limit prowadzi tutaj blog rowerowy

Niejeżdżenie boli. Dosłownie.

Wpisy archiwalne w kategorii

Praca

Dystans całkowity:114137.00 km (w terenie 6290.00 km; 5.51%)
Czas w ruchu:5998:30
Średnia prędkość:19.03 km/h
Maksymalna prędkość:55.00 km/h
Liczba aktywności:2903
Średnio na aktywność:39.33 km i 2h 04m
Więcej statystyk

DPOND

  • DST 38.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 19.00km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 12 grudnia 2012 | dodano: 12.12.2012

- 2 na starcie. Trochę nowego śniegu się pojawiło. Na drogach tych mniej najeżdżanych jeszcze leży. Na tych bardziej już albo mokro albo etap chlapy choć ogólnie jakby tego mniej niż wczoraj. Wiaterek miałem chyba sprzyjający bo nie odczuwałem podmuchów na twarz i czas przelotu krótszy o 6 min. w stosunku do dnia wczorajszego. Generalnie bezekscesowy dojazd do pracy.

Po pracy do Decathlonu trasą obok Makro. W Decathlonie najpierw sobie zapiszczałem na bramce na wejściu kupionymi w poniedziałek ciuchami, potem nabyłem ochraniacze a potem znowu zapiszczałem na bramce, tym razem na wyjściu. Z Decathlonu do Będzina. Na zjeździe z Kołłątaja w stronę Przemszy pęd powietrza + zimny wiaterek skłoniły mnie do wykonania postoju na przystanku i wdziania warstwy przeciwwiatrowej. Od razu inna jazda. Dalej przez Łagiszę i Sarnów, z małym wjazdem do Lewiatana, prosto do domu. Trochę z zawiewającym wiaterkiem posypywał śnieżek. Ale mimo wszystko jechało się fajnie. No, kurde, jest radocha :-)
Mimo tego zima ma wciąż u mnie status przeciwny do tego, jaki jest domyślny na fb - nie lubię tego.


Kategoria Praca

DP - chlapowato - OND

  • DST 37.00km
  • Czas 02:23
  • VAVG 15.52km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 11 grudnia 2012 | dodano: 11.12.2012

-2 na starcie. Posypało wieczorem i nocą i toż spadnięte zamieniło się w większości w chlapę. Miejscami jeszcze tylko przypominało śnieg. Tak więc mlaskając oponkami w tej brei poturlałem się do pracy. Końcóweczka to u mnie zjazd i wszystko spod przedniego koła poleciało mi na klatę i gębę. Ale i tak radocha z jazdy była :-) Trochę się zastanawiam jak będzie po południu bo prognozy wieszczą spadek temperatury a to oznacza, że będzie sakramencka szklaneczka :-/

Prognozy się sprawdziły. Temperatura spadła. Śniegu dosypało. Szklaneczki na szczęście nie było ale rozjeżdżonego śniegu więcej. Częściowo turlałem się chodnikami ale nie wszędzie się dało.
Na początek do Dąbrowy Górniczej najechać bankomat. Potem szukałem sklepu ze sprzętem turystycznym w celu nabycia czegoś, co w Decathlonie nazywa się getrami. Takie ustrojstwo z kategorii ochraniaczy poniżej kolan. Cały czas mi się śnieg z tylnego koła sypał do butów i stwierdziłem, że mi takie coś potrzebne. Sklepu jednak nie znalazłem. Czyli pozostanie ratować się Decathlonem. Może jutro tam znowu zajadę.
Nie dokonawszy zakupu ruszyłem w stronę Koszelewa i obok Urzędu Pracy odbiłem w stronę Ksawery i dalej pod targ w Będzinie. Stamtąd standardowo na Łagiszę, Sarnów i do domu.
Względem prognozy to jeszcze sprawdził się wiatr. Zachodni. W porównaniu, tfu... cholera... sam nie wierzę, że to piszę... z porannym "ciepełkiem" popołudnie było raczej chłodne. Nie jakoś tragicznie ale zauważalnie chłodniejsze. Plus sytuacji taki, że mi mokra breja na twarz nie leciała. W sumie podróż do domu równie, choć inaczej przyjemna niż poranna do pracy.
Jednak moje stanowisko względem zimy pozostaje niezmienne. Dalej jej nie lubię.


Kategoria Praca

DP - jednak nie zdzierżyłem - OND

  • DST 42.00km
  • Czas 02:23
  • VAVG 17.62km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 10 grudnia 2012 | dodano: 10.12.2012

No nie zdzierżyłem i już. Po wczorajszej prawie "pięćdziesiątce" stwierdziłem, że nawet jakby było -10 (a było na starcie tylko -6), to te 16 km spokojnie dam radę dojechać. Więc się zebrałem i pojechałem. Drogi częściowo zaśnieżone, częściowo chlapa jednak dość bezpieczne jeśli chodzi o "śliskość". Czas podróży niestety wyciągnięty i to znacznie - ponad 10 min.
Na Lenartowicza przyuważa mnie Jacek. Szybkie "cześć" w locie.

Po pracy na początek do centrum ubezpieczeniowego załatwić polisę na Meridę. Tym razem zdążyłem i sprawę załatwiłem. Samo OC i NNW. Gdyby w Casco była opcja ubezpieczenia też od kradzieży to bym się zdecydował a tak, to trochę szkoda kasy. Do ubezpieczyciela tą samą drogą co jazda do pracy więc jeden odcinek już 2x dziś przekręciłem. A przyszło i trzeci raz bo tym razem wracałem się tą samą drogą do świateł na Środuli by przeskoczyć pod "Ąszą" i dalej do Decathlonu przepuścić trochę para-pieniędzy i bon rabatowo-lojalnościowy do tegoż sklepu. Po jakiejś godzinie błądzenia między regałami uzupełniłem się o 3 komplet ciuchów do jazdy zimą (kurtka, spodnie, czapka, 2 polarowe bluzy i opaski odblaskowe). Stamtąd nie całkiem prosto, bo przez Łagiszę i Sarnów, do domu. Jakieś takie wrażenie miałem, że się hm... ociepliło. Drogi cały czas mokre a jam się nawet nieco, tfu... cholera... przegrzał. Aż sam nie mogę uwierzyć, że to piszę ale to fakt. Na dojeździe do domu cosik zaczęło posypywać czyli coś jakby się sprawdzała prognoza. Jeśli się utrzyma jak na wykresach stoi, to jutro, jeśli się zdecyduję jechać rowerkiem, będzie ciężka walka z zaspami.
Ogólnie warto dziś było na rowerek wybyć.
Co nie zmienia faktu, że zimy dalej nie lubię.


Kategoria Praca

DPND

Piątek, 30 listopada 2012 | dodano: 30.11.2012

+2 na wyjeździe. Jezdnie suche ale dla odmiany wiatr. Na szczęście głównie nie z kierunku wmordewindu. Jednak spadek temperatury o te kilka stopni + powiewy robią różnicę i to sporą. Mimo wszystko wrażenie z jazdy pozytywne. Jeśli tylko tak będzie po południu to ok. Niestety prognozy raczej nieoptymistyczne.

Prognozy się sprawdziły, niestety. Po pracy ruszyłem wertepkami w stronę Placu Papieskiego i dalej do Plejady. Stamtąd chciałem uderzyć na Chemiczną i dalej do Czeladzi ale akurat przejazd kolejowy był zamknięty więc przemknąłem nieco dalej, obok DOMU ZŁEGO GHOSTÓW i w stronę Sberki przez 12%. Stamtąd na drugą stronę trasy Katowice-Częstochowa za Real, gdzie przerzuciłem się na ścieżkę rowerową w stronę Czeladzi. Przed mostem wbiłem na asfalt i za stacją benzynową w stronę Grodźca. Miałem przez chwilę myśl, by zagiąć jeszcze trochę i pojechać przez Wojkowice ale pokapujące coś z góry a la deszczyk zniechęciło mnie. Klinkierkiem do Grodźca i dalej do Górdkowa i do domu.
W tych ciemnościach, chłodzie i wilgoci czas inaczej płynie. Wydawało mi się, że jak do domu dojadę to już będzie 18:00 albo i później. Tymczasem jak już się rozpakowałem z ciuchów rowerowych, to na zegarku była ledwo 16:50. Jak chcę żeby już było lato...


Kategoria Praca

DPND

  • DST 34.00km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 20.40km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 29 listopada 2012 | dodano: 29.11.2012

+7 na starcie. Asfalty mokre. Obok dawnej fabryki domów w Łagiszy włączam się w tunel za "16" i podciągam się do targu w Będzinie. 43 km/h. Normalnie 10 km/h wolniej na tym odcinku jadę. Czyli jednak opory powietrza spore. Potem jeszcze rozpędzam się za "188" na Dworskiej w Sosnowcu ale nie udaje mi się utrzymać bo autobus podkręca tempo żeby jeszcze na zielonym przeskoczyć przez skrzyżowanie. Do końca już o własnych siłach.

W pracy przyszło zostać dłużej i w związku z tym wyjazd w całkowitych ciemnościach. Mokro choć względnie ciepło. Powrót na centrum Dąbrowy Górniczej, Zieloną, Preczów i Sarnów. W sumie jechało się całkiem dobrze. Miejscami tylko jakieś niewielkie momentalne opady.


Kategoria Praca

DPOND - zew Księżyca

  • DST 46.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:11
  • VAVG 21.07km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 28 listopada 2012 | dodano: 28.11.2012

Na wstaniu +7. Na wyjeździe +5. Początkowo wrażenie, że jedzie się opornie. Napowietrzanie się zalewało. Im dalej, tym lepiej. Jak dociągnąłem do pracy, to się okazało, że czas przejazdu taki jak latem. Hym... Albo jakiś sprzyjający wiaterek, choć go nie czułem, albo sam nie wiem co. Hamulec na przodzie w końcu trzyma jak się patrzy :-) Teraz muszę pamiętać o tym bo inaczej przyjdzie trenować awaryjne skoki przez kierę ;-)

Na wyjściu z pracy całkiem przyjemna temperaturka. Ruszam na centrum Dąbrowy Górniczej i potem wzdłuż Pogorii 3 od strony Łęknic do Przystani. Przeskakuję na asfalt i w stronę Piekła a dalej w teren wzdłuż Pogorii 4. Po drodze mijam się z zawodnikiem, który w tą samą stronę nagina. Tak kilka razy się spotykamy aż w końcu mi się odrywa. Za jakiś czas go na ścieżce spotykam jak wraca. Okazało się, że rozkręcił mu się wózek od tylnej przerzutki i kółeczko ze śrubą poszło gdzieś w krzaki. Chwilę dla formalności popatrzyliśmy po drodze ale że było już po zachodzie, dookoła las a zaginione elementy mało odcinające się od gleby właściciel zdecydował, że nie ma sensu tracić czasu i na awaryjnych przełożeniach poturlał się dalej. Proponowałem skracanie łańcucha ale się nie zdecydował. Mam nadzieję, że nic więcej mu nie siadło i dojechał jakoś do domu.
Ja dalej do Wojkowic Kościelnych i asfalcikiem wzdłuż P4 do Marianek. Po drodze kilka razy przystanąłem by zrobić foto Księżyca i okolic przez niego oświetlonych. No widoki obłędne. Jutro w pracy dodam jeszcze zdjęcia.
Ostatnie zdjęcie zrobiwszy niedaleko Preczowa jadę na Sarnów i do domu z małym przystankiem w Lewiatanie.
Super pogoda jak na ten miesiąc. Niby ledwo kilka stopni na + ale jeździ się rewelacyjnie. Sucho. Minimalne wiaterki. Na Pogoriach spotkałem kilku rowerzystów, rolkarza i chyba piechota też była. Jedynie rowerzyści oświetleni (choć nie wszyscy). Reszta na batmana.







Zdjątek jest w sumie kilkanaście


Kategoria Praca

DPS

  • DST 26.00km
  • Czas 01:11
  • VAVG 21.97km/h
  • Sprzęt Kiedyś Giant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 27 listopada 2012 | dodano: 27.11.2012

+5 na starcie. Drogi suche. Widoczność, jak to w ciemnościach, taka sobie. Dziś do pracy Srebrną Strzałą bo po odstawiam ją do serwisu na wymianę napędu. Łańcuch skacze już prawie na każdym przełożeniu jak się zapomnę i depnę. Zważywszy na to czas przejazdu wyszedł i tak nienajgorszy.

Po pracy obok Makro do Będzina oddać Strzałę do serwisu. Reszta drogi zbiorkomem. Potem jeszcze tylko szybki skok do sklepu Meridą.


Kategoria Praca, Serwis

DPOND

Poniedziałek, 26 listopada 2012 | dodano: 26.11.2012

+3 na starcie. Chyba wiaterki sprzyjające bo jechało się całkiem ok. W Będzinie podciągnąłem się w tunelu za "16" przez 2 przystanki. Na Lenartowicza coś za mną trąbi. Za chwilę zrównuje się ze mną samochód a tam w środku Jacek. Dziebko mnie zaskoczył :-) O mało co chwilę potem nie wbiłem się na pasy przy czerwonym świetle, kiedy to miała już na nie piechota wkroczyć.

Po pracy do centrum Dąbrowy Górniczej najechać bankomat. Dalej do Będzina, do serwisu po klocki hamulcowe, kasetę, łańcuch i smar. Potem przez Łagiszę do Sarnowa do weterynarza i potem prosto do domu. Na razie warunki do jazdy rewelacyjne jak na tą porę roku.


Kategoria Praca, Serwis

DP - PTTK - OND

Piątek, 23 listopada 2012 | dodano: 23.11.2012

+5 na starcie. Lekkie zamglenia. Drogi mokre. A poza tym jechało mi się dziś rewelacyjnie co widać też i po czasie dojazdu. Czyżby zapach weekendu dodał sił? A może wyczuwam, że ktoś knuje jakąś ciekawą ustawkę?

Po pracy podjechałem na początek do Będzina, do serwisu. Potem Ścieżką rowerową w stronę "Żylety" i dalej do centrum Sosnowca do siedziby PTTK na spotkanie "CYKLOZY SOSNOWIEC". Trochę zeszło nim się wszystkie sprawy zaplanowane udało pozałatwiać. Wybywamy jakoś po 19:00. Jadę do domu przez Milowice, Czeladź, Wojkowice i Strzyżowice. Odprowadza mnie na wiochę Marcin. Jedzie się całkiem fajnie i całkiem żwawo choć generalnie mokro na jezdniach i mglisto.


Kategoria Praca

DPOND

  • DST 43.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 02:22
  • VAVG 18.17km/h
  • Sprzęt Merida Matts TFS 100D
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 22 listopada 2012 | dodano: 22.11.2012

+5 na starcie. Jezdnie mokre i nieco mglisto. Niby jechało się całkiem fajnie ale prędkość, że szału nie ma.

Po pracy ruszyłem oczywiście do domu i oczywiście nienajkrótszą drogą. Tym razem zwrot w stronę Kazimierza. Chciałem się dostać do Gołonoga ale inną trasą niż zwykle jeżdżę, tzn. krótszą. Może i wyszła krótsza ale za to przyszło kapinkę w błocie pokopać i zrobić jeden wypych. Nie obeszło się też bez kawałka typu off-road. Wyjechałem w końcu tam gdzie chciałem i dalej już standardzik wzdłuż torów przy Pogorii 1 do Piekła. Dalej brzegiem Pogorii 4 do Preczowa, przez Sarnów do domu. Jeszcze jak było jasno to mi się chciało tempo podkręcać ale jak się zrobiła szarówka to już mi para uszła i część "nocną" jazdy odprawiłem w tempie głównie spacerowym. Generalnie jednak jechało się całkiem dobrze.


Kategoria Praca