limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wyrypa prima sort

  • DST 200.00km
  • Teren 50.00km
  • Czas 10:59
  • VAVG 18.21km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 17 maja 2015 | dodano: 17.05.2015

Było epicko. Opis w poniedziałek.

Na początek mapka:


Potem link do pełnej galerii.

A teraz detale.

Jakoś tak w czwartek zacząłem dzwonić po sprawdzonych wyrypowiczach czy by byli chętni na jednodniową szarżę w stronę Beskidu Małego. Wstępnie grono zapowiadało się liczne ale na starcie, pewnie przez pogodę, stawiliśmy się we trzech: Robredo, Mariotruck i ja. Nim jednak dotarłem na spotkanie przy kościele na Niwce zaliczyłem pierwszego technicznego fail-a. Gdzieś tak trochę za izbą wytrzeźwień, na zupełnie płaskim i równym odcinku jezdni usłyszałem trzaśnięcie. Rozejrzałem się wokół ale nic nie zauważyłem i pojechałem dalej. Po jakimś czasie usłyszałem znajome brzęczenie wskazujące na: a) poluzowany odblask na kole, b) pękniętą szprychę. Zjeżdżam na przystanek i odkrywam, że jest to opcja b) :-/ Dłuższą chwilę szarpię się z urwaną szprychą. Na Niwkę przybywam obsunięty około 10 min. Powitanie, chwila gadki w oczekiwaniu na ewentualnych pozostałych uczestników. W końcu ruszamy. W tamtą stronę, czyli w Beskid Mały, droga bez fantazji czyli Mysłowice, Imielin, Chełm Śląski, Oświęcim. Droga pusta bo pora jeszcze wczesna. Od Oświęcimia kręcimy na Kozy. Pogoda taka sobie. Pochmurno. W Zasolu rozpoczyna się deszczyk a chłopaki wdziewają ekstra warstwy. Ja mam już na sobie wszystko co mam więc tylko focę przebieranki. W Kozach jest już po deszczu i tam dopiero zaczynają się objawiać górki skryte za mgłą. Przed wjazdem robimy mały popas pojeniowo-karmieniowy i wbijamy na żółty szlak. Jedzie się fajnie. Po drodze pojedynczy turyści. Dojeżdżamy w końcu do czerwonego szlaku i robimy wypych do krzyża na Chrobaczej Łące. Tu chwila na wciągnięcie bananków i kilka foto a potem czerwonym jedziemy w stronę Przegibka. Nim tam docieramy zaczyna się dziać. Zamiast szlakiem niebieskim robimy zjazd zielonym o co nam w ogóle nie chodziło. Mario poleciał jak burza w efekcie zaliczając kapcia gdzieś po drodze. Za nim pojechał Robredo, który zaczął mieć problemy z tylnym hamulcem. Ja na samym końcu. Gdzieś po drodze zaliczam glebę. Wpadłem przednim kołem w dziurę i nim się zorientowałem, że jest źle rozpoczął się lot, w trakcie którego miałem jeszcze nanosekundę na zastanowienie czy walczyć z sytuacją czy po prostu poddać się wydarzeniom i liczyć na fartowne lądowanie. Z dotychczasowych doświadczeń w temacie gleb to zwykle walka kończyła się źle. Więc nim lot osiągnął apogeum zdecydowałem, że zobaczymy jak się potoczy i rymsnąłem o glebę. Coś chrupnęło. Leżę sobie, i tak się zastanawiam czy już wstać, czy jeszcze sobie poleżeć. W międzyczasie nawiązuję łączność z poszczególnymi częściami ciała z wołaniem o info jaki jest stan podzespołów. Wszystko gada, nic nie boli jakoś szczególnie. Wstaję. Łokieć trochę pobolewa ale sprawny czyli nie jest źle. Rower wygląda też jakby nie ucierpiał. Zjeżdżam dalej choć już teraz dużo ostrożniej. Po kilkuset metrach jednak coś mi nie pasuje. Mieliśmy na Przegibku wylądować a tymczasem jestem już dużo poniżej przełęczy. Staję. Telefonicznie ustalam z Robredo, że spotykamy się na Przegibku i zaczynam powrót zielonym po drodze porzucając go dla jakiejś nieoznaczonej leśnej przecinki, którą ostatecznie wybywam kilkaset metrów poniżej Przegibka. Wdrapuję się na górę i tam uważniej oglądam siebie i rower. Rower ok. U mnie podrapane okolice łokcia i opuchlizna + dziura w rękawie i ogólny uflej. Nie jest źle. Czekam aż chłopaki dojadą. Robi się pieruńsko zimno, tak zimno, że aż para idzie z ust. A tu ciuchy mokre. Oj! Wymarzłem nim chłopaki się zjawili. Siadamy przy "Gawrze" na małe conieco. Dychnąwszy wjeżdżamy "autostradą" na Magurkę i dalej grzbietem jedziemy na Czupel czasem robiąc szybkie postoje na foto. Po drodze sporo turystów pieszych i trochę rowerowych. Za Czuplem zjeżdżamy (o ile można to tak nazwać) niebieskim szlakiem do Czernichowa. Właściwie większość zjechał tylko Mario. My z Robredem spory kawałek sprowadzaliśmy. Ja niby na full-u ale to sprawy nie ułatwia jeśli nie ma się umiejętności na takie podłoże, a tych mi zdecydowanie brak. Ale i tak jazda Rzeźnikiem była łatwiejsza i przyjemniejsza niż Błękitnym. Trochę się jednak też hamowałem bo cały czas w głowie mi siedziało to, że na zadku mam wybitą jedną szprychę i trudno powiedzieć ile koło wytrzyma. Jakimś cudem wytrzymało. W Czernichowie jesteśmy już po 14:00. Plan wstępny był taki, że jedziemy na żółty szlak by wspiąć się nim do szlaku niebieskiego i w stronę przełęczy kocierskiej a stamtąd zielonym do targanickiej i zjechać do Andrychowa. Reszta powrotu miała być przez Zator, Chrzanów i Jaworzno. Jednak odpuszczamy. Może gdyby to była sobota, czyli w perspektywie następny dzień wolny, to byśmy się szarpnęli. Delikatnie, bez ciśnienia kręcimy więc drogę powrotną. Do tej roboty został zaprzęgnięty Garmin i wybrał nawet całkiem fajne, boczne drogi (nawet cmentarz!) i do Oświęcimia udaje się dojechać całkiem spokojnie. W Oświęcimiu po porannym spokoju i bezruchu ani śladu. Normalnie kociokwik. Uciekamy na boczne drogi jak tylko szybko się da ale i tak już ruch większy i szarżujących też sporo. W jednym momencie na Robreda o mało co nie wpada zarośnięty jak zwierzę rowerzysta, któremu fantazja kazała ściąć zakręt i jechać praktycznie pod prąd. Kręcimy wg gps-a na Gorzów a potem już dalej na czuja w stronę Jelenia i Jaworzna. Od Jaworzna prowadzi Mario i bezbłędnie lądujemy przy TTC i na Niwce. Tu decydujemy z Robredem, że odprowadzimy Mariusza do domu w usiłowaniu dobicia do 200km. Na Stawikach żegnamy się z Mariuszem i we dwóch jedziemy czerwonym szlakiem pod halę sportową na Milowicach i dalej do Czeladzi. Przed światłami na "94" żegnamy się. Robredo uderza na Dąbrowę Górniczą a ja przez Czeladź do Wojkowic. Tak sobie liczę, czy da radę bez większego naginania wyrobić 200km i ostatecznie odkładam decyzję aż nie dojadę pod Orlen w Wojkowicach. Tam budzik pokazuje 193km i jakieś grosze. Chyba się uda. Funduję sobie więc jeszcze kilka pagórków w Wojkowicach i Strzyżowicach zjeżdżając pod dom z wynikiem nieco ponad 200km. Zmordowany jak koń po westernie, sponiewierany, upodlony koncertowo. Chyba trzeba mi było takiej jazdy i dzięki chłopakom udało się ją uskutecznić.


Jeszcze dobrze nie wystartowaliśmy a u mnie już problemy.


W okolicach Zasola chłopaki dokładają coś na deszcz.


Powoli ujawniają się góry.


Żółtym do góry ;-p


Wypych na Chrobaczą.


Krzyż się cały nie zmieścił w kadrze.




Przed pomyłkowym zjazdem zielonym szlakiem.


Na Przegibku oceniam dokładniej straty po glebie.


"Autostradą" na Magurkę.


Zrobił się całkiem pogodny dzień. Widoczki miodzio. Szkoda trochę, że nie ma czasu żeby sobie usiąść i popodziwiać tak z godzinkę, dwie albo i do nocy.




Czasem wsadzałem gębę do kadru żeby było widać, że też tam byłem ;-p


Przymiar. Mieściliśmy się więc wagi zrzucać nie trzeba.


Sprowadzanie niebieskim. Na foto nie widać ale jest tam stromo a kamienie są luźnie. Dla mnie nie do zjechania. Mario nie miał z tym problemów.


Takie widoczki uwielbiam.


Czernichów.


Rzeźbimy w stronę Gorzowa.


Rynek w Oświęcimiu.


W domu ląduję z wynikiem jak wyżej. Pierwsza "200" w tym roku. Może nie ostatnia.


Kategoria Jednodniowe, Szprycha

DPOD

  • DST 71.00km
  • Teren 31.00km
  • Czas 03:28
  • VAVG 20.48km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 15 maja 2015 | dodano: 15.05.2015

+6. Wysokie chmury. Ładny wschód słońca. Chyba nie wiało. Dziś na łapki pełne rękawiczki a na czerep czapka. Jedynie nogi eksperymentalnie w krótkich spodenkach. Na finiszu okazało się, że nieco kolana zamarzły ale podawanie generalnie nie było najgorsze. Start 6:15 więc okno przelotowe tak na styk. Przejazd spokojny. Na Zielonej dmuchanie dla kierowców. Standardowo foto hotelu i potem objazd chodnikami robót przy rondzie w centrum Zagórza. Przez osiedle dobijam do ul. Szymanowskiego i spokojnie dokręcam do celu. Na miejscu z zapasem 3 min. Poszło nieźle. Mam tylko nadzieję, że po południu będzie dużo cieplej.

Na powrocie całkiem ładne słoneczko i to mnie zmyliło. Wystartowałem "na krótko" ale po kilkuset metrach zjazdu zatrzymałem się i wdziałem jednak kurtkę. Było mi po prostu zimno :-( Reszta trasy już termicznie lepiej choć i na nogi by się momentami przydało coś dłuższego. Ruszam od razu terenem do Dąbrowy Górniczej i dalej wzdłuż Pogorii 3 od strony Łęknic na Piekło gdzie wbijam na teren wzdłuż Pogorii 4 do Wojkowic Kościelnych. Tam trochę eksploracji leśnych ścieżek, ekstra kółeczko i ruszam w Wojkowicach w stronę Ujejsca. Tam z kolei kręcę się mniej więcej w okolicach Bukowej Góry by wybyć ostatecznie na asfalt w Chruszczobrodzie. Zaraz jednak znów porzucam teren i polami, skrótem pokazanym przez Domina, ciągnę do Trzebiesławic. Tu zaskakuje mnie zadziwiający ruch na drodze do Siewierza. Osobówek nieprzerwany sznur i niektórzy nieźle szarżują. Kiedy dociągnąłem na wzniesienie za wiatrakiem okazało się czemu. Obydwa pasy "E75" w stronę Częstochowy toczą się w spacerowym tempie przy czym chyba większość stanowią TIR-y. Zjeżdżam terenem do świateł w Podwarpiu i tam to samo. Czyżby wypadek? Mnie na szczęście to w niczym nie przeszkadza bo jadę dokładnie w poprzek tego bałaganu na Hektary i dalej do Przeczyc. Terenem wzdłuż tamy zjeżdżam na mostek nad Czarną Przemszą. Trochę się deski sypią. Przydałaby mu się jakaś solidniejsza konstrukcja bo uczęszczany. Przy głównej drodze przetrzebili krzaki i zrobili tam coś na kształt parku. Chyba jeszcze nie skończone ale już kilka ławek stoi i alejki wytyczone. Robię zakupy w pobliskim sklepie i przysiadam poszamać. W stronę Warężyna nie ma co jechać bo robią asfalt a do Boguchwałowic droga mnie nie interesuje więc pozostaje tylko kierunek na Mierzęcice i Sadowie. Przebiwszy się nad "S1" skręcam w lewo w teren i kieruję się do Toporowic fundując sobie bajerancki (choć niestety krótki) zjazd, na którym zgona zalicza GPS :-/ Potem wyłączył się jeszcze raz co skłoniło mnie jednak do wymienienia mu baterii. Na resztę drogi pomogło. W Toporowicach wspinam się pod cmentarz i jadę jeszcze kawałek prosto aż do zjazdu w teren przed tablicą miejscowości "Goląsza Górna". Tu znów bajeranckie zjazdy i podjazdy aż wybywam w Brzękowicach na Wale. Stąd asfaltem do Góry Siewierskiej i zjazd prosto do domu. Bardzo fajnie się dziś powrót kręciło choć temperatura niezbyt pomagała i w sumie po nogach czułem zimno.


Tak to wyglądało z górki niedaleko wiatraka na Gliniankach.


A tak przy światłach na Podwarpiu.


Na światłach w Podwarpiu w stronę Siewierza.


Również na Podwarpiu przy światłach ale z drugiej strony jezdni (od strony Hektarów i Marcinkowa czyli zachodniej). Na zdjęciach tego nie widać, ale pojazdy kierujące się do Siewierza toczyły się bardzo powoli. Jakbym był wredny to bym wzdłuż nich pojechał do Siewierza a potem stanął tam na światłach i machał na powitanie ;-p


I utarg za dzień. Dziś jakoś bardziej zajmowało mnie kręcenie jak focenie.


Doczytałem się. Na stronie GDDKiA jest info, że na odcinku od Podwarpia do Siewierza remonty nawierzchni a w samym Siewierzu remont skrzyżowania. Ma tak być do jutra wg planu.


Kategoria Praca, GPS-

DPD

  • DST 39.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 18.87km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 14 maja 2015 | dodano: 14.05.2015

+8 i trochę chmurek na starcie. Ruszam w krótkich rękawiczkach ale po kilkuset metrach zakładam jednak pełne. W ogóle odczuwalnie raczej chłodno. Start 6:15 czyli tak trochę na krawędzi jednak nie cisnę bo nogi nie chcą podawać zbytnio. Przejazd spokojny. Standardowo foto hotelu. Potem przystaję jeszcze zrobić foto robót na Zagórzu. Same roboty objeżdżam bokiem chodnikami. Na mecie nieco obsunięty w czasie. Jednak te kilka stopni mniej robi ogromną różnicę w czasie przejazdu.

W ciągu dnia padał drobny deszczyk i to dość długo. Około 14:00 zaczęło się uspokajać i na powrocie właściwie drogi były tylko lekko mokre. Temperatura od rana jakoś zauważalnie nie podskoczyła więc wdzianko powrotne identyczne jak startowe. Kręcę bez ciśnienia, spacerowo i głównie chodnikami i bokami gdzie się tylko da. Na początek do centrum Dąbrowy Górniczej pod ścianę płaczu i do ProLine odebrać zamówienie. Potem przez Mydlice do Będzina. Przed światłami na Koszelewie zjeżdżam na Ksawerę skąd asfaltem przebijam się w stronę mniej więcej targu i dalej przez domki jednorodzinne do Grodźca. W Grodźcu funduję sobie zjazd do Biedronki ale ze względu na podmuchy wiatru wypadł prędkościowo słabo. Przerzucam się na ścieżkę rowerową i ciągnę nią aż do Wojkowic. Tu zaczynają się schody dla samochodów - zwężki, zdarty asfalt, światła wahadłowe. Objeżdżam to wszystko bokiem po chodniku i skręcam za wiaduktem w prawo na teren do domu. Po kilometrze wertepków jeszcze tylko 2km prostej po asfalcie i jestem na mecie. Trochę na starcie i trochę na finiszu pokropił deszczyk ale zupełnie niegroźny. Generalnie jechało się nieźle choć warunki nie zachęcają dziś do większych objazdów. Słabo termicznie.


Kategoria Praca

DPD - koło na "Kingsajz"-a

  • DST 36.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:27
  • VAVG 24.83km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 13 maja 2015 | dodano: 13.05.2015

+12. Wysokie chmury. Trochę delikatnego wiaterku. Warunki lepsze niż wczoraj i nogi też to poczuły bo podawanie dziś bardzo dobre. Do Zielonej dojeżdżam w 17:00 min. czyli w całkiem niezłym czasie. Inna sprawa, że dziś Rzeźnikiem więc i kręcenie młynków łatwiejsze. Przejazd spokojny i dość płynny. Standardowo foto hotelu. W centrum Zagórza mykam przy Biedronce na chodnik i bokiem objeżdżam cały rozpirz budowy ronda. Przez osiedle kręcę na Szymanowskiego o mało nie zaliczając gleby jak mi przednie kółeczko na sypkim szutrze gdzieś uciekło. Na szczęście jakimś fartem udało się wybronić i nawet nie stracić za bardzo prędkości. Finisz z zapasem czasu 8 min.

Po pracy słoneczko obiecywało ładną temperaturę ale wiatr wszystko zepsuł. Nie było źle ale do upałów daleko. Powrót bez gięcia do Będzina przez standardowe punkty (Mec, Środula, Stary Będzin). Zajeżdżam do serwisu bo mi ciągle coś nie pasowało na tyle. Przy zablokowanych amorach czułem bicie tylnego koła. Obakali i wniosek był taki, że trzeba koło na "Kingsajz"-a potraktować. Nie zwróciłem na to uwagi a tu się okazało, że opona się nierówno ułożyła i podobno tak często bywa choć do tej pory nie miałem takich problemów (pewnie dlatego, że kupowałem taniochę a nie wypaśne takie jak mam na full-u). Receptą jest upuścić trochę powietrza. Posmarować krawędź obręczy i przylegającą gumę płynnym mydłem. Trochę pomiąchać i napompować. Nieco sceptycznie do receptury podszedłem ale pokręciłem do domu z zamiarem spróbowania mimo wszystko. Żeby owo bicie mnie nie wq@#$Q!%-o to wybrałem wariant dojazdowy z wertepami czyli przez lasek grodziecki i gródkowski. Na mecie zabrałem się za test procedury. Trochę było szarpaniny ale faktycznie opona w końcu się ułożyła. Test na równym asfalcie z zablokowanymi amorami wypadł zadowalająco.


Kategoria Praca

DPOD

  • DST 42.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:22
  • VAVG 17.75km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 12 maja 2015 | dodano: 12.05.2015

+6 na starcie. W słoneczku było jeszcze jako tako ale w cieniu całkiem zimno. Pojechałem w spodenkach i nogi nie były z tego zadowolone dając to do zrozumienia słabym podawaniem. Pełne rękawiczki i czapka wcale nie były dziś przesadą. Ale za to na powrocie ICM wieszczy lato. Start 6:15. Na miejscu 4 minuty po czasie. Przejazd spokojny. Na budowie ronda w centrum Zagórza znów nowe wykopy i inaczej poustawiane słupki. Ja objeżdżam chodnikiem, na którym też napotykam niespodzianki.

Po pracy bardzo przyjemna temperatura. Słoneczko. Trochę wiatru. Robię powrót niestandardowy. Na początek do Będzina przez Mec, Środulę i Stary Będzin. W Będzinie uderzam na 12% na Syberkę i potem kładką w stronę M1 w Czeladzi. Objeżdżam je kierując się w stronę bazy GLS-u a tam widzę, że po drugiej stronie ciężki sprzęt przygotowuje teren pod jakąś inwestycję. Koparki, spychacz, ciężarówki. Praca wre. Zawijając uliczkami Czeladzi wybywam przy Urzędzie Miasta i skręcam na światła. Za PoloMarketem skręcam w lewo i kawałek dalej wbijam w teren. Trochę jazda na pałę i okazuje się, że w efekcie finisz po bezdrożu. Czerwonym szlakiem przekraczam granicę i obok kościoła na Przełajce ponownie wbijam w teren. Tu mi wychodzi terenowe, czterokilometrowe ucho, po którym ląduję przy moście na Brynicy na wylocie z Przełajki do Wojkowic. Jadę pod stację benzynową Orlenu i tu chwilę czekam na włączenie się do ruchu. Zwężka, światła, zerwany asfalt. Sprawnie wbijam się w kolumnę samochodów by zaraz ją opuścić wbijając ponownie w teren za wiaduktem kolejowym. Nimże dociągam do asfaltu i 2km dalej do domu. Tempo niezbyt intensywne, wręcz spacerowe ale miałem ochotę spokojnie potoczyć się przed siebie a nie podnosić sobie ciśnienie. Poza tym na hardtailu wertepki to nie to i przemierzałem je ze stateczną prędkością w porywach do 17km/h.


Kategoria Praca

DPD

Poniedziałek, 11 maja 2015 | dodano: 11.05.2015

+9. Pochmurno. Trochę wiatru. Generalnie warunki do jazdy takie sobie. Start 6:13. Jakieś 400m od domu przyuważam z drogi sarenkę robię stopa i kilka foto nim się ulotniła. Droga dziś spokojna. Kręcenie też. Na przejściu przez tory przy "dworcu kolejowym" uprzejmy dróżnik/dróżniczka powstrzymuje się na moment przed opuszczeniem szlabanów bym mógł przejechać. Fajnie bo oszczędza mi to kilku minut stania. Potem standardowe foto hotelu. Przy budowie ronda w centrum Zagórza znów jakieś zmiany. Nawet nie sprawdzam jakie tylko zjeżdżam wcześniej w lewo na chodnik i objeżdżam budowę bokiem. Potem przez osiedle przebijam się na Szymanowskiego i już prosto do pracy. Generalnie nieźle się jechało ale szkoda, że nie było cieplej. Nogi nieco odczuły temperaturę.

Po pracy ładne słoneczko ale bez upałów i trochę niezbyt ciepłego wiaterku. Bez ciśnienia, wręcz spacerowym tempem zmierzam przez Mec i Środulę do Będzina. Dalej w stronę Łagiszy, Sarnowa i do domu. Powoli ale przyjemnie się kręciło. Po drodze przystanąłem zrobić foto dworca kolejowego na Starym Będzinie. Wisi na nim banner "Do sprzedania" a dach zaczynają porastać drzewka więc podejrzewam, że jeszcze trochę i się albo rozsypie, albo go wyburzą bo jakoś nie wierzę, że ktoś to kupi i wdroży do użytku. Tym bardziej, że pewnie lada moment konserwator zabytków będzie miał w tej budowli więcej do gadania niż ewentualny właściciel. Z uprzejmości to na skrzyżowaniu przy światłach na Środuli przepuścił mnie kierowca mający pierwszeństwo. On jechał od "Żylety" i skręcał przed światłami na Środulę. Ja jechałem prosto Zuzanny i na tym skrzyżowaniu nie mam pierwszeństwa. Sympatyczny gest.


Kategoria Praca

Na wybory i terenowo

  • DST 23.00km
  • Teren 18.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 13.27km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 10 maja 2015 | dodano: 10.05.2015

Na termometr nie spojrzałem przed wybyciem ale wg prognoz szału termicznego nie było się co spodziewać. W użycie weszła kurtka. Reszta na krótko. Ruszam jakoś przed 11:00 na początek zagłosować. Potem wbijam na żółty szlak i od tego momentu bujam się już po wertepach. Na początek objeżdżam lasek gródkowski i przy restauracji "Pod Lwem" jadę w stronę Dorotki. Wdrapuję się zjazdem DH (częściowo podprowadzając) do drogi prowadzącej na szczyt. Pod kościołem kilka foto. Wcześniej zresztą też trochę foto porobiłem bo widoczność była nawet nienajgorsza. W ogóle dziś dużo przystanków na focenie. Z kolei podjazdy powolutku, spacerowo. Zjazdy wszędzie tyle, ile się odważyłem. Na niektórych trochę się klamek trzymałem bo bez tego od razu na budziku wyżej 50km/h się robiło. Z Dorotki zjeżdżam do skrzyżowania i skręcam na asfalt do Gródkowa ale tam nie dojeżdżam bo odbijam w lewo by wjechać na Parcinę. Stamtąd foto i zjazd połączony z eksploracjami. Wbijam na kolejne wzniesienie położone na zachód od Parciny (ktoś mi kiedyś mówił, że się to Kijowe nazywa ale jakoś nigdzie na mapach potwierdzenia nie znalazłem). Tam kręcę się po kilku ścieżkach, trochę podprowadzam i zjeżdżam w stronę Wojkowic. Tu znów terenami trochę kręcę się w stronę Strzyżowic i dalej do Rogoźnika. Potem znów wertepami wracam do Strzyżowic i przy cmentarzu kieruję się na górkę paralotniarską w Górze Siewierskiej. Tam robię kilka minut postoju połączonego z konsumpcją i podziwianiem panoramy. Widać z tego miejsca wszystkie najechane dziś przeze mnie wzniesienia. W sumie posiedziałbym dłużej ale śmietnik powiedział, że śniadanie już prawie całkiem przepalone i trzeba dosypać. Wertepkowo zjeżdżam prawie pod sam dom. Bardzo przyjemnie się dziś kręciło, niespiesznie. Trochę tylko na starcie w okolicach lasu gródkowskiego postraszyły mnie przelotne deszczyki.  Po tym jak już przeczyściłem amory i się przebrałem w cywilne ciuchy spadł przelotny deszczyk. Podejrzewam, że nie ostatni dziś.


Na polach między Psarami i Gródkowem niebo z pogróżkami.


Elektrownia Łagisza. Widok z Dorotki. Zjazd DH w stronę ul. Mickiewicza.


Cementownia w Grodźcu. Widok z Dorotki.


W centrum zdjęcia czubek wieży ciśnień w Grodźcu niedaleko budynków dawnej KWK Grodziec.


Kościół pod wezwaniem Św. Doroty w Grodźcu.


Zawsze się zastanawiałem co oznacza symbol odwróconej muszelki przy oznaczeniach szlaków. Tu się doczytałem.


Dorotka z drogi wjazdowej na Parcinę.


Widok na wieżę ciśnień z Parciny. Trochę bliżej więc lepiej ją widać.


Tu mi się podjechać do końca nie udało. Przednie koło odrywało się już od ziemi pomimo zablokowanych amorów. Po prostu stromo.


Widok na Wojkowice.


Fields. Endless fields :-) Rzepaku.


Focenie tego widoku jakoś nigdy mnie nie nudzi :-) Widok spod cmentarza w Strzyżowicach (mniej więcej).


A z górki paralotniarskiej w Górze Siewierskiej było dziś widać tak.


Kolorki w słoneczku bardzo cieszyły oko.


Dystansowo szału nie ma ale za to było fajne, spokojne kręcenie z super zjazdami :-]


Kategoria Inne

Objazdem do wsiowego Lewiatana czyli Z

Sobota, 9 maja 2015 | dodano: 09.05.2015

W końcu już nie mogłem bardziej odwlekać znienawidzonego momentu tygodnia czyli zakupów. Zdechło z głodu nawet echo w lodówce. Jeszcze tylko światło trzymało się jakoś przy życiu. Że do wsiowego Lewiatana raptem kilometr to wdrożyłem mały objazd do celu bo na 1km wyciągać rower to więcej przygotowań jak jazdy. Tak więc zaczynam od podjazdu w stronę Góry Siewierskiej i dalej do Dąbia. Stąd przez Toporowice do Przeczyc i Wojkowic Kościelnych. W Wojkowicach wbijam na asfalt wzdłuż Pogorii 4 i ciągnę nim aż do Preczowa skąd standardową drogą przez Sarnów dociągam do psarskiego Lewiatana. Zakupy i jeszcze z małym zagięciem obok budowanego, kolejnego marketu przy stacji benzynowej jadę prawie prosto do domu. Bardzo przyjemnie się jechało choć mam wrażenie, że trochę zawiewało. Momentami słoneczko przesłonięte było chmurami. Bez upałów. Po drodze spotkałem całkiem sporo rowerzystów zarówno tych pro na szosach jak i tatusiów z pociechami w foteliku czy na holu.


Kategoria Inne

DPDSD

  • DST 46.00km
  • Czas 02:07
  • VAVG 21.73km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 8 maja 2015 | dodano: 08.05.2015

+5 na wstawaniu. +6 na starcie. Miejscami było chyba jednak sporo chłodniej bo buchałem parą z ust jak smok. Nogi i uszy też poczuły, że termicznie bywa nieciekawie. Start 6:11 więc jest zapas czasowy i kręcenie bez ciśnienia. Przejazd spokojny. Po drodze kolejne foto hotelu. Na budowie ronda w centrum Zagórza rozpirz trwa. Na miejscu z zapasem około 5 min.

Po pracy bez gięcia szybki powrót do domu. Kolejno: Mec, Środula, Stary Będzin, stadion, nerka, Zamkowe, Grodziec, Gródków. Przejazd bez sensacji. W domu przepakowanie plecaka i z buta na zbiorkom do Będzina. Odbieram z serwisu Błękitnego Rumaka. Wymieniony płyn hamulcowy. Ten co był to podobno jakaś czarna breja. Jest różnica w hamowaniu i to zauważalna. Ale niedługo będzie pewnie trzeba klocki wymienić jak pojeżdżę z sakwami. Z serwisu zaginam do Kauflanda po małe zaopatrzenie i stamtąd już bez ciśnienia przez Łagiszę i Sarnów wracam do domu. Tu jeszcze drobna poprawka regulacji tylnej przerzutki i kilkaset metrów testu. Jest dobrze. Cieszy mnie nowa przerzutka na przodzie. Pracuje o niebo lepiej niż poprzednia. Jak na Rzeźniku udało się pojeździć spokojnie dzisiaj, tak na Rumaku mi 2x zajechali drogę w Będzinie. Raz bardzo chamsko jak zjeżdżałem na dużej prędkości z górki, drugi raz na rondzie UE. Baby za kierownicą :-/


Kategoria PłynHamulcowy, Serwis, Praca

DPOD

  • DST 50.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 20.00km/h
  • Sprzęt Scott Spark 750
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 maja 2015 | dodano: 07.05.2015

+10 na starcie. Mgły. Bez wiatru. Słoneczko w czasie przejazdu zabrało się do przepłaszania wody z powietrza. Jezdnie miejscami mokre ale bez wody w koleinach. Dzisiejszy przejazd niezbyt spokojny. Pierwszego jełopa spotykam za szkołą w Gródkowie. Wyprzedzał mnie przy dość dużej prędkości dużo za blisko. Na pewno nie było nawet 50cm. Potem w Łagiszy blondyna w "cienkim" robi podobny manewr. Oboje wyprzedzali wciskając się między mnie a nadjeżdżające z przeciwka samochody. Na "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej stopuje mnie szlaban opuszczony dla składu IC. Potem foto hotelu. Światła na Alei Róż i przed światłami na Mortimerze kolejny jełop wyprzedza za blisko. W centrum Zagórza przerzucam się ze ścieżki na chodniki i przez osiedle spokojnie dociągam do celu. Generalnie przejazd raczej nerwowy. Trochę też z tego względu, że mi się start obsunął na 6:18 i zapasu czasu na nieprzewidziane sytuacje właściwie nie było.


Po pracy dzionek wyglądał bardzo zachęcająco do kręcenia. Trochę wiało i upałów się nie doszukałem ale w objazdach to nie przeszkadzało. Dziś wdrożyłem do użycia nieco więcej wertepów. Na początek terenem w stronę Dąbrowy Górniczej. W lasku zagórskim trochę mokrawo ale jeszcze nie aż tak, jak tam potrafi być. Generalnie bez ufleju. Potem asfaltami w stronę Pogorii 3, którą objeżdżam od strony Łęknic w drodze na Piekło, gdzie wbijam w teren wokół Pogorii 4 kierując się do Wojkowic Kościelnych. Tu ufleju się nie spodziewałem bo większość drogi piaszczysta i musiałby być potop, żeby tam na wodę trafić. Na wojkowickim krańcu zbiornika przystaję na chwilę zrobić kilka foto kater-om. Potem asfaltem jadę do Przeczyc i dalej w stronę Toporowic. Za "S1" skręcam w teren i ciągnę nim w stronę cmentarza gdzie robię sobie asfaltowy podjazd. Taka mikronamiastka górskich podjazdów. Niestety bardzo krótka. Pokonuję jeszcze kilka garbów w obranym kierunku by przy tablicy chyba Goląszy Górnej odbić w lewo, ponownie w teren. Tu jest coś w sam raz dla full-a :-) Zjazdy po kamulcach, ostre, i podjazdy, na które z rozpędu udaje się wbić prawie do połowy. Wertepkami, robiąc po drodze kilka foto, kręcę sobie w stronę Góry Siewierskiej. Tam wspinam się na górkę paralotniarską skąd również kilka foto czynię. Potem już zjazd do Strzyżowic w kierunku mniej więcej kościoła polsko-katolickiego i dalej asfaltem do domu. Gdyby było ciut cieplej albo nie było wiatru, to przejazd byłby wręcz epicki. A tak to tylko całkiem przyjemny ;-p W domu smarowanie amorków, i zupełnie jak nie ja, znów shake łańcucha w benzynie. Jakoś ostatnimi czasy częściej ten rytuał powtarzam i nie tylko full-owi. Po tej operacji ten element napędu wygląda i, co ważniejsze, pracuje o wiele lepiej. A na pewno ciszej.


Kategoria GPS-, Praca