Praca
| Dystans całkowity: | 117532.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.37%) |
| Czas w ruchu: | 6182:11 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 3000 |
| Średnio na aktywność: | 39.19 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
19.81km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przygotowania do startu zacząłem ze sporym zapasem czasu ale jakoś tak siłą przyzwyczajenia wszystko się obsunęło do zwykłego wyjazdu na ostatnią chwilę. Na kołach jestem o 6:15. Na dworze jest zauważalnie chłodniej niż w piątek. Do tego w powietrzu unosi się sporo wilgoci. Jezdnie są w sporej części mokre. Wiatru na szczęście nie da się odczuć. Słoneczko świeci ale niezbyt grzeje. Trochę chmurek na niebie. Nogi od razu mówią, że nie ma szans na intensywne podawanie. W związku z tym obieram trasę dojazdową przez Będzin. Zawsze to 1km mniej i 3 min. mniej potrzeba na dotarcie do celu. Jedzie się dobrze i spokojnie. Cel osiągam równo o 7:00.
Wracam niespiesznie przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, bieżnię przy Pogorii 3 i 4, Preczów i Sarnów. Niby nieco cieplej niż rano ale ogólnie jednak słabo. Wystartowałem w krótkim rękawku ale po kilkuset metrach jednak wdziałem bluzę z długim rękawem. Dmuchało lekko na dziób niezbyt ciepłym powietrzem. Powrót spokojny i przyjemny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedweekendowe spowolnienie daje o sobie znać. Dokłada się do tego jeszcze podługoweekendowe zmęczenie. Z tego wszystkiego rozruch bardzo powolny i w efekcie późny wyjazd - 6:16. Decyduję się na dojazd przez Będzin. Ciut krócej więc jest spora szansa zmieścić się w czasie. Kręci się dobrze i pomimo podjazdów na Środuli udaje się dojechać w dobrym czasie. Na miejscu mam 5 min. zapasu. Jechało się bardzo przyjemnie. Na dworze rześko.
Po pracy przyjemne ciepełko. Wracam sobie niespiesznie przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, Zieloną, czarny szlak do Łagiszy i dalej jego przedłużenie w stronę Stachowego. Tam wracam na czarny szlak i jadę w stronę lasku psarskiego. Wybywszy na asfalt i zahaczywszy o piekarnię resztę drogi do domu przekręcam asfaltem. Jechało się bardzo przyjemnie i spokojnie. Na kawałku czarnego szlaku od Stachowego króliczek przede mną. Trochę krótki ten odcinek był żeby go dogonić ale powoli go doganiałem. Potem on poleciał dalej w stronę Malinowic więc mnie nie bardzo po drodze. Ale w końcu króliczek jest po to by go gonić, a nie złapać :-)
Kategoria Praca
DPD
-
DST
41.00km
-
Teren
8.00km
-
Czas
02:07
-
VAVG
19.37km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
W nocy popadało. Nad ranem jezdnie już schnęły. Słoneczka niewiele, wiatru ledwo ledwo, temperatura przyjazna. Ogólnie bardzo dobre warunki do jazdy. Wybywam na koła o 6:18. Ciągle utrzymuje się poweekendowe zużycie i nie mam ochoty gonić choć nogi mają się już znacznie lepiej. Kręcę standard przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. W sumie spokojnie i przyjemnie się jechało. Jedynie przed światłami na Mortimerze jakiś pacan na pszczyńskich blachach w obtłuczonym brązowym Punto (lewe drzwi czarne) wyprzedził mnie zdecydowanie za blisko, za szybko i na dodatek ściął w zjazd na trasę zajeżdżając mi drogę. Oby go karma dorwała. Na miejscu jestem z poślizgiem 3 min.
Po pracy przyjemnie ciepło choć słońca za wiele nie widać. Kręcę dziś powrót bardzo pokręcony. Nie mam ochoty na przepychanki z samochodami więc wybieram teren i boczne drogi. Zaczynam terenem w stronę Placu Papieskiego. Potem ścieżka w stronę C. H. Plejada i dalej przez Pogoń w stronę Czeladzi. Tu trochę eksploracji na oko w kierunku na Grodziec i dalej do Wojkowic. Potem prosta spod Orlenu do domu. Jechało się bardzo przyjemnie, spokojnie, spacerowo. W sam raz na regenerację.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:48
-
VAVG
19.44km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstałem o czasie ale podługoweekendowe przygotowania zabrały więcej czasu niż zakładałem (grzebanie przy rowerku, pakowanie ciuchów do pracy, przepakowanie plecaka itp.). Ostatecznie wyruszam mocno obsunięty w czasie - 6:26. Decyduję się na trasę przez Będzin bo to o kilometr krócej. Nogi po wczorajszym powrocie dają o sobie znać i długo trwa nim udaje mi się rozkręcić. Na dworze jest raczej chłodno, wiaterek nieznaczny, słoneczko. W sumie przyjemnie. Niestety mimo krótszego dystansu nie udaje mi się nadrobić strat. Na miejscu jestem 5 min. po czasie.
Powrót z pracy wystartowany nieco później. Wracam tempem spacerowym przez Mortimer, Reden, Most Ucieczki, Zieloną, czarny szlak do Łagiszy, Sarnów. Jadę sobie delikatnie na młynkach żeby nieco dojść do siebie po weekendzie i zregenerować się na przyszły tydzień. Pogoda na powrocie bardzo przyjemna. Super ciepło, lekki wiaterek, dużo słońca, trochę chmurek. Po drodze wjazd na małe zakupy we wsiowym Lewiatanie. Powrót bardzo spokojny i przyjemny. Nawet nie bardzo miałem ochotę na ganianie króliczków choć kilka się nawinęło pod koła. Znaczy się, jest zmęczenie materiału więc weekend był zdecydowanie udany :-]
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.39km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstart bezproblemowy. Na kołach jestem o 6:11. Kręcę bez większego ciśnienia. Warunki całkiem całkiem. Lekki wiaterek, ciepło, słonecznie z elementami chmurek. Na drogach miejscami sporo śladów po wczorajszych burzach. Na Zielonej, o dziwo, nie jest źle. Większe rozlewisko napotykam na Zagórzu ale obydwa da się bezproblemowo objechać. Na miejsce zataczam się z zapasem 3 min. Przyjemny dojazd do pracy.
Wychodząc z pracy dokonuję z ludzkich warunków klimatyzowanego pomieszczenia w dość wymagające pod względem termicznym warunki zewnętrzne. Od asfaltu czuć zdecydowanie za wysoką temperaturę. Skłania mnie to do włączenia w trasę powrotną znacznej ilości terenu. Tak więc przetaczam się przez las zagórski do przejazdu pod "94" na Reden. Stamtąd przebijam się pod Mostem Ucieczki na Zieloną i dalej na czarny szlak do Łagiszy. Tu dopiero wracam na asfalty, którymi toczę się przez Sarnów do domu. Mimo zauważalnego ciepełka jechało się bardzo przyjemnie zwłaszcza, że zaczyna się długi weekend, który jeśli się uda plan zrealizować, to będzie intensywny pod wieloma względami :-)
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:49
-
VAVG
20.37km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niestety widać już, że lato powoli odchodzi. Na razie po tym, że o 4:00 jest już całkiem ciemno. Przed 5:00 widzę za oknem ładne światło więc skuszony tym wychodzę na taras oglądnąć zaczątki wschodzącego słońca. I tu niespodzianka. Owszem, na północnym wschodzie ładny widoczek podświetlonych chmur ale już na południowym wschodzie, mniej więcej nad Łagiszą, widzę wyładowania. Odwracam się na zachód a tam czarne chmury jakby zaraz miało solidnie lunąć. No ładnie. Sprawdzam prognozę ICM-u i widzę, że zakładają możliwość wystąpienia burz. Coraz lepiej. Zbieram się dalej. Około 5:30 zaczyna wiać i spada trochę kropelek ale ostatecznie nie przeradzają się w większe opady. Na starcie o 6:10 jest już tylko pochmurno i nieznacznie podwiewa. Bardzo przyjemne warunki do jazdy. Kręcę przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Na jezdni widać miejscami gdzie popadało. Droga dziś spokojna. Trochę wyginam w centrum Dąbrowy Górniczej bo mam w zapasie kilka minutek. Na miejscu jestem z zapasem pięciu. Dziś bez przerywników technicznych.
Powrót w milusim ciepełku. Ruszam z pracy w stronę centrum Zagórza. Od asfaltu bije gorąco ale dopóki się jedzie to nie przeszkadza. Dopiero kiedy trzeba gdzieś na światłach czy skrzyżowaniu się zatrzymać robi się jak w piekarniku. Z tego też powodu z centrum Zagórza kręcę w stronę Makro i uciekam na terenowy skrót do Mydlic. Potem znów kawałek asfaltu na Warpie i dalej Aleją Kołłątaja do będzińskiej nerki. Tu zjeżdżam na osiedle Gzichów i potem Zamkowe. Część drogi da się przejechać po chodnikach, które zdają się być mniej nagrzane, i po terenie. Z Zamkowego wjeżdżam do lasku grodzieckiego i przebijam się w jego cieniu do świateł na "86". Tu znów asfalt ale tylko do centrum logistycznego Lidl-a, za którym wbijam w teren i na żółty szlak przez las gródkowski w stronę Psar. Wypadam na ul. Łącznej i kręcę w stronę remizy. Potem zwrot na zachód i prosto do domu. Zostawiam Rzeźnika i wyciągam nieco zapomnianą Srebrną Strzałę. Jako, że Błękitny w serwisie tylko ona może obsłużyć kurs zaopatrzeniowy. Robię standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana i z balastem staczam się do domu, gdzie w końcu mogę uraczyć się zimnym Żywcem ze zmrożonego w zamrażarce kufelka. Miodzio.
Kategoria Praca
DPSD
-
DST
36.00km
-
Czas
01:43
-
VAVG
20.97km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wszystko dziś szło pięknie i ładnie do Łagiszy. Przedstartowe przygotowania przebiegły sprawnie. Wyruszam o 6:12 czyli jest ciut zapasu na marudzenie. W sumie, to planuję zahaczyć o ścianę płaczu w centrum Dąbrowy Górniczej. Pogoda dopisuje. Nie ma, co prawda, za dużo słońca, nawet trochę chmurek się pojawiło ale jest zdecydowanie cieplej niż wczoraj i nie wieje. Kręcę drogę standardową przez Łagiszę. W Gródkowie na przejeździe kolejowym pierwszy znak, że coś nie tak z tylną przerzutką. Zrzucam biegi i coś strzela ale jeszcze działa. Kolejne ostrzeżeniem na światłach na "86". Pojawia się lekki luz na lince ale jeszcze jest ok. Fail pojawia się na skrzyżowaniu przy Biedronce w Łagiszy. Linka się urywa i z tyłu łańcuch ustawia się na najmniejszej zębatce. Ledwo mogę ruszyć ze skrzyżowania. Przetaczam się kawałek upewniając się, że to faktycznie padła linka i zjeżdżam na chodnik. Dłubanie przy defekcie zabiera mi 20 min. ale odzyskuję sprawność w biegach. Obsuwę mam już tak dużą, że nie cisnę. W centrum Dąbrowy lekko zaginam o bankomat i wracam na standardową trasę przelotową. Na mecie jestem ze stratą 24 min. Mimo wszystko przyjemny dojazd do pracy.
Powrót podobnie jak wczoraj. Kolejno Mec, Środula, Stary Będzin, serwis. Tu zostawiam Błękitnego na wymianę oleju w przednim hamulcu i odbieram Rzeźnika po wymianie łożysk suportu i tarczy hamulcowej na tyle. Okazało się też, że zgubiłem jedną ze śrub zawieszenia. Fartem mi się rama nie rozjechała gdzieś w locie :-) Z serwisu jadę podobnie jak wczoraj przez Łagiszę i Sarnów. Tym razem bez wjazdów na zakupy. Na powrocie zauważalny wzrost temperatury. Zgodnie z przewidywaniami ICM-u. Wychodzi na to, że jutro będzie jeszcze większa lampa.
Dzień idzie na konto Błękitnego bo na nim dziś przejechane 25km.
Kategoria LinkaP, Praca, Serwis, Suport, Tarcza
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
20.79km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przedstart sprawny ale było tyle rzeczy do zrobienia z rana, że ostatecznie wytaczam się dość późno - 6:16. Nawet nie próbuję cisnąć bo warunki ku temu niezbyt sprzyjające. Jest zdecydowanie chłodniej. Pewnie na termometrze spadek niewielki ale odczuwalnie to tak o 10 stopni mniej. Do tego mam wiatr ze wschodu. Kręcę trasę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Po drodze byłem ze 2x wyprzedzany nieco za blisko i za szybko czyli normalny dojazd do pracy. Na miejscu jestem obsunięty o 2 minuty. Mimo wszystko przyjemne kręcenie poranne.
Po pracy zrobiło się całkiem przyjemnie. Słoneczko, wiaterek, ciepło. Spacerowo wracam przez Mec i Środulę do Będzina gdzie zajeżdżam do serwisu zapytać o stan leczenia Rzeźnika. Dziś dotarły łożyska i na jutro ma być gotowy. Ustaliwszy godzinę odbioru toczę się do Łagiszy i dalej przez Sarnów do domu z małym postojem na uzupełniające zakupy we wsiowym Lewiatanie. Potem zjazd prosto do domu. Ciągle jeszcze wychodzi weekend bo mam niemałe ciągoty do spania :-p
Kategoria Praca
DP Dojazd do Fortu 39
-
DST
85.00km
-
Teren
20.00km
-
Czas
04:50
-
VAVG
17.59km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś grzebanie przedstartowe nietypowe bo z pakowaniem na weekendowy wyjazd klubowy. Z tego też powodu zaliczam niezły poślizg czasowy i na kołach jestem o 6:20. Kręcę niespecjalnie intensywnie ale też i bez ociągania trzymając się bardzo blisko krawędzi okna przelotowego. Trasa standardowa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Światła mi dziś ładnie współpracują ale mimo tego lekko obsuwam się w czasie bo jadę delikatniej wszystkie grubsze wyboje ze względu na sakwę na bagażniku. Nie chcę rozwalić koła przez zbędne szarżowanie. Ostatecznie na mecie mam jakieś 3 min. spóźnienia. Mogło być gorzej. Przyjemny dojazd do pracy. Spokojny nie za bardzo bo tu i tam jakieś drobne irytacje ze strony innych uczestników ruchu (również rowerzystów) się pojawiały.
Po pracy przetaczam się na jedno z miejsc zbiórki na dojazd do Fortu Olszanica w Krakowie czyli na Sosinę. Trochę terenem, trochę asfaltami dojeżdżam na miejsce przed 16:00. Mniej więcej planowo zjawia się Paweł i Domino. Na resztę czekamy dość długo racząc się pysznymi lodami. Oni potem też jeszcze po lodzie i w końcu ruszamy dalej. Jest po 17:00. Kręcimy znaną drogą przez Ciężkowice, Trzebinię i Puszczę Dulowską do celu. Fort osiągamy już po zachodzie słońca. Szybki zrzut bagażu, chowamy rowery i idziemy się integrować przy ognisku. Trochę się to niektórym przeciąga ;-)
Link do pełnej galerii
Kategoria Praca, Kilkudniowe
DPD
-
DST
37.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:41
-
VAVG
21.98km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chyba już tak zostanie, że póki ciepło to przedstarty będę miał mocno grzebane i przestanę walczyć o lepszy czas. Dziś również poszło nie za dobrze i na kołach jestem o 6:15. Na dworze przyjemnie. Słoneczko nie ma dziś na niebie żadnej konkurencji więc od razu daje konkretnie. Nie udaje mi się dopatrzeć zauważalnych śladów wiatru. Kręcę trasę standardową przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą przykładając się nieco do kręcenia ale tak, by mieć jeszcze trochę mocy w rezerwie. Jedzie się przyjemnie i spokojnie. Ostatecznie na miejscu jestem z zapasem 5 min.
Powrót przy wyższej temperaturze ale za to w zauważalnym wiaterku. Dzięki temu warunki były bardzo przyjemne do jazdy. Na niebie pojawiły się zauważalne chmury temperując nieco wysiłki słońca. Nawet trochę obawiałem się, że mogę wjechać pod jakieś opady ale ostatecznie udało się wrócić na sucho. Kręcenie powrotne niezbyt spieszne na trasie: Mortimer, Reden, fragment bieżni przy Pogorii 3, Zielona, czarny szlak do Łagiszy, Sarnów, Psary. Na plaży przy Pogorii 3 sporo narodu łażącego przez ścieżkę rowerową jak w amoku. Trzeba na nich uważać jak na niepełnosprawnych. W ogóle się nie rozglądają. Normalnie sami nieśmiertelni. Reszta drogi dość pusta. U siebie na wiosce widzę kolejny przykład tego, jak smartfony ludziom rzucają się na rozum. Dziewczyna jedzie na skuterku i klepie coś na telefonie. Słów brakuje.
Kategoria Praca






















