Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
2.00km
-
Czas
01:42
-
VAVG
21.18km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zaraz po przebudzeniu sprawdzam jak jest na dworze. Zaskoczenie. Jak na maj, to zimno. Oddech paruje. Nie ma rady, wdzianko na długo.
Rozruch sprawny i na kołach jestem o 6:05. Z tej okazji nieco dłuższy przelot dojazdowy. Trasa przez Sarnów, Preczów, pojezierze, Most Ucieczki, Reden, Mortimer i centrum Zagórza.
Przyjemnie, spokojnie, niespecjalnie spiesznie. Na miejscu z zapasem kilku minut. Trochę zmarzły mi uszy i stopy. Wydawało się, patrząc po drzewach, że nie wieje ale w trakcie jazdy jednak dawał się odczuwać pewien opór powietrza większy, niż bym się spodziewał po osiąganej prędkości. Słoneczko schowane za chmurami.
Na wyjściu pojawiły się jakoweś kropelki w ilościach raczej niegroźnych ale też i mało zachęcających do objazdów. Kręcę powrót przez Mec, Środulę, Stary Będzin, ścieżką małobądzką do Nerki, Zamkowe, las grodziecki i finisz przez Gródków "913". Nie za ciepło było więc w użyciu dalej długie wdzianko.
Kategoria Praca
DPDZD
-
DST
44.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:38
-
VAVG
16.71km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prognozy na dojazd nie są zbyt optymistyczne ale kiedy startuję o 6:07 jest nieźle. Jezdnie mokre ale chodniki suche. Minimalnie wieje. Niebo zaciągnięte chmurami. Temperatura znacznie mniej przyjemna niż wczoraj. Kurtka jest jak najbardziej wskazana.
Dojazd kręcę przez Będzin korzystając w wielu miejscach z chodników i ścieżek. Dzięki temu udaje się mniej uflejać i nie nabierać wody w buty. Przejazd spokojny i, w sumie, przyjemny.
Na finiszowych 2km pojawiła się gęstsza mżawka. Nie udało się jej jednak mnie przemoczyć. Na miejscu z zapasem kilku minut.
Nim rozpocząłem powrót z pracy jezdnie zdążyły wyschnąć. Wiało raczej zauważalnie ale jeszcze nie uciążliwie. Temperatura, niestety, niespecjalnie się podniosła. Nogi od razu powiedziały, że nie będzie podawania więc powrót w tempie spacerowym.
Trasa przez centrum Zagórza, Aleję Róż, Reden, na bieżnię przy P3. Ktoś staranował Świątynię Grillowania i nieco ją uszkodził. Quad? Sprzęt budowlany?
Przy przejeździe między P3 i P4 trwają prace. Na razie jeszcze nie da się przejechać. Od Piekła kręcę sobie kawałek piaskiem wzdłuż ścieżki przy P4. Potem przez Preczów i Sarnów asfaltem do świateł na "86". Tam uciekam w teren i przetaczam się nim aż do Strzyżowic. Lekko jeszcze wyginam by zahaczyć o stomatologów i umówić się na wizytę. Potem zjazd do domu.
Odkładam plecak, biorę sakwę i robię jeszcze zwykłe zagięcie do wsiowego Lewiatana na uzupełniające zakupy. Z zapasami zjazd prosto do domu i na dziś koniec kręcenia. Spokojnie, przyjemnie.
Niestety w domu sieknęło mnie znów lewe kolano i trzymało przez dłuższą chwilę. Ech... Jak tak dalej będzie, to w końcu przyjdzie odwiedzić jakiegoś konowała.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:45
-
VAVG
22.29km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sprawny rozruch skutkuje startem o 6:02. Skoro mam trochę czasu w zapasie to wybieram dłuższy wariant dojazdowy. Kręcę przez Sarnów, Preczów, pojezierze, Reden i Mortimer. Spokojnie, przyjemnie. Warunki bardzo przyjazne. Sporo słoneczka, jezdnie miejscami jeszcze mokre po wczorajszych opadach, lekki podmuch na twarz. Część trasy to slalom między ślimakami. Głowy nie dam, że wszystkie mi się udało ominąć bo czasem było dość gęsto.
W ciągu dnia, zgodnie z prognozami ICM-u, popadało. Na wyjściu z pracy mam jednak ładną pogodę. Słoneczko, lekki wiaterek i mokre jezdnie. Gdzie się da to jadę chodnikami i ścieżkami bo na nich prawie nie ma wody. Powrót bez większego gięcia przez Będzin, Łagiszę i Sarnów. Na więcej się nawet nie zamierzałem bo w prognozach stało, że jeszcze popada. Powrót spokojny i przyjemny.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
21.82km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Powrót do rutyny. Sprawny rozruch i start o 6:06. Przyjemnie. W krótkim wdzianku jest ok. Słoneczko. Niegroźne chmurki. Lekki wiaterek. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą spokojna. Na miejscu ze sporym zapasem czasu.
Na wyjściu z pracy widzę takie trochę niepokojące chmury. Dodając do tego możliwość burz wg prognozy ICM-u nie zaryzykowałem objazdów większych niż konieczne by wrócić do domu.
Trasa przez Będzin, Grodziec i Wojkowice. Gdzie się dało, to ścieżkami. Dzięki temu spokojny i przyjemny powrót. Miałem wrażenie, że w Będzinie dopadły mnie jakieś zabłąkane kropelki. Żaden opad jednak mnie nie dopadł, choć niebo do końca jazdy było takie raczej dwuznaczne.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:09
-
VAVG
18.14km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zapowiada się dziś o wiele pogodniejszy dzień niż wczoraj. O poranku w mojej okolicy dość gęste mgły więc też i odczuwalnie chłodno. Zbieram się na koła o 6:12 po uprzednim doluftowaniu tyłu Mamuta i pokapaniu smarem łańcucha. Jedzie się dobrze jak już wyjeżdżam z gęstych mgieł i nie muszę ciągle przecierać okularów. Trasa przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Spokojnie i raczej pustawo na drogach. Na miejscu jestem z niewielkim zapasem czasu. Przyjemny dojazd do pracy. Przed Zieloną robią kawałek asfaltu od mostu nad Czarną Przemszą do remontowanej w roku minionym jezdni w parku.
Znowu zlało mnie na powrocie choć zaczęło się całkiem fajnie. Wychodząc z pracy widzę chmurki w barwach apokaliptycznych mniej więcej w kierunku, w którym będę wracał ale jeszcze żyję nadzieją, że może jednak się uda. Kręcę do lasu zagórskiego i tam mnie dopada pierwszy rzęsisty deszcz. Pokrowiec na plecak, na grzbiet kurtka i jak tylko nieco zelżało jadę dalej. Już do końca przejazdu nie przestało kapać. Momentami tylko zmieniała się intensywność.
Kręcę przez Reden w stronę Mostu Ucieczki posiłkując się chodnikami. Dzięki temu mnie wody trafia do butów. Zaskakuje mnie widok dojazdu do parkingu przy molo na P3. Będzie rondo. Strzelam foto. Potem kręcę na samo molo i focę chmurki nad zbiornikiem. Bieżnią przetaczam się pod przejazd pod torami na P4. Jeszcze nie jest gotowy. Foto i w drogę na Piekło.
Tu samostrzał na tle zbiornika i wiszących na horyzoncie opadów, w których to stronę będę musiał kręcić. Deszcz przesuwa się falami. Nie ma szans na dojechanie na sucho. Gdzieś już na mojej wiosce zbieram solidnego bryzga spod kół. Jego mać poszła. Gdyby człowiek trochę zwolnił to może tylko bym to na nogi wziął a nie też na gębę. Cóż. W niektórych za grosz emaptii.
Do domu dotaczam mokry ale w sumie zadowolony z przejazdu. Nie zmarzłem. W butach umiarkowanie mokro. Plecak nieprzemoczony. Mogło być gorzej.
Link do pełnej galerii
Na wlocie do lasu zagórskiego takie oto pogróżki na niebie.
Przebudowa na dojeździe do mola przy Pogorii 3.
Kotłuje się nad pojezierzem.
Przejazd z P3 na P4 jeszcze niegotowy.
Tam w to po lewej na horyzoncie za chwilę będę kręcił.
Prawie pod domem.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
42.00km
-
Czas
02:23
-
VAVG
17.62km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jednak prognozy się sprawdziły i około 6:00 zaczęło kapać. Niezbyt mocno. Startuję o 6:13. Od razu decyduję się na trasę przez Będzin i las mydlicki zakładając, że zmieszczę się w czasie. Jednak w Gródkowie zaczynam robić tyły czasowe zatrzymując się na przystanku i zakładając pokrowiec na plecak. Kropelki przyspieszają. Trochę czasu ucieka na przekraczaniu Alei Kołłątaja i podjazd pod Koszelew. Potem światła obok Makro i ostatecznie notuję 6 minut straty na mecie. Jechało się nawet nieźle choć warunki do przyjemnych miały daleko. Ale mogło być gorzej. W butach sucho. Tyle dobrego, że dojazd spokojny.
Na powrocie dalej pochmurno ale niemal nie ma kropelek. To skłania mnie jednak do wypadu do centrum Sosnowca w poszukiwaniu dętek do Mamuta. Toczę się zwykłą trasą przez Blachnickiego, Środulę, Kombajnistów i Ludwik w stronę ronda na Ostrogórskiej.
Trafiam poszukiwany asortyment w MK Bike. Biorę 2 dętki i trójkąt pod ramę żeby było ją gdzie wozić. Zwykłe podsiodłówki są za małe na taki kawał gumy, jaki wchodzi do kółek Mamuta (26x4,0).
Skoro udało mi się dokonać zakupu to nie mam nic więcej do roboty w Sosnowcu więc zaczynam odwrót do domu. Kręcę w stronę Pogoni i ścieżką od Klubu Kiepury aż do będzińskiej Nerki. Tam na chwilę odbijam do serwisu skreślić się z listy na dętki do fatbike-a.
Na trasie do Będzina zaczynają rozpędzać się kropelki. Kiedy ruszam z serwisu kapie już dość regularnie choć, na szczęście, nie za mocno. Jednak na Zamkowym decyduję się na założenie pokrowca na plecak. Ścieżką kręcę do Grodźca i potem zjeżdżam do Gródkowa. Poboczami i chodnikami dotaczam się do wsiowego Dino i uciekam z "913" na spokojniejsze ulice.
Do domu docieram nieco nasiąknięty. Ciuchy od razu idą do prania. Mimo tego kapania jednak jechało się nawet nieźle. Na dłuższą trasę byłoby to męczące ale na powrót z pracy do domu warunki oblecą. Jeździłem przy gorszych. Trochę tylko martwi mnie to, że powoli wykańczam kolejne buty.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
20.73km/h
-
Sprzęt Scott Spark 750
-
Aktywność Jazda na rowerze
Można powiedzieć, że poranek świstaka z tą drobną różnicą, że dziś do pracy na innym rowerku. Poza tym pora startu niemal ta sama, warunki takoż i przejazd podobnie. Jeszcze tylko krótszy ciut czas dojazdu.
Na powrocie nieco przyjemniej, nawet trochę słoneczka choć wietrznie. Nieco lżejsza góra wdzianka w użyciu. Kręcę powrót początkowo terenem przez las zagórski na Reden i haczę o sklep rowerowy w poszukiwaniu dętki do Mamuta. Nie ma. Potem do drugiego. Może będzie ale to się okaże. Zadzwonią. Przez Mydlice przetaczam się na Warpie i dalej do serwisu w Będzinie. Jest tylko 2,7". Na razie nie biorę bo liczę, że będą te do fata typowo. Wracam do domu przez las grodziecki i gródkowski finiszując kawałek "913".
Po 17:00 telefon, że są ale niestety na Preście. Mnie potrzebne na samochodowym. Wygląda na to, że jutro odwiedzę pozostałe sklepy w okolicy w poszukiwaniu zapasu. No chyba, że pogoda się sypnie, jak ICM wieszczy. Wtedy wezmę tą 2,7 choć nie wiem czy w razi "W" da radę.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
36.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
18.00km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Odczuwalnie chłodniej niż wczoraj i trochę wiało mniej więcej z północy lub północnego wschodu ale przynajmniej słonecznie. Rozruch przeciętnie sprawny zakończony startem o 6:12. Trasa jak wczoraj, przez Łagiszę i Dąbrowę Górniczą. Pokonana sprawniej i bez ekscesów. Na miejscu mam kilka minut zapasu. Troszkę nawet się zgrzałem na finiszu. Przyjemny dojazd do pracy.
Na powrocie wiele cieplej nie było za to bardziej wietrznie bo dmuchało mi na gębę spory kawałek trasy. Na końcówce trochę pochowałem się po lasach. Przejazd na trasie Mec, Środula, Będzin, las grodziecki, las gródkowski, żółty szlak do łącznika terenowego z Malinowic do Strzyżowic i zjazd do domu. Przyjemnie, niespiesznie, spokojnie. Po drodze były jakieś drobne kropelki. Wcześniej chyba miejscami padało bo jezdnie były tu i tam mokre.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:53
-
VAVG
18.58km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzień od samego wstawania oporny. Ostatecznie wytaczam się o 6:09. Warunki słabe jak na maj. Pochmurno, trochę wieje (wg ICM-u z północy), temperatura taka, że pełne wdzianko jak na zimę wcale nie jest przesadą. Do tego Mamut robi mi pod górkę nie zrzucając przedniej przerzutki na mniejszą tarczę. Chyba gdzieś do pancerza dostała się woda i coś lekko przyrdzewiało. Nie mam czasu tego poprawiać i męczę się całą drogą czasem wydzielając buta w mechanizm. Trasa przejechana spokojnie. Na mecie na styk.
Z pracy wychodzę 2 godzinki później i już nie mam ochoty na objazdy. Pogoda też do tego nie zachęca. Wychodząc mam pod kaskiem bandankę. Rękawiczki i czapka w kieszeniach. Nawet nie ruszam a już zakładam jedne i drugie.
Powrót niespieszny przez las mydlicki, Warpie, Zamkowe, las grodziecki i gródkowski. Finisz lekko bokami żeby nie tłuc się "913". Przyjemnie, spokojnie, z wiatrem na gębę przez sporą część drogi.
Kategoria Praca
DPODZD
-
DST
54.00km
-
Teren
12.00km
-
Czas
03:01
-
VAVG
17.90km/h
-
Sprzęt Bottecchia Senales Fat Bike
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozruch mocno grzebany zakończony startem o 6:14. Z tego też powodu trasa krótka przez Będzin, Środulę i Mec. Słonecznie ale niezbyt ciepło. Wieje z zachodu. Odczuwalna temperatura obniżona przez wilgoć z nocnych opadów. Wdzianko na długo wcale nie było przesadą. Dopiero na finiszu, przy ostatnim podjeździe, czułem, że robi się cieplej. Asekuracyjnie lżejsze ciuchy na popołudnie jechały w plecaku. Przejazd spokojny i przyjemny. Na drogach pustki zarówno jeśli chodzi o samochody jak i rowerzystów. Ewidentnie długi weekend. Na mecie jestem równo o 7:00.
Popołudnie o wiele przyjemniejsze termicznie niż poranek. Da się jechać we wdzianku "na krótko" choć przy zwrocie na zachód wiaterek daje się trochę we znaki i jakoś super ciepły nie jest. Powrót robię niespieszny, zaginany i w kilku miejscach terenowy. Początek od lasu zagórskiego, potem przez Reden na bieżnię P3 i dalej na terenowy objazd P4 do Wojkowic Kościelnych. Stąd asfaltami przez Podwarpie do Tuliszowa. Skrótem do Przeczyc i wjazd pod górkę w Targoszycach gdzie robię zwrot na zjazd do Dąbia. Przy okazji udaje mi się podkręcić rekord prędkości na Mamucie do 54km/h. Może gdyby nie boczny wiatr byłoby więcej. Z Dąbia kręcę do Strzyżowic i stamtąd zjeżdżam do domu. Tu chwila na zamianę plecaka na sakwy i jeszcze standardowe zagięcie do wsiowego Lewiatana po zaopatrzenie. Z ładunkiem powrót do domu.
Kategoria Praca






















