Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
20.18km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zgodnie z prognozą ICM-u zimniej niż wczoraj. Do tego dość konkretne mgły. Biorąc poprawkę na kiepską widoczność staram się wyjechać wcześniej. Udaje się minimalnie - 6:04. Przyczepność całkiem dobra więc mogę kręcić bez obaw o poślizgi. Punkty kontrolne początkowo zaliczam wcześniej ale za Zieloną minuty zaczynają się gdzieś gubić. Kilka razy muszę przystanąć by przetrzeć okulary. Na rondzie w centrum Dąbrowy Górniczej chwila strachu bo jakiś narwaniec wjeżdża od strony Będzina tak, jakby chciał zdążyć przede mną przejechać mimo tego, że miał obowiązek ustąpić. Na wszelki wypadek łapię się za klamki bo nie mam zamiaru sprawdzać czy mnie widzi i ustąpi, czy nie. Tył lekko zatańczył ale udało się zwolnić a tamten jednak się zreflektował i zatrzymał. Reszta drogi spokojna. Wyjątkowo dziś korzystam ze ścieżki mimo, że dalej jest przekopana. Na Zagórzu widoczność jest chyba najgorsza na całej trasie dojazdu. Wolę nie ryzykować, że mnie ktoś przeoczy. Do celu dotaczam się już na spokojnie. W sumie jechało się przyjemnie.
Po pracy zdecydowanie cieplej ale mgły tak całkiem nie ustąpiły. Słoneczko przez chwilę tylko bardzo słabo prześwitywało. Na szczęście jezdnie dalej suche i nie ma wiatru więc kręcenie powrotne również przyjemne. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, nerkę, Zamkowe, Grodziec i Wojkowice. Po drodze znów spotkanie z takim co by mu się należał powtórny egzamin na prawo jazdy z teorii. Mimo, że sygnalizowałem skręt w lewo i tak zostałem przez narwańca wyprzedzony. Poza tym przyjemny i spokojny przejazd powrotny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
7.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
21.76km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Start dziś o tej samej godzinie co wczoraj. Trochę obawiałem się, że będę miał wąsko z czasem, bo temperatura zauważalnie niższa niż wczoraj i mogło podawanie być słabe, ale okazało się, że jednak nie jest źle. Jezdnie suche, podmuchy nierejestrowalne. Całkiem niezłe warunki do jazdy. Dzięki temu punkty kontrolne zaliczam w dobrym czasie. Na Zielonej jestem o 6:34 czyli jest ok. Cały przejazd bez sensacji, spokojny, przyjemny. Tuż przed zajezdnią zatrzymuję się na kilka minut podziwiać wschód słońca. Chwilkę też znęcam się nad nim fotograficznie. Ostatecznie ląduję na mecie bez zapasu minutek ale warto było chwilę poświęcić na poranny spektakl.
Po pracy pogoda nienajgorsza do jeżdżenia. Sucho, nie wieje, pochmurno. Kręcę na początek do Dąbrowy Górniczej na Reden pod ścianę płaczu. Potem w stronę mola na Pogorii 3, gdzie skręcam do parku na Zielonej i dalej przez mostek na Czarnej Przemszy na czarny szlak do Łagiszy. Trochę drzew wycięli po lewej stronie szlaku, zaraz na początku. To zauważam od razu bo jakiś czas tędy nie jechałem i taka zmian rzuca się w oczy. Trochę obawiałem się bagna w lesie ale nie było w sumie źle. Kontynuuję więc w Łagiszy dalej terenem do Gródkowa i Psar. Na asfalt ostatecznie wybywam na oddanej do użytku niedawno ulicy Łącznej. Gruntowny remont sprawił, że nawierzchnia klinkierowa została zastąpiona asfaltową. Finisz obok Dino i kościoła do domu. Na skrzyżowaniu podłączyła się do mnie pogoń na szosie ale wiele nie skorzystała bo jakieś 300m dalej byłem już w domu.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:38
-
VAVG
21.43km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognozy ICM-u ostatnio sprawdzają się niemal co do minuty. Dziś rano zapowiadali, że będzie minimalnie kapało, temperatura w okolicach +5, zachmurzenie, nieznaczny wiatr. Jak w mordę strzelił, sprawdziło się. Ruszam o 6:08. Przez chwilę targał mną podmuch wiatru ale po obraniu kierunku mniej więcej wschodniego było już ok. Kręcę bez ociągania ale też i bez większego ciśnienia. Punkty kontrolne zaliczam w niezłym czasie. Na Zielonej chwila zaskoczenia rozlewiskiem na jezdni ale udaje się bokiem objechać nie zamoczywszy odnóży. Po drodze dwóch narwańców ale obeszło się bez podnoszenia ciśnienia. Ścieżka przy Braci Mieroszewskich dalej rozgrzebana więc nie pozostaje nic innego jak turlanie się do ronda główną drogą. Potem już spokojny standard po dziurawej Szymanowskiego aż do mety. Ląduję z zapasem 5 min. Całkiem przyjemny dojazd do pracy.
W ciągu dnia przez chwilę widać było nawet słońce ale do wyjścia z pracy niebo zdążyło zaciągnąć się chmurami. Szaro, buro i ponuro. Zupełnie niezachęcająco jeśli chodzi o rowerowanie. W związku z tym lecę na szybko w stronę domu przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Zamkowe, Grodziec i Gródków. Gdzieś w okolicach stadionu zaczyna lekko kapać i tak już jest do końca powrotu. Mimo tego jedzie się przyjemnie. Spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPDZDNOD
-
DST
55.00km
-
Czas
03:00
-
VAVG
18.33km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie było tak źle. Wczorajsze opady zdążyły wyschnąć nim temperatura spadła poniżej zera. Dzięki temu jezdnie były suche. Miejscami tylko trochę rozchlapanych kałuż niegroźnych z punktu widzenia przyczepności. Temperatura na pewno poniżej zera bo na trawach szron ale już samo powietrze było raczej ciepłe. Ruszam ciut wcześniej niż wczoraj - 6:03. Nogi jednak widzą różnicę i nie podają tak dobrze. Poza tym też płuca buntują się przeciw pobieraniu nieogrzanego powietrza. Wszystko to przekłada się na nieco słabszą prędkość i tym samym późniejsze czasy na punktach kontrolnych. Kręcę przez Sarnów i Preczów. Całkiem widno jest już w Preczowie. Na Zielonej widzę z daleka, wypadającego od strony mostku na Czarnej Przemszy, rowerzystę. Od razu pomyślałem, że to Mariusz. I tak też było. Rzucamy sobie szybkie "cześć" w przelocie ale bez przystanku na pogadanki. U mnie trochę wąsko z czasem. "Dworzec kolejowy" w Dąbrowie Górniczej udaje mi się przejechać tuż przed tym, jak zamknął się szlaban przed pociągiem KŚ. Niestety potem już stanie na światłach na Alei Róż i Mortimerze. Wszystko to kradnie cenne minuty. Ostatecznie na mecie jestem 7:01. Mimo niższej temperatury całkiem przyjemny poranek do jazdy.
Po pracy niespieszny powrót w słoneczku przez Mec, Środulę, Zamkowe, Grodziec i Gródków do domu. W domu chwila przerwy i małe przepakowanie a potem standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Z zaopatrzeniem wracam do domu. Po rozładowaniu sakw pakuję jedną z pozycji zakupowych i robię z nią dostawczy kurs do Twardowic. Tu chwila przerwy na zwiedzanie i potem przez Siemonię, Rogoźnik i Strzyżowice staczam się do domu. Po zachodzie słońca zrobiło się zauważalnie chłodniej ale łatwo było sobie z tym poradzić. Wystarczyła jedna górka, dzikie młynki i od razu było cieplej. Prędkości jednak już nie te. Na zjazdach nie dokręcam by nie przemarznąć a na podjazdach na zbyt wiele nie pozwalają nogi i płuca. Jeżdżenie w końcówce roku to będą już chyba głównie spacery rowerowe.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
21.14km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Musiała się koniecznie pogoda rozsypać żeby chciało mi się wsiąść na rower ;-p Mam chyba masochistyczną odmianę cyklozy ;-) Startuję o 6:09. Jeszcze jest ciemno ale szybko się rozjaśnia. Dość zauważalnie wieje ale z kierunku zdecydowanie pomocnego. Jezdnie mokre. Pochmurno. Kręcę przez Sarnów i Preczów. Jedzie się bardzo dobrze. Temperatura nie powala na kolana ale nie czuć też większego chłodu. Kręcę spokojnie, szczególnie uważając na wszelkiego rodzaju wirażach, zakrętach itp. Mokra nawierzchnia i sporo opadłych liści nie obiecują dobrej przyczepności przy tego typu manewrach w trybie gwałtownym. Przez to też punkty kontrolne pozaliczanie minimalnie później niż w zeszłym tygodniu ale jeszcze w granicach bezpiecznego czasu przelotu. Bardzo pomaga to, że jest jaśniej. Jedzie się o wiele lepiej. Po drodze tylko jeden furiat wyprzedzający na ostatnią chwilę. Poza tym spokojnie i przyjemnie. Na miejscu jestem z zapasem 4 min.
W ciągu dnia kilka razy lekko padało, czasem nawet ze śniegiem. Również tuż przed wyjściem przeszedł krótki opad deszczowo-śnieżny. Wszystko to jednak przy dodatniej temperaturze zamieniało się szybko w wodę i na powrocie jezdnie miałem raczej niesympatycznie mokre. Wybrałem więc wariant powrotny dłuższy ale umożliwiający przejazd w sporej części chodnikami i mniej ruchliwymi ulicami czyli przez Mortimer, Reden, Zieloną, Preczów i Sarnów. Kręciłem bez specjalnego ciśnienia a i tak czas dojazdu do domu nie był wcale zły. Udało mi się wrócić za jasności, na kilka minut przed zachodem słońca. Trochę obawiałem się przeciwnego wiatru z prognozy ICM-u ale okazało się, że nieco zmienił kierunek z zachodniego na lekko południowo-zachodni i praktycznie stał się dość pomagający. Mam wrażenie, że pogoda trochę wymiotła rowerzystów.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
39.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
18.28km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Minuta po minucie start mi się obsuwa. Dziś ruszam o 6:07. Pierwsze co zauważam, to fakt, że przymroziło. Na trawach szron. Na szybach samochodów to samo. Na szczęście nie padało więc jezdnie będą bezpieczne. Nie wieje. Przez strzępy chmur prześwituje rąbek księżyca. Chłodno ale przyjemnie. Utwierdzony wczorajszym zwiadem w przekonaniu, że trasa przez Sarnów i Preczów jest na razie najlepszym wariantem dojazdowym jadę tymże. Ze względu na niższą temperaturę podawanie nóg i dystrybucja tlenu gorsza, co przekłada się na słabszą prędkość i gorsze pomiary na punktach pośrednich. Na Zielonej jestem 6:37, na Alei Róż 6:47, DorJan 6:51, wjazd na Szymanowskiego 6:55. Ostatecznie cel osiągam z minutą obsuwy. Znak to, że czas nieco przyspieszyć procedurę przedstartową i dać sobie więcej czasu w zapasie bo jak temperatura jeszcze spadnie i pojawi się woda w jakiejkolwiek postaci to czas przelotu wyciągnie się drastycznie. Na razie jednak nie jest źle. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Ruszam jak zwykle ostatnio w stronę Mecu i Środuli. Na drogach ruch dziś zadziwiająco duży. Podejrzewam, że wielu pędzi rozpocząć długi weekend. Na skrzyżowaniu na Mecu chyba będą robić ekstra wyjazd z Lenartowicza w kierunku do centrum Zagórza bo pobocze zryte, rozbierają ogrodzenie otaczające zbiorniki wody. W sumie to by się przydało bo to miejsce coraz częściej jest zakorkowane. W ogóle cała ulica potrafi stać. Przebijam się w miarę sprawnie co już samochodom tak łatwo nie przychodzi. Potem trochę gęsto przy cmentarzu na Środuli ale na szczęście to jeszcze nie ten czas kiedy zwalają się tłumy. W Będzinie podjeżdżam tak dla żartu pod serwis ale jak przypuszczałem - zamknięte. Cóż... zapasy smarowideł na razie jeszcze na trochę wystarczą więc może w przyszłym tygodniu będzie mi po drodze. Rezygnuję z wyjazdu na Aleję Kołłątaja bo tu też gęsto. Zamiast tego przebijam się wokół nerki na Zamkowe i dalej na ścieżkę do Grodźca. Stąd już spokojniej do Gródkowa i kawałek "913" do domu. Tu zostawiam plecak, zakładam sakwy i robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana. Na finiszu dorwały mnie jakieś kropelki, który na dojeździe do sklepu podawały o wiele gęściej. Przemoczyć jednak nie zdołały. Potem z balastem i już bez opadu staczam się do domu. Przyjemne, niespieszne kręcenie powrotno-zaopatrzeniowe. Trochę tylko dołował mrok wygenerowany przez gęsty dywan chmur. Większość drogi jechałem asekuracyjnie na lampkach.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:47
-
VAVG
20.19km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś wcześniejszy rozruch by po wczorajszym umieraniu nieco się nafutrować przed wyjazdem. Wyruszam 6:06. Jezdnie sucho, zauważalnie chłodniej niż przedwczoraj, trochę podwiewa jakby ze wschodu, pochmurno. Mięśnie jeszcze lekko niedożywione więc kręcę spokojnie. Punkty kontrolne zaliczone minimalnie później niż w środę ale całkiem w czasie dobrego przejazdu. Dziś znów na rondzie centrum Dąbrowy Górniczej chwila niepewności. Od strony Będzina widziałem pędzącego ułana i nie byłem pewien czy raczy się zatrzymać czy też wleci na rondo jak na zwykłą prostą. Tym razem się zatrzymał ale i tak mu się dłuższą chwilę podejrzliwie przyglądałem. Reszta drogi spokojna. Mamucie doły na Zagórzu nieco zmieniły rozmiary i lokalizacje. Trzeba po ciemku uważać mimo tego, że ogrodzone i oznaczone. I tak można się zdziwić. Na finiszu z zapasem 4 min. W sumie przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
Wracam dziś bez zaginania przez Mec, Środulę, Zamkowe. Tu zamiast do Grodźca skręcam do lasku grodzieckiego. Mam zamiar zobaczyć jak wygląda sytuacja na "913" przy miejscu budowy centrum logistycznego Lidla. Już na światłach na "86" widzę, że lepiej to miejsce omijać. Na szczęście rowerem przebijam się szybko ale na stojące obok mnie samochody miejsca nie ma. Będą stali kolejną zmianę. Wolny jest tylko jeden pas i ruch jest wahadłowy. Od razu przy budowie uciekam w stronę lasu gródkowskiego i bokami przebijam się aż do DINO. Potem kawałek asfaltem i przy parku wskakuję na chodnik. Reszta drogi już spokojnie do domu. Ze zwiadu jednak wychodzi, że na bliżej nieokreślony czas lepiej ten wariant trasy sobie odpuścić. Jeszcze jak zima przyjdzie i spadnie śnieg to już w ogóle będzie wąskie gardło jeśli do tego czasu nie zdołają tam uporządkować wyjazdu. W sumie to najlepiej jakby tam od razu rondo walnęli.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:52
-
VAVG
19.82km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na razie procedura przedstartowa się sprawdza i pozwala na w miarę regularne rozpoczynanie dojazdu do pracy. Dziś ruszam o 6:06. Sucho, dość ciepło, wiatru jakoś nie zauważam. Kręcę równo i spokojne przez Sarnów i Preczów. Na dojeździe do Zielonej chyba spotkałem Mariusza. Piszę "chyba" bo tak na dobrą sprawę to widziałem tylko ciemność i dwie lampki, zza których doleciało szybkie "sie ma" :-) Ale pora i miejsce by się zgadzały, jak również zawołanie więc stawiam, że to on. Czasy na punktach pośrednich wciąż dobre pomimo tego, że się w ogóle nie spinam. Rondo w centrum D. G. udaje się przejechać bez zamachu na moje życie. Na Alei Róż powtórka z wczoraj, tzn. ze dwóch wyprzedzających, którzy i tak potem zostają na czerwonym. Reszta drogi spokojna. Na miejscu z zapasem 7 min. Taka jesień może być aż do wiosny. Niestety coś dziś w prognozie stoi, że ma pokapać, nieznacznie ale jednak :-/ Trochę mnie to martwi bo dziś spotkanie klubowe. Może jednak nie będzie jakoś tragicznie.
W ciągu dnia nie dość, że zaczęło się robić mokro, to jeszcze zaczęła nawalać mnie dość solidnie dyńka. Dotrwałem do końca dniówki ale już nie miałem sił czekać jeszcze i jechać potem na spotkanie w klubie. Od razu ruszam do domu niemal taką samą drogą jak do pracy. Lekkie odchyłki tylko w Dąbrowie Górniczej i Preczowie. Na ostatnich 4km jeszcze dołożył się do kiepskiego dnia lekki deszczyk zacinający prosto w twarz. W sumie nie zmoczył mnie zbytnio ale przeszkadzał bardzo.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:55
-
VAVG
20.35km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przygotowania przedstartowe przebiegają dziś wzorowo i udaje się ruszyć w dobrym czasie - 6:05. Niestety ciemno ale poza tym suche jezdnie, dość ciepło, lekki podmuch chyba mniej więcej ze wschodu. Ogólnie przyjemne warunki do jazdy jak na trzecią dekadę października. Kręcę przez Sarnów i Preczów. Do ronda w centrum Dąbrowy Górniczej sielsko spokojnie. Na rondzie od strony Będzina wyjeżdża mi jakieś ślepe babsko. W ogóle nawet przed rondem nie zwolniła. Gdybym nie wyczuł co się może dziać to by mnie centralnie trafiła. Posławszy jej złorzeczenia zjeżdżam do parku Hallera i potem na Aleję Róż. Tu kilku śpieszących się wyprzedza mnie byle tylko się wcisnąć wcześniej. Zupełnie bez sensu bo i tak ogonek taki, że poczekają drugą zmianę świateł. Ja spokojnie prawą stroną pasa jadę dalej i załapuję się jako ostatni na zielone. Wszyscy co mnie wyprzedzili jeszcze daleko z tyłu i postoją. Następne światła też udaje się przejechać bez stania. Na Zagórzu polowanie na mamuty nabiera rumieńców bo doły coraz większe i szersze. Finisz już spokojny. Na miejscu jestem z zapasem 7 min. W sumie przyjemny dojazd do pracy.
Po pracy całkiem przyjemne warunki. Słoneczko, nieznaczny wiaterek, sucho. Czapka i rękawiczki wędrują do plecaka zastąpione przez bandankę. Kręcę początek przez Mec i Środulę do Będzina. Przejeżdżam obok serwisu z zamiarem uzupełnienia zapasu smaru do amortyzatora ale tak bez przekonania. I nie pomyliłem się, zamknięte. Przez nerkę przebijam się na Zamkowe i dalej na ścieżkę rowerową do Grodźca. Kolejny zamiar, tym razem zrealizowany, to wjazd na Dorotkę w celu sfocenia postępów budowy centrum logistycznego Lidl-a. Nadprogramowo wdrapuję się też na szczyt pod kościół robiąc po drodze kilka foto kolorów jesieni. Niestety słoneczko nieco przymglone i nie wyszło jakoś rewelacyjnie. Z Dorotki staczam się w stronę Gródkowa po drodze czyniąc drobne eksploracje potwierdzające i omijające jak się da ruchliwą "913". Ostatecznie wypadam na nią przy DINO i stamtąd kręcę prosto do domu. Przyjemny, spokojny powrót z pracy.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
20.94km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś minimalnie start mi się obsunął i ruszam o 6:09. Jest względnie ciepło, jezdnie mokre, wiaterku jakoś nie rejestruję. Wciąż pochmurno. Kręcę przez Sarnów i Preczów. Idzie mi na tyle dobrze, że Zieloną osiągam w czasie, jaki miałem w poniedziałek. Za "dworcem" w Dąbrowie Górniczej jestem o 6:39 więc mam jeszcze pewną rezerwę czasu. Decyduję się na małe wygięcie i zahaczam o ścianę płaczu. Potem już prosto do pracy. Mam wrażenie, że mi dziś w miastach poustawiali światła :-) Te na Alei Róż i Mortimerze świeciły się bardzo długo jakby czekały aż przejadę. Na Zagórzu przy przejściu dla pieszych tylko lekko musiałem zwolnić by mi się zielone zapaliło. Miły zbieg okoliczności. Na miejscu jestem z dwoma minutami zapasu. Przyjemny i spokojny dojazd do pracy.
W ciągu dnia podeschło a potem pokapało. Na wyjściu jezdnie mokre ale bez opadu. Raczej bezwietrznie. Brak słońca sprawia, że brak też ochoty na objazdy. Kręcę krótko przez Mec i Środulę do Będzina. Stamtąd do Grodźca i dalej przez Gródków do domu. Miałem przez chwilę takie myśli, żeby jeszcze zrobić standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana ale jakoś szybko mi przeszło. Powrót raczej niespieszny i spokojny. Jutro w prognozie cały dzień kapania więc wziąłem sobie urlop i pewnie nawet kółka za próg nie wystawię. W piątek też wolne ale może coś pokręcę bo prognoza wygląda na ten dzień na razie obiecująco.
Kategoria Praca






















