Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
19.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2 na termometrze ale na moje oko oszukiwał. Odczuwalna była sporo niższa a miejscami musiało być nawet poniżej zera. Przed samą metą przyuważam nawet zamarzniętą kałużę. Troszkę chłodnych podmuchów. Mimo tego jechało się nadspodziewanie dobrze. Start 6:06. Na finiszu 7 minutek w zapasie. Przejazd spokojny i przyjemny. Końcówka dojazdu już nie w ciemnościach. Niedługo pewnie nawet będę miał okazję przed lądowaniem podziwiać wschód słońca :-)
Powrót dziś bez gięcia przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Tempo niespieszne. O dziwo, w domu jeszcze za jasności. Nowość.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
56.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:48
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+2. Nasłuch wykazał mokre jezdnie. Faktycznie takie były ale w stopniu niegroźnym. Wiaterek jakby słabszy. Ogólnie całkiem dobre warunki do jazdy. Start 6:00 więc kręcenie spokojne. Taki też cały przejazd. Na miejscu z zapasem 9 minutek.
Wciąż utrzymuje się całkiem dobra pogoda. Co prawda dziś jakby ciut chłodniej ale za to jezdnie przeschły. Oczywiście powrót z zaginaniem. Na początek w stronę Kazimierza Górniczego i dalej do Gołonoga. Stamtąd do Ząbkowic. Tu chwilowy postój na karmienie GPS-a i dalej przed siebie. Dobrze mi się jechało, myśli krążyły wokół spraw bardzo nieistotnych i tym sposobem przegapiłem zjazd w stronę Antoniowa. Przestała mi droga pasować gdzieś tak w okolicach Tucznawy. Wracać jednak nie miałem najmniejszego zamiaru. Twardo parłem w zaparte dochodząc do wniosku, że albo gdzieś dojadę albo trafi się jakiś znajomy punkt. Tak też i dzieje się na Bugaju, gdzie wbijam w kawałek (miejscami nawet lekko oblodzony) terenu. Wracam do Ząbkowic i przebijam się na Antoniów. Stamtąd droga już prosta na Piekło, ścieżką wokół Pogorii 4 do Preczowa i przez Sarnów do domu. W okolicach P4 trafiają się dwaj rowerzyści ale ich nie rozpoznałem bo ciężko się rozpoznaje twarze dostając po oczach czołówką ;-) Chyba będzie trzeba wypracować jakie hasło i odzew do identyfikacji. Jakieś propozycje? Przez kawałek drogi korciło mnie by dociągnąć do Siewierza ale zdawałem sobie doskonale sprawę, że może się nie udać ze względu na paliwo. Potem obciąłem nieco zasięgi i wziąłem na cel Wojkowice Kościelne jednak deficyt energetyczny zaczął ujawniać się dużo za wcześnie i z Wojkowic też musiałem zrezygnować. Do domu dotarłem już na oparach. Generalnie jednak fajne i dość spokojne kręcenie powrotne.
Kategoria Praca
DPONDZ
-
DST
50.00km
-
Czas
02:34
-
VAVG
19.48km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3. Ciągle jeszcze ciemno. Wiatr mniej więcej jak wczoraj. Jak na styczeń warunki całkiem dobre. Start 6:03. Lądowanie z zapasem 9 minutek. Przejazd spokojny choć po drodze była okazja zaobserwować kilku furiatów za kierownicą. Na finiszu zaczątki pięknego wschodu słońca.
Na powrocie znów całkiem fajne warunki. Co prawda słońca mniej ale wiaterek wciąż niezbyt przeszkadzający i temperatura przynajmniej +5. Oczywiście powrót objazdowy. Dziś kolejno przez Plejadę i Chemiczną do Czeladzi. Stamtąd mostkiem na czerwonym szlaku do Przełajki. Tutaj kawałek miałem do dyspozycji króliczka. Wyprzedził z zaskoczenia i przez chwilę miałem mu odpuścić ale jak kawałek odjechał to zakręciłem żwawsze młynki i zacząłem go gonić. Jak miałem do niego z 5-10m to zrównałem tempo żeby zobaczyć ile pociągnie ale się rozczarowałem bo nim dojechaliśmy do górki przed mostem skręcił chyba do domu :-/ Dalej więc bez ścigania swoim tempem obok pola do paint-ball-a przy dawnej KWK "Jowisz" i przez pola zjazd do Wojkowic na Orbitalną. Tutaj obieram kierunek na Rogoźnik. Minąwszy kościół zwrot w prawo do Strzyżowic. Tutaj lekkie wygięcie i w domu ląduję z wynikiem 47km. Zakładam większe sakwy i ciut dłuższe zagięcie do wsiowego Lewiatana żeby potem już nie cudować z doginaniem do 50km. Pod domem brakło 100m do 51km. Bardzo przyjemny i dość spokojny powrót do domu. Zachód słońca dziś ciut po 16:00 ale względna jasność utrzymuje się jeszcze sporo ponad pół godziny więc jedzie się całkiem nieźle. Jezdnie suche. Wiaterek do przyjęcia. Taka zima może być do samej wiosny :-)
GPS -1.
Kategoria Praca, GPS-
DPOND
-
DST
47.00km
-
Czas
02:19
-
VAVG
20.29km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+3 na wstawaniu i chyba na starcie nie spadło. Zdecydowanie zauważalny wiatr. Tak "na oko" południowo-zachodni czyli raczej pomagający. Start 6:03, co w tych warunkach pozwala na spokojne kręcenie. Jezdnie schnące. Trasa standardowa i bez sensacji. Na miejscu z zapasem 5 minutek. Hotel dorobił się 1 piętra. Na nocnym foto coś tam już widać ale po pracy zajadę jeszcze zrobić foto dzienne.
Po pracy bardzo ładna pogoda. Bezchmurnie, ładne słoneczko, wiaterek zauważalny ale do przyjęcia. Większe zagięcie powrotu było więc nieuniknione. Na początek ruszam do Dąbrowy Górniczej zrobić dzienne zdjęcie hotelu ale za wiele nie wychodzi bo słońce akurat wisi nad horyzontem niemal na wprost obiektywu i nie ma za bardzo jak się ustawić by nie było prześwietlone. Pstrykam ze 2 lub 3 na próbę ale zniechęcony ruszam dalej przez "dworzec kolejowy" na Zieloną i dalej pod molo na Pogorii 3. Ścieżką objeżdżam zbiornik od strony Łęknic na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 asfaltem do Kuźnicy Piaskowej. Tu już rozpoczyna się zauważalna szarówka. Zaczyna się też rzeźbienie pod wiatr. Początek po płaskim więc nie jest źle ale im bliżej Dąbia, tym bardziej stromo i prędkość spada. Krótki zjazd i potem znów rzeźbienie pod górkę do Strzyżowic. Stąd już szybki zjazd do domu. Lądowanie przed 17:00 więc grubo po zachodzie słońca. Jednak dzięki temu, że przewiało chmury ciemności nie są tak intensywne. W sumie bardzo przyjemne kręcenie powrotne. Po drodze na pojezierzu całkiem sporo biegaczy, rowerzystów, trochę kijkarzy i spacerowiczów. Chyba ludzie jednak wolą taką zimę ;-)
Kategoria Praca
DPNDZ
-
DST
39.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
02:58
-
VAVG
13.15km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Temperatura około zera ale dokładnie nie wiem, bo nie sprawdzałem. Od wczoraj nic nie dosypało więc bez zastanowienia wybieram za środek transportu rower. Start 5:35. Dalej wieje. Na szczęście dla mnie w plecy czyli do pracy łatwiej. Jedzie się nawet całkiem nieźle. Na jezdniach głównie błoto pośniegowe lub nierozjeżdżony jeszcze zbyt dobrze śnieg. Odcinki czarne to rzadkość. Mam też po drodze kilka kawałków ładnie zasypanych. Generalnie znów przydaje się roztoczański trening. W Dąbrowie Górniczej temperatury chyba niższe bo jest więcej miejsc, gdzie jezdnie są pokryte lodem. Od parku Hallera do Szymanowskiego w Sosnowcu jadę chodnikami. Nieodśnieżone więc wolniej ale za to bezpieczniej. U celu z zapasem 10 minutek, z których kilka muszę poświęcić na odrapanie rowerka z przyklejonego śniegu i błota. Generalnie przejazd jednak mało komfortowy jeśli chodzi o moją obecność na jezdni. Ciągle miałem wrażenie, że zaraz mi ktoś w tył wjedzie, albo za blisko wyprzedza, albo że fiknę komuś pod koła. Poważnie biorę pod uwagę czasowe przerzucenie się na zbiorkoma. Zadecyduje dzisiejszy powrót i najbliższa noc. Ma dosypać i ma spaść temperatura jeśli wierzyć ICM-owi. A to jeszcze pogorszy warunki jazdy. Do tego czasowo przejazd już zajmuje tyle co podróż autobusem ;-p
W ciągu dnia dosypało. Przy tym było dość ciepło więc na ruchliwszych jezdniach opad zamienił się w burą ciecz (pewnie również za sprawą sypanej soli). Zaś tam, gdzie nie docierały solarki i paskarki czyli na chodnikach śnieg przybrał jedną z dwóch konsystencji: sypką gdzie ruch nieduży i oblodzoną w uczęszczanych miejscach. Ruszam na początek ulicą ale wzdłuż Braci Mieroszewskich przerzucam się na chodnik i ciągnę nim do Alei Róż i pod ścianę płaczu. Tu wracam na jezdnie i nimi kręcę pod molo na Pogorii 3. Wczoraj na parkingu kilka samochodów ćwiczyło poślizgi. Podejrzewam, że nie do końca legalnie i możliwe, że z tego powodu dziś zastałem tam radiowóz. Albo to tylko taki zbieg okoliczności. Spod mola jadę na Zieloną, przez mostek na Czarnej Przemszy i na czarny szlak w stronę Łagiszy. Jest lekko pod wiatr. Słabszy niż wczoraj ale wychładza. Nogi dostają do wiwatu. W Łagiszy wracam na asfalt i przez Sarnów ciągnę do domu. Tu przerwa na zagrzanie się i z większymi sakwami kółeczko do wsiowego Lewiatana. Zauważalnie się ochłodziło po 18:00.
Przejazd powrotny, jak się spodziewałem, niezbyt spieszny i miejscami owiany wątpliwościami co do szans przejechania bez fiknięcia. Udało się ale po mieście jeździ się niefajnie. Krawężniki, dużo oblodzeń. W terenie jest bez porównania lepiej. Śnieg kopny, dobra przyczepność, cisza, bez samochodów. Czyli powrót tak pół-na-pół fajny. Jutro wolne więc może znów kawałek terenowy a środa... Prognozy raczej nie napawają optymizmem. Jakieś deszcze ponoć...
Kategoria Praca
DPND - Pierwszy raz w tym roku na mokro
-
DST
34.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
17.89km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Słabe +1. Jezdnie mokre. Dość konkretny wiatr z kierunku południowo-zachodniego. Dla mnie raczej nieprzeszkadzający. Start 5:42. Na drogach wciąż pustki. Przejazd spokojny. Na miejscu z zapasem 25 min. Po drodze wymijamy się z Tomkiem. Dziś albo wyjechał później, albo tyle czasu zajęła mu walka z wiatrem bo spotykamy się dużo dalej od mojego miejsca startu.
Nie wiem czemu tak jest, ale jak widzę dobrą prognozę pogody na ICM-ie to traktuję ją całkiem poważnie. Jak jest słaba to zakładam, że pewnie się mylą. Kiedy jednak i ta zła im się sprawdza wtedy jest wielkie rozczarowanie. Dziś powrót całkowicie bez gięcia właśnie ze względu na opad. Co prawda dosyć niewielki ale za to przy dość silnym wietrze i temperaturze ledwo powyżej zera. Tak więc kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, nerka, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Na miejscu nieco nasiąknięty wodą ale do pełnego przemoknięcia trochę jeszcze brakowało. Przyjemność z jazdy żadna. Tempo spacerowe.
Kategoria Praca
DPND - Podsumowanie roku 2014
-
DST
35.00km
-
Czas
02:12
-
VAVG
15.91km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-8. Jezdnie generalnie suche więc i przyczepność całkiem niezła. Start 5:45. Na miejscu z zapasem 10 minut. Widać, że naród przygotowuje się do intensywnego wykorzystania Sylwestra bo na drogach pustki. Na drodze z Łagiszy do Zielonej z cienia między latarniami wyskoczył mi dziś dość spory pies. Nawet nie miałem okazji zareagować. Na szczęście obyło się bez sensacji bo w ostatniej chwili wyhamował. Chyba z kolei jego wystraszyło to, że w ogóle nie reaguję na jego szarżę. Niemniej ciśnienie podniesione. Karma powinna dopaść tego idiotę, który nie wychował odpowiednio psa i wypuścił go na ulicę.
Po pracy powrót w kierunku na Mec, gdzie przyuważa mnie klubowy towarzysz w nałogu pan_p. Kawałek za szpitalem przystajemy na poboczu i chwilę dłuższą rozmawiamy m. in. o planach, które mamy w pewnym zakresie zbieżne :-) Wychodzi na to, że w przyszłym roku zrobimy kilka wspólnych, dalszych wypadów. Potem przez Środulę przebijam się w stronę Starego Będzina i na małobądzką ścieżkę rowerową, którą ciągnę do nerki. Przejściami podziemnymi przebijam się na kierunek Łagiszy i tamże podążam. Potem Sarnów i prosto do domu. Samochodów bardzo mało. Za to dużo piechoty. Pewnie zdążającej gdzieś na Sylwestra. Tu i tam słychać pierwsze próby pirotechniczne.
Art przyuważony na jednym z zagórskich garaży.
Podsumowanie roku 2014.
Znów się działo.
Zaliczyłem w końcu "trzysetkę" dzięki Mariuszowi. Pierwsza i na razie jedyna ale już wiem, że jestem w stanie tyle pociągnąć. Nie jest łatwo, co prawda, ale za to apetyt zaostrzony :-)
Długich wypadów mniej za to jeden konkretny na ponad 2 tys. km, który zaowocował małą odznaką za pętlę po Polsce i dużą brązową KOT. Nie mówiąc już o tym, że była to super przygoda w towarzystwie Maćka, Krzyśka i Pawła. Dzięki chłopaki.
Poza tym trochę jednodniówek.
Końcówka roku w lekkim letargu głównie związana z jeżdżeniem typowo komunikacyjnym ale i to dodało nieco kilometrów do ogólnego przebiegu, który lekko przebił wynik z zeszłego roku. Pozostał jednak mały niedosyt bo do 15 tys. km wiele nie brakło. Gdyby nie weekendowe lenistwo z pewnością byłoby sporo więcej. Ale nie ma tego złego... Będzie o co walczyć w przyszłym roku.
Ponownie udało się nie skasować kasku więc chyba bezpieczniej.
Co do planów na rok przyszły napiszę jak rok temu: Są!
Kategoria Praca
DPNDZ - Nieznane Źródło Mocy ;-)
-
DST
38.00km
-
Czas
02:29
-
VAVG
15.30km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
-6. Na starcie lekko prószył śnieg. Gdzieś po drodze jednak opadł zanikł. Główne ciągi komunikacyjne ładnie przyprawione. Tylko boczne i mniej uczęszczane jezdnie z lekką warstewką śniegu. Przyczepność całkiem niezła jak na panujące warunki. Może też trochę za sprawą agresywnego bieżnika na tylnej oponce Srebrnej Strzały. Start dziś chyba o 5:43. Nie spojrzałem na pulpit przy starcie ale na pewno było kilka minut później niż wczoraj. Na miejscu z zapasem 15 min., z których kilka muszę poświęcić na pozbycie się z rowerka przyklejonego błota śniegowego. Przejazd spokojny i raczej spacerowy ale to drugie jest koniecznością żeby się nie przegrzać bo to prowadzi w chwilę później do przechłodzenia.
Próbowałem też dziś strzelić foto hotelu ale wyszło nędznie bo w obiektyw biją światła oświetlające teren budowy i urządzenie nieprawidłowo ustawia ostrość. Może po południu zahaczę i przy lepszym świetle ustrzelę zmiany.
Na powrocie ładne słoneczko. Złudne. Przez chwilę rozważałem powrót w nieco lżejszym wdzianku jednak jak wyszedłem na zewnątrz okazało się, że jednak założenie pełnego kompletu było dobrym posunięciem. Ruszam na początek do Dąbrowy Górniczej zrobić foto hotelu w warunkach prawie dziennych. Potem na Zieloną i przez Preczów do Sarnowa. Po drodze moje oko ściąga ciekawa formacja chmurek. Robię foto z trzech różnych punktów.
Wygląda jakby chmury zakręcały do jakiegoś jednego punktu.
Widok z drogi między Preczowem a Sarnowem mniej więcej w stronę Dorotki.
Kolejne foto na światłach w Sarnowie.

I dwa z Psar.
Niestety jakość podła bo robione z ręki i na ustawieniach automatycznych. Trochę już mi było zimno w stopy i nie miałem zbytnio ochoty dogrzebywać się do statywu i bawić w ustawienia. Na żywo efekt był bardzo widowiskowy.
Potem już standardem do domu. Tu chwila przerwy by się ogrzać i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Nieco już nasiąknięta wilgocią kurtka dość szybko zesztywniała. Odniosłem wrażenie, że spadła temperatura. Po powrocie do domu termometr wskazywał prawie -11 czyli odczucie nie było złudzeniem. A podobno, wg ICM-u, jutro ma być cieplej.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
35.00km
-
Czas
02:17
-
VAVG
15.33km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
-5 na wstawaniu i na starcie czyli termicznie stabilnie. Jakiś kwadrans przed startem jezdnie czarne. Wychodzę i niespodzianka. Zaczyna sypać śnieg i to dość gęsty. Jednak byłem zdeterminowany by do pracy dotrzeć rowerkiem i inna opcja nie wchodziła w grę. Ruszam o 5:40. Na drogach pustawo ale raczej tego się spodziewałem bo pora wczesna a do tego pewnie sporo osób wzięło urlopy. Dzięki temu jedzie się dość spokojnie i przyjemnie pomimo zacinającego śniegu. Na miejscu z zapasem 15 minut i w zasadzie niezmarznięty.
Po pracy bez gięcia standardem pod molo na Pogorii 3. Puściutko tam teraz. Może to przez ten wiatr z północy. Sam musiałem się z nim trochę poszarpać w drodze powrotnej. Obok Świątyni Grillowania przebijam się na Pogorię 4 i dalej przez Sarnów do domu. Dzięki spadłemu śniegowi jest o wiele jaśniej choć faktycznie dzień nie jest specjalnie dłuższy. Tempo spacerowe żeby się nie zagotować ale też i nie zmarznąć. Na finiszu jedynie tradycyjnie nieco wychłodzone palce u stóp. To już będzie chyba wiecznie niedogrzany kawałek organizmu :-/ Poza tym powrót całkiem przyjemny. Jeszcze nie jest ślisko.
Kategoria Praca
DPND
-
DST
39.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
20.35km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+6. Jezdnie suche. Wiaterek w dalszym ciągu dość mocny ale dziś chyba bardziej od strony wschodniej zaciągał. Start sporo później - 6:09 - ale dzięki bardzo korzystnym warunkom udaje się zrobić przejazd w czasie prawie jak w lato. Na miejscu z zapasem 5 min. Po drodze bardzo przestronnie (czyt. mały ruch). Bardzo spokojny i przyjemny dojazd do pracy. Taka zima mogłaby być aż do wiosny.
W ciągu dnia ładne słoneczko i czyste niebo. Na wylocie z fabryki zapowiadało się na ładny zachód słońca. Ruszam standardem pod molo na Pogorii 3. Drogi pustawe, ruch raczej spokojny. Między centrum Zagórza a DorJan-em policja z fotoradarem temperowała co bardziej narwanych. Na P3 śmiga mi króliczek jak robię foto. Chwilę potem zaczynam go gonić i udaje się go dorwać kawałek za Świątynią Grillowania. Nie walczył jednak. Zaginam na Piekło. Robią się ładne chmurki i kolorki. Zatrzymuję się kilka razy na foto i dzięki temu marudzeniu nieopodal Piekła zjeżdżamy się z Tomkiem. Dłuższą chwilę zajęła nam rozmowa m. in. o planach na przyszły rok - chyba jednak nie zdecyduję się czwarty raz z rzędu jechać nad morze ;-) Wiaterek jednak nad wodą dawał się bardzo we znaki i jak zaczęło mną telepać pożyczyliśmy sobie i pożegnaliśmy się. 5 km musiałem przejechać żeby się ponownie rozgrzać. Myślałem, że do pracy miałem pod wiatr... Myliłem się jak diabli. Powrót to była rąbanina. Coś tam też pokapało i na P3, i na P4, i w mojej wiosce też. Mimo tych drobnych "ale" jechało się jednak całkiem sympatycznie i spokojnie.
Kategoria Praca






















