limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:116396.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%)
Czas w ruchu:6125:33
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2967
Średnio na aktywność:39.24 km i 2h 03m
Więcej statystyk

DPD - koło na "Kingsajz"-a

  • DST 36.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:27
  • VAVG 24.83km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 13 maja 2015 | dodano: 13.05.2015

+12. Wysokie chmury. Trochę delikatnego wiaterku. Warunki lepsze niż wczoraj i nogi też to poczuły bo podawanie dziś bardzo dobre. Do Zielonej dojeżdżam w 17:00 min. czyli w całkiem niezłym czasie. Inna sprawa, że dziś Rzeźnikiem więc i kręcenie młynków łatwiejsze. Przejazd spokojny i dość płynny. Standardowo foto hotelu. W centrum Zagórza mykam przy Biedronce na chodnik i bokiem objeżdżam cały rozpirz budowy ronda. Przez osiedle kręcę na Szymanowskiego o mało nie zaliczając gleby jak mi przednie kółeczko na sypkim szutrze gdzieś uciekło. Na szczęście jakimś fartem udało się wybronić i nawet nie stracić za bardzo prędkości. Finisz z zapasem czasu 8 min.

Po pracy słoneczko obiecywało ładną temperaturę ale wiatr wszystko zepsuł. Nie było źle ale do upałów daleko. Powrót bez gięcia do Będzina przez standardowe punkty (Mec, Środula, Stary Będzin). Zajeżdżam do serwisu bo mi ciągle coś nie pasowało na tyle. Przy zablokowanych amorach czułem bicie tylnego koła. Obakali i wniosek był taki, że trzeba koło na "Kingsajz"-a potraktować. Nie zwróciłem na to uwagi a tu się okazało, że opona się nierówno ułożyła i podobno tak często bywa choć do tej pory nie miałem takich problemów (pewnie dlatego, że kupowałem taniochę a nie wypaśne takie jak mam na full-u). Receptą jest upuścić trochę powietrza. Posmarować krawędź obręczy i przylegającą gumę płynnym mydłem. Trochę pomiąchać i napompować. Nieco sceptycznie do receptury podszedłem ale pokręciłem do domu z zamiarem spróbowania mimo wszystko. Żeby owo bicie mnie nie wq@#$Q!%-o to wybrałem wariant dojazdowy z wertepami czyli przez lasek grodziecki i gródkowski. Na mecie zabrałem się za test procedury. Trochę było szarpaniny ale faktycznie opona w końcu się ułożyła. Test na równym asfalcie z zablokowanymi amorami wypadł zadowalająco.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 42.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:22
  • VAVG 17.75km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 12 maja 2015 | dodano: 12.05.2015

+6 na starcie. W słoneczku było jeszcze jako tako ale w cieniu całkiem zimno. Pojechałem w spodenkach i nogi nie były z tego zadowolone dając to do zrozumienia słabym podawaniem. Pełne rękawiczki i czapka wcale nie były dziś przesadą. Ale za to na powrocie ICM wieszczy lato. Start 6:15. Na miejscu 4 minuty po czasie. Przejazd spokojny. Na budowie ronda w centrum Zagórza znów nowe wykopy i inaczej poustawiane słupki. Ja objeżdżam chodnikiem, na którym też napotykam niespodzianki.

Po pracy bardzo przyjemna temperatura. Słoneczko. Trochę wiatru. Robię powrót niestandardowy. Na początek do Będzina przez Mec, Środulę i Stary Będzin. W Będzinie uderzam na 12% na Syberkę i potem kładką w stronę M1 w Czeladzi. Objeżdżam je kierując się w stronę bazy GLS-u a tam widzę, że po drugiej stronie ciężki sprzęt przygotowuje teren pod jakąś inwestycję. Koparki, spychacz, ciężarówki. Praca wre. Zawijając uliczkami Czeladzi wybywam przy Urzędzie Miasta i skręcam na światła. Za PoloMarketem skręcam w lewo i kawałek dalej wbijam w teren. Trochę jazda na pałę i okazuje się, że w efekcie finisz po bezdrożu. Czerwonym szlakiem przekraczam granicę i obok kościoła na Przełajce ponownie wbijam w teren. Tu mi wychodzi terenowe, czterokilometrowe ucho, po którym ląduję przy moście na Brynicy na wylocie z Przełajki do Wojkowic. Jadę pod stację benzynową Orlenu i tu chwilę czekam na włączenie się do ruchu. Zwężka, światła, zerwany asfalt. Sprawnie wbijam się w kolumnę samochodów by zaraz ją opuścić wbijając ponownie w teren za wiaduktem kolejowym. Nimże dociągam do asfaltu i 2km dalej do domu. Tempo niezbyt intensywne, wręcz spacerowe ale miałem ochotę spokojnie potoczyć się przed siebie a nie podnosić sobie ciśnienie. Poza tym na hardtailu wertepki to nie to i przemierzałem je ze stateczną prędkością w porywach do 17km/h.


Kategoria Praca

DPD

Poniedziałek, 11 maja 2015 | dodano: 11.05.2015

+9. Pochmurno. Trochę wiatru. Generalnie warunki do jazdy takie sobie. Start 6:13. Jakieś 400m od domu przyuważam z drogi sarenkę robię stopa i kilka foto nim się ulotniła. Droga dziś spokojna. Kręcenie też. Na przejściu przez tory przy "dworcu kolejowym" uprzejmy dróżnik/dróżniczka powstrzymuje się na moment przed opuszczeniem szlabanów bym mógł przejechać. Fajnie bo oszczędza mi to kilku minut stania. Potem standardowe foto hotelu. Przy budowie ronda w centrum Zagórza znów jakieś zmiany. Nawet nie sprawdzam jakie tylko zjeżdżam wcześniej w lewo na chodnik i objeżdżam budowę bokiem. Potem przez osiedle przebijam się na Szymanowskiego i już prosto do pracy. Generalnie nieźle się jechało ale szkoda, że nie było cieplej. Nogi nieco odczuły temperaturę.

Po pracy ładne słoneczko ale bez upałów i trochę niezbyt ciepłego wiaterku. Bez ciśnienia, wręcz spacerowym tempem zmierzam przez Mec i Środulę do Będzina. Dalej w stronę Łagiszy, Sarnowa i do domu. Powoli ale przyjemnie się kręciło. Po drodze przystanąłem zrobić foto dworca kolejowego na Starym Będzinie. Wisi na nim banner "Do sprzedania" a dach zaczynają porastać drzewka więc podejrzewam, że jeszcze trochę i się albo rozsypie, albo go wyburzą bo jakoś nie wierzę, że ktoś to kupi i wdroży do użytku. Tym bardziej, że pewnie lada moment konserwator zabytków będzie miał w tej budowli więcej do gadania niż ewentualny właściciel. Z uprzejmości to na skrzyżowaniu przy światłach na Środuli przepuścił mnie kierowca mający pierwszeństwo. On jechał od "Żylety" i skręcał przed światłami na Środulę. Ja jechałem prosto Zuzanny i na tym skrzyżowaniu nie mam pierwszeństwa. Sympatyczny gest.


Kategoria Praca

DPDSD

  • DST 46.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 21.73km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 8 maja 2015 | dodano: 08.05.2015

+5 na wstawaniu. +6 na starcie. Miejscami było chyba jednak sporo chłodniej bo buchałem parą z ust jak smok. Nogi i uszy też poczuły, że termicznie bywa nieciekawie. Start 6:11 więc jest zapas czasowy i kręcenie bez ciśnienia. Przejazd spokojny. Po drodze kolejne foto hotelu. Na budowie ronda w centrum Zagórza rozpirz trwa. Na miejscu z zapasem około 5 min.

Po pracy bez gięcia szybki powrót do domu. Kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, stadion, nerka, Zamkowe, Grodziec, Gródków. Przejazd bez sensacji. W domu przepakowanie plecaka i z buta na zbiorkom do Będzina. Odbieram z serwisu Błękitnego Rumaka. Wymieniony płyn hamulcowy. Ten co był to podobno jakaś czarna breja. Jest różnica w hamowaniu i to zauważalna. Ale niedługo będzie pewnie trzeba klocki wymienić jak pojeżdżę z sakwami. Z serwisu zaginam do Kauflanda po małe zaopatrzenie i stamtąd już bez ciśnienia przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Tu jeszcze drobna poprawka regulacji tylnej przerzutki i kilkaset metrów testu. Jest dobrze. Cieszy mnie nowa przerzutka na przodzie. Pracuje o niebo lepiej niż poprzednia. Jak na Rzeźniku udało się pojeździć spokojnie dzisiaj, tak na Rumaku mi 2x zajechali drogę w Będzinie. Raz bardzo chamsko jak zjeżdżałem na dużej prędkości z górki, drugi raz na rondzie UE. Baby za kierownicą :-/


Kategoria PłynHamulcowy, Serwis, Praca

DPOD

  • DST 50.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 maja 2015 | dodano: 07.05.2015

+10 na starcie. Mgły. Bez wiatru. Słoneczko w czasie przejazdu zabrało się do przepłaszania wody z powietrza. Jezdnie miejscami mokre ale bez wody w koleinach. Dzisiejszy przejazd niezbyt spokojny. Pierwszego jełopa spotykam za szkołą w Gródkowie. Wyprzedzał mnie przy dość dużej prędkości dużo za blisko. Na pewno nie było nawet 50cm. Potem w Łagiszy blondyna w "cienkim" robi podobny manewr. Oboje wyprzedzali wciskając się między mnie a nadjeżdżające z przeciwka samochody. Na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej stopuje mnie szlaban opuszczony dla składu IC. Potem foto hotelu. Światła na Alei Róż i przed światłami na Mortimerze kolejny jełop wyprzedza za blisko. W centrum Zagórza przerzucam się ze ścieżki na chodniki i przez osiedle spokojnie dociągam do celu. Generalnie przejazd raczej nerwowy. Trochę też z tego względu, że mi się start obsunął na 6:18 i zapasu czasu na nieprzewidziane sytuacje właściwie nie było.


Po pracy dzionek wyglądał bardzo zachęcająco do kręcenia. Trochę wiało i upałów się nie doszukałem ale w objazdach to nie przeszkadzało. Dziś wdrożyłem do użycia nieco więcej wertepów. Na początek terenem w stronę Dąbrowy Górniczej. W lasku zagórskim trochę mokrawo ale jeszcze nie aż tak, jak tam potrafi być. Generalnie bez ufleju. Potem asfaltami w stronę Pogorii 3, którą objeżdżam od strony Łęknic w drodze na Piekło, gdzie wbijam w teren wokół Pogorii 4 kierując się do Wojkowic Kościelnych. Tu ufleju się nie spodziewałem bo większość drogi piaszczysta i musiałby być potop, żeby tam na wodę trafić. Na wojkowickim krańcu zbiornika przystaję na chwilę zrobić kilka foto kater-om. Potem asfaltem jadę do Przeczyc i dalej w stronę Toporowic. Za "S1" skręcam w teren i ciągnę nim w stronę cmentarza gdzie robię sobie asfaltowy podjazd. Taka mikronamiastka górskich podjazdów. Niestety bardzo krótka. Pokonuję jeszcze kilka garbów w obranym kierunku by przy tablicy chyba Goląszy Górnej odbić w lewo, ponownie w teren. Tu jest coś w sam raz dla full-a :-) Zjazdy po kamulcach, ostre, i podjazdy, na które z rozpędu udaje się wbić prawie do połowy. Wertepkami, robiąc po drodze kilka foto, kręcę sobie w stronę Góry Siewierskiej. Tam wspinam się na górkę paralotniarską skąd również kilka foto czynię. Potem już zjazd do Strzyżowic w kierunku mniej więcej kościoła polsko-katolickiego i dalej asfaltem do domu. Gdyby było ciut cieplej albo nie było wiatru, to przejazd byłby wręcz epicki. A tak to tylko całkiem przyjemny ;-p W domu smarowanie amorków, i zupełnie jak nie ja, znów shake łańcucha w benzynie. Jakoś ostatnimi czasy częściej ten rytuał powtarzam i nie tylko full-owi. Po tej operacji ten element napędu wygląda i, co ważniejsze, pracuje o wiele lepiej. A na pewno ciszej.


Kategoria GPS-, Praca

DPD

  • DST 34.00km
  • Czas 01:31
  • VAVG 22.42km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 6 maja 2015 | dodano: 06.05.2015

4:30 +16. Na starcie +15. Normalnie termiczna bajka. Trochę niepokoju wzbudzały ołowiane w kolorze chmurki ale udało się przelecieć na sucho choć nie powiem, były one niejakim dopingiem do kręcenia z większym uczuciem :-) Droga wydawała się dziś jakaś wyjątkowo pustawa. Dziwne bo wystartowałem mniej więcej o tej samej porze co zwykle - 6:12. Ale w sumie dobrze bo było spokojnie. Dziś bez króliczków. Standardowo foto hotelu. Na miejscu z dużym zapasem czasu (10 min.). Bardzo przyjemnie się dziś jechało. I szybko pomimo tego, że do maksimum możliwości jeszcze trochę brakowało. Tak się zastanawiam, czy jest szansa zejść do czasu przelotu na poziomie 30 min. ;-)

Na powrocie diabli wzięli piękną, poranną średnią. Co prawda start zrobiłem maksymalnie szybki i powrót kręcony z uczuciem ale udało mi się przelecieć tylko przez Mec, Środulę, Stary Będzin i Stadion na sucho choć już pierwsze kropelki mnie ścigały. Na wjeździe na Zamkowe zaczęło już regularnie, acz słabo, padać. Potem w połowie osiedla nagle zrobiła się ulewa. Na szczęście po drodze było kilka miejsc zdatnych do schowania się. Skorzystałem z jednego z balkonów. Przeczekałem ulewę i chciałem przeczekać deszcz ale po ponad 20 min. stania stwierdziłem, że choćby żabami waliło to jadę. Deszczyk przeszedł w powolne kapanie. Jednak po kilkuset metrach robię postój na przystanku by wdziać kurtkę. Zrobiło się chłodniej a wilgotne ciuchy w czasie jazdy jeszcze chłodzą dodatkowo. Potem powolutku, chodnikami jadę o Grodźca. Tam kawałek zjazdu asfaltem do Gródkowa gdzie ponownie wracam na chodniki i już do samego domu tak dociągam. Na jakieś półtora km od domu nagle odcięło mi zasilanie i ten dystans w tempie mocno spacerowym. Przy okazji odcięło też na jakimś wertepie Garmina ale szybko się zorientowałem i strat w dystansie wielkich nie było. Generalnie powrót taki sobie. Na sucho mi nie uszedł ale też i do gołej skóry mnie nie zlało. Mogło być gorzej.


Kategoria Praca, GPS-

DPD

  • DST 37.00km
  • Teren 7.00km
  • Czas 01:35
  • VAVG 23.37km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 5 maja 2015 | dodano: 05.05.2015

+10. Chmurki ze słoneczkiem. Na wstawaniu trochę mgieł. Generalnie bardzo przyjemny poranek. Start nieco obsunięty - 6:16 - ale na full-u spokojnie do nadrobienia. Kręcę z uczuciem ale do pełnego pieca jeszcze trochę brakuje. Na Zielonej stado króliczków :-) Przejazd bez sensacji, spokojny. Po drodze standardowo foto hotelu. Chyba budowa zbliża się do finiszu. Na miejscu z minutą zapasu.

Po pracy lato. Miałem wrażenie, że jakiś opad wisi w powietrzu ale nic się takiego nie wydarzyło. Na początek asfaltem w stronę centrum Zagórza i dalej na Mortimer i w stronę Pogorii 3. Do mola jednak nawet się nie zbliżam, nawet nie patrzę w tamtą stronę, tylko od razu skręcam na Zieloną i na mostek na Czarnej Przemszy. Dalej terenem w stronę Łagiszy i lasku gródkowskiego mniej więcej zgodnie z biegiem czarnego szlaku. Potem zwrot w stronę Urzędu Gminy Psary i za ośrodkiem zdrowia znów zwrot na teren w stronę Strzyżowic. Stąd już zjazd do domu. Bardzo fajnie się kręciło dziś powrót. I szybko. Po drodze trochę foto głównie żuczka, który się zabrał na moim ramieniu kawałek drogi. Przyuważyłem też chyba wagon, który [b]Noibasta[/b] sfocił niedawno. Nie podjeżdżałem do niego bliżej ale tylko on jeden mi pasował do obrazu.


Kategoria Praca

DPDSO

  • DST 45.00km
  • Teren 7.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 19.71km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 4 maja 2015 | dodano: 04.05.2015

+9. Przez chwilę było widać wschodzące słońce ale na starcie już tylko dywan chmur. Wiaterek nierejestrowalny. Ze względu na temperaturę odważam się na krótkie spodenki, bandankę i lekkie rękawiczki. Na początku trochę po palcach zimno. Kręcę niezbyt ambitnie bo jest zapas czasu a do tego Srebrną Strzałą więc i też na wertepkach się oszczędzam. Na Zielonej dziś podługoweekendowe dmuchanie dla tych, co jadą od Preczowa. Standardowo foto hotelu. Spod DorJana do centrum Zagórza jadę ścieżką zmagając się z jej nieciągłościami. Na kilometr przed metą pojawia się opad mżawkopodobny.

Powrót w bardzo przyjemnych warunkach. Założyłem kurtkę na starcie ale wytrzymałem w niej tylko do Środuli. Potem wylądowała w plecaku. Dalej przez Stary Będzin i Łagiszę kręcę w stronę świateł na "86" do Gródkowa. Tym razem obyło się bez świrów za kierownicą i dojazd spokojny. W domu zabieram kilka gadżetów i jadę zbiorkomem do serwisu po odbiór kółeczka do Rzeźnika i po Błękitnego Rumaka. Rumak ma wymieniony suport, łańcuch, kasetę i przednią przerzutkę ale niestety brakło czasu na hamulce. W związku z tym Błękitny zostaje jeszcze w serwisie a ja ze zrobionym kółeczkiem - wstawione 2 szprychy - znów zbiorkomem wracam do domu. Tu uzbrajam koło i ruszam w małą, terenową w większej części, rundkę testową. Na początek na górkę paralotniarską. Stamtąd kilka foto i jadę wertepkami w stronę cmentarza w Strzyżowicach. Przeskakuję na drugą stronę "913" i wertepkami zjeżdżam na kawałek asfaltu w Strzyżowicach by zaraz go porzucić na rzecz kolejnego odcinka terenowego. Tym razem zmierzam do Wojkowic i dalej terenem w stronę Gródkowa gdzie znów na przemian asfalt i teren. Ostatecznie wybywam w mojej wiosce naprzeciw nowobudowanego obiektu o charakterze prawdopodobnie handlowym i kręcę w stronę wsiowego Lewiatana by tam zrobić już zwrot do bazy. Zataczam jeszcze kilka kółeczek po placu by dorzeźbić do 45 km. Aż chce się powiedzieć: w końcu lato :-)


Kategoria Praca, Kaseta, Łańcuch, Serwis, Suport, Szprycha, PrzerzutkaP

DPSDZ

Czwartek, 30 kwietnia 2015 | dodano: 30.04.2015

Na wstawaniu +1. Na wyjeździe +3. Generalnie odczuwalny chłód co zmusza do użycia pełnego zestawu "na długo". Wiaterek nierejstrowalny przy postoju, w ruchu podmuch wyciska łzy z oczu. Ładne słoneczko, które zupełnie nie pasuje to temperatury. Start dziś 6:17. Obsuwa ze względu na troczenie uszkodzonego koła od Rzeźnika. Trochę opornie to szło ale się udało i w trakcie jazdy ładunek trzymał się wzorowo. Tempo kręcenia niezbyt intensywne ze względu na lekko protestujące kolano. Przyzwyczajenie do młynków na Rzeźniku prowokowało do powtarzania manewru na Błękitnym. Niestety nie te przełożenia. Przejazd spokojny z małymi przerywnikami w postaci świateł to tu, to tam i szlabanu przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej. Także standardowy postój na foto hotelu. Na finiszu prawie wjeżdżam w kobietę z dzieckiem. Wszystko przez hamulce w Błękitnym. Za słabo trzymają pomimo tego, że klocki jeszcze są ok. Zdecydowanie coś jest nie tak z ciśnieniem. Klamka łapie dopiero jak jest już prawie na maks ściągnięta a i to jeszcze zbyt słabo. Dopiero po napompowaniu trzyma jak należy. Dziś po pracy Błękitny i koło z Rzeźnika zostają w serwisie zaś nad Strzałą będę się musiał nieco popastwić. Konieczna jest wymiana klocków hamulcowych (albo przynajmniej skrócenie linki) oraz czyszczenie i smarowanie. Powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że 3 rowerki to wcale nie jest za dużo dla kogoś, kto praktycznie jest uzależniony od kręcenia. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie od rzeczy byłoby mieć rezerwę dla Rzeźnika, czyli drugi full w stajni. Może trochę inny np. jakiś Scott na RockShox-ach i 29". Mają w cenniku taki, co by się go dało kupić za 5k. Ale to już nie w tym roku.

Po pracy niezbyt spiesznym tempem do serwisu. Tu zostawiam i Błękitnego, i kółko od Rzeźnika. Z kółkiem wiadomo: uzupełnienie braków i centrowanie. Za to Błękitny znowu prawie remont przejdzie: suport (ostatnio był już dociągany ale go młynkami znowu zarżnąłem), kaseta, łańcuch (jeszcze nie przeskakuje ale na "5" już prawie szpileczki więc nie będę czekał), przednia przerzutka (była prostowana po wypadku i od tego czasu często gęsto mam problem z nią bo nie daje jej się dobrze ustawić), hamulce (pewnie zapowietrzone), centrowanie tylnego koła (przy dużym obciążeniu lub dużej prędkości czuć, że zadkiem rowerka rzuca) i ogólnie przegląd. Do serwisu wyszło jakieś 24km ale mi się 2x gps zbiesił i wsiąkło kilkaset metrów (raz na zjeździe z Dworskiej na Zuzanny, raz na zjeździe ze Środuli do Izby Wytrzeźwień - trochę tam wertepków). Z serwisu powrót zbiorkomem do domu gdzie zabieram się za Srebrną Strzałę. Odstawiona dawno temu na bok wymagała nieco opieki. Na początek wymiana klocków hamulcowych na przodzie bo zjechane i ściągnięcie linki na tylnym hamulcu bo już klocuszki nieco przytarte. Teraz hamowanie jest jak trzeba, brzytwa jak na V-ki. Potem rozkuwam łańcuch i robię shake'a w benzynie. Kiedy ogniwka się moczyły czyszczenie przerzutek i ponowne mocowanie błotnika "trytyką". Łańcuch zakładam tym razem na spince i cały rowerek idzie do mycia. Jak trochę obkapał (a ja coś wszamałem) to smarowanie łańcucha i przerzutek oraz szybki teścik. Jedzie! Zarzucam sakwy i robię krótkie zagięcie do wsiowego Lewiatana. Na powrocie z pełnymi sakwami przebijam 30km/h. Już zapomniałem, że Srebrny też potrafi pójść jak trzeba :-)


Kategoria Praca, GPS-, KlockiV, Serwis

DPD PTTK OD - error

  • DST 76.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 03:25
  • VAVG 22.24km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 kwietnia 2015 | dodano: 29.04.2015

+3 zmierzające do +4 czyli w porównaniu z wczoraj na tyle zimno, że wdzianko ubieram na długo + czapka i rękawiczki. Na szczęście nie wieje i generalnie jest sucho. Trochę chmurek i słońca. Start nieco obsunięty - 6:17. Kręcę w związku z tym raczej bez ociągania. Udaje się wbić na Zielonej w harmonogram przelotu i na miejscu jestem jeszcze z zapasem czasu. Po drodze foto hotelu. Przyjemny, spokojny dojazd do pracy.

W trakcie pracy dostaję info z serwisu, że haki znalazły drogę do celu. Jest też kapany smar. Tym też sposobem plan się nieco modyfikuje i na początek przez Mec, Środulę i Stary Będzin kręcę tamże. Nabywam 2 haki do przerzutki i zapas smaru. Potem najkrótszą drogą kręcę do domu. Tym razem na odcinku "913" od świateł do szkoły w Gródkowie bez furiatów. W domu trochę marudzę i przepakowuję plecak by wyruszyć do PTTK na spotkanie. Jednak nie było czasu nic wszamać więc jeszcze zahaczam o piekarnię, gdzie trochę czasu ucieka. Miałem być spóźniony na spotkanie i tak ale nie tyle. Czyli trzeba żwawo kręcić. Niestety zimny podmuch, który wydaje się być obecny z każdego możliwego kierunku, nieco utrudnia. Potem na granicy Wojkowic i Grodźca kolejna niespodzianka w postaci zablokowanego zjazdu na Czeladź i świateł na zwężce. Muszę kawałek wrócić i skręcić na objazd przed stacją benzynową. Kolejne minuty lecą. Do Czeladzi jedzie się sprawnie ale potem znów światła, tym razem na "94". Kolejne spowalniacze to światła przy autostradzie i dalej korek. Objeżdżam przy stawikach. Na miejscu jakieś pół godziny spóźniony. Dziś spotkanie kameralne i opowieści różne. Trochę planowania. Zostawiam też moje propozycje na wzory klubowych koszulek (które może kiedyś w końcu powstaną). Taki sposobem osiągamy godzinę 19:00 z hakiem. Rozchodzimy się. Z Prezesem jedziemy do niego ale objazdami przez osiedla. Niby byłem cały czas w Sosnowcu, ale Sosnowcu mi nie znanym. Tylko niektóre fragmenty wyglądały znajomo. Na jednym ze skrótów przelatuję po całkiem nielichych schodach, za którymi pewne brzęczenie, które już dziś od rana mi towarzyszyło (a faktycznie to chyba nawet dłużej tylko dziś stało się bardziej irytujące) robi się głośniejsze. Zresztą przelot po schodach nie był to dziś pierwszy. Kawałek dalej staję i odkrywam, że poszła szprycha w tylnym kole. Po dokładniejszym oglądzie okazuje się, że nie jedna, a dwie :-/ KANAŁ. Wyciągam je by mi się gdzieś nie wcięły i dalej już o wiele ostrożniej dalej podążam za Prezesem. W końcu lądujemy w centrum Zagórza, ja bogatszy o świadomość obecności różnorakich skrótów, Prezes prawie u siebie w salonie. Żegnamy się. Kręcę dalej prze Mortimer na Mydlice i światła na Ksawerze. Na przystanku autobusowym za Teatrem Dzieci Zagłębia robię postój by zmienić baterie w przedniej lampce. Potem zjazd do nerki i zwrot na Łagiszę, którą przebywam podobnie jak Sarnów i skręcam do swojej wioski. Powrót już w mało przyjemnym chłodzie i ciemnościach. Jutro w ruch idzie Błękitny, który razem z kołem od Rzeźnika zostanie w serwisie na usprawnienie hamulców i centrowanie tylnego koła. Generalnie dzień zakończony rozczarowaniem. Jednak full też ma swoje ograniczenia :-/ Szkoda.


Poranne, kontrolne foto hotelu.


Na powrocie Prezes prowadzi mnie pod kolejny sosnowiecki zamek.




Kawałek dalej następuje odkrycie, że jest error.


Przynajmniej dzień zakończony jakimś niestandardowym wynikiem.


I jeszcze się mi przypomniało, że GPS przynajmniej raz zaliczył shutdown-a. A chyba nawet 2x.


Kategoria Praca, Szprycha, GPS-