DPOD
-
DST
57.00km
-
Teren
10.00km
-
Czas
02:55
-
VAVG
19.54km/h
-
Sprzęt Merida Matts TFS 100D
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rano standardzik do pracy. 16km. +6 ale odczuwalnie cieplej. Bez sensacji.
Powrót zrobiłem sobie nieco dłuższy i tu już były wydarzenia różne. Wertepkami poleciałem na Klimontów i dalej przez centrum Sosnowca na Stawiki. Tam terenami pod Halę Sportową na Milowicach i tu pierwsze wydarzenie z kategorii "na minus". Wyjeżdżam spod hali na asfalt a tu mi GPS dynda na smyczy. Rozsypał się zaczep :-/ Chociaż z drugiej strony to dziw, że aż tyle wytrzymał. Dalej pojechałem za rzekę i trochę asfaltami, trochę wertepkami do Czeladzi. Na asfalt wychynąłem ponownie za cmentarzem w Czeladzi i pojechałem dalej do Wojkowic. Znowu trochę wertepkami, trochę asfaltami, trochę klinkierkiem i wylądowałem w Rogoźniku. Tam wzdłuż zbiornika dojechałem do drogi na lotnisko i skręciłem na Strzyżowice. Na górce, za cmentarzem na nowo wbiłem w teren. Wystraszyłem jakąś parkę naturystów. Ona hojnie obdarzona, on nie wiem ale na pewno z gołym zadkiem. Wertepkami podjechałem na startowisko paralotniarzy w Górze Siewierskiej spodziewając się tam zastać jakąś ekipę. I się nie zawiodłem. Pogoda akurat była idealna do lotów z tego miejsca. Było kilka samochodów i kilka osób w pierwszych lotach - przyjechała szkółka paralotniarska. Poza tym z tego miejsca jest zajefajny widok zwłaszcza przy takiej pogodzie jak dziś. Kilka foto i już prosto asfaltem do domu.
"Stonehenge" w Czeladzi.
Drugie życie Trabanta.
Kiedyś pewnie cała okolica żyła z tego miejsca. Teraz to ruinka. Kopalnia w Wojkowicach.
Jeden z początkujących "paralotników".
Kategoria Praca