Praca
| Dystans całkowity: | 116448.00 km (w terenie 6313.00 km; 5.42%) |
| Czas w ruchu: | 6128:01 |
| Średnia prędkość: | 19.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
| Liczba aktywności: | 2969 |
| Średnio na aktywność: | 39.23 km i 2h 03m |
| Więcej statystyk | |
DP - oby temu TIR-owi wszystkie koła siadły - DON - Ustawka Domino
-
DST
104.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
05:01
-
VAVG
20.73km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na starcie +16 i niemal na starcie wqrw. W Gródkowie prawie mnie zepchnął z drogi TIR. Minąłem szkołę, przejechałem skrzyżowanie i wychodzę na prostą w stronę Będzina. Widać od razu, że w przeciwnym kierunku jedzie sporo osobówek. Nie jednym ciągiem ale tak po 2-3 ale przerwy między tymi grupkami nieduże. Za sobą słyszę, że coś dużego jedzie. Myślałem, że jakiś normalny kierowca. Ale nie tym razem. Jak tylko 2 osobówki mnie wyminęły tamten zaczął się pchać choć nie miał na tyle miejsca, żeby się rozpędzić. Kiedy następne 3 osobówki były już blisko zaczął zjeżdżać na mnie. Gdybym nie przyhamował, to bym mnie tyłem naczepy trafił. Mam nadzieję, że mu się ten TIR cały będzie sypał do końca trasy. Tak w ramach pokuty za drogowe grzechy.
Poza tym całkiem przyjemny dojazd do pracy. Wyjechałem kilka minut wcześniej by sobie na spokojnie pojechać ale jakoś tak wyszło, że "się pocisło". Na zjeździe z Lenartowicza 56km/h. Jak mi się Strzałą uda 60 przekroczyć, to zacznę się bać :-] W sumie, wiele już nie brakuje.
W ciągu dnia sprawdzam jak się zapowiada pogoda na weekend. Nędznie w piątek i sobotę :-/ W związku z tym tak sobie wykombinowałem, że skoro dziś jest jeszcze nieźle to może by pohasać jakby miało się nie dać w sobotę. Zerknąłem na forum Ghostbikers i tada! Domino zaproponował rundkę na lody do Siewierza. Start z molo przy Pogorii 3 o 17:00. Szybkie rachuby i wyszło mi, że powinienem dać radę.
Powrót chciałem uskutecznić szybki przez Dąbrowę Górniczą ale nie wyszło do końca idealnie bo przy Alei Róż drogowcy rozpoczęli swoje zabawy i centrum miasta zakorkowane. Tu rowerek pokazuje swoją przewagę i jednak udaje mi się przebić na Pogorię 3. Tu pustawo. Lekki spadek temperatury skutecznie przepłoszył tłumy. Po drodze widzę jak rowerowy patrol Policji robi nalot na wędkarzy.
Z Pogorii 3 przedostaję się obok Świątyni Grillowania na Pogorię 4 i przez Preczów i Sarnów sprawnie docieram do domu. Strzała zostaje zaparkowana w garażu a w użycie wchodzi (po uprzednim czyszczeniu napędu i przerzutek) Niebieski Rumak. Strzała ma dziś na liczniku 35km.
Startuję na miejsce zbiórki z małą obsuwą i przychodzi mi naginać by się nie spóźnić za bardzo (tzn. zmieścić się w kwadransie akademickim). Niebieski Rumak idzie jak burza. Jeszcze nigdy mi się tak szybko nie udało na molo dojechać. Raptem jakieś 23 minuty. Na miejscu są już: Edytek, Domino i Włodek. Czekamy jeszcze na Jagęrybę. Szósty uczestnik też się pojawił ale jakoś tak w ferworze walki nie pojechał.
Zabawa była przednia. Mnóstwo śmiechu, wesołych rozmów, docinków i żartów. W takiej atmosferze docieramy do Siewierza standardową drogą. Tam pochłaniamy po duży lodzie włoskim. Robi się nieco chłodniej i decydujemy się wrócić. Ale tak do końca ten powrót prosty nie był. Zahaczamy o hotel. Potem o Boguchwałowice (gdzie nie udaje nam się obiado-kolacjać). Dalej przez Przeczyce i Warężyn jedziemy do Kuźnicy Piaskowej (gdzie Domino omal nie parkuje na Jadzerybie w wyniku niespodziewanego skrętu w prawo). Wracamy na Pogorię 4 i jedziemy do najbliższej knajpy. Tam zasiadamy na chwilę dłużej. Grzeszę dużym Tyskim. Do tego zapiekanka i paczka HIT-ów orzechowych. Może nie jest to modelowy obiad ale jakoś tam energii jednak dostarcza. Kiedy zaczyna się robić szaro a komary wzmagają szturm zwijamy się do domu. W drodze na Zieloną Władek rozpoznaje w spacerującej parze jej połowę czyli Olę. W oparach sensacji (no bo jak to? Ola bez kasku? I nie na rowerze?!) zawracamy się przywitać. Kilka słów i znów zaatakowani przez komary jedziemy dalej. Przy mostku na Czarnej Przemszy Domino oficjalnie zamyka ustawkę. Żegnamy się z nim. Jedzie do Dąbrowy. My w czwórkę wzdłuż Przemszy do Będzina.
Obok nerki Włodek z Edytą odbijają w swoją stronę a ja z JagąR na Zamkowe. Tam się żegnamy i już solo przez Grodziec i Gródków jadę do domu. W domu przed 22:00.
Niby powinienem się zajmować czymś zupełnie innym popołudniami ale zew rowerka... zresztą sami wiecie.
A za tydzień na ustawce: BIDA! Upadnie legenda :-]
Link do galerii
Cel ustawki osiągnięty (zarówno geograficzny jak i kulinarny).
Na powrocie robimy inspekcję hotelu.
Nie wiadomo czemu magnesik Edyty od licznika podróżował na rowerku Domina. Tu zajmuje należne mu miejsce ;-)
Potem trochę padało.
A padało po to, byśmy mogli zrobić foto na tle tęczy. Niestety mój aparat nie oddaje tego tak, jak "okami" to w realu widać.
Potem chwila na grzeszenie, wejście na nielegal, wesołe gadki (pozdrawiamy Pana od sportów ekstremalnych).
Wynik za dzień.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
35.00km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
21.21km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie spojrzałem dziś na termometr ale na dworze całkiem przyjemnie. W ogóle jakiś dobry dzień dziś do jazdy bo przelot poszedł błyskawicznie. Może częściowo dlatego, że odrobinę na krawędzi czasu wyjechałem i po drodze jeszcze trafił się króliczek (w Gródkowie), którego wyprzedziłem w pośpiechu :-) Do Będzina średnia 29. Potem kilka górek i świateł więc średnia spadła. Ale wrażenie z jazdy bardzo pozytywne. Na zjeździe z Lenartowicza ponad 50km/h czyli na pewno nie wmordewind.
Powrót kombinowany. Na Braci Mieroszewskich mija mnie króliczek :-D. Stałem na poboczu bo mi się na jakimś wyboju GPS znowu wyłączył. Ale za króliczkiem się goni więc ruszam w pogoń. Na podjeździe przy DorJan-ie wyprzedzam klienta ale zawzięty był i na światła za Expo Silesia cisnął za mną pod górkę 40km/h. Niestety przy rondzie Aleja Róż odbija na lewy pas w stronę Pogorii a ja do bankomatu. Trochę na skrzyżowaniu na światłach zamarudziłem. Ale znowu króliczka doganiam. Tym razem za mostem ucieczki. Wcale szybko już nie jadę bo jakieś 30km/h. Nie wiem, czy mu po drodze w stronę mola nie było czy spuchł w każdym razie jak na Zieloną odbiłem, to już go nie było.
Jako, że nie było się już kim dopingować to spacerowym tempem przez mostek na Czarnej Przemszy i potem jadę wzdłuż torów wertepkami do Łagiszy. Przeskakuję na drugą stronę drogi z Sarnowa do Łagiszy i dalej wertepkami przez Gródków do mojej wiochy. Strzałą na teren jakoś teraz mi tak nie za bardzo się jeździ. Jednak człowiek przywyka do luksusu i amorek na przodzie, to amorek na przodzie. Jedzie się łatwiej i szybciej.
Kategoria Praca
DPDZ
-
DST
37.00km
-
Czas
01:39
-
VAVG
22.42km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+15 na starcie. Super warunki do jazdy co też i w czasie przejazdu się objawiło. Zielona fala niekompletna. Poza tym przejazd bez sensacji.
Powrót do domu przez Dąbrowę Górniczą. Dojeżdżając do parkingu przy molo na Pogorii 3 zdecydowałem, że nawet nie ma co wbijać na ścieżkę wokół zbiornika bo ćma narodu jaka ciągnęła w tamtą stronę zwiastowała tylko ścisk okrutny. Odbijam na Zieloną i stamtąd przez mostek na Czarnej Przemszy przeskakuję do Preczowa. Dalej przez Sarnów do domu. Zrzucam balast i jeszcze małe kółeczko do wsiowego Lewiatana. Tak się zastanawiam, czy mi przy tym Lewiatanie jakiejś inkszej formy handlu nie stawiają przypadkiem bo jakiś beton wylany, jakiś parking się układa...
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:31
-
VAVG
22.42km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+11 na starcie. Po wczorajszym struciu i nawalaniu baniaka wrażenie z jazdy takie, że mocno oporna. Tymczasem na finiszu czas 40 min. Pewnie nogi same po dwóch dniach niejeżdżenia wiedziały co robić.
Powrót przez Dąbrowę Górniczą, wzdłuż Pogorii 3, przeskok przez tory na Pogorię 4, Preczów i Sarnów. Dziś zero chęci na objazdy. Wczorajszy dzień dalej daje o sobie znać. Poza tym w Srebrnej Strzale trzeba mi chyba już hamulce wyregulować bo jak się ciepło robi, to prawie w ogóle tył nie trzyma.
Kategoria Praca
DP - Dla odmiany... - OD
-
DST
46.00km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:02
-
VAVG
22.62km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
... do pracy od Będzina przez Dąbrowę Górniczą.
Na starcie +18. Czyli jest dobrze. Do kompletu wyjeżdżam całkiem o czasie i nie muszę naginać po drodze. Ale. Koła jakoś same tak się kręcą i na światłach przy Stadionie w Będzinie średnia 28km/h. Szybki wjazd do sklepu po upgrade śniadania do pracy i okazuje się, że mam jeszcze 30 min. na dojazd. Skoro tak, to trzeba ten czas pożytecznie wykorzystać i na Rondzie Unii Europejskiej (dumna nazwa całkiem małego rondka) zamiast w prawo, skręcam w lewo. A potem już samo się toczy. Przez centrum D. G., obok Silesia Expo i centrum Zagórza do pracy. Zupełnie fajnie się jechało.
Powrót przez rozkopany Kazimierz, Gołonóg, wzdłuż torów przy Pogorii 1 do Piekła i asfaltem przy Pogorii 4 do Preczowa. Dalej przez Sarnów do domu.
Generalnie tempo spacerowe. Jakoś nie miałem ochoty na naginanie. Jedynie krótki kawałek w Dąbrowie pociągnąłem się za szosą. Niestety nie jechała w moją stronę.
Wiaterek z zachodu ujawnił się na końcówce.
Kategoria Praca
DP - Rozleniwienie... -OD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:50
-
VAVG
21.82km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
... skutkuje tym, że potem trzeba naginać. Dziś obsuwa w czasie jak wczoraj ale światła mniej łaskawe więc więcej czasu na postoje a mniej na jazdę i tym samym naginanie mocniejsze. Do Będzina średnia 30km/h. Potem trochę górek po drodze i tempo nieco spada ale i tak blisko byłem wyrównania najszybszego dojazdu do pracy.
Termometr zeznał na starcie +14.
Zjeżdżając Lenartowicza wyskoczyło mi coś żółte na czołowe. Oczywiście baba za kierownicą. Sznurek samochodów powoli jedzie sobie pod górkę za traktorem, pomiędzy osobówkami jeszcze ciężarowy a ona bierze się za wyprzedzanie. Zero rozumu. A cierpliwości jeszcze mniej.
Mając lekko dość ciągłego powracania przez Pogorię tą czy inną dziś kierunek na Czeladź. Tam też odrobina kluczenia i poznawania nowych dróżek. Z Czeladzi klinkierkiem do Grodźca. Dalej zjazd do Gródkowa i małe zagięcie niedaleko domu.
Po drodze kilka razy była mini kanonada i nawet 3 krople deszczu spadły ale do domu dojechałem na sucho. W prognozach stało, że jak się do 17:00 wyrobię to nie powinienem zmoknąć. Się sprawdziło. Powrót raczej tempem spacerowym.
Kategoria Praca
DP - Czyżby czas się leczyć? ;-) - OD
-
DST
57.00km
-
Czas
02:28
-
VAVG
23.11km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pytanie dręczy mnie z tego względu, że już drugi dzień z rzędu w drodze do pracy widziałem Ducha w Będzinie ;-p
A poza tym to +16 na starcie. Wyjechałem z lekką obsuwą czasową i na odcinku do Będzina trzeba mi było podkręcić tempo. Przelot przy średniej 28km/h i wbijam się w bezpieczne ramy czasowe w przewidywanym punkcie.
Przyszło dziś kapinkę dłużej w pracy posiedzieć i jak wychodziłem, to już mi się poza jeżdżeniem na rowerku nic nie chciało. W związku z tym zdecydowałem się pozaginać powrót do domu. Na początek przez Kazimierz. Ciągle jeszcze rozkopany za światłami. Potem przez Gołonóg, wzdłuż torów przy Pogorii 1 na Piekło. Pogorię 4 objeżdżam asfaltem wentylując nieco płuca przy 30+ (km/h nie st. C). Powodem był jeden biker, który był mię wyprzedził. Zajął tym samym miejsce dzisiejszego króliczka. I tak sobie popylał trochę ponad te 30km/h ale jakoś tak pod koniec nieco zwolnił więc ja wziąłem stanowisko i do końca asfaltu on podciągnął się za mną. Niestety pewnie robił P4 dookoła a mnie droga wypadła z Wojkowic Kościelnych dalej do Toporowic, Dąbia-Chrobakowego, Malinowic i mojej wiochy. Od Wojkowic już sobie spokojniej jechałem 30 przekraczając tylko tam, gdzie było z górki. Coby sobie spokojnie dojechać.
Powrocik całkiem przyjemny. Ciepło, słonecznie. Choć ma to swoje wady. Przy Pogoriach trzeba było uważać i często uskuteczniać slalom.
Kategoria Praca
DPD
-
DST
34.00km
-
Czas
01:35
-
VAVG
21.47km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+12 na starcie i słoneczko, które zapowiada super popołudnie. Trochę szkoda, że lipcowe popołudnia zajęte i nie będzie okazji do dłuższych objazdów. Ale może choć weekendy uda się wykorzystać jak należy.
Po pracy powrót bez zaginania. Dąbrowa Górnicza - Pogoria 3 - Preczów - Sarnów.
Przyjemne ciepełko.
Kategoria Praca
DPZD
-
DST
40.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
21.05km/h
-
Sprzęt Kiedyś Giant
-
Aktywność Jazda na rowerze
+8 na starcie. Słoneczko mignęło przez chwilę po 5:00 ale potem wzniosło się nad chmury. Wiaterek nieznaczny. Pogoda nie jest jakaś tragiczna ale do ideału to jej bardzo daleko. Pocieszeniem jest to, że nie pada przynajmniej.
Dojazd do pracy wyjątkowo spokojny. Na drogach wręcz pusto.
Po pracy przez Dąbrowę Górniczą Mydlice i Będzin Warpie do Kauflanda. Z przeciętnie dużym tonażem na bagażniku przez Łagiszę i Sarnów do domu. Zrzut ładunku i jeszcze rundka do wsiowego Lewiatana.
Powrót raczej spokojnym tempem. Trochę wiaterku niezbyt ciepłego było ale ładne słoneczko nie pozwoliło wystygnąć.
Po drodze trochę bajkerów. Na skrzyżowaniu przy Nemo (od strony Expo Silesia) przyuważa mnie Rysiek z Cyklozy. Na światłach przed szpitalem na Mydlicach ktoś za mną jechał ale tylko kątem oka widziałem człowieka na rowerze i jeśli to ktoś ze znajomych, to nie poznałem. Po wsiach mnóstwo dzieciaków na rowerkach. Widać, że wakacje.
Kategoria Praca
DPOD
-
DST
45.00km
-
Czas
01:54
-
VAVG
23.68km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
+10 na starcie. Drogi mokre. Po drodze kilka razy popadało tak więc dojazd nie uszedł mi dziś na sucho. Tragicznie jednak też nie było. Pomimo czerwonej fali czas jazdy całkiem niezły. I to bez podciągania się za autobusami. Jednak Błękitny Rumak jest szybszy od Srebrnej Strzały. Pewnie nie bez znaczenia jest również to, że świeżo przeserwisowany.
Po drodze, w Będzinie, przyuważam noibastę jak rozpoczyna start. Tuszę, iże ze swoją lepszą połówką szedł do pojazdu ;-) Ciągle jednak powraca pytanie: CZEMU DO PRACY NIE NA ROWERZE! :-p
Plany były takie, żeby po pracy jechać na Masę albo do Katowic albo do Bytomia ale na wylocie leciała mżawka i ochota do objazdów odeszła. Pojechałem przez Dąbrowę Górniczą w stronę Pogorii 3 skąd przeskoczyłem na Piekło i asfaltem wzdłuż Pogorii 4 miałem jechać do Preczowa i dalej do domu. Jednak jako, że asfalcik wzdłuż P4 był suchy to nieco zagiąłem podróż powrotną i pojechałem w stronę Wojkowic Kościelnych odbijając wcześniej na Kuźnicę Piaskową. Dalej już standardzik przez Warężyn, Dąbie-Chrobakowe i Malinowice. W Malinowicach też zaczęło konkretnie padać. Zanim minąłem gimnazjum w Psarach byłem już zauważalnie mokry. Dopiero na ostatnich 2km deszcz zniknął.
Pogoda jakaś taka barowo-łóżkowa. Nic się nie chce. Na dodatek znów pada :-/
Kategoria Praca






















