Praca
| Dystans całkowity: | 114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%) |
| Czas w ruchu: | 5998:30 |
| Średnia prędkość: | 19.03 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2903 |
| Średnio na aktywność: | 39.33 km i 2h 04m |
| Więcej statystyk | |
DPD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:34
-
VAVG
22.34km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Robi się coraz bardziej rześko. Dziś +2 na starcie. Bezchmurnie. Miejscami dosyć mglisto. Zwłaszcza na finiszu. Zagórze w dość konkretnych mgłach. Start byłby w oknie - 6:14 - gdyby było cieplej. Przy tych temperaturach krawędź okna przesuwa się z 6:15 na 6:10. Wkrótce pewnie przesunie się jeszcze bliżej 6:00. Ciężko będzie się spiąć i startować wcześniej. Przejazd byłby spokojny gdyby nie jakaś niedouczona księżniczka w czerwonej (chyba) Corsie. Przed skrzyżowaniem, kiedy już zjeżdżałem do lewej krawędzi pasa sygnalizując zamiar skrętu w lewo, wyprzedza mnie. Aż szkoda, że TIR, który jechał z przeciwka, nie był bliżej. Może by ją trochę postraszyło. Poza tym całkiem przyjemna jazda pomimo spadku temperatury. Wdzianko prawie zimowe i dzięki temu komfort termiczny całkiem przyzwoity. Jednak nogi mimo tego nie podają już tak dobrze i pobieranie tlenu też utrudnione bo trzeba część powietrza zasysać przez nos by nieco ogrzać nim pójdzie dalej do płuc. Łatwiej mi się teraz jedzie podjazdy siłowo, na stojąco niż na młynkach.
Po południu o wiele cieplej i ładne słoneczko. Czapka, rękawiczki pełne i ciepłe spodnie lądują w sakwie zastąpione lżejszymi spodniami, bandanką i rękawiczkami bez palców. Kurtkę chciałem przez moment zamienić na lżejszą bluzę ale ostatecznie tego nie zrobiłem i okazało się to dobrą decyzją. Słoneczko słoneczkiem ale jednak w czasie jazdy przy prędkościach powyżej 25km/h dawało odczuć się chłód nawet pomimo jazdy na młynku. Powrót bez gięcia: Mec, Środula, Stary Będzin, nerka, Łagisza, Sarnów. Od dworca Stary Będzin do nerki ciągnąłem się za króliczkiem ale po prawdzie to jakiś szybki specjalnie nie był. Jak go odpuszczałem na chwilę to łatwo dawało się go dogonić. Nawet blatu nie było trzeba odpalać. Tak więc zero okazji do podniesienia sobie ciśnienia. Łatwy, spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
56.00km
-
Czas
02:28
-
VAVG
22.70km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+9. Nieco wysokich chmurek, które wraz ze wschodzącym słońcem uczyniły ładny kolorystycznie spektakl towarzyszący mi całą drogę do pracy. Start dziś jak najbardziej w oknie - 6:12 więc i nie musiałem się spieszyć, i mogłem kilka razy przystanąć by podziwiać wschód.
Przejazd spokojny. Na miejscu z zapasem 3 minutek.
Prawie pod domem sytuacja na niebie wyglądała tak.
A tak niedaleko pracy.
Małe zbliżenie.
Chyba czas by aparaty nieco ewoluowały w stronę robienia zdjęć w formacie panoramicznym, bardziej zbliżonym do kąta widzenia naszych oczu. O barwach i odbiorze oświetlenia to chyba na razie nie ma co za bardzo marzyć.
Po pracy cudna pogoda do jeżdżenia co decyduję się wykorzystać. Standardem pod molo na Pogorii 3. Potem ścieżką na Piekło i objazd Pogorii 4 asfaltem aż do Wojkowic Kościelnych. Bardzo fajnie się dziś na tym odcinku kręciło młynki. Dalej do Podwarpia gdzie przeskakuję dalej do Marcinkowa i przez Przeczyce jadę do Twardowic. W Twardowicach wbijam się pod górkę obok cmentarza i jadę dalej prosto aż do Góry Siewierskiej. Tu kolejny krótki podjeździk i potem już tylko małe siodełko przed lasem i zjazd prosto do domu. Bardzo dobrze mi się powrót kręciło. Taka jesień mogłaby być aż do wiosny :-)
Kategoria Praca
DPODZ
-
DST
44.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
20.62km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8, bezchmurnie, bezwietrznie. Dziś już jazda w ciuchach na długo choć na razie jeszcze nie w tych ocieplanych. O dziwo, dziś udało mi się ruszyć w oknie startowym - 6:13. Z tego też powodu, oraz niższej temperatury, kręcę mniej spiesznie. Zresztą nogi ewidentnie podają słabiej przy tych kilku stopniach mniej.
Na światłach na Mortimerze dziś mnie dwóch spychało. Jeden to biały bus osobowy i potem osobówka. Tradycyjnie jadę środkiem prawego pasa tak, żeby ominąć zapadniętą kratkę ściekową a ci mnie wyprzedzają zdecydowanie za blisko i na dodatek zjeżdżają na prawo. Typowe zachowanie śpieszącego się chama.
Reszta drogi bez sensacji. Na miejscu z zapasem 3 minutek.
Po pracy przez Mec, na Plejadę, Chemiczną, Czeladź, Wojkowice i Strzyżowice skąd do domu. Tu chwila przerwy, dokładka drugiej sakwy i jeszcze kółeczko do wsiowego Lewiatana. Niby ładnie, niby słonecznie ale już czuć, że to już bardziej jesień niż lato.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
38.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie zerknąłem na termometr ale odczuwalnie nieco chłodniej niż wczoraj. Postawiłbym na jakieś +10. Niebo bezchmurne poprzecinane smugami kondensacyjnymi przelatujących samolotów. Start znów poza oknem - 6:21. Kręcenie przebiega jednak sprawnie, udaje się bez stania przeskakiwać światła więc nadrabiam nieco opóźnienie i na miejscu tylko z 2 minutami w plecach. Przejazd bez sensacji.
Popołudniem przepiękne słoneczko choć bez upałów. Wiejący wiaterek raczej należał do kategorii chłodnych. Powrót początkowo standardem przez Mec, Środulę, Stary Będzin i ścieżkę przy Małobądzkiej ale po drodze odbijam na 12% w stronę Syberki i dalej Zamkowe. Stamtąd kierunek na Grodziec ścieżką po dawnym torowisku linii tramwajowej "25" ale tylko kawałek. Po drodze odbijam w pola sprawdzić, czy moje podejrzenia okażą się słuszne co do tego, gdzie wyjadę. Okazują się słuszne. Terenowy odcinek kończę na wylocie z Czeladzi w stronę Wojkowic. Stąd już bez większego gięcia do domu. Dziś raczej niespieszny i spokojny powrót choć trudno trochę do takiego zaliczyć max dzisiejszą prędkość 50km/h uzyskaną na zjeździe z ul. Dworskiej na Zuzanny (pod wiaduktem obok cmentarza na Środuli). Kiedyś mi się wydawało, że to musi być błąd pomiaru ale kilka razy z rzędu powyżej 50 km/h to chyba jednak nie jest błąd.
Kategoria Praca
DP PTTK OND
-
DST
52.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
20.80km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11. Stosunkowo czyste niebo. Słoneczko. Wiaterek ze wschodu. Zauważalny. Dziś start mocno poza krawędzią okna - 6:21. Jednak dzięki temu, że jechało mi się bardzo dobrze i nie pojawiły się opóźnienia w drodze typu światła czy szlabany, udało się nieco nadrobić i na mecie tylko z dwoma minutami obsuwy. Zakładałem przynajmniej 5 czyli jest nieźle.
Po pracy do PTTK na spotkanie klubu. Wychodzimy po 18:00 i robimy we czterech: Maciek, dwóch Mrcinów i ja objazd przez Pogoń, Czeladź i Będzin pod Zamek gdzie Maciek odbija do domu a my jedziemy dalej pod molo na Pogorii 3. Tam trafiamy na końcówkę Ghostbikersowego cotygodniowego kręcenia wokół P3 i P4. Na rozmowach schodzi do około 20:30 kiedy to żegnamy się i każdy w swoją stronę. Ścieżką przebijam się na Pogorię 4 i dalej przez Preczów i Sarnów do domu.
Za słońca jeszcze przyjemnie ciepło ale po zachodzie chłodek robi się zauważalny. Zachodzi potrzeba założenia nieco dłuższego rękawa.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
39.00km
-
Czas
01:36
-
VAVG
24.38km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+12. Trochę chmurek. Troszkę wiaterku ze wschodu (wg zeznań ICM-u). Generalnie dość przyjemne warunki do jazdy. Start ciut poza krawędzią okna - 6:16. Byłbym na miejscu punktualnie ale skusił mnie widok wschodu słońca do zrobienia mu foto a potem przytrzymał mnie szlaban na przejściu przy "dworcu kolejowym" w Dąbrowie Górniczej i światła na Alei Róż. Na szczęście spóźnienie tylko o minutę.
Ony wschód, co to mnie skusił do zatrzymania. Niestety na foto dużo mu brakuje do tego co "oka" widziały ;-)
Po pracy bardzo ładny choć też i wietrzny dzionek. Dziś powrót bez większego gięcia. Standardem pod molo na Pogorii 3. Wzdłuż zbiornika na Piekło i wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa skąd standardem przez Sarnów do domu. Wiaterek przez część drogi w plecy więc udało się w sumie z ładną prędkością jechać. Zresztą, nawet pod wiatr tak 25km/h nie było problemem na młynkach.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
39.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:51
-
VAVG
21.08km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zdecydowane +14. Jezdnie mokre. Trochę chmurek. Start poza oknem - 6:19 czyli znów nie za dobrze. Dodatkowo walka z wiaterkiem. Czas udaje się wykręcić przyzwoity ale postoje po drodze dodają ekstra minutek i poza samą jazdą ucieka jeszcze tak z 5 min. co daje lekką obsuwę na mecie.
Po pracy całkiem ciepło. Wracam przez Mec, Środulę, Stary Będzin, 12% na Syberce (koło kościoła powitalnie zatitał Nekor), kładka do M1, Czeladź, Wojkowice. Wjeżdżając już na Mec widziałem na horyzoncie chmurę i ścianę deszczu. Początkowo myślałem, że to gdzieś w Czeladzi leje ale musiało być dalej bo przy M1 wydawało się, że to jeszcze daleko jest. Może Siemianowice Śląskie? W domu zabieram drugą sakwę i robię kółeczko do wsiowego Lewiatana. Wychodząc przekonałem się, że chmura z południa przesunęła się niepokojąco blisko a wiaterek z zachodu dodatkowo budził obawy, że lunie. Do domu docieram jednak na sucho.
Kategoria Praca
DP - zgrzeszyłem - D - upiekło mi się
-
DST
36.00km
-
Czas
01:37
-
VAVG
22.27km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 na starcie. Trochę chmurek. Chyba lekki wiaterek ale nie bardzo miałem dziś czas zwracać na niego uwagę bo start nieco poza krawędzią okna - 6:17. Z tego też powodu zgrzeszyłem pośpiechem i ciągałem się w tunelu za "104". Nie miałem tego w planach. Po prostu tak wyszło. W Gródkowie ruszał z przystanku więc zwolniłem żeby nie musiał mnie potem wyprzedzać i wpuściłem go przed siebie. Tyle, że miałem jeszcze dość prędkości by się ustawić zaraz zanim. Od szkoły w stronę świateł jest długa prosta lekko opadająca do "86" i rozpędzić się tam jest bardzo łatwo. Zwłaszcza, jak coś zbiera wiatr czyli w tym przypadku autobus. No i tak sobie za nim jechałem aż mi GPS oznajmił, że jest 61,2 km/h. Lekko niepewnie się już wtedy poczułem, bo nagłe hamowanie i jestem wbity w tylną klapę. Przy V-kach zero szans się zatrzymać na czas z takiej prędkości. Generalnie staram się unikać jazdy w tunelu bo to głupio niebezpieczne ale jakoś dziś się nie powstrzymałem. Potem jeszcze za skrzyżowaniem znów dogoniłem autobus ale nie chciałem się za nim już ciągnąć. Kierowcy wydawało się chyba, że jednak tak i jakieś dziwne manewry robił. Poczekałem sobie aż odjechał i skręciłem w swoją drogę w kierunku na Łagiszę i Zieloną. Przejazd generalnie spokojny tylko muszę jednak popracować nad tym by wyjeżdżać wcześniej. Jak temperatura spadnie o jakieś 5-7 stopni to takich prędkości już nie utrzymam i spóźnienia będą dużo za duże.
Dziś z pracy ruszam wcześniej by zdążyć przed 15:30 do Urzędu Gminy złożyć wniosek o wymianę dowodu osobistego. Skubanemu już się kończy termin ważności. Jakby to jedzenie było. Jadę bez kombinowania standardem pod molo na Pogorii 3 (tu kompletne pustki), dalej ścieżką do Świątyni Grillowania i przeskok przez tory na Pogorię 4. Stamtąd przez Preczów i Sarnów do celu. Tu załatwiam dosłownie w minutę i ruszam do domu. Już od Sosnowca czułem pierwsze kropelki wody ale na wyjściu z Urzędu kapało dość zauważalnie. Ruszam do domu terenem w stronę Strzyżowic. Deszczyk powoli się rozkręca. Do domu docieram jak już regularnie pada ale ja jeszcze na szczęście tylko nieco pokapany. Po wprowadzeniu rowerka do garażu deszczyk wziął się na dobre do roboty.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
35.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
22.11km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+13 i pochmurno ale sucho. Dziś start na krawędzi okna - 6:15 i na miejscu z zapasem 60 sekund. Przejazd spokojny.
Powrót bez zaginania przez Mec, Środulę, Stary Będzin, Kaufland, Łagiszę i Sarnów do domu. Od Kauflanda z extra balastem.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
45.00km
-
Teren
6.00km
-
Czas
02:08
-
VAVG
21.09km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Ku mojemu zdziwieniu +14 na termometrze ale za oknem szaro, buro i ponuro czyli mgły i chmury. Do tego tuż przed moim startem musiało chwilę padać bo jezdnie lekko mokre. Wiatru nie zarejestrowałem. Może dlatego, że mi się trochę spieszyło z powodu obsuniętego startu - 6:18. Przejazd spokojny. Na miejscu z 3 minutami obsuwy. Dziś jakby mniej rowerzystów po drodze. Nowy napęd w Srebrnej Strzale to jest to, czego mi było potrzeba by znów się dobrze tym rowerkiem jechało. Pewność, że mi nic nie przeskoczy przy dynamicznym starcie ze świateł bardzo pomaga w jeździe :-) No i przerzutka z tyłu pracuje o niebo lepiej.
Nie spodziewałem się, że popołudnie może być tak ładne. Skoro jednak takie było, to inna opcja niż wykorzystanie tego na powrót objazdowy nie wchodziła w grę. Kolejno na Kazimierz Górniczy. Potem do Gołonoga. Stamtąd terenowo wzdłuż torów przy Pogorii 1 na Piekło. Potem wzdłuż Pogorii 4 do Preczowa i dalej standardem do Sarnowa. Przy stadionie w Psarach kolejne zagięcie. Najpierw przez lasek i potem za ośrodkiem zdrowia w teren w kierunku na Strzyżowice. Stamtąd już prosto do domu. W sumie bardzo fajnie się jechało choć czasem miałem wrażenie, że jest o włos od burzy. Jednak mnie deszcz nie dorwał. Tylko miejscami miałem wrażenie, że musiało wcześniej padać bo trawy i drzewa mokre. Generalnie spokojny powrót do domu.
Kategoria Praca






















