Praca
| Dystans całkowity: | 116465.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6128:54 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2969 |
| Średnio na aktywność: | 39.24 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DPD a poza tym, kruca fuks, jestem przezroczysty
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
17.80km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardowe 16 km do pracy z niestandardowym wqrwem. Na Mecu jakiś ślepowron próbował mnie rozjechać. Ja tu sobie kulturalnie popinkalam z Dworskiej na Lenartowicza, żeby nie było, na zielonym, a tu mi nagle jakiś patafian startuje nagle i zajeżdża drogę. Chyba jakiegoś czuja miałem, bom go obserwował uważnie i w ostatniej chwili udało mi się dziada nieco objechać. Normalnie ciśnienie to miałem w momencie ze "czysta".
Poza tym +3 i bezwietrznie.
Po pracy terenem spod PKM-u do Dąbrowy Górniczej, pod molo na Pogorii III, dalej przez Zieloną, terenem do Preczowa i dalej przez Sarnów do siebie. Tym razem bez przygód. Niby słoneczko dawało ale pogoda jakaś taka mało przyjazna. Zimny wiatr.
Zero ochoty na dalsze objazdy dzisiaj.
Kategoria Praca
Prywatna Zabrzańska Masa Krytyczna
-
DST
122.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
06:20
-
VAVG
19.26km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Takiego dnia dawno już nie miałem.
Rano niewinne standardowe 16 km do pracy. +5.
Na popołudnie była w planach Masa Krytyczna w Zabrzu. Asekuracyjnie wyjechałem z pracy o 15:50 i od razu surprise. Wykręciła się lewa śruba mocująca bagażnik i sakwa telepała się jak opętana. Chwila namysłu, kilka chwil dłubania i prowizorka gotowa dzięki wygrzebanej z tajnych zapasów śrubie. Pojawia się obsuwa w czasie.
Na Mecu jestem dopiero o 16:15 a tu jeszcze trzeba dociągnąć na 16:30 do PTTK.
Nie pozostaje nic innego jak solidnie naginać. Światła w ogóle nie współpracują. Wszystkie czerwone. Ale wyrabiam się na czas. Tel do Marcina i spotykamy się na drodze w kierunku Stawików.
Teraz zaczyna się naginanie żeby wyrobić się na czas do Katowic na Rynek, gdzie mieliśmy się spotkać z Tomkiem. Niektóre światła po drodze były bardziej skore do współpracy ale nie wszystkie. Jednak udaje się dojechać ciut przed czasem.
Na miejscu jest Tomek i jeszcze jedna osoba. Chwila gadki. Wrzucam dziebko kalorii na ruszt i ruszamy. Prowadzi Marcin. W godzinę mamy dociągnąć do Zabrza.
Jedziemy trasą, którą jeszcze nie jechałem. Mam wrażenie, że po drodze jest zadziwiająco dużo pagórków. Tempo w granicach górnych moich możliwości.
Niestety spóźniamy się na start Masy jakieś 10 minut. Decydujemy, że pokręcimy się po mieście z nadzieją, że gdzieś Masę po drodze dogonimy. Niestety przez godzinę kręcenia się po zupełnie nieznanym mieście wracamy na rynek. Marcin przyuważa kilku rowerzystów i rzuca hasło, że Masa jedzie. Doganiamy ich i razem dojeżdżamy do końca.
Potem wizyta w Żabce w celu uzupełnienia zapasów płynów i kalorii. Chwila futrunku i ruszamy. Kolega, z którym jedziemy pierwszy raz, jest z Katowic i postanawiamy go odprowadzić do Chorzowa. Prowadzi Garmin czyli będzie ciekawie.
Robi się ciemno, zaczyna padać deszcz a my wbijamy w teren, którym kiedyś wracaliśmy z Masy we dwóch: Tomek i ja. Deszcz się rozpędza. Chronimy się w tunelu czekając aż nieco zelżeje ale na to się nie zanosi. Asfaltami jedziemy dalej. Aż do Bytomia po drodze strumienie i rozlewiska i zaiwaniający deszcz. Mokre wszystko. W Bytomiu chwila postoju i potem dalej gnamy do Chorzowa. Mała rundka po parku zatrzymujemy się przy kolejce na chwilę rozmowy i wymianę kontaktów. Nowy kolega ma na imię Rysiek. Pomimo przygód terenowo-pogodowych chyba mu przypadła do gustu jazda z nami. Nam z Nim również jechało się dobrze. Za kotwicę robiłem najczęściej ja :-/ W końcu żegnamy się około 22:10 i ruszamy w dalszą drogę już we trzech. Na ścieżkę rowerową do Katowic, potem dalej na Pętlę Słoneczną, Siemianowice Śląskie. Odbijamy po drodze inaczej niż zwykle, bo Doms mi kiedyś powiedział, że jest skrót do Czeladzi. Więc go próbujemy. Coś nam poszło nie tak. Wdrapujemy się na jakąś hałdę gruzu i przez chwilę motamy się szukając wyjazdu z niej przy okazji taplając się nieco w błotku i kałużach. W końcu trafiamy "do wyjścia" i lądujemy w Czeladzi. Wjeżdżamy na Rynek, gdzie Tomek robi nam "zbiorowe" zdjęcie. W ogóle, to za fotografa robił dziś Tomek. Później zlinkuję kilka zdjęć od niego.
Na Rynku żegnamy się. Marcin i Tomek jadą w swoją stronę, chyba na Będzin. Ja odbijam na Grodziec (klinkierkiem) i dalej na Gródków i do siebie.
Do domu dojeżdżam kompletnie wykończony tuż przed północą.
Dzień rowerowo rewelacyjny. Pogoda dodała tylko nieco extra wrażeń.
Jutro, a właściwie już dziś, zlot na Dorotce. Mam nadzieję, że dam radę choć przy dzisiejszej jeździe, to powinien być spacerek.
Później wrzucę jeszcze ślad z GPS-a bo aż sam jestem ciekaw, gdzie to nas Garmin wodził na manowce.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
40.00km
-
Czas
02:00
-
VAVG
20.00km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik: 16km. +9. Sporo balastu zostaje w domu :-)
Po pracy runda zaopatrzeniowa. Na początek do ProLine w Dąbrowie Górniczej. Potem do Decathlonu w Sosnowcu i na koniec do Kauflanda w Będzinie. Stamtąd przez Łagiszę i Sarnów do domu.
W prognozie było, że będzie mokro no i było. Jak wyszedłem z Decathlonu to zaczęło kropić i tak było aż do Będzina. Potem już tak symbolicznie ale drogi były mokre.
Od Sarnowa wmordewind+opady. Jechało się nie za lekko bo sakwy wypchane i działały trochę jak żagiel tylko w tą gorszą stronę.
Kategoria Praca
DPOND
-
DST
51.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:56
-
VAVG
17.39km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik - 16km do pracy. GPS: -2. Temperatura: +2. Jechało się dużo lepiej niż wczoraj.
Po pracy najpierw do Marcina i potem razem do PTTK. Tam ja wygrzałem ławkę przez jakieś 45 min. a Marcin w tym czasie urabiał Zarząd przed sobotnią imprezą na Dorotce :-) Potem razem pojechaliśmy za dnia zrobić trasę sobotniego przejazdu ze zliczeniem czasu i dystansu. Wyszło jakieś 17-18km i czas przejazdu około godziny. Z postojami akurat powinniśmy się wyrobić w 1,5h.
Przy okazji zrobiliśmy małe kółeczko po Parku Rozkówka w Grodźcu. Potem wdrapaliśmy się na Dorotkę.
Zjazd i na skrzyżowaniu się żegnamy. Marcin uderza na Będzin. Ja zjeżdżam w stronę Biedronki dalej w stronę dawnej kopalni "Grodziec" i do Wojkowic. Za stacją paliw skręcam w prawo w kawałek terenu i już dalej prosto do siebie.
GPS: kolejne -2 :-/ Irytujące.
Takie tam, autko. W sam raz na polskie drogi.
Finisz zachodu słońca widziany z Dorotki.
Marcin testuje kółeczko na tor przeszkód. Może nie okaże się zbyt hardcorowy ;-)
Kategoria Praca
Bunkrów nie było...
-
DST
55.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
02:58
-
VAVG
18.54km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
... czyli takie tam DPOND
Rano standardowe 16km. -2. Ochraniacze w użyciu. Wyjechałem spóźniony, dojechałem spóźniony. Czyli norma.
Po pracy najpierw do PTTK. Trochę tam zeszło. Prelekcja na temat jednego z sosnowieckich kościołów i jego renowacji oraz nieco ustaleń przed sobotnim zjazdem na Dorotce. Potem z Marcinem i Pawłem pojechaliśmy znowu na Zagórze. Stamtąd do McDonalds-a (czy jak to się tam pisze) wrzucić cokolwiek na ruszt. Stamtąd obok Auchana i przez Chemiczną w stronę Czeladzi. Na Grota-Roweckiego żegnamy się z Pawłem i jedziemy we dwóch w stronę Milowic. Tam wzdłuż Brynicy jedziemy już prosto do Czeladzi. Po drodze (i po zmroku) merda mi się droga (czyli bunkrów nie ma) i jedziemy na pałę przed siebie (ale też jest zajebiście). Wyjeżdżamy niedaleko świateł koło stacji benzynowej i jedziemy w stronę Rynku. Zatrzymujemy się przy kościele gdzie robię foto Marcinowi, który chciał mieć "dowód życia" z dzisiejszej jazdy. Razem jedziemy jeszcze klinkierkiem do Grodźca i na skrzyżowaniu przy kościele żegnamy się. Marcin jedzie w stronę Będzina, ja do siebie na Gródków.
Pogoda generalnie niezła ale jeszcze do upałów daleko. W okolicach zachodu słońca trochę zaczęło wiać i przyszło wbić się w extra izolację.
Poza tym jechało się całkiem nieźle.
GPS: -3. Albo i lepiej. Pewnie gdzieś tak z 1,5 km mi uciekło z licznika ale co tam.
"Dowód życia"
"Inkszy" kawałek Czeladzi.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
38.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
02:05
-
VAVG
18.24km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardowe 16km. +1 na termo. Jechało się, bo się jechało.
Powrót przez Plac Papieski, Chemiczną, Czeladź, Wojkowice. Wmordewind jak w pysk strzelił. Momentami jak dymnęło to niemal w miejscu mnie zatrzymywało. A tu jeszcze do tego po drodze trochę podjazdów. Masakryczny powrót. Na dodatek tak nabrałem podejrzeń, że mnie chce jakieś przeziębienie wziąć.
W domu polopirynka. Szybki wlew z gorącego soku malinowego z miodem. Zobaczymy co to się rano z tego urodzi.
Kategoria Praca
DPOND czyli Highway-być-może-to-Hel
-
DST
87.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
04:28
-
VAVG
19.48km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik do pracy czyli 16km. Zero na termomierniku za oknem. Chyba wiało ale już teraz za to głowy nie dam. O dziwo, jechało mi się całkiem fajnie i nawet dość szybko. Pewnie dwa dni poświęcone na inny mój nałóg, czytanie, sprawiły, że nogi same rwały się do kręcenia.
Pod koniec dniówki esa przysłał Marcin czy dziś coś ukręcimy. Że miałem już chytry plan, to zadzwoniłem i wyłuszczyłem go z grubsza "prowodyrowi". Powiedział: "dobra". Umówiliśmy się pod PKM-em na 15:15. Obaj się ździebko spóźniliśmy ale mniej więcej równo więc wyszło ok.
Ruszamy wertepkami w okolice Placu Papieskiego, potem obok Plejady, na przejazd kolejowy, Chemiczna dalej przez światła w stronę Czeladzi. Z Czeladzi jedziemy na Wojkowice gdzie odbijamy w stronę mostu na Przełajce ale my nie tam tylko pod górkę, prosto. Jedziemy obok kopalni (chyba to był "Jowisz" ale głowy nie dam). Bocznymi drogami i wertepami docieramy w końcu do dawnej pętli tramwajowej w Wojkowicach (teraz tam coś budują). Klinkierkiem jedziemy w stronę Rogoźnika ale przy jego końcu odbijamy w lewo i przez całe Bobrowniki (z fotą przy kościele) pędzimy w stronę budowanej jeszcze autostrady. Tam chwilę pokręciwszy się, wyczaiwszy jak tu ominąć zabezpieczenia i wbić na oną, toż czynimy.
A potem była jaaaaazdaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa... Prawie równituka droga. Cała dla nas. Czasem tylko łaskawie użyczaliśmy skrawka jakiemuś pojazdowi technicznemu. Ale tak cała dla nas. I śmy tak nią se popinkalali aże do gdzieś Ożarowic albo i nawet Pyrzowic. Piszę to albo to bo nie wiem dokładnie jak tam wypadają granice administracyjne miejscowości a autostrada kończyła się tak na oko 10-cio metrowym nasypem w środku pola.
Porzuciwszy autostradę (być-może-kiedyś-to-Hel) pojechaliśmy pod lotnisko w Pyrzowicach. Trochę fotek. Chwila futrunku. Osobiście wdziałem jeszcze nieco extra izolacji powodowany podejrzeniem, że chyba mi się zimno robi.
Z Pyrzowic bez większych postojów po kolei do Mierzęcic, Przeczyc, przez Marcinków do Wojkowic Kościelnych, wzdłuż Pogoriii IV do Marianek. Tam chwila rozmowy i tu się żegnamy Marcin rusza do siebie a ja do siebie. Bez dokrętek najkrótszą drogą przez Preczów i Sarnów.
Pod domem ustrzelam jeszcze kilka foto Księżyca, Jowisza i Wenus. Moim kompakciciem to za wiele się nie zwojuje w tej materii ale coś tam jednak widać.
Tak mnie dziś dżi-pi-es namierzał.
Kościoły w Bobrownikach. Ten drewniany to zabytek.
Autostrada. The Biginning.
Gdzieś na horyzoncie widać było dym. Pewnie jakieś kmioty trawy paliły (nie zioło bynajmniej).
My autostradą a koledzy terenem. No cóż. Oni na spacerze a my przerabiamy plan.
Jedziemy. W słoneczku nawet fajnie ciepło. Ale całą drogę mieliśmy w-morde-zimny-wiatr. Zwłaszcza, jak się wyjechało zza jakiegoś wzniesienia.
Okolice Sączowa - w tle kościół tamże.
Jak wszystko, co dobre w tym kraju, autostrada też się kończy.
Jeden z zaparkowanych w Pyrzowicach samolotów. Obok stał drugi z El-Al ale nie będę jego foty umieszczał bo mi potem ichnie ABW do domu wpadnie albo coś.
Jak ktoś wie co to jest, to chętnie skorzystam z jego wiedzy. Dodam, że stało toto w Mierzęcicach. Drugie takie coś Marcin przyuważył gdzieś na podwórku. Posądzam tą budowlę o to, że była spichlerzem. Ale to tylko moje zgadywanie.
Zachód widziany z Wojkowic Kościelnych.
Kategoria Praca
DPOD +PTTK
-
DST
46.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:30
-
VAVG
18.40km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano 16km standardzikiem do pracy. Mgły gęstsze od mleka a i tak znalazło się kilku takich, co to im się spieszyło.
Po pracy na spotkanie "Cyklozy" do PTTK na Dęblińską. Dziś trochę konkretniej o najbliższych planach wyjazdowych. 1 kwietnia Rajd Ghostbikers-ów. 14 kwietnia oficjalne rozpoczęcie sezonu PTTK rowerowego na Dorotce. A do tego całe mnóstwo pomysłów i jedna refleksja, że za mało na to wszystko czasu :-)
Powrót po spotkaniu pod przewodem Pawła. Pojechaliśmy przez Stawiki, pod halę sportową na Milowicach, dalej wzdłuż Brynicy do Czeladzi. Tam się pożegnaliśmy i już solo wracałem przez Wojkowice i Strzyżowice do siebie.
Kategoria Praca
DPOZD
-
DST
37.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
20.18km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Standardowe 16km do pracy. Zauważalnie cieplej. Na starcie +6.
Po pracy po zaopatrzenie do Będzina ale nieco objazdowo bo przez Dąbrowę Górniczą. Po zapakowaniu sakw powrót przez Łagiszę i Sarnów.
Na więcej km czasu dziś brak bo jeszcze o 18:30 dentysta.
Kategoria Praca
DPD - Nowemu Rumakowi urosły rogi
-
DST
34.00km
-
Teren
1.00km
-
Czas
01:46
-
VAVG
19.25km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standard - 16km. +5.
Powrót bez zbędnych objazdów przez Dąbrowę Górniczą, Zieloną, Preczów, Sarnów.
Niby jakieś słońce było ale z zachodu dość ochotnie wiaterek popierniczał.
Dziś zero chęci do jeżdżenia coś extra.
W pracy przykręciłem zakupione wczoraj rogi. Krótkie. Nie takie jak chciałem ale innych nie było akurat w sklepie. Od razu jest co z rękami zrobić. Na krótkim dystansie to nie ma w sumie znaczenia ich brak lub obecność ale jak wracałem z Lublińca to już nie wiedziałem co z łapami zrobić.
Kategoria Praca






















