docieram do domu większość ciuchów zdążyła wyschnąć. W sumie bardzo przyjemny powrót do domu.


Kategoria Praca

DPODZ - 10k km w tym roku już jest

  • DST 54.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:19
  • VAVG 23.31km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 28 lipca 2014 | dodano: 28.07.2014

Gdyby nie czyszczenie, smarowanie i wymiana klocków hamulcowych na tyle Srebrnej Strzały, to by można powiedzieć, że weekend cały nierowerowy. I w sumie tego mi chyba było trzeba bo dziś do pracy leciało się rewelacyjnie. Nogi spragnione wysiłku podawały znakomicie. Na termometr nie spojrzałem ale wg ICM-u miało być około 6:00 gdzieś pod +20 stopni. Wielce niewykluczone, że tyle było bo wrażenia termiczne bardzo pozytywne. Start dziś mocno poza krawędzią okna startowego i przyszło pociskać od samego początku. Do Dąbrowy Górniczej wyszła mi średnia 29 km/h. Potem zaczęły się górki więc nieco spadła ale i tak lepsza niż chyba kiedykolwiek do tej pory dzięki temu, że na światłach na Górniczej i potem przy Shellu na Mortimerze podciągnąłem się w tunelu za "182". Poza tym spokojny dojazd do pracy.

Po pracy bardzo przyjemne ciepełko. Niektórzy by pewnie powiedzieli, że niemożebny upał ale dla mnie w sam raz. Przy takiej pogodzie nóżki ładnie podają, jeść się nie chce więc nie trzeba co trochę stawać a napić się można w locie niemal nie zmniejszając prędkości lub wykorzystując jakiś przymusowy postój. Mając tak doskonałe warunki do jazdy decyduję się od razu na zagięcie nieco powrotu. Na początek na Pogorię 3. Wypadam przy zamkniętym mostku niedaleko Łęknic skąd jadę w stronę Piekła gdzie mijam się z Mariuszem. Wymieniamy w locie machnięcia końcówkami górnymi ale każdy z nas jedzie w swoją stronę. Dalej przez Antoniów i Ujejsce objeżdżam asfaltem Pogorię 4 i kieruję się do Wojkowic Kościelnych. Na światłach skręcam w stronę Marcinkowa i dalej do Przeczyc. Przy remizie strażackiej skręcam w lewo i potem znów w prawo. Ciągnę do skrzyżowania z kapliczką i skręca pod górkę w lewo. Pokonując grzbiecik wypadam na skrzyżowaniu w Dąbiu obok hodowli kur. Mijam ją po prawej i na następnym skrzyżowaniu, w Dąbiu-Chrobakowym, wbijam na wprost w teren by się dostać do Malinowic obok tartaku. Tu znów skręt w prawo i kolejny w lewo. Przemykam obok szklarni w Borach i skręcam ponownie w teren w kierunku lasku obok urzędu gminy Psary. Przed samym lasem skręcam w lewo i dobijam do ul. Wiejskiej. Całe to wyginanie miało na celu podjazd do weterynarza i o ile ta część się udała, to sama wizyta już nie bo najwyraźniej Pan Doktor jeszcze na urlopie :-/ W związku z tym cisnę prosto do domu obserwując ciągle na południowym horyzoncie chmurkę, która już zdążyła w moją stronę wyekspediować kilka kropelek. Zresztą asfalt miejscami zauważalnie mokry czyli musiało tu już niedawno padać. Do domu udaje się dotrzeć na sucho. Tu zmiana konfiguracji sakw (czyt.: dołożenie drugiej i opróżnienie pierwszej) i mały zawijas do wsiowego Lewiatana. Wychodząc z pełnymi sakwami ze sklepu mam przed oczami całkiem niefajną chmurę, która grozi niemal natychmiastowym opadem. Na szczęście do domu jakiś kilometr i to na zjeździe więc 2 minutki i jestem u celu. Na sucho. Kilka minut później zaczyna grzmieć i padać.
Dzisiejszym powrotem z pracy udaje się też sprawić, że za ten rok mam już przejechane 10k km :-) Ponieważ do końca sezonu jeszcze ponad 5 miesięcy to powinienem bez większego trudu przekroczyć 15k km w tym roku. O jaką wartość, to aż sam jestem ciekaw :-)


Kategoria Praca, KlockiV, Serwis

DPD

  • DST 39.00km
  • Czas 01:37
  • VAVG 24.12km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 25 lipca 2014 | dodano: 25.07.2014

+16. Startuję mocno poza krawędzią okna startowego czyli 6:20. Nie pozostaje nic innego jak tylko kręcić z uczuciem. Warunki nawet do tego niezłe tzn. sucho, wieje nie za mocno, pochmurno, dość dużo wody w powietrzu, która pewnikiem w końcu spadnie ale teraz tylko powoduje, że w oddali widać zamglenia. Jedzie się zadziwiająco dobrze. Światła dość dobrze współpracują i na żadnych nie czekam dłużej niż 30 sekund (D. G. Górnicza i Mortimer Shell). Na miejscu punktualnie. Fajnie jest dojechać na sucho. Na powrocie może nawet walić żabami :-)

W ciągu dnia znów trochę popadało ale potem wyszło słoneczko i poranne prognozy zmieniły się na lepsze. Jednak pomimo tego, że bardzo kusiło mnie by powrót wykonać przez Siewierz, ograniczyłem zaginanie tylko do zahaczenia o Piekło i tym samym trasa wyglądała tak, że standardem pod molo na Pogorii 3, wzdłuż zbiornika do przystani jachtowej i przeskok obok "13" na Piekło i wokół Pogorii 4 do Preczowa i dalej normalnie przez Sarnów do domu. Do Preczowa jeszcze jazda na młynkach i dość żwawo (choć do max. jeszcze sporo brakowało). Reszta już spokojnie. Może nie spacerowe tempo ale bez podnoszenia sobie ciśnienia. Jutro planuję sobie byczenie bezrowerowe. Co z planów wyjdzie, to się okaże. Jeśli pojawi się jakaś kusząca propozycja wielce prawdopodobne, że się złamię ;-)


Kategoria Praca